Nie czytała a wszystko wie

Tytuł świetnie koresponduje z wystąpieniem Pani Marii Kiliańskiej na sesji Rady Gminy w Siennicy Różanej, w dniu 22 listopada 2018 r. Tyle ciekawych rzeczy dzieje się, wokół, że mamy poślizg w poinformowaniu Państwa czytelników o w/w posiedzeniu. Radni złożyli ślubowanie, wójt również. Wybrano Przewodniczącego Rady Gminy w Siennicy Różanej, którym został Piotr Banach a zastępcą Bogdan Kargul, szefem Komisji Rewizyjnej wybrano Dariusza Sęczkowskiego, zastępcą Alicję Pacyk. Wiesława Popik objęła Komisję Skarg, Wniosków i Petycji. Komisja Oświaty wybrała na przewodniczącą Marię Kiliańską. Wszystko było w zasadzie normalnie, ale w punkcie wolne wnioski, Pani Maria Kiliańska postanowiła zabrać głos. Reagować na wszelkie zło fizyczne, psychiczne to zadanie radnych, stwierdziła. Jako główne zagrożenie spokoju uznała działalność strony internetowej „Siennicą pod Prąd”. Zastrzegła jednocześnie, że nie czyta tej strony, ale sobie nie życzy oceniania przez jakiegoś „pana”. Zasugerowała też, że owo pisanie jest spowodowane frustracją przegranych w wyborach. Apelowała do radnego Korkosza by zakończył proceder „obśmieszania”. Ciekaw jestem jak można wyrażać tak ostre stanowisko na podstawie plotek, bo przecież Pani nie czyta tej okropnej strony…

Mirosław Ignacy Kaczor

50
22

Na powiatowym Parnasie

Autorski, aczkolwiek lekko satyryczny pogląd na nowe władze powiatu, zainspirowany zbiorczą fotografią owych. Nikt nie został pominięty, nawet ten, który uciekł od niej w przerwie. Rymy niniejsze są ukłonem w kierunku „ojca wyborczego sukcesu” Matki Teresy Hałas z Topoli, stworzone z pewnością mniej sprawnie od niej, ale równie ambitnie i odważnie. Polonistów niniejszym zawczasu przepraszam!

Z lewej stoi Janusz Szpak – odlatujący ptak. „Rządziłem długo i tak jak chciałem. Wybory były, ale przegrałem. Jam teraz na emeryturze panem! A wy się bujajcie z tym bałaganem. I żeby was nie zdziwiło, że lepiej to już było…”

 

Obok Bogusław Domański – facet, który o ziołach wszystko wie i jeszcze mu się chce… „Łopiennik jest teraz jak kolumbijskie Medellin. A jeszcze trzeba wiedzieć, że za tymianek nie idzie się siedzieć!”

 

Za Domańskim stoi słynny Witia Boruczenko, co chemizacji nie tylko nad Łopą uczy i politycznie kluczy. Grał też w barze na gitarze, ale widać marnie i się do polityki garnie… „Trudno mi zaradzić, muszę kogoś zawsze zdradzić!”

 

Przed Wicią stoi kruczy Leszek Janeczek – regionalista i ginekolog. „Ale wam przydałby się jeszcze proktolog!” Ręce trzyma na brzuchu, stoi w bezruchu.

 

Tuż za Janeczkiem wystaje ciut Marka Piwki. Proszę wierzyć, że lider lewicy jest obfitszy, a to, co wystaje determinuje całą resztę.

„Na kartoflach stonka, a w mieście Biedronka. Lubię te owady, nie ma na to rady – takie mam ideowe zasady!”

 

Pani obok Janeczka to Mróz Ania. „Jestem sobie Mrozowa Anka, mam spódniczkę po kolanka. Sympatyczna żem i miła, bo bank to siła! Zaspakajam ludzkie żądze, bo pożyczam pieniądze”.

 

Obok Anki Marcin Zając – ten symbol Wielkanocy na wice wójta wskocy. „Kicam do Żółkiewki, bo tam teraz są marchewki!”

 

Za Zającem kolejny Pan na „Z” – Zieliński Krzysztof się zowie. „Jestem niedobry, bom od Ziobry. Z tyłu stoję, Tereski się nie boję!. Jeśli wierzyć Biblii, ostatni będą kiedyś pierwszymi a ja razem z nimi!”

 

Obok Zielińskiego a za Zającem stoi Och Karol! Babiarz. „Mam lat 73 i ciągle mi się śni… Oczywiście władza i wiek mi nie przeszkadza!”

 

Przed Babiarzem stoi Nieścior Ewa, co się nie gniewa. I się nie chowa, bo jest z Gorzkowa. „Jestem świeża w radzie, jakoś se poradze!”

 

Za Ewą i przy godle stoi Józio Wroński – fajsławski Plan Napoleoński. Jego dewiza jest taka: Bóg, Honor, Ojczyzna i swoja ojcowizna. „Za Tereską pójdę i do piekła, żeby tylko rzekła! W Kościół wierze, w księży wierze i jeszcze jeżdże na rowerze.”

 

Przed Józkiem stoi Justyna Przysiężniak z domu Hałas. „Jestem Hałas z domu, nie mówcie nic nikomu! Stoję tu i będę stała…, bo mama tak mi kazała!”

 

Obok Justyny stoi ten najbardziej oczekiwany i miesiąc rodzony – starosta Andrzej Leńczuk. Jak widać na zdjęciu, skrzydła same rosną mu na plecach – to żadna anomalia, tylko częstochowska husaria. Kredyt mu teraz trza dać, ale jak zasłuży, to prać.
„Na Jasną Górę jechałem drogą prostą – tak zostałem starostą. Jadąc mimo woli, udałem się do Topoli. Tereska róże tam plewiła i tak mnie namaściła. Robić mam, co mi każe, jak ja teraz się ludziom pokażę?!”

 

Obok Leńczuka w niebieskim krawacie Mirek Księżuk stoi. Postać z niego świetlana i trochę napompowana. Człowiek renesansu. „Wieńce noszę, w bęben walę i Tereskę wszędzie chwalę. Talent mam muzyczny i gastronomiczny! Dzięcioł na Kościuszki stuka, że idzie era Księżuka. Lider tamtej okolicy po klęsce kwicy – Jędrek Kmicic przez ambicje żony został zgubiony. Mężowie stanu rodzą się tam w wierzb cieniu i na kamieniu – jak ja sam! Tratatam, tratatam”

Obok Mirka w okularach i czerwonym krawacie Stasio Repeć stoi i się nie boi. „Chłop żem spokojny i bogobojny, a robie za zakładnika u wójta Rudnika. Kiedyś był żem w PZK, cha, cha, cha! Potem mnie porwał Janusz do PSL, bo miał w tym swój cel. Każdy mnie porywa – taka ta polityka niegodziwa!”

 

Za Repeciem widać trochę Janka Mroza. Ja żem emeryt z Żółkiewki, gdzie dużo Lisowej marchewki. W zarządzie posiedze… i jakoś to bedzie!

 

Obok kolejny członek Zarządu Marek Nieścior. „Uśmiechnięta żem chłopina, były insepektor buraczany z Kraśniczyna… Jestem małomówny i to mój atut główny. Nie mówię nawet, jak trzeba, niech gada Nieścior Ewa!”

 

Obok Marka Nieściora stoi Marek Nowosadzki. „Jestem spokojny i dumny, bo uciekłem z niebytu trumny. To Wici była robota, bo to zdrajca i niecnota. Być poważnym i by nie mieć wrogów, muszę skończyć ze Szpakiem lepienie pierogów!” .

 

Obok Marka Pietia Suchorab „Przebiegły żem, jak poleski chłop, bo do zarządu zrobiłem hop! Wykiwałem po drodze Janusza, taka ze mnie rogata dusza.”

 

Na zdjęciu brakuje tylko Tadka Chruściela – Grzegorza Lipy przyjaciela. „Jak ujrzałem nowe władze, pomyślałem: nie poradze, zabrali nam władze. Udałem się do domu, nie mówiąc nikomu. Dałem nogę, bo patrzeć na nich nie mogę! To nie ludzie, to potwory, po co były te wybory?!”

Tak się prezentuje nowa powiatowa władza pod wezwaniem Matki Teresy z Topoli. Najstarszy z niej jest Karol Babiarz – lat 73, a najmłodsza – Justyna Przysiężniak primo voto Hałas, lat 44. Na 19 radnych aż 7 to emeryci, wkrótce będą dołączać następni. Energia w nich aż kipi. Módlmy się wspólnie, by wszyscy dożyli końca kadencji. Nie wymagajmy od nich za dużo. Żeby tylko zdrowi byli i kadencję przeżyli!

42
12

Kto nie z nami ten przeciwko nam

Poniższy komentarz trafił na stronę i dzięki treści zasługuje na wyróżnienie. Jednak wystarczy być sceptycznym, by być wrogiem…

Panie Piotrze , dziękuję za „ dziennik siennicy „ ! Za to że możemy wyrazić tu własne zdanie i poglądy ! Na fesjbukowej stronie Pisu Krasnystaw komentarze , które są kulturalne i merytoryczne , ale nie wychwalające zachodzących w powiecie „ zmian” są przez ekipę Pani poseł kasowane . Sama się o tym przekonałam . Pozdrawiam , Sylwia.

34
15

Jest poród, pora na alimenty

 

Wreszcie dobiegł kres najdłuższego politycznego porodu w historii powiatu. Dr Janeczek może mieć powód do zawodowej dumy. Poniższe ginekologiczno-położnicze zwroty w felietonie są ukłonem w jego stronę. Znamy matkę powitych niemowląt, ale ojciec – przynajmniej na razie – jest NN. Będziemy szukać szczegółów poczęcia. No, i oczywiście ojca. Kto i komu będzie spłacał polityczne alimenty?

Trzecia żona Henryka VIII rodziła ponad dwa i pół dnia. Długo – ktoś powie. I będzie miał rację. Ale rzekomo zwycięski PiS starostę i wicestarostę wydawał na świat blisko miesiąc. Nawet płeć tego pierwszego była zagadką. Jedynie Witia Boruczenko sam na świat przyszedł, a tym samym na wysoki stołek sam się wepchnął. Zapewne przy pomocy noża, który boleśnie wbił po drodze koledze z komitetu PZK – Nowosadzkiemu prosto w plecy.

Bez mandatu od wyborców

Tak więc nasz osesek starosta Andrzej Leńczuk jest rześki, rumiany i rozgadany, choć wolny, ale co najważniejsze – młodszy od swego poprzednika o 8 wiosen. To taki nasz nowy, nieco młodszy Szpak, który ustępuje po 16 latach dyktatury – niczym Helmut Kohl, którego Niemcy mieli już zwyczajnie dość. Na tym podobieństwa się kończą. Sam Leńczuk ma życiorys pokaźny, ale jednostronny. Kiedyś był kierownikiem kina, działał w Gloria Vitae. Był dyrektorem KDK, organizując przez wiele lat „Chmielaki”, a także 13-krotnie pielgrzymkę rowerową do Częstochowy. Być może wstawiennictwo Matki Boskiej Częstochowskiej u naszej Matki Teresy zaowocowało tym że jest starostą?

Ostatnie lata spędził w Wydziale Kultury Urzędu Marszałkowskiego, rządzonego przez koalicję PO-PSL, gdzie m.in. odpowiadał za organizację Dożynek Wojewódzkich w 2008 r. Trafił tam po rozstaniu z Jakubcem w wyniku i w okolicznościach, o których nie ma potrzeby dziś wspominać. Warto tylko pamiętać, że obecnie wicedyrektorem, podległego staroście PUP, jest właśnie Jakubiec. Leńczuka miło się słucha, a ten mówi wiele, choć tonuje zapędy twierdząc, że miotły nie będzie. Będzie za to audyt i remanent. W jego ramowym expose można było wyłowić wątki drogowe, być może jest to sygnał do zrobienia porządku z wiecznie nadętym i aroganckim Banachem? Choć wieść powiatowa niesie, że Piotruś już od paru dni jest bardzo miły dla swoich podwładnych. Bo wiedzieć trzeba, że największą katuszą dla nadętego dygnitarza jest właśnie bycie miłym.

Wracamy do Leńczuka. Bardzo widoczne są jego związki z kręgami kościelnymi. W Watykanie mawiają, kto papieżem na konklawe wchodzi, wychodzi z niego jako kardynał, a w przypadku Leńczuka tak jest. Na inauguracyjną sesję przybył jako przewodniczący Powiatowej Komisji Wyborczej a wyszedł jako starosta. Czyżby tylko dlatego na powiatowego radnego nie kandydował? Starosta ot tak, bez bezpośredniego mandatu od wyborców? Doprawdy, dziwne.

Ubłocony Nowosadzki wraca do gry

Leńczuk ma do pomocy wicestarostę Nowosadzkiego Marka, który został okrzyknięty zdrajcą ludowców, a przez innych infamisem i karierowiczem. Czy to prawda? Dla niektórych zapewne tak, ale Marek jest miły, elegancki, elokwentny i marzy o nim większość krasnostawskich teściowych. Ale wiedzieć trzeba, że Nowosadzki też przychodził na świat w bólach. Najpierw PiS wyciągnął z PZK Witię B. za jego plecami, a potem puścił komunikat do prasy jakoby Nowosadzki złożył nieetyczną propozycję szerokiej koalicji z PSL, tym samym powodując zerwanie rozmów. Znając powściągliwość Nowosadzkiego trudno w to uwierzyć. Skończyło się na tym, że w tej samej gazecie, za tydzień, Marek zdementował i kategorycznie zaprzeczył zarzutom. Prawdopodobnie PiS obrzucił go celowo błotem, by tym samym znaleźć wytłumaczenie dla powołania Boruczenki na przewodniczącego rady, bo jego związki ze Szpakiem są chyba jeszcze silniejsze. Tylko, że plany się zmienia, a gazety piszą i koniec końców wrócono do oferty Marka. Po staroście spoza rady jeszcze wicestarosta spoza niej byłby strzałem w drugie kolano.

Dla Nowosadzkiego zaczęła się nowa epoka. Nie ma już starosty Szpaka, którego był oficjalnym zakładnikiem, teraz jest rzeczywistym zakładnikiem chyba tylko swoich wyborców. „Twój głos moje zobowiązanie” – prawda, że pięknie zobowiązujące? Jest wreszcie i czyste pole aż po horyzont i oczekiwania. Jest też Kamiński, którego głowy żądają nawet stojący w kolejce do kasy w Lidlu, a wielu nauczycieli szkół średnich chętnie widziałoby go na stosie, może nawet z płonących opon. Musi Marek wiedzieć, że jeśli Sławek zostanie, to Marek dostanie. Zastępując Czernieja Nowosadzkim PiS może śmiało powiedzieć, że poczyniło pierwszy krok w kierunku odchudzenia administracji starostwa – sensu stricto. Ponadto II LO zyskało drugiego patrona, zaraz po Norwidzie, a i w I LO Nowosadzki jest prezesem Stowarzyszenia Absolwentów. Taki z Marka łącznik…

Witia Boruczenko – nowy Kmicic

Wreszcie doszliśmy do „trzeciego bliźniaka” – Witolda Boruczenki. Postać to wcale nie pomnikowa, nie tylko po tym, jak rozprowadził Nowosadzkiego w przedbiegach przedporodowych. Nadaje się, jak widać, jako figurka do ogrodu, taki gipsowy krasnal u sąsiadów za Odrą. Tylko ten krasnal miałby nóż w ręku. Trafił się nabytek PZK, że hej! Kto mu go nastręczył?! Jakiś polityczny dywersant? Toż to godny następca Jędrka Kmicica, który nieraz Jakubca przehandlował, ale Witia nawet na poród nie czekał, nie mówiąc już o połogu. –jeden Judasz zawsze w załodze musi być. Nie wiedzieć czemu, chyba wie to tylko nasza Matka Teresa – PiS miast Wicia w liściach łopianu w Łopienniku skryć, winduje go na Przewodniczącego Rady Powiatu do której otrzymał poniżej 280 głosów. Tu go lepiej znają, a ten z niejednego politycznego pieca jadł, z których drzwiczki zawsze otwierały się na lewą stronę.

Przecież PiS szedł pod hasłem „Dobrej Zmiany”, a tym czasem nagradza tak nobliwym stanowiskiem jegomościa, który sprzedał swoje ugrupowanie już na wstępie. I to nie byle kogo, tylko Nowosadzkiego z prawie 900 głosami w mieście, profesora w ogólniaku i byłego przewodniczącego rady powiatu, wieloletniego radnego!. Wyborcy oczekują nowych i lepszych standardów, a nie powielania patologii politycznego ojcobójstwa. Czy nikogo bardziej godnego i poważnego nie było w samym PiS?!  Słabość kadrowa i uprzedzenia są ich znakiem szczególnym, stąd taka krótka ławka. Można mieć przekonanie, graniczące z pewnością, że Witold zagości u nas na stałe, jako bohater każdego felietonu, bo chyba jeszcze nikt w powiecie nie miał takiego startu jak on.  Trzeba przyznać, że nawet prezentacja Boruczenkowego życiorysu na sesji była osobliwa. Było tam lukru tyle, że cukrzyk by nie strzymał. Bo i prywatny przedsiębiorca, gospodarz, absolwent UMCS, wiceprezes Straży Pożarnej w Łopienniku i ojciec trójki dzieci… Zabrakło tylko, że pomagał jeszcze Świętej Rodzinie do Egiptu uciekać… Kompleksy ma czy co?! Jednym słowem na tych łamach z Witolda będzie medialny użytek.

Piotrek „Panienka z okienka”-Suchorab

Kolejny transfer to Piotr Suchorab. Kto by pomyślał, że siedzący na samym rogu Piotr, który, a to drzwi domknął, a to otworzył, nagle wyląduje w zarządzie powiatu jako jednoosobowy koalicjant z Krasnostawian? Tam też są uchylne okna, tylko stawka większa. W zarządzie jest jeszcze Mróz i Nieścior – obaj z PiS.

Wybrano Witkowi zastępców – Mirosława Księżuka z ulicy Kościuszki i Justynę Przysiężniak – z domu Hałas. Ma PiS w Radzie pewną 12-stkę, w czasie głosowań na poszczególnych kandydatów głosy rozkładały się od 12 do 14 za.

W połogu

Szpak Janusz był z lekka zmęczony, ale pogodzony z tym, co się urodziło. Powiedział, że powiat oddaje w dobre ręce i w dobrej kondycji, a Leńczuka zna i ceni oraz że odchodzi na emeryturę. Potem wręczył mu kwiaty. Januszowi będzie ciężko, bo polityka to jego żywioł. Zapewne będzie tak nieraz, że ubierze się rano stanie przy drzwiach, złapie za klamkę, żeby sprawdzić czy Szkałuba już przyjechał a żona zza pleców powie: Janusz, co ty? Tam już nikt na ciebie nie czeka… Hm, w rządzącej koalicji nieoficjalnie ma też swoich ludzi.

Największym zwycięzcą jest PZK, bo na zaledwie dwóch radnych ma w powiecie przewodniczącego rady i wicestarostę, a w mieście przewodniczącego i wiceprzewodniczącego oraz 7 radnych. Natomiast PiS w powiecie zdobył tylko 9 mandatów, bo wystawił słabą listę. Wygląda na to, że przystawki stały się daniami głównymi. Cały korpus oficerski jest obcym tylko rekrut pochodzi z tutejszych chałup… Ale to nie wina PZK i Krasnostawian, czy broń Boże PSL, lecz tego, kto im to wszystko dał. Zgadnij wyborco, kto?

My, pokorni, zwykli obywatele damy nowej władzy kredyt zaufania, ale żeby się starali i powiatu nie przespali, damy go we frankach. Bo wielu wyborców łamie sobie głowy nad tak słabą listą PiS do powiatu i korpusem oficerskim złożonym z najemników. Zaciężne wojska jeno za żołd walczą, gdy grosza zbraknie, przechodzą na stronę wroga. Oby z tego porodu bękart nie wyszedł. A ojca i tak będziemy szukać.

Piotr Ślusarczyk

45
17

Cierpienia młodego Wertera

Zupełnie niedawno zdeklarowaliśmy swoje poparcie dla naszych sympatii w wyborach samorządowych. Wybór dokonany, skład Rady Powiatu znany i teraz czekamy na ukonstytuowanie się władz powiatowych. Czekamy, czekamy, czekamy jak młody Werter najpierw na uczucie kochanej kobiety a później na śmierć. Cierpienie Wertera przeniosło się na dziesiątki tysięcy młodych ludzi analizujących ten utwór przed maturą. Aby skrócić nasze oczekiwanie spróbuję zasygnalizować sytuację, która nas dotyczy i często przez nas urzędników jest kreowana.(dwadzieścia lat byłem urzędnikiem)
W burzliwej dyskusji, spowodowanej artykułem „Ta ostatnia niedziela”, a dotyczącej obsady kadrowej starostwa po wyborach, znalazł się ciekawy komentarz autora o nicku „Młot na arbuzy”. Komentarz dotyczy stosunku urzędników do petentów i tempa pracy owych urzędników. Podobno gdzieś na południu ale nie w ciepłych krajach tylko w Polsce, mapki odbiera się w dniu złożenia wniosku, a nie po 14 dniach jak to jest przyjęte w Krasnymstawie. Paradoks polega na tym, że ci krasnostawscy urzędnicy wcale nie obijają się, może i leniuchowali przez pierwsze 14 dni od początku czegoś tam. Ale teraz pracują intensywnie, muszą się uwijać bo codziennie trzeba załatwić te sprawy, które wpłynęły czternaście dni temu, by nie przekroczyć terminu. Zawinił ich szef w prapoczątkach działalności takiego czy innego wydziału. Pracują uczciwie a ogólnie opinię mają nienajlepszą, tak płacą za błędy i zaniechania swych zwierzchników.
Gorzej jest gdy za bycie sumiennym płacą zwykli ludzie. Jak wiele osób lubię spacery po lesie, ale nie zawsze jest pięknie. Na skraju lasu, przy drodze z Chełmca do Baraków leży od paru lat, stos kilkunastu sosen. Kiedy siedziałem na nich odpoczywając i obserwując ptaszki, motylki, pojechał ciągnikiem rolnik. Po wymianie uprzejmości opowiedział smutną historię leżącego drewna. Dawno temu kilka osób odziedziczyło po swoich rodzicach las. W postępowaniu spadkowym każda z nich uzyskała prawo do 1/6 części lasu. Nigdy nie przeprowadzono podziału nieruchomości bo to koszt. Po kilkunastu latach jeden z współwłaścicieli przekazał „na państwo” swoje gospodarstwo wraz z 1/6 częścią lasu. Skarb Państwa też nie wystąpił o podział działki. Czas płynął drzewa rosły. Po kolejnych kilkudziesięciu latach kobieta będąca współwłaścicielką lasu, wycięła kilkanaście sosen, potrzebnych do remontu domu. I wtedy swoją moc pokazało Państwo za pośrednictwem urzędników – strażników leśnych. Drewno zostało zaaresztowane i w tym areszcie, na skraju lasu leży od kilku lat. Areszt mu nie służy, gnije, żrą je robaki, rosną na nim grzyby. Wobec kobiety wszczęto postępowanie karne, w efekcie przeszła załamanie nerwowe. Jakie mamy efekty prężnego działania strażników prawa? Kobieta ze starganymi nerwami i uprawnionym poczuciem krzywdy, z niewyremontowanym budynkiem. Nadal istniejący bałagan własnościowy w działce leśnej, gdzie nie można wyciąć nawet jednego drzewa bo nie wiadomo gdzie jest własność Państwa. Zmarnowany materiał budowlany w postaci drewna. I kiedy schodziłem w kierunku Ściecharki, natknąłem się na stertę eternitu. Nie było tam strażników leśnych, czy ekipy sprzątającej a eternit wyglądał na leżący od kilku lat. Ciekawe czy nadleśnictwo jest zobowiązane do utrzymania porządku w administrowanym lesie i usuwanie śmieci? Co udowodniono marnując conajmniej 20 m3 drewna budowlanego. Czy w setną rocznicę odzyskania niepodległości wciąż musimy obserwować carski system urzędniczy, bezwzględny, głupi, bez odrobiny empatii.

Mirosław Ignacy Kaczor

36
11

To ostatnia niedziela

To ostatnia niedziela,
dzisiaj się rozstaniemy,
dzisiaj się rozejdziemy
na wieczny czas.

To ostatnia niedziela,
więc nie żałuj jej dla mnie,

spojrzyj czule dziś na mnie,
ostatni raz…

 

 

Ostatnią sesję Rady Powiatu mamy już za sobą. Mnożą się spekulacje o przyszłych władzach powiatu. Polityczna rzeczywistość miesza się z tanią groteską. Jeśli rzeczywiście W. Boruczenko zostanie Przewodniczącym, a w ślad za nim tym tropem wybrany zostanie Zarząd Powiatu, wyjdzie niezła komedia.

16 listopada roku Pańskiego 2018 wygasł mandat Janusza Szpaka, który dzierżył władzę Starosty przez ostatnie 16 lat. Rządził, jak umiał i jak chciał. Wypracował pewien model, który dla utrzymania władzy jest bardzo skuteczny, ale dla rządzonych piekielnie niebezpieczny. Nowa władza już zerka i ochoczo wchodzi w Janusza „buty”. Refren popularnej piosenki Mieczysława Fogga mógłby być podsumowaniem sesji z 15 listopada. Trwała ponad 40 minut tylko dzięki biegłości Przewodniczącego. Obfitowała w ciekawe spostrzeżenia i zakończyła się wspólną fotografią…

Nie cała stara władza z kacem

Sam Nowosadzki, jak zwykle szykowny, doskonale władający polszczyzną i godnie się prezentował, mimo, że z nożem w plecach, który dźgnął mu cwaniak z Łopiennika – niejaki Witold, bardziej znany pod nazwiskiem Boruczenko. Bo właśnie tak można było wywnioskować z tego, co napisał poniedziałkowy „Nowy Tydzień” Jak ten kawał zimnej stali w plecach Marka się znalazł, temu zagadnieniu poświęcimy niebawem osobny felieton, bo doprawdy okoliczności i motywy są arcyciekawe.

Natomiast Starosta siedział przy sesyjnym stole spokojnie, jak stary lew, który jeśli zerknie wstecz na swą bogatą karierę i na stan swojego konta, może tylko mruknąć pod nosem – „nie ma lipy i pomyśleć, że zaczynałem na Latyczowie” Władzy, co prawda już takiej miał nie będzie, a i przy stole zapewne zmieni miejsce, ale jeśli otrząśnie się z traumy powyborczej, jako opozycja PiS-owi zdrowo portki poszarpie a i kłem zadek draśnie. Obok siedzący Czerniej już ma z górki i nawet oficjalne pożegnanie w starostwie zrobił oraz spakował swoje maskotki i bibeloty w kartony. Jest już pełną gębą emerytem. Jeszcze tylko wziąć odprawę i inne bonusy – można spokojnie żyć i plewić swój ogródek oraz rozkoszować się losami bohaterów „M jak miłość” oraz chodzić do kościoła, jak na byłego członka PZPR przystało w jesieni życia…

Księżukowe wzdęcie

W filozoficznej zadumie, niczym Sofokles, siedział frontmen „łobozu dobry zmiany” i „wieńcowy dyrektor biura posłanko-poetki” Księżuk Mirosław. Jemu zrobiono wielką i niewybaczalną krzywdę, albowiem ktoś, gdzieś w niekontrolowanej euforii napisał, że jest brany pod uwagę na ewentualnego Starostę. Bardzo niebezpiecznie takie prognozy przy Mirku snuć. Już zaowocowało to „łokropnym” wzdęciem wcale nie na gastrycznym tle i tym bardziej nie po grochówce, którą wspomniany warzy najlepiej na ul Kościuszki. Ale wzdęło się Mirkowe ego. Wszak w tym wieku miewa się problemy z prostatą, tudzież z refluksem, ale żeby z ego? Mirek, jeśli kroczy koło posłanki, nikogo nie poznaje, nie widzi a i dzień dobry nie rzeknie. Komicznie to wygląda. Medycyna jest bezradna i jeśli ktoś mu powietrza nie wypuści, skończy jako balon meteorologiczny wesoło bujający nad wieprzańskimi rozlewiskami. Takie zachowanie nazywa się arogancją… A Joachim Brudziński ze dwa lata temu powiedział, że co jak co, ale arogancji to wyborcy PiS-owi nie wybaczą.

Stoicki spokój niektórych

Nieścior Marek zachowuje się dość naturalnie i wzdęcia u niego nie zaobserwowano, podobnie jak i u Domańskiego Bogusława, który nawet na tej sesji zabrał głos w sprawie uchwał obniżającej stawki za użytkowanie pasa drogowego pod internet szerokopasmowy. W wystąpieniu wykazał się podejściem typowym dla przedstawiciela biznesu. Panie Mróz i Głębocka spokojne, jak stojąca woda. Nieobecny był na sesji Wójt Janusz Pędzisz, ponoć w Fajsławicach musi sprzątać wióry i drzazgi po jednej lipie, która stanęła mu na drodze do fotela gospodarza gminy. Niech tylko Janusz Pędzisz uważa na Chruściela i zbytnio się nie afiszuje z tym panem, bo lud fajsławski nie podaruje, czego dowodem los lipy… Po prostu w Fajsławicach jedynych przebierańców, których się toleruje to kolędnicy. Nieobecny był też właściciel najsprawniejszych rąk w tutejszym szpitalu, czyli chirurg Andrzej Korkosz. Okazuje się, że równie sprawne ręce ma Suchorab Piotrek, który tak wymasował lokalny PiS, że ten wziął go do koalicji. Natomiast właściciel głosu, którym można by zagłuszyć syrenę strażacką to jest Henryk Knap-dzielny strażak z Latyczowa na tej sesji milczał. Andrzej Grabek ten, co wójtem w gminie Krasnystaw chciał zostać, ale mu się nie udało i nie ma czego w sumie żałować, bo gmina ma więcej długów niż dobra kasza skwarków. Właśnie on zwrócił uwagę Sławkowi Kamińskiemu, naczelnikowi oświaty na to, że jego zdaniem w raporcie z wykonania zadań oświatowych nie jest logiczny zapis, gdyż jedna liczba przeczy drugiej i wynika z tego, że mało jest dużo… Zaczęli sobie to Panowie wyjaśniać ku uciesze zgromadzonych. Zawsze jak Sławek coś tłumaczy, to jest wesoło. Jednak może on być tajną bronią Szpaka, tylko musi go jakoś Janusz wcisnąć PiS-owi – najlepiej żeby ten był naczelnikiem nadal i dalej tak rozmawiał z nauczycielami i rodzicami jak ostatnio. Sławek, tak jak pogrążył Janusza przed wyborami, tak i pogrąży i PiS.

Komu posadkę, komu?

Niech jeszcze wezmą Piotra Banacha, to za 5 lat Szpak na białym koniu, może nawet tym samym, co Jakubiec miał jechać, wjedzie do starostwa jako oswobodziciel. Jak tu nie wspomnieć o Andrzeju Kmicicu? Jędrek nasz na sesji był jakiś nieswój i silnie poturbowany, ale śniady na licu, jak wenezuelska piękność. Być może przysnął w solarium albo z piekielnych rekolekcji wrócił? Zakiwał się Kmicic i, o zgrozo, zrobił sobie to sam. Z imperialnych planów zostały nici i tylko jedno jest pewne, że Andrzej ciągle jest mężem swojej żony. A z tych nici Pani Maria Narcyza może Andrzejowi zrobić w drodze pocieszenia i rewanżu golf na zimę. Po mieście mówi się, że może koleżanka posłanka znajdzie mu jakąś posadkę w Starostwie?

Zając Marcin – „cherubinek” z Żółkiewki ma ponoć zostać w niej wicewójtem. Jednym słowem kolebką rodu Żółkiewskich będzie rządził Lis z Zającem. Dotychczas takie duety zdarzały się w czechosłowackich bajkach, ale widać ktoś ma sentyment do kreskówek naszego już nieistniejącego południowego sąsiada. Józek Kowalik mocarny chłop z Łopiennika – jego kres jako radnego już dobiegł. Józef może poczuć się jak Dżepetto z powieści Collodiego „Pinokio”, albowiem wystrugał wielkiego psotnika Boruczenkę, a ten przerósł drewnianego przodka, bo nie dość, że psoci, to jeszcze włada nożem, jak praski kizior, o czym boleśnie przekonały się plecy Nowosadzkiego. Łopieńczaków to nie dziwi, bo Witia znany jest tam powszechnie z niecnych zamiarów, nielojalności oraz umiłowania prywaty, ale i smykałki do biznesu. Jako lokalny agrobiznesmen stworzył tak „prężną” rodzinną firmę, że może śmiało z nią stawać w szranki z Domańskiego „Krautexem”– przynajmniej tak rechocą ludziska nad Łopą.

Stasio Repeć był cichy i spokojny, bo jak spokojnym nie być, jeśli jest się „zakładnikiem” u PiS-owskiego wójta Rudnika? Pewnie Stanisław już jest w PiS, tylko jeszcze o tym nie wie. Ciche i spokojne były dwie radne: pani Makuch Elżbieta i Elżbieta o miłym głosie Kmieć. I tak wyglądały te Powiatowe Zaduszki z refrenem Mietka Fogga w tle…

Imperatorowa Teresa

A na koniec garść plotek spekulacji i przypuszczeń, czyli kto będzie Starostą? Łatwiej jest napisać, kto nie będzie, bo nigdy nie będzie przynajmniej póki Hałasowa jest posłem, Krzysztof Zieliński. Ten przeszedł próbę ognia wody i dzięki zdrowym nogom i własnemu uporowi został radnym, ale na razie na tym koniec. Posłanka robi wszystko, żeby go marginalizować. Mówi się o doktorze ginekologu Janeczku, bo ten ma nawet poparcie hierarchii kościelnej i gdyby zechciał zmienić sylwetkę przy pracy – z pochylonej na siedzącą, zapewne byłby w stanie być Starostą. Natomiast włos się jeży niektórym duchownym na wieść o tym, że może posłanka Starościną zrobić swoją córkę. Czemu by nie? Toż Teresa pokazała, że w nepotyzmie nie ma sobie równych w ostatnim czasie. Nie dość, że córka jest szefem KRUS, to jeszcze była Urzędnikiem Wyborczym i została jeszcze radną powiatową. Startowała do rady powiatu pod wszystko mówiącym hasłem – z domu Hałas…

Na tej osobliwej giełdzie pada i nazwisko Bogusława Domańskiego i Andrzeja Kmicica, jak również samej Teresy Hałas. Ta ostatnia mogłaby chcieć, bo przecież Szpak rządził jako emeryt, to i ona może. Dodatkowy smaczek jest w tym, iż Starosta nie musi być wyłoniony z Rady. Tak więc pisanie, kto może być – jest pozbawione sensu. Bliżej odpowiedzi będziemy po 22 listopada, bo wtedy wybrany zostanie Przewodniczący Rady i jego zastępca. Póki Hałasowa rządzi, wszystko jest możliwe i ogranicza ją tylko jej własna wyobraźnia. Tak więc Starostą może zostać nawet pies Wojtka Hryniewicza, który jest suką i wabi się „Sunia”.

Piotr Ślusarczyk

61
22

Cześć i chwała Bohaterom!

 

W przeddzień 100-nej rocznicy Odzyskania Niepodległości (10 listopada br.) oficjalnie otwarto odremontowaną sekcję wojenną cmentarza parafialnego w Krasnymstawie. Przed kaplicą cmentarną zebrała się cała śmietanka towarzyska krasnostawskiego życia publicznego. Byli księża, była władza państwowa w osobie pani poseł Teresy Hałas, przedstawiciele samorządów, odchodząca burmistrz Hanna Mazurkiewicz ze swoimi notablami – Edwardem Kawęckim, Andrzejem Kmicicem. Obecny był, a jakże, mocno przechodzony już starosta Szpak – ormowiec z 12-letnim stażem. Uroczystą celebrę rozpoczęła Msza Święta, na której z ust księdza proboszcza Janusza Gzika padło mnóstwo słów o honorze, godności Polaka oraz umiłowaniu Ojczyzny, a także obowiązku wyrażania tych świętych wartości w najbardziej możliwy sposób. Usłyszeliśmy też słowa przestrogi przed pustym lansowaniem się w swoim życiu.

Po nabożeństwie krasnostawska elita dziarsko powędrowała na cmentarz, by wygłosić przemowy, złożyć wieńce, zapalić znicze. Kwiaty w swoim imieniu składali Wojewoda Lubelski i poseł Hałas, przedstawiciele samorządów powiatowych, miejskich, gminnych, szkół ponadgimnazjalnych, podstawowych, Stowarzyszenie Kupców Krasnostawskich, klub seniora i na końcu Krasnostawianie. Zabrakło tylko jednej wiązanki. Do oddania oficjalnego hołdu pani poseł nie zaprosiła bowiem – a to ona była organizatorem uroczystości – członków Stowarzyszenia Narodowy Krasnystaw. Nie było kwiatów od młodych ludzi, którzy jeszcze w 2014 r. rozpoczęli prace remontowe tejże sekcji, gdzie leżą bohaterowie. To oni darli swe paznokcie, gdy czyścili krzyże i tablice z mchu, który porósł stare mogiły. A potrzeba było kilku dni, by doprowadzić je do odpowiedniego stanu. Młodzież za własny grosz i kosztem prywatnego czasu kupowała środki do czyszczenia, szczotki, farby, by odmalować tablice i napisy, które teraz przeniesiono ze starych krzyży na nowe. Sadzili kwiaty co roku w starych popękanych donicach. To właśnie oni już kilka lat temu gromko grzmieli, jakim prawem burmistrz i starosta organizują rocznicowe celebry na nekropolii przy rozpadających się nagrobkach i nieczytelnych napisach!

10 listopada nie tylko nie dopuszczono ich do złożenia wiązanek, nie dostali nawet zaproszenia na uroczystości, nie usłyszeli też zwykłego słowa dziękuje – ani od pani poseł ani od burmistrz, przy milczącej aprobacie śmietanki towarzyskiej i wszystkich miejscowych księży. Stali na samym końcu pod drzewami, skromnie, godnie i z honorem.

Niemal jak polscy lotnicy w 1945 r. w trakcie parady zwycięstwa na Alei Mol po wygranej wojnie. Tam paradowali Irańczycy, Hindusi i Azerowie, tylko nie oni. Tutaj wiązanki składali kupcy, przedsiębiorcy i seniorzy, których wkład w renowację mogił pozostaje nieznany.

 

Tam pod krzyżami leżą milczący świadkowie całego zajścia. Przed Najwyższym poświadczą, kto o nich pamiętał – dbał o ich mogiły, stale domagał się dla Nich godnej czci, szacunku dla ich pamięci, kto był mocą sprawczą i komu należą się honory za wygląd ich mogił.

Piotr Ślusarczyk

62
18

Niedziela 11 listopada w Siennicy Różanej

 

Każda niedziela jest poprzedzona sobotą, a sobota 10 listopada była dniem kiedy finalizowaliśmy pewien pomysł będący wynikiem przygotowania się do Święta Odzyskania Niepodległości. Jako mieszkańcy tej gminy mamy pewną wiedzę o osobach tworzących POW, czy będących członkami tej organizacji. Podobnie znamy z imienia I nazwiska żołnierzy września 1939 r. Ale nie wiemy gdzie są ich groby. Czasami dwie osoby tego samego imienia i nazwiska, zmarłe w tym samym roku, o podobnym wieku, pochowane są w sąsiedztwie. Wtedy tylko rodzina zmarłego może wskazać poszukiwaną osobę. Postanowiliśmy więc oznaczyć groby żołnierzy, z wszystkich okresów historycznych, biało-czerwonymi wstążeczkami. Robiliśmy to kontaktując się z rodzinami, za ich zgodą. Jest to początek akcji zewidencjonowania, a z czasem oznaczenia grobów osób kiedykolwiek walczących o Polskę, o jej niepodległość.

Msza Święta o godzinie 11.00 odprawiona przez księdza kanonika Ryszarda Siedleckiego jak co niedzielę w intencji parafian, była inna, bardziej uroczysta z licznymi odwołaniami do setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Zakończyła się o godz. 12.00 odśpiewaniem hymnu, w pełnym czterozwrotkowym wymiarze. Tydzień wcześniej prosiłem naszego proboszcza o ogłoszenie, że 11 listopada zamierzamy złożyć kwiaty na grobach Jana Dzika, komendanta Polskiej Organizacji Wojskowej oraz  Piotra Palonki posła na sejm ustawodawczy. Ksiądz nie odmówił, ogłoszenie odczytał na każdej z mszy, za co serdecznie dziękuję. Ze Szkoły Podstawowej w Siennicy Różanej przybyły dzieci z kwiatami, pod opieką Pani od historii. Łącznie conajmniej 35 osób przeszło na cmentarz. Przeszliśmy z flagami, złożyliśmy kwiaty, powiedzieliśmy kilka słów o naszych bohaterach, wysłuchaliśmy hymnu. I kiedy zakończyliśmy część oficjalną okazało się, że są osoby które przygotowały się na ten dzień w sposób szczególny dekorując groby swoich walczących przodków.  Inni zgłosili kolejne groby do uhonorowania  ich przodków, będących żołnierzami.  Zabrakło obiecanego pocztu sztandarowego z  Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Siennicy Różanej, widocznie pan dyrektor wpisuje sie w relatywizm propagowany przez wójta gminy.  W świętowanie 11 listopada wyłączył się też Uniwersytet Trzeciego Wieku ogłaszając spotkanie słuchaczy na niedzielę, na godz. 12.30 co uniemożliwiło im zobaczenie gdzie z najduje się grób pierwszego powojennego wójta, wybranego 13 sierpnia 1944 r. bez akceptacji władz PKWN. Ale są to dorośli ludzie sami dokonujący wyborów.

31
12

W Łopienniku mają Sapki dość

Przychylamy się do prośby autora i ze względu na treść zamieszczamy go jako temat wiodący.




Panie Ślusarczyk może Pan mój wpis potraktować jako nowy artykuł, który da początek rzeczywiście merytorycznej dyskusji.


Czytając wpis "odpowiedzialnej matki" zastanawiam się kim  jest.Wygląda na to, że bardzo wiele wie o życiu szkoły np: bierze udział w tych również słynnych na całą gminę wycieczkach zagranicznych,organizowanych za publiczne pieniądze przez Sapkę. Skoro w nich uczestniczy to być może jest matką i jednocześnie nauczycielką tej szkoły, która jak widać zapiekle broni istniejącego układu. Takich nauczycielek i jednocześnie matek dzieci uczących się w tej szkole jest niewiele. Było jej dobrze. Z przyzwoitości i dobrego smaku nie będę wspominał o szkoleniach w sali 12. Skoro jej tak dobrze to niech się podzieli wiedzą. My też chcemy mieć dobrze, no bo kto by nie chciał. A jeżeli chodzi o wycieczki zagraniczne organizowane za publiczne pieniądze to moje dzieci chodzące do tej szkoły nie miały możliwości w nich uczestniczyć. Jeżeli  ta pani jest nauczycielką to powinna również wiedzieć, że Szpak i Kuchta już nie mają nic do powiedzenia. Niech wreszcie przestaną popierać Sawę bo w obecnej sytuacji tylko mu szkodzą. Z resztą poparcie Kuchty bardzo zaszkodziło nowemu wójtowi w kampanii wyborczej. Wszyscy o tym wiedzą. Mieszkam w gminie od urodzenia,tu mieszkali moi dziadowie i pradziadowie. Moi koledzy i koleżanki,których znam chodzili  do tej szkoły przed nastaniem tu Sapki. Wszyscy potrafią czytać i pisać a bardzo wielu z nich ukończyło studia.Obecnie robią kariery zawodowe w różnych dziedzinach. Jeżeli trafnie dedukuję to ta pani nauczycielka musi być już zatrudniona przez Sapkę i dlatego nie zna innej rzeczywistości oraz nic nie wie o nas i o naszej gminie. Niech ta pani z szacunkiem traktuje swoje koleżanki i kolegów,którzy jednak nauczyli nas pisać i czytać. Mam nadzieję, że nauczyciele, którzy mnie nauczyli pisać i czytać dalej będą pracować i kształcić następne pokolenia . Nadmienię tylko, że obecny wójt Sawa, sekretarz gminy p. Zaj oraz wielu innych pracowników zatrudnionych od dawna na terenie gminy Łopiennik uczęszczało do tej szkoły. Sugeruje pani, że oni też nie potrafią czytać i pisać. Ciekawe jaką wiedzą i umiejętnościami konkretnie dysponuje p. Sapko bo do tej pory nie stosował jej praktycznie. Teraz ma szanse dać swój wkład w kształcenie przyszłych pokoleń w Łopienniku.  Rozmawiam z mieszkańcami naszej gminy i nie spotkałem jaszcze osoby, która broniłaby Sapki i twierdziła, że gmina będzie miała jakiekolwiek korzyści z tego, że będzie on dyrektorem szkoły. Pozdrawiam "odpowiedzialną ??? matkę". Odpowiedzialny ojciec!

34
18

Ruskie zwyczaje wójta i proboszcza

 

Wójt i proboszcz uczczą 100-ną rocznicę Niepodległej w piątek 9 listopada – odwrotnie niż cała Polska: byle kiedy i byle jak. Widać ważniejsze były dla nich celebry opłatków ludowych niż taka okrągła wielka rocznica. Tak wychowujemy naszą siennicką młodzież.

Przyszła do nas z Zachodu dziwna moda – tak ostatnimi czasy zaczynał swoje kwiecisto-nudne mowy Janusz Szpak, jeszcze przez parę dni starosta. Nasz samorządowiec-ormowiec miał na myśli publiczną krytykę o wyczynach jego i sitwy na łamach „Dziennika Siennicy”. Tylko, jak nie pisać, skoro nasza władza co rusz pcha się na łamy, jak przysłowiowe barany na rzeź? Ale do rzeczy.

Esemesowe preludium

Wójt Leszek Proskura, po swojej ostatniej publicznej kompromitacji, gdy 16 dni po wyborach wysłał podziękowania esemesami, nie spoczął na laurach. Poszedł za ciosem. Wszyscy wiemy, że nie szanował przeszłości, robił tak, żeby ją lekceważyć, a co tam historia! Było, minęło. Pastwę i lekcewagę szczególnie upodobał sobie teraz, gdy zbliża się okrągła 100-na rocznica Odzyskania Niepodległości. Przeszedł sam siebie w jej celebrze, ba, znalazł sobie w tym procederze sojusznika – nie byle kogo, bo osobę duchowną, naszego proboszcza, by ten mu jeszcze pobłogosławił. I się dogadali. Leszek, cóż, tylko po maturze. Ale ksiądz-proboszcz gruntownie wykształcony! Gminne obchody 100-ej rocznicy Odzyskania Niepodległości wójt organizuje nie 11-go, jak cała Polska wzdłuż i wszerz, ale 9 listopada! Zwykła głupota to czy polityczny sabotaż narodowego święta? Rocznica przypada na niedzielę, a władze centralne zadbały, by 12 listopad był dniem wolnym od pracy.

Zamiast uroczystej celebry – łatana improwizacja

Cały ten żenujący pokaz  ignorancji narodowego święta ma rozpocząć się mszą(w chwili ukazania się tego felietonu zapewne jest już po tym doniosłym i niesztampowym wydarzeniu) w tutejszym kościele o godzinie 10.00 . Dlaczego Ksiądz Ryszard pozwolił na tę łataną, piątkową improwizację w naszej Świątynii? Gołym okiem widać niestosowność, miałkość i byle jakość proskurowego przedsięwzięcia. Chce Proskura organizować farsę, bo nie chce mu się przyjechać w niedzielę z Krasnegostawu na obchody, niech ją robi w piątek, ale bez udziału naszej parafii. Jak wie starsze pokolenie, 6 listopada – według kalendarza gregoriańskiego, obchodzona była rocznica wybuchu rewolucji październikowej, ale to było jeszcze za komuny. Widać Leszek wrósł w tamtą, komuszą tradycję. Czy równie ochoczo przełożyłby 1-majowe pochody, na których nieraz uczestniczył – ich nikt nie przekładał. Widać bardziej cenił też opłatki Ludowe, choć te były tylko propagandowym bełkotem dla ludowej gawiedzi. Czy jakaś parafia przełożyła termin Bożego Narodzenia ? Wszystkie okoliczne Gminy oficjalne obchody wieńczące ten jubileuszowy rok obchodzą 11 Listopada. Można to sprawdzić na ich stronach internetowych. Programy uroczystości wszędzie są zbliżone i stałym punktem jest  właśnie msza święta, ale 11 listopada, w niedzielę. Mało tego, to ustalono takie godziny, by nie wchodzić w kolizję z Marszem Niepodległości w Krasnymstawie. Właśnie idealnie się złożyło, że ta okrągła wielka rocznica wypadła w niedzielę, by ją godnie uczcić – dniem wolnym od pracy, państwową celebrą oraz mszą świętą, w której uczestniczyłyby tłumy ludzi. Tylko u nas na abarot. Wójt zapomina, że oprócz tego, że jest osobą publiczną, spoczywa na nim obowiązek bycia gospodarzem oraz strażnikiem tradycji narodowej. Jemu, jak widać, rola tego ostatniego zupełnie nie odpowiada, a wszystko, co się z nią wiąże traktuje po prostacku i byle jak – na odwal. Wprowadza te swoje „ludowe” zwyczaje tym samym uczy otoczenie tego, że wszystko można nagiąć, obejść, olać i na koniec, jak mówi młodzież „przyrżnąć głupa” Zresztą dość często z jego ust pada stwierdzenie: „A coo too przeszkadza?” A teraz jeszcze proboszcza w to wpakował po sam pas. Ksiądz-biskup z pewnością nie pochwaliłby tej wielkiej niestosowności, ba, nieroztropności.

Zapomniani Obywatele Siennicy

Może obaj zafascynowani są sobą wzajemnie? Pomysłu nie mają, jak odremontować mogiłę świętej pamięci Kazimierza Preissa – donatora parafii. Przypomnę, że ten wielki człowiek ofiarował grunt pod cmentarz, a jego mogiła kruszy się i niszczeje, tym samym gorzko wpisując w trendy płynące z plebanii i urzędu gminy. Napisać, że w Siennicy prosty nuworysz pisze historię po swojemu, a ksiądz mu z jakichś przyczyn pozwala i dołącza do jego korowodu – nie będzie przesadą.  To zwykły szary obywatel i parafianin Mirosław Kaczor musi obie władze uczyć i upominać, inspirowany przyzwoitością i zwykłym szacunkiem dla tych, co z bronią w ręku walczyli o Niepodległą właśnie u nas. Nie tylko odszukał na cmentarzu groby Piotra Palonki, Jana Dzika i wielu innych. Nasza pożal się Boże świecka władza wykorzystała ten fakt i 1 listopada na paru grobach złożono nawet wieńce. Do tej pory nikt nie pamiętał, a przecież Proskura tutejszy, tu wychowany. To Kaczor ma szukać a nie wójt, suto opłacany z podatków?

Wójt z jakichś przyczyn  nie szanuje Niepodległego Państwa Polskiego, teraz widać, że chyba i proboszcz. Ale obaj nie kręcą nosem gdy mają w rękach walutę tegoż. Nie zgadniecie, co jest 9 listopada, oprócz tego, że to dzień roboczy i piątek – 9 listopada ogłoszono „Światowym Dniem Gry Wstępnej”. Wyżej wymienieni mają tego świadomość?

Piotr Ślusarczyk

38
62