Witia na kocie jedzie!

 

No i stało się. Przewodniczący rady powiatu Witia Boruczenko znalazł w końcu miłość swojego życia, przynajmniej na razie, na tak długo, jak mu się to będzie opłacać. A szukał jej długo, wytrwale i już od młodych lat. Zaczynał jeszcze jako nastolatek w ZSMP, gdzie z ramienia Frontu Jedności Narodu jako młodzieżowiec, został radnym Gminnej Rady Narodowej w Łopienniku. A za demokracji to już mu samo poleciało. Był radnym gminnym, przewodniczącym rady gminy, kandydował na wójta, zdobywając kilkanaście procent głosów. W międzyczasie próbował swych sił do powiatu z mizernym skutkiem: z PSL, SLD oferowało mu dopiero czwórkę, więc zrezygnował. W 2014 r. ubiegał się o mandat z PO, równie z podobnym skutkiem.

Jak ślepej kurze ziarno trafiło mu się w dopiero tych wyborach. Zupełnie przypadkowo. Otóż PZK szukało kogoś na swoją listę. Chytre Łopieńczaki doradziły mu właśnie Witię i Józia Kowalika, wcześniejszego radnego z PSL, którego Szpak się wyrzekł. A wszystko po to, by rozbić lewicowo-peeselowskie głosy. Zależało im na wycięciu ustępującego wójta Jasia Kuchty, który kandydując do rady z PSL czuł się już pewniakiem, ba, wicestarostą. Strategiczna operacja się udała, Jasio nie tylko się skompromitował, bo dostał tylko 288 głosów, ale i przepadł peeselowski mandacik. Nie wszedł Jasio, ale psim swędem dostał się Witia, czego łopieńczaki już nie zakładały. I słusznie myślały, bo Witia dostał jedynie 279 głosów, a Józio 243 – zaraz po Marku Nowosadzkim byli to rekordziści w powiecie z PZK, na medalowych miejscach. A łącznie było to aż 522 głosy na PZK! A potem znowu mu się trafiło i to jak! PiS zrobiło go przewodniczącym rady powiatu, jakby nikogo nie miało od siebie. Może nie miało, bo przeważali słabi kandydaci. Łopieńczaki jeszcze raz za swoje rozczochrane głowy się złapały. Ale wróćmy do miłosnych tematów.

Zaawansowanie uczuciowe naszego łopieńskiego polityka bardzo poważnie wygląda! Widać pierścionek już dał, klękając na jedno kolano, wcześniej naobiecywał i chyba oświadczyny zostały przyjęte. Już kaban na weselisko czuje obuch siekiery, a i wódka w lodówce i oranżada w piwnicy stoi i czeka. Ta miłość PiS się nazywa. Oniemieć można, gdy zobaczy się znajomą buźkę Witii na fociach z sobotniej konwencji PiS w Lublinie. To się mu poszczęściło! Niemal jak Monice Jaruzelskiej, co to ostatnio znalazła miłość swojego życia, tylko że we Francji i pośród tamtejszej arystokracji. PiS „poszerza bazę” jak nic, aż przyzwoici ludzie o prawicowych poglądach za łby się łapią . Takim oto prostym, w sumie chałupniczym sposobem Boruczenko stał się żarliwym patriotą i „dobrozmianowcem”. Jak wytłumaczyć to nawrócenie? Boruczenko zdobył niespełna 280 głosów, a pnie się w karierze, jak strażak po drabinie na zawodach – którym zresztą jest! Kultowy dialog z „Samych Swoich”:

Kaźmirz! Patrzaj no! Witia wierzchem jedzie!

Ni może być! Na kocie?!

W obecnej chwili szczególnie w Łopienniku, ale chyba i w całym powiecie jest prawdziwy. Aż do bólu. Witia jedzie na kocie i to nie na byle jakim, bo Prezesowym. Szkoda, bo to wszystko może bardzo źle się skończyć, ale to będzie jeszcze nie teraz. Dopiero wtedy, gdy PSL z koalicją wygrają wybory i do władzy wrócą. Szpak na to bardzo liczy, by wrócić.

Dostał Nowosadzki nóż w plecy od Witii zaraz po wyborach? Dostał. To czemu by i PiS miał nie dostać, znając zamiłowanie do kariery Witii i jego wcześniejsze poglądy, a przede wszystkim życiorys. Posłance Hałas ten nóż przejdzie na wylot i to ze sporym zapasem. Nóż wszak już ma wolne, bo Wicio wyjął go z pleców Pana Marka i przezornie schował do kieszeni. Zmienią się polityczne wiatry, to i Witia zmieni swoją optykę i z żarliwego patrioty stanie się żarliwym ludowcem. Tym bardziej, że w wyborach na wójta w Łopienniku gorliwie pomagał Arturowi Sawie, tak gromko popieranym na słynnych dożynkach w Łopienniku przez samego Szpaka i Kuchtę, zresztą z nim blisko spowinowaconym – żonami.

Póki co wszyscy są zauroczeni, bo Witek czaruje jak Harry Potter.Zna odpowiedzi na wszystkie pytania. (Do tej pory taką wiedzę miał tylko Tadeusz Sznuk prowadzący teleturniej „Jeden z Dziesięciu”, bo dzierżył kartki z odpowiedziami) Nie próbuje w żaden sposób rozliczać Szpaka, a jest wszak za co. Jest bardzo ugodowy i koncyliacyjny. Toż furtki na Szpakową stronę gwoźdźmi nie zabije, a wręcz tą ugodowością smaruje zawiasy, by te nie skrzypiały, jak czmychał do niego będzie. Myśli naiwny PiS, że zrobił interes życia i transfer prawie taki, jak AC Milan na zakupie Krzysztofa Piątka z FC Genoa. Owszem, Witia też „el Pistolero”, tylko taki chałupniczy i domorosły. Ale umie strzelać – w plecy. Ale co tam, zachwytom nie ma końca, jeśli jakiś seksuolog chce szukać tego osławionego punktu „G”, powinien szukać go w lokalnym PiS. Taka tam ekstaza… Dowody z tej miłości Pani poseł umieściła na swoim fejsbuku. Są nimi zdjęcia z konferencji PiS w Lublinie z udziałem Kaczyńskiego i Morawieckiego oraz rzeczonego Witii ps. „Dobra Zmiana”.

Do Lublina go wieźli prawie jak święconkę do kościoła w Wielką Sobotę. Tylko on się tym do tej pory na swoim fejsiku nie pochwalił, a chwali się tam byle czym. Ha! Przed Szpakiem nową miłość skrzętnie ukrywa. Wesołych Świąt wszystkim życzę! A koty osobiście też bardzo lubię.

Piotr Ślusarczyk

39
13

Szkoły bez polityki!

 

Przed chwilą trafił do nas tekst komentarza od autora podpisującego się „aaa”. Ze względu na jego bardzo rzeczowe, wyważone i bardzo analityczne podejście do naszego systemu oświaty zamieszczamy go jako tekst wiodący. Prosimy o równie rzeczowe komentarze do niego, tym bardziej, że podniósł on wysoko poprzeczkę nad tak nośnym i jakże ważnym tematem – chodzi o przyszłość naszych dzieci. Jeśli autor pracuje w szkole, jest nauczycielem wysokich lotów. Chapeau bas! Szczególnie za obywatelskie podejście i cenną, chłodną analizę. Takich nauczycieli cenimy i szanujemy za tzw. ethos jako symbol dawnej inteligencji ze sznytem lat minionych. Zapraszamy podobnych autorów do jeszcze częstszej współpracy w redagowaniu naszej strony. Będziemy zaszczyceni.

Piotr Ślusarczyk

 

Gdy w ubiegłym roku Policja przeprowadziła akcję chorobową a urzędnicy KAS zagrozili strajkiem włoskim, to pieniądze dla nich znalazły się od ręki. O ile podwyżki dla Policji znalazły w społeczeństwie zrozumienie, o tyle z KAS był problem na tyle poważny, że poszczególni naczelnicy dostali prikaz z góry, aby rozluźnić trochę pęta wobec obywateli i poczynić wszelkie działania, aby obraz skarbówki w społeczeństwie nieco ocieplić, bo po podwyżkach ze strony obywateli zaczęły się sypać gromy, porównania do nierobów itp, którzy tylko cisną obywateli i doją podatki. Wstrzymano też dalsze podwyżki. Identyczna sytuacja jest w innych branżach administracyjnych.

Kiedyś Lenin napisał, że nie da się wyrugować inteligencji, klasy średniej samą brutalną siłą, ale biorąc pod uwagę, że większość z nich w państwie pracuje w szeroko rozumianej administracji publicznej, to można ich pokonać w inny sposób. Jeśli będą niedoceniani, słabo opłacani, to staną się podatni na korupcję i wpływy, aby chociaż trochę polepszyć swój status. Wówczas ich poważanie w społeczeństwie znacząco spadnie, a opinie głoszone przestaną się liczyć . Dokładnie od 1989 roku co i rusz widać , ze ta komunistyczna idea nie umarła i kolejne grupy pokazują, jak bardzo upadły. Zacznę od dziennikarzy, którzy w pogoni za groszem napiszą wszystko, co im się każe, dalej sędziowie, adwokaci, księża-biznesmeni. Teraz padło na nauczycieli. Nie jest mi ich szkoda, bo w imię walki polsko-polskiej nigdy nie byli się w stanie zorganizować, tylko szczuli sami na siebie. A teraz dali zmieszać z błotem jako „komuchy, PO-wcy itp”.

Najśmieszniejsze jest to, że społeczeństwo dostało rozdwojenia jaźni. Z jednej strony rozumie , że nauczyciele słusznie domagają się podwyżek oraz zmian programowych w szkolnictwie. Z drugiej strony, plucie jadem w publicznej telewizji spowodowało, że ani forma protestu, ani jego przedstawiciele nie są przez społeczeństwo akceptowani. Jeśli szkołą, zgodnie z pewnymi ogólnymi założeniami, ma wychowywać przyszłych obywateli, to przepis na to jest dość prosty, potrzebne sa cztery rzeczy – dobry program, pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze.

Szkolnictwo podstawowe i średnie wepchnięto w łapy samorządów, gdzie rządzi od lat kumoterstwo, prywata i lokalne układziki. Nie da się realizować reformy oświaty, jej przystosowania do realiów rynku pracy , gdy szkołami rzadza lokalni kacykowie, którzy mają albo ograniczoną wyobraźnię, albo wcale jej nie mają, albo rządzą nimi pewne niezdrowe ogólnie sentymenty. Tu ważne jest spojrzenie w przyszłość na 10-20-30 lat, a nie „do kolejnych wyborów” a po nas to choćby i potop. Jeśli dyrektorem w liceum zostaje osoba po linii partyjnej, która nie tylko nie ma pojęcia o nauczaniu, ale również o zarządzaniu szkołą i współpracy z ludźmi, to proszę się nie dziwić, że LO z wieloletnimi tradycjami można pod względem poziomu położyć w 4 lata na łopatki. Przecież ludzie to widzą, jak postępuje upadek. Pójdą tam, gdzie poziom jest lepszy i dobór kadry bardziej merytoryczny. W ten sposób z powiatu ubywa coraz więcej młodzieży a i ci z sąsiednich też się nie garną. Pamiętam czasy, gdy na dworcu PKS w Krasnymstawie stały setki uczniów w oczekiwaniu na autobus. Założę się, że dziś , nawet uwzględniając niż demograficzny, co najmniej z połowa potencjalnych uczniów uczęszcza do szkół poza powiatem. To z kolei odbija się na finansach, ba za uczniem idzie subwencja. Im mniej uczniów , tym mniej kasy na utrzymanie szkół. Marne pensje dla nauczycieli i obcinanie dodatków. Ci lepsi, z ambicjami – odchodzą. Do innych szkół albo całkiem, z zawodu. Koło się zamyka. Im słabszy poziom kształcenia, tym mniej chętnych i tak dalej i tak dalej.

Widać, że przyczyną kłopotów nauczycieli i ich strajku jest polityka. Ta duża, i ta lokalna. Ten węzeł gordyjski da się rozwikłać , wybierając na dyrektorów szkół ludzi merytorycznie dobrych, a nie po linii partyjnej. Marny, ale „swój”. Nauczyciele sa w stanie wiele ścierpieć, mając za plecami murem dobrego dyrektora i jego poparcie. Jak mówi stare przysłowie: stado baranów pod wodzą lwa jest więcej warte, niż stado lwów pod wodzą barana. I coś w tym jest. Patrząc na wybory dokonywane przez nową władzę w naszym powiecie, na razie nie mam pewności, że nie będzie powielać przykrych błędów poprzedniej ekipy, kierując się interesem własnych „elit” zamiast dobrem ogółu. Obym nie miał racji.

41
5

NAUCZYCIELE ZE SZTACHETĄ

Żenada w polskich szkołach jest skutkiem nałożenia się różnych działań i różnych emocji, ale bezpośrednimi sprawcami kłopotów tegorocznych maturzystów i gimnazjalistów są policjanci. Ponieważ w dzisiejszym jazgocie życia publicznego nikt już nie pamięta niczego, co było dawniej niż przedwczoraj, na wszelki wypadek przypomnę: policjanci tuż przed obchodami stulecia odzyskania niepodległości, dzięki wybraniu właściwego momentu zdołali skutecznie chwycić rząd za gardło, przydusić i wydusić podwyżki. Trwała wtedy niepewność co do Marszu Niepodległości i wojna nerwów podkręcana przez „totalną opozycję” oraz jej media, wręcz otwarcie zanoszących modły do Tego, w którego nie wierzą, żeby doszło do jakichś „faszystowskich” ekscesów i zamieszek. Gdy w takiej sytuacji policjanci masowo zaczęli się przenosić na lewe zwolnienia lekarskie, rząd pękł, sypnął kasą – i ofiary epidemii „psiej grypy” cudownie z dnia na dzień ozdrowiały.

Był to wzorcowy sukces, budujący etos – jak swego czasu pozwoliłem sobie to nazwać – „Polski samoobronnej”. Chodzi o sposób myślenia o państwie i wpisanej do jego konstytucji zasadzie „sprawiedliwości społecznej”, tkwiący korzeniami w mentalności pańszczyźnianych fornali. Opisałem swego czasu tę mentalność jako „polactwo” w książce pod takim właśnie tytułem (wciąż do nabycia, bo też po kilkunastu latach nic nie straciła na aktualności); w skrócie, można oddać go słowami poety Brylla: trzeba „swoje ucapić!”. Policjanci akcję „ucapiania” wykonali wzorcowo: wybrali odpowiedni moment, przydusili z całą bezwzględnością, czniając ewentualne konsekwencje dla państwa czy „porządku publicznego”, i wydusili.

Nauczyciele, grożąc sparaliżowaniem egzaminów, a teraz, gdy egzaminy mimo wszystko się udały, pozbawieniem uczniów promocji, niedopuszczaniem ich do matury, niewypisywaniem świadectw etc. mieli nadzieję ten numer powtórzyć. Zwłaszcza od chwili, gdy PiS ogłosił swoją „piątkę Kaczyńskiego”. To był sygnał: władza rozdaje kasę, jak nie „ucapimy” teraz, rozda wszystko innym. W wypowiedziach związkowców i strajkujących, jeśli otrząsnąć je z propagandowych frazesów, jest to stały wątek: to jest ten moment, jak nie teraz, to dopiero za kilka lat.

Tego rodzaju emocje, nawet najsilniejsze, same w sobie jednak jeszcze do strajku na tę skalę nie wystarczały. Trzeba je organizować – na tym zresztą zasadza się „sprawiedliwość społeczna”, czyli ten swoisty darwinizm państwa socjalistycznego, na mocy którego redystrybuowane przez władzę pieniądze trafiają… nie, bynajmniej nie do „najbardziej potrzebujących”, tylko do tzw. „silnych branż”. A silne są te, które mają tzw. przełożenie na politykę i są w stanie narobić władzy kłopotów.

Tyle, że organizujący środowiskowe „ucapianie” Związek Nauczycielstwa Platformy Obywatelskiej (bo prób wmawiania, że p. Broniarz i jego kompania są apolityczni nie da się traktować poważnie) miał jeszcze inne wyrachowanie. Narastającą wśród nauczycieli gotowość „upomnienia się o swoje” postanowił połączyć z politycznymi interesami „totalnej opozycji”, która od dawna już próbuje „wyłączyć państwo PiS” w drodze serii buntów „branżowych”.

ZNPO, strasząc zablokowaniem egzaminów (strajkujące nauczycielstwo do szału doprowadza używana przez władze fraza, że „wzięli uczniów na zakładników”, ale ta wściekłość wynika z faktu, że tak właśnie zrobili i nie da się temu w uczciwy sposób zaprzeczyć), postawiło więc celowo warunki zaporowe, nie do spełnienia. Tysiąc złotych na głowę do podstawy wynagrodzenia (od której naliczane są procentowo dodatki – czyli tak naprawdę ok 1500 pln dla każdego z ok. 700 tysięcy „gogów”), i to z wyrównaniem od stycznia 2019, daje kwotę, która położyłaby każdy budżet.

Wydawało się to inspiratorom całej akcji bardzo sprytną pułapką na rząd. Kiedy PiS, chwycony za gardło perspektywą zablokowania całych kilku roczników, wypłaci horrendalne podwyżki – musi ruszyć oczekiwana od trzech lat lawina. Wszyscy się, słysząc o tym, wściekną, podobnie jak wściekli się nauczyciele słysząc o „trzynastkach” dla emerytów (dlatego właśnie żądania ZNPO musiały być tak spektakularnie wyśrubowane a negocjatorzy tak nieustępliwi). Do „ucapiania” ruszą kolejarze, lekarze, strażacy, urzędnicy pośrednictwa pracy i kto żyw w ogóle, i nastanie ogólny chaos i bezhołowie. Gdyby zaś rząd nie zapłacił – paraliż edukacji i niemożność długotrwałego łączenia pracy z zajmowaniem się nagle puszczonymi samopas dziećmi wywoła wściekłość (z jakichś powodów opozycja uroiła sobie, że ta wściekłość musi się obrócić przeciwko władzy, a nigdy przeciwko strajkującym) i skutkiem też będzie chaos tudzież ogólne bezhołowie.

Czyli to właśnie, czego opozycja wygląda tęsknie odkąd stała się opozycją, a już teraz, przed wyborami – szczególnie usilnie.

Cóż, zwykle w życiu bywa tak, że gdy się chce złapać dwie sroki za ogony jednocześnie, nie łapie się żadnej. Ku ogólnemu zaskoczeniu rząd zdołał przeprowadzić egzaminy, i to kompletnie rozbiło założony scenariusz. Co więcej, RiO orzekła (nie powinno to być zaskoczeniem, wystarczyło zapoznać się z przepisami), że za czas strajku samorządom nie wolno wypłacać nauczycielom wynagrodzenia, choćby nawet chciały. Rozpaczliwe tworzenie przez ZNPO „funduszu strajkowego” dopiero teraz, cztery dni po rozpoczęciu „bezterminowej” akcji (takie rzeczy robi się znacznie wcześniej) samo w sobie jest dowodem, jak bardzo z tym protestem „nie pykło”.

To, co wydawało się atutem planu – fakt, że generalnie środowiska nauczycielskie są „na lewo”, i można było się spodziewać ich masowego poparcia – okazało się mieć i drugą, niekorzystną dla planu stronę. Strajkujące panie, które na okoliczność „walki z państwem PiS” powyciągały czarne kiecki z aborcyjnych protestów, wyśpiewujące po internetach jakieś improwizowane strajkowe pieśni (moim faworytem jest ta z refrenem „już czas karczować ciemnogrodu las” – proste piękno poetyckiej metafory połączone z głębią przekazu), a przede wszystkim wybuch agresji wobec „pisowskich łamistrajków”, szczególnie katechetów i w ogóle księży, zawsze przez czarne lewactwo znienawidzonych, jakieś „szpalery hańby”, wdzieranie się z wrzaskiem na szkolenia dla egzaminatorów, przeszkadzanie uczniom w pisaniu egzaminów puszczaniem im z głośników krowich poryków  – wszystko to dzień po dniu skutecznie demoluje wizerunek nie tylko „walki o godność zawodu i lepszą szkołę”, ale i nauczycielstwa jako grupy zawodowej.

Tym bardziej, że największa agresja zwróciła się przeciwko uczniom. Nie udało się zablokować egzaminów? To zablokujemy wam świadectwa. Nie dopuścimy do matur! Powpisujemy wszystkim dwóje! Od razu z pomocą w potęgowaniu chaosu ruszył „apolityczny” rzecznik Bodnar, zapowiadając, że podważy legalność odbytych egzaminów gimnazjalnych. PiS dodał swoje, iście ostachowiczowskim „kopnięciem w klatkę z małpą”, jakim było ogłoszenie tuż przed wyznaczonym terminem strajku, że będzie walczył o zrównanie unijnych dopłat dla hodowców do poziomu zachodnioeuropejskiego. Można było być pewnym (i moim zdaniem tak założono) że media PO dla judzenia nauczycieli zrobią z tego mem „PiS daje 500+ na krowy, a nauczycielom skąpi!” i wykorzystają do judzenia, czego skutkiem ubocznym będzie kolejna fala „inteligenckiego” hejtu na „wiochę”, popychającego kluczowy w nadchodzących wyborach elektorat postpeeselowski ku PiS.

Łatwo wierzę tym, którzy piszą w necie „w mojej szkole podział jest prosty – ci, co głosowali na PO i SLD strajkują, ci co na PiS – nie”. Jedynym efektem nieudanego „strajku przeciwko PiS” (określenie prof. Jana Hartmana, który ogłosił ów strajk drugim Sierpniem’80) jest umocnienie i zaognienie nienawistnego, plemiennego podziału w kolejnej grupie zawodowej i kolejnej części Polski.

Nie wyczerpuje to negatywnych skutków niezakończonej jeszcze sprawy. Tygodnik „Polityka” wrzucił na okładkę tyradę Adasia Miauczyńskiego z „Dnia Świra”, archetypicznego dla III RP inteligenckiego frustrata-nieudacznika. Chyba redaktorzy zachowali się instynktownie i równie bez chwili pomyślenia, jak nauczyciele. Kto zna film wie przecież, że finałem tej pełnej bezsilnych bluzgów tyrady jest apostrofa: „czemu nie jestem chamem ze sztachetą! Ktoś by się ze mną liczył!”.

Otóż nauczyciele osiągnęli teraz właśnie tyle, że w oczach ludzi zrównali się z „chamem ze sztachetą”. Potraktowali uczniów dokładnie tak samo, jak samoobronni chłopi wypędzane pod rządowymi gmachami tuczniki czy wysypywane na ulicę jabłka. Pewien niewymierny, ale kluczowy kapitał, jakim były związany z nauczycielskim zawodem – z powołaniem, teoretycznie – etos oraz należny mu szacunek, po tych „szpalerach hańby” i blokowaniu „bachorom” promocji definitywnie i nieodwołanie poszły się czochrać.

A „kasy” za tę cenę wielkiej i tak nauczyciele nie wyduszą, bo sztacheta, którą wymachują, okazała się marna i dla rządzących niezbyt groźna.

Mądry rząd skorzystałby z tej okazji, żeby wreszcie rozpirzyć feudalny system polskiej oświaty, posłać w diabły „kartę nauczyciela” wraz z płacową urawnirowką i zacząć budować lepszy system, oparty na konkurencji między szkołami i większej kontroli rodziców. Ale co tam marzyć w postkolonialnej, plemiennej Polsce o „mądrym rządzie”… Pozostaje tyle, że jak dotąd nikt nigdy w dziejach „urzeczywistniającej zasady sprawiedliwości społecznej” III RP na proteście, choćby najgłupszym i najbardziej bezprawnym, nie stracił – to nie USA, gdzie zdarzało się całym centralom związkowym bankrutować wskutek zasądzonych odszkodowań za skutki strajków. A ten wypadek może być pierwszym wyjątkiem w związkowym sobiepaństwie i bezkarności.

PS. Last but not least, ponawiam apel do p. Broniarza  i jego podwładnych, żeby zrezygnowali ze swych wiązkowych kwietniowych pensji w takim samym procencie, o jaki pomniejszone będą zarobki nauczycieli, których podjudzili, i przeznaczyli te pieniądze na założony przez siebie „fundusz strajkowy”. Wypadałoby, naprawdę.

Czytaj więcej na https://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiewicz/news-nauczyciele-ze-sztacheta,nId,2933676#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

19
29

Kwiatki z Janusza rabatki


 

Powoli, mozolnie idą zmiany w powiecie. W miarę upływu czasu wychodzą kwiatki ze szpakowego ogródka. Oj, trzeba się będzie naplewić… A jak sienniccy sygnatariusze nowy List spłodzą?

Gdzie najłatwiej podłożyć świnię? Zapewne w chlewni. Nowy zarząd powiatu ma nie lada problem. Jak donosi ubiegłotygodniowy „Super Tydzień”, powiat mógł w wyniku transakcji stracić kilkaset tysięcy złotych. Pies pogrzebany jest w mętnych okolicznościach sprzedaży dwóch działek.

Najpierw podział, potem sprzedaż

Pierwsza, pod starą chlewnią przy Zespole Szkół im. Bartosza Głowackiego (dawny rolniczak), druga leży tuż obok. Wcześniej stanowiły one geodezyjną całość, będąc jedną działką. Stąd zdziwienie obecnych władz: dlaczego i kto podzielił wspomniane, tym samym obniżając ich rynkową wartość? Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, kto w 2017 r. był starostą. Takie właśnie ciekawostki co rusz napotyka Leńczuk, a z nim zarząd. Póki co panowie wertują dokumenty i szukają odpowiedzi na powyższe pytania. Wspomnieć należy, że szczęśliwym nabywcą atrakcyjnych nieruchomości został jegomość, który prywatnie jest szwagrem Pani Marii Kiliańskiej, radnej gminy Siennica Różana i sygnatariuszki Listu do Ziobry, co to go Szpak, Proskura i Banach wysmarowali. Ów jegomość zaś jest już w poważnym wieku, wcześniej był prezesem GS-u w Łopienniku i w Siennicy Różanej. Jak wiemy, za PRL-u GS-ami zarządzała partyjna nomenklatura, próbując udowodnić wyższość spółdzielczości socjalistycznej nad prywatną własnością. Z jakim skutkiem? Do tej pory budy po tym GS-ie straszą przejezdnych . Ten jegomość jednak – jak widać – zmądrzał na stare lata i przekonał się do prywatnej własności. Swojej.

Być może na kanwie tego całego zajścia z chlewnią w tle po korytarzach starostwa rozeszła się pogłoska o wizycie CBA. Jednak, jak wynika z odpowiedzi starosty Leńczuka, obecny zarząd bada sprawę i wcale nie jest wykluczone, że poinformuje w najbliższym czasie organy ścigania.

Mniej dyrektorów

To nie koniec ciekawostek. Na początku kwietnia ze stołkiem dyrektora Wydziału Geodezji w starostwie pożegnał się Marcin Dziewulski. Barwna to postać, niemalże jak witraż francuskiej katedry. Być może przyczyną był brak zaufania? I tak oto odszedł kolejny wierny zausznik Szpaka. Jeśli ktoś powie, że nic się w tym powiecie nie zmienia, będzie w błędzie. Nawet w Powiatowym Urzędzie Pracy likwidacji ulega stanowisko zastępcy dyrektora. Jak wiadomo, wielkoduszny Szpak swego czasu przygarnął Andrzeja Jakubca z lubelskiej, powyborczej tułaczki. W związku z tym, że Polska to bogaty kraj, a szczególnie nasz powiat, powołał go na zastępcę dyr. Janusza Rzepki. Widać Leńczuk doszedł do wniosku, że zastępca nie jest potrzebny i zlikwidował to dyrektorskie stanowisko. Oczywiście finansowo Jakubiec nie straci, gdyż jest w okresie chronionym. Można wywnioskować że Leńczuk tą decyzją wybiega w przyszłość, by nie powielać Szpaczych absurdów.

Podobnie było w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie, gdzie Papa Januszek Żyśkę zastępcą zrobił, a Leńczuk stanowisko zlikwidował… Takie to wychodzą kwiatki po umiłowanym przez Lud Szpaku i zapewne  nie będzie to koniec zmian. Tymczasem Szpak-ormowiec pisze listy do Ziobry, z czego rechocą już nawet dzieci w przedszkolu, a starsi peeselowcy łapią się za głowy. Marzy o powrocie, wielkie nadzieje wiąże z jesiennymi wyborami, bo gdyby PiS odsunięto od władzy, tu w powiecie zmianie ulegnie wszystko, co jest przedłużeniem rządu w terenie. Policja, KRUS… Z Sanepidem jest ciut inaczej, bo obecnie włada w nim Pani która jest synową sołtysa Brzyszki z Rudki – kolejnego sygnatariusza sławetnej gramoty do Ministra Ziobry. Nie ma co ukrywać, że ta Pani bardzo odpowiadała poprzedniej, peeselowskiej władzy, a wręcz zabiegano, by akurat ona objęła schedę po udającej się na emeryturę dyr. Niewiadomskiej. Ot, zrobił sołtys polityczną przysługę swojej synowej, przypominając jej polityczny rodowód.

Znowu List napiszą?

Na zakończenie wypada podsumować ten jakże ciekawy ciąg wydarzeń. Leńczuk, wątpiąc w uczciwość i mając czelność „być zaskoczonym” sprawą szczególnie działek, naraża się na to, że Szpak może znów napisać List-skargę. Wcześniej na mnie, teraz na niego, a co?! Ci sami sygnatariusze z Siennicy stoją za nim murem – wszystko podpiszą, co im podsunie, nawet na byczej skórze. Że się z nich potem ludzie w kułak recholą, tego nie są już świadomi. Albowiem jest to nic innego jak „zaburzenie więzów społecznych oraz zaufania do samorządu i organów państwa”. Powyższy fragment pochodzi ze słynnej złotej gramoty do Ziobry. Wątpienie w geniusz i krystaliczną uczciwość Szpaka to zbrodnia, bo czymże innym może być? Toć Szpakowi ORMO ufało aż przez 12 lat i jak by nie ten 1989 rok, to by może i adiutantem Kiszczaka został..? Mundur już miał, co z tego że niebieski – jeszcze lepszy. I na pałowanie jaki ekwipunek?!

A sienniccy sygnatariusze ufają mu jeszcze bardziej niż wspomniana organizacja. Już garbują skórę z byka na epistołę przeciwko nowemu staroście. Mundur w kolorze blue też jeszcze w szafie do szczętu nie sparciał.

42
41

Siennicka demokracja ludowa

 

Wójt Proskura broni się, jak może, przed publikowaniem protokołów z sesji rady gminy i komisji na urzędowej stronie gminy (BIP). Skoro nie, czynimy to za niego – jak zwykle w formie satyrycznej. Oto nasza wybiórcza relacja z ostatniej sesji – z treściwym przekąsem.

W słoneczne przedpołudnie 29 marca odbyła się sesja rady gminy Siennica Różana. Choć właściwsze byłoby określenie: sesja rady i sygnatariuszy Listu do Ministra Ziobry, bo byli prawie wszyscy, którzy go podpisali. Działo się na niej tyle, że trudno od relacji na You Tube oczy oderwać. Zaczęło się niewinnie – a to gdzieś tam dziura w drodze, a to jakiś żwirek na Stójle jest tak niebezpieczny, że szybę wybić może. A to na Woli, tam przed Ireną Zarazową uskok się zrobił, a traktory już jeżdżą, bo prace polowe.… A nowa sołtys z Woli Siennickiej Renata Marczewska miała swój debiut i zwróciła uwagę na brak oświetlenia nad przejściem dla pieszych w miejscu, w którym zjeżdża się na Wolę Siennicką od strony Siennicy Dużej. Co istotne, nie kłaniała się w pas i nie dziękowała…

Korkoszowe interpelacje

Natomiast radny Korkosz Andrzej użył kartaczy i wypalił czterema interpelacjami. Pierwsza dotyczyła przepustów na Rudce, druga sytuacji, jaka ma miejsce wokół dzierżawców tamtejszego sklepu. Mianowicie ktoś uporczywie rozpowiada plotki, jakoby dzierżawcy nie płacą czynszu. Oni rzetelnie bulą i dziwią się, co komu do łba strzeliło, że takie kocopoły opowiada. Może ma to związek z tym, że akurat na tym sklepie będą dach zmieniać i ktoś zwęszył jakiś interes? Toteż radny zażądał od gminy dowodów opłat i umowy dzierżawy, by uciąć wszelkie spekulacje i sytuację wyjaśnić. Po prostu starsi mieszkańcy obawiają się, że sklep może ulec likwidacji i nie będą mieć gdzie robić zakupów.

Trzecia interpelacja dotyczyła publikacji na Biuletynie Informacji Publicznej protokołów z sesji i obrad komisji…Ta miała parę „ognisk zapalnych”, bo nawiązywała do Listu do Ministra Ziobry, co to go Szpak, Banach i Proskura wysmarowali. Radny Andrzej powołał się na ten fragment, gdzie naszych „trzech tenorów” pisze o przejrzystości i transparentności działań władzy. W jego opinii należałoby protokoły z obrad komisji publikować na BiP, bo to właśnie byłoby transparentne i uczciwe wobec mieszkańców. Radny podał również przykład i podparł się przy tym cytatem z Dziennika Wschodniego, że wójt Sławatycz wprowadził w urzędzie kalendarz swoich zajęć. Dzięki temu każdy mieszkaniec wie, co władza robiła i co planuje w najbliższym czasie.

Ale jak radny z Rudki odczytał czwarta interpelację to dopiero było! Śmiał zapytać o wysokości ekwiwalentów za niewykorzystany urlop wójta za okres ostatnich 6 lat. To musiało być wstrząsające, bo w trakcie tego czytania sołtyska Berbeciowa z Baraków aż złapała się za swój facjat okolony wianuszkiem siwych włosów i przejmująco jęknęła: „Ło Jezu…”. Nie wiadomo, czy tak treść interpelacji ją przeraziła, czy jej akurat w tym momencie świadomość wróciła, że czajnik na gazie w chałupie zostawiła albo i żelazko na kościołowej spódnicy…

Proskurowotarasowe wykręty

No i się zaczęło, jak Proskura zaczął odpowiadać tak po swojemu, jak na byłego instruktora „ZMW” przystało i w stylu „odwracamy kota ogonem”. W sprawie sklepu – to on się plotami nie interesuje. To bardzo ciekawe i pierońsko wiarygodne, jak władza tak mówi. Toć każdy wójt plotek wysłuchuje, bo taka jest logika sprawowania władzy. A plotka to nic innego, jak „miejscowe i bezkosztowe badanie lokalnej opinii publicznej”. Proskura utrzymuje że „Dziennika Siennicy” nie czyta, ale jakoś trudno dać temu wiarę, bo przecie treść tej epistoły do Ziobry temu przeczy. W całej tej Leszkowej odpowiedzi ciekawe jest to, że Korkosz o żadne plotki go nie pytał a jedynie użył ich jako argumentu uzasadniającego swoje żądanie. Może coś wójt jednak wie?

Ale jak przyszło do odpowiedzi o umieszczanie na BIP protokołów to się zrobiło gorąco i na odsiecz swojemu pryncypałowi ruszyła radca Grażyna Taras. Ta pani jest tak rzadko widywana w tutejszym UG, jak cytryny na sklepowych półkach za Jaruzelskiego. Bo po co ma częściej bywać, jak nasz Leszek jest mądry ludową mądrością i on jest tu wyrocznią. Jest Tarasowa niejako z doskoku. Jak zaczęła tłumaczyć, lawirować to ten biblijny wąż, co Ewę na konsumpcję jabłka namówił, mógłby za nią teczkę nosić. Oczywiście jakby ręce miał. Wymyśliła, że na tym BIP to się przecież tyle dokumentów umieszcza, to po co jeszcze te protokoły? I że przecież nie ma nakazu ich umieszczania. Korkosz upierał się przy swoim, mówiąc, że skoro nie ma przymusu umieszczania, ale i zakazu, to czemu by nie umieścić?. Jego zdaniem, z którym nie sposób się nie zgodzić, władza powinna wykazać dobrą wolę. Pani Taras w swoich pomysłach przechodziła samą siebie i coś w tym jest, że w Ameryce prawników nikt nie lubi i jak wiceprezydent Dick Cheney postrzelił przypadkowo na polowaniu prawnika, to wielu Amerykanów chętnie oddałoby na niego głos, gdyby tylko ubiegał się o fotel Prezydenta USA. Ma Pani Taras szczęście, że Siennica to nie Stany… Niestety, ale plotła tak, że tylko większe androny wygaduje Szpak po dożynkach i strażackich remizach. Jeszcze wójt powiedział, że on żadnego kalendarza nie będzie robił i to co jest, musi wystarczyć. A poza tym to może w Polsce jest 200 takich przypadków… Jednym słowem Proskura nie chce być 201. A ciskał się przy tej odpowiedzi a radny przecież tylko przykład podał i do niczego nie zmuszał. Ale z naszym Proskurą tak już jest, że jedno usłyszy a drugie zrozumie.

Banachowy pedał

Na tym nie koniec bo po tym wszystkim Korkosz zwrócił się do samego Przewodniczącego Banacha takimi oto słowy: „ Wczoraj Panie Banach zjechaliśmy się na zakręcie w Rudce. Wszystkich obowiązują jakieś zasady a szczególnie w ruchu drogowym. Tam jest teren zabudowany i tam obowiązuje 50 na godzinę. Gdybym nie jechał przy krawędzi jezdni, to zarysowałby mi Pan siewnik. Nie wiem, co się z Panem dzieje, bo to nie pierwszy raz. Dla mnie nie jest to wytłumaczalne. Może to wiosna astronomiczna, albo ta wiosna Biedroniowa, bo Pan tak na ten pedał dusił. Proszę uważać na przyszłość.

Riposta Banacha była esencją jego samego, jednocześnie potwierdziła, dlaczego nawet w PSL mają go serdecznie dość… Zapewnił radnego że jest zdrów i dobrze się czuje, odwrócił też „kota ogonem” tak, że ów zapewne zawrotów głowy dostał. Stwierdził, że skoro radny ma problem z włączeniem się do ruchu, to trzeba kogoś poprosić, by mu w tym pomógł. A poza tym to zestawy powyżej 2,5 metra obowiązuje szczególna ostrożność! On jechał prawidłowo, a radny radaru w oku nie ma! Puszył się jeszcze chwilę, ale na Korkoszu to nie zrobiło żadnego wrażenia. Odpalił Banachowi wprost o tym, że wcale się nie włączał do ruchu, tylko już był na drodze i w ruchu uczestniczył i żeby Banach mówił prawdę. Na koniec przyszpilił aroganckiego dyrektora takim oto stwierdzeniem:

Panie Banach parę lat temu jednego z samorządowców dźwigiem z bagna na Kasjanie wyciągali, drugi coś z dwa lata temu w krzakach wylądował! Chcesz Pan być trzeci?!”

Jak Korkosz to mówił, Proskura aż drygnął, widać przejął się tymi jakże mądrymi słowy, bo przecie też kierowca i samorządowiec! Pewnie w duchu za te ostrzeżenia dziękował. W sumie to Korkosz o naszego Wójta dba i pilnuje, żeby spokojnie do emerytury dociągnął. Choć znajdą się i tacy którzy powiedzą, że w powyższym zdaniu słowo „spokojnie” jakoś nie pasuje.

Nie dla funduszy sołeckich!

Funduszu sołeckiego nie będzie, tak zadecydowali radni. Przyczyną są inwestycje, tyle ich w Gminie, że każdy grosz się liczy. Może uda się wyodrębnić fundusz w 2021? Dziwi ta troska o publiczny grosz i szczególnie w ustach Banacha brzmi, jak kiepski żart. Przecież nie kto inny tylko on cztery lata temu „wrzeszczał” za podniesieniem diet radnych do 300 złotych. Skutecznie torpedował te banachowe zapędy właśnie Korkosz. Ponadto na inaugurację tej kadencji rady Banach przyjął dietę Przewodniczącego w takiej wysokości, jak miał jego poprzednik. Skoro taki oszczędny, to czemu sobie nie ujął? Dlaczego jeszcze dołożyli wice przewodniczącemu choć do tej pory tak nie było? Może oszczędności poszukać w samym urzędzie? Po co Proskurze służbowe auto, skoro gmina taka biedna? Piotruś pieniądze lubi, nie jest to jakieś novum. Będąc Dyrektorem ZDP zasiadał i w Radzie Nadzorczej PKS Hrubieszów. Jemu wszak nie o oszczędzanie chodzi i inwestycje, tu ważne jest to, by każdy musiał prosić o parę złotych w UG. W tym Banach i Proskura są jednomyślni. Dla nich fundusz to zagrożenie ich pozycji i realna groźba, że gdzieś tam urośnie im konkurencja w osobie lidera lokalnej społeczności. Ich wąskie horyzonty nie są w stanie stanąć nad podziałami i kosztem zastrzyku gotówki dla gminy realizują swoje rządy, jak na „własny folwark” przystało.

Fundusz funkcjonuje w Polsce już 10 lat, wystarczy policzyć, ile pieniędzy z budżetu państwa nie trafiło do kasy gminy. Poza tym jesteśmy razem z Żółkiewką w duecie gmin, które nie uchwaliły tegoż. Zauważył to i wyartykułował niezmordowany Korkosz.

Sesyjne swary

Miała swój występ Maria Kiliańska, który chyba nie był przypadkowy. Nasza filigranowa Marysia tłumaczyła, zresztą bardzo ładnie, decyzję o podwyżce diet sołtysów do 150 złotych. Wszystko było w jej wystąpieniu – od pochwał sołtysów aż po nawoływanie do rozwagi i umiaru… Brakło tylko jednego, kto do tego bajzlu doprowadził i czyja to była sprężyna? Ale o to już zatroszczył się, jak zwykle Korkosz, który tradycyjnie w trakcie dyskusji wygarnął całą prawdę o manipulacji tymi podwyżkami. Jak na pełnokrwistego radnego przystało, wyciągnął niewygodne fakty dla władz. Stwierdził, że sprawa z sołtysami to tylko błahostka i tak być nie powinno by radnym narzucać swoją wolę . Sam Korkosz na znak protestu wstrzymał się od głosowania. Ale, jak powiedział, żeby radni zerwali z dyscyplina partyjną i głosowali kierując się rozsądkiem i sumieniem, to się przewodniczący oburzył.

Uroiło się Banachowi i stwierdził, że radnego Andrzeja do porządku przywołać musi… Zabolała widać go ta uwaga z początku sesji o tym, jak przez Rudkę jechał i na pedał cisnął. Zaczął więc coś tam w kierunku Korkosza mówić bez sensu i zupełnie nie na miejscu. Z jego wywodów wynikło, że radny na sesji nie powinien akcentować swojego stanowiska i najlepiej jakby milczał – pewnie tak jak Knap z Górnym. Banach to jest osobliwość, ponieważ porywa się na pouczanie Korkosza, a sam będąc kilkanaście lat przewodniczącym komisji rewizyjnej, nie potrafił stworzyć dla niej programu pracy, który był wymagany na mocy ustawy. Można pomyśleć, że brał pieniądze nieco za frico, bo czemu planu nie zrobił ? Prawdopodobnie arogancki przewodniczący nie doczytał, bo taki jest. Wojewoda na wniosek Korkosza zmusił go do stworzenia planu na mocy decyzji nadzorczej. Gdyby nie to, komisja pracowałaby po dziś dzień bez niego. Z resztą nawet teraz, kiedy już w powiecie nie rządzi Szpak, to Banach na obradach Komisji Drogownictwa próbuje robić po swojemu, by jego zdanie było zawsze na wierzchu.

Siennicka puenta

Na zakończenie wypada odesłać czytelników do relacji z sesji. Poza tym można się pokusić o taką paleontologiczną aluzje. Ponoć mamuty wyginęły przez zmiany klimatu. Choć i są tacy, którzy uważają, że to człowiek im się przysłużył. Spór więc trwa…Ale my w Siennicy jesteśmy mądrzejsi, bo wiemy, kto naszą demokrację i społeczeństwo obywatelskie wykańcza. Jeden to Banach, drugi to Proskura – przy udziale aktywu partyjnego lub jak kto woli – sygnatariuszy. Z tego, co szpaki wśród gałęzi popiskują, to się nowy list szykuje. Tym razem będą pisać donos na Kaczora, ale nie tego z Kozieńca, tylko tego z Żoliborza, co to prezesem PiS jest i koty lubi. Podpadł im Kaczyński, bo w ustawie samorządowej grzebał i nakazał przymus transmisji obrad w Internecie wprowadzić. Tym samym wszyscy widzą i słyszą, co się na sesji dzieje: kto na sesji i o czym mówi, a kto cicho siedzi i tylko paluszki pojada. A było tak fajnie…

 

 

 


 

53
55