Klus plus!

Po 18 latach megalomańskich, drogowych rządów w ZDP w Krasnymstawie dyrektora Piotra Banacha nastąpiła zmiana. Nowy zarząd powiatu wreszcie postawił na fachowca, człowieka o zupełnie innej konstrukcji i kulturze niż poprzednik, do tego magistra inżyniera budownictwa.

Mowa o Marku Klusie. O takich, jak on na świętokrzyskiej wsi rzekliby „jak cię pająki nie wciągną za obraz, to będą z ciebie ludzie”. Musi więc Marek unikać pająków i obrazów. To istna oaza spokoju i doprawdy trudno go wyprowadzić z równowagi, nawet radny Zieliński ma z tym problem. Z lica promienieje mu sympatia, taka sama, jak disnejowskiemu jelonkowi Bambi. Ten dyrektor ZDP raczej nie zrobi z podległej sobie jednostki poligonu dla swoich ambicji, bo spokojny i rzeczowy z niego urzędnik. Z tego co wiadomo, ciągle porządkuje plac na ul. Borowej po Banachu – jak wiadomo, poprzednik sporo bałaganu zostawił mu w spadku.

Piotruś dowódca

Piotruś tymczasem dowodzi „pułkiem wozów asenizacyjnych”, znaczy dyrektoruje Zakładowi Komunalnemu w Izbicy i przewodniczy RG w ludowej jeszcze, a może „pisowej” już(?), a na pewno Cichoszowej Siennicy. Gmina Izbica, po jeszcze ludowym Babiarzu, jest już w tak opłakanym stanie finansowym, iż już nic (nawet Banach) nie jest jej w stanie zaszkodzić. Nawet pisano o tym w lokalnej prasie: czy aby obecność Banacha w Izbicy nie wpłynie negatywnie na relacje z władzami powiatu? Boją się też mieszkańcy czy ten nie zostawi im takiego samego bałaganu, jak w krasnostawskim ZDP? Co ten Lewczuk zrobił tą dyrektorską nominacją? – drapią się po łbach niektórzy. Aaa, dopowiadają inni – po zakończeniu kadencji Lewczuk może iść na emeryturę, jak jego poprzednik.

I bez Piotrka się kręci i to nawet lepiej a słońce wcale nie zgasło… Tu jak widać „schody” Banacha zniwelowano zgodnie z prośbą wójta i tak by elektorat nóg nie połamał.

Tymczasem odsunięty od władzy Szpak straszy i sieje fatalistyczne wieści w Siennicy, z których można wywnioskować, że teraz się wszystko już zawali, bo przecie tylko oni(!) mogą rządzić powiatem. Napuszczają mieszkańców na nowych starostów – szczególnie tych z Wierzchowin. Tylko że w sprawie drogi w Wierzchowinach smaczków jest sporo i stawiających tę inwestycję w innym świetle niż robi to Szpak, ale o tym innym razem. Teraz cała peeselowska trójka: Szpak, Proskura i Banach widzą jakby więcej i wyraźniej, szczególnie problemy te drogowe. Ale niestety bycie w opozycji, takiej konstruktywnej przerasta ich horyzonty. Tymczasem jest zupełnie inaczej niż tych trzech lokalnych, pożal się Boże, tenorów by chciało. Klusowi i jego zwierzchnikom nie w głowie jakieś szykanowanie Siennicy ze względu na ich tzw. ruch ludowy. Bo co są winni zwykli ludzie temu, że między nimi mieszka były ormowiec i starosta? Jest wręcz przeciwnie… Szpak z Proskurą tak skołowali teraz u nas ludowców, wspierając Cichosza z PiS, a nie PSL, że ci dosłownie zbaranieli. Peeselowskich plakatów szukać u nas ze świecą…

Chodnik dla podatnika

Ostatnio ZDP remontuje fragment chodnika przy drodze powiatowej. Jakoś za rządów Banacha nikt na to nie wpadł, a przecież ten osunięty chodnik straszył od bardzo dawna. Kostka brukowa jest kładziona od nowa na zniwelowanym podłożu. Poza tym usunięto barierę architektoniczną w postaci uskoku na wspomnianym chodniku w miejscu wjazdu na parking przy zalewie na Siennicy, tuż za mostem. Teraz rozbicie nosa po zmroku już tak nie zagraża, a po chodniku mogą się poruszać nawet osoby niepełnosprawne. Właśnie o ten uskok upomniał się wójt Proskura, a reakcja Klusa była pozytywna i natychmiastowa. Chyba nie tego oczekiwało ludowe trio?

Jak widać na fotografii remont w pełni i nikt Siennicy nie piętnuje. Na tym chodniku spotkałem owego wyborcę konesera…

Ostatnio spotkałem się z osobliwą opinią obywatela, wyborcy i podatnika, ale przede wszystkim konesera produktów przemysłu spirytusowego, który jest częstym (choć to mało powiedziane, bywa że czasem zalega na nim lub w rowie obok, kontestując piękno przyrody) użytkownikiem remontowanego chodnika. Normalnie chłopisko tak się cieszyło, że brak na to słów, by to oddać w pełni. – O! Chodnik nareszcie robią, tera bedzie można normalnie rowerem jechać! –tak stwierdził… Tu warto wspomnieć, że ów obywatel więcej rower prowadza niż nim jeździ – ze względu na ciągły stan nieważkości, którego doświadcza, ofiarnie zasilając budżet zakupami produktów wspomnianego przemysłu. Co warte podkreślenia, był szczery w swojej opinii i mówił od serca oraz przez sfatygowaną wątrobę, choć paradowanie wokół niego z otwartym ogniem groziło eksplozją. Tu warte podkreślenia jest to, że mimo widocznych objawów świeżo przebytej nieważkości – opinię na temat stosunku nowych władz powiatu do problemów drogowych w Siennicy miał nader trzeźwą, w przeciwieństwie do odsuniętego od władzy i znaczenia Szpaka et consortes…

Piotr Ślusarczyk

45
14

Komiwojażer (?) z Żółkiewki

Cichosz w kampanii jest wszędzie, osobiście i na plakatach. Ma facet tupet i kasę, jak nikt z listy. Jego ubiegła kampania – jak twierdzą niektórzy –  rzekomo pochłonęła 220 tys. zł. (?)  Przyjrzyjmy się obecnej. 

 

Czas kampanii wyborczej jest trudnym i bardzo nerwowym okresem w życiu zwykłego śmiertelnika. Zewsząd bombardowany jest medialnym przekazem, który kandydat jest lepszy od innego – tak w koło Macieju. Prawdziwy cyrk jest wtedy, gdy do walki stają kandydaci z tej samej listy. Na naszym lokalnym podwórku bardzo nachalny w kampanii, wręcz wszędobylski jest Cichosz Lucjan, emerytowany weterynarz z Żółkiewki, kiedyś długoletni członek Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego (satelity PZPR), potem PSL, w 2010 r. przepisał się do PiS.

Z politycznym wiatrem

Dzięki ustawianiu się zawsze z politycznym wiatrem w plecy zwykle sprawował kierownicze funkcje – za komuny w lecznicy (ordynator, później kierownik), potem w samorządzie, instytucjach państwowych, jako szef lub wiceszef. Wielce pomogło mu to w dorobieniu się bardzo pokaźnego majątku, jest właścicielem bardzo cennych nieruchomości w centrum Żółkiewki, których część sprzedał pod supermarket za grube pieniądza. Właśnie dlatego w okolicy potocznie zwany jest milionerem z Żółkiewki. W 2015 r. bez powodzenia kandydował z PiS do Sejmu, dostał 4800 głosów, miał dopiero 11. wynik na liście. Matka Partia nie zostawiła go jednak na lodzie – dostał stanowisko członka Zarządu Małopolskiej Hodowli Roślin w Krakowie (jego wiedza o rozmnażaniu kwalifikowanego materiału siewnego jest podobna do niżej podpisanego), przewodniczącego Rady Nadzorczej Zamojskich Zakładów Zbożowych (wiedza o mące i kaszy również j.w.), kierownika Stada Ogierów w Białce – tutaj, owszem, ma kwalifikacje). Z tego tytułu pobierał bardzo wysokie apanaże, doszły poważne wpływy z wynajmu nieruchomości w Żółkiewce (vide: oświadczenia majątkowe). Człowiek zamożny, bardzo dla siebie przedsiębiorczy, szybko dorobiony po 1990 r., potrafił optymalnie wykorzystać moment przemian ustrojowych. Ma więc wielką kasę na kampanię, a tupet jeszcze większy. Z owymi przymiotami objeżdża teraz gminy i powiaty, jak komiwojażer.

Maskarady w terenie

Nie przebiera w środkach, jest wszędzie gdzie tylko można się wcisnąć. A to śpiewa na dożynkach we Frampolu, by za chwilę zwalczać ASF, albo w Goraju obiecywać rolnikom zmianę klasyfikacji gruntów pod ONW pod wyższe dopłaty, a to prawa miejskie obiecuje. Aaaa, jeszcze pieniądze piłkarzom rozdaje – tak z ręki, jak się konie karmi cukrem. Tu ciekawostka, po tym szeleszczącym elemencie kampanii pojawił się w klubie piłkarskim ktoś z Sanepidu, by obdarowani podpisali umowę darowizny, bo kandydat miałby kłopot z fiskusem, tak jak piłkarze. Modli się po kościołach, szkoda, że odpusty przegapił. A może był?

Wszystko wszystkim obieca, tak jakby wszystko było w zasięgu jego ręki. W promocji powoła się na swoje znajomości na najwyższych szczeblach, puści z nimi sweet focie, że ci go tak uważają. Tymczasem nowe i znacznie młodsze ważne osoby ze świecznika, skąd mają znać bogatego i sędziwego już (69 lat) dziadka z Żółkiewki, który w tej kadencji grzeje sejmowe ławy zaledwie od kilku miesięcy? Dwoje kandydatów z list do Sejmu, które dostały w wyborach w 2015 r. więcej głosów od niego odmówiło mandatu. On wziął, bo idzie przebojem przez kampanię.

Fortel na tłumy

We wtorek 17 września w rocznicę wejścia Sowietów na naszą ziemię w 1939 r. sprosił wójtów z powiatu, dyrektorów szkół, KGW, OSP, innych oficjeli i instytucje. Impreza firmowana była m.in. patronatem starostwa – tak było napisane na oficjalnych zaproszeniach. Który z wójtów zignorowałby obchody, skoro są oni niemal na pasku starosty, nie tylko przy drogach powiatowych?! Delegacje przybyły tłumnie, dzierżąc wieńce i kwiaty, bo uroczystość też nie zapowiadała się byle jaka. Dopiero na miejscu okazało się, że starostwo reprezentowane było skromniej – nie było ani Leńczuka, ani Nowosadzkiego. Nie zaprosił, tylko urząd wykorzystał? Pełen werwy Lucjan wtedy jeszcze dalej poszedł i odsłonił pomnik z okazji 100-lecia niepodległości, z niemal rocznym, poślizgiem. Widać dostrzegł, że i na takich świętościach narodowych i przesuwanych rocznicach można zbić wyborczy kapitał, czytaj: głosy. Jak zwykle i tu nie zabrakło nachalności, przysłowiowego dymu oraz zwykłej pychy. Ta ostatnia, co prawda, to temat na osobny elaborat, albowiem milioner z Żółkiewki w ciągu paru tygodni trwającej kampanii wykazał się dość osobliwym podejściem do obchodów rocznic i organizatorów tychże.

Pycha kroczy przed upadkiem

Z naszych informacji wynika, że obelisk który stanął na skwerku przy ulicy Okrzei, pierwotnie miał mieć taki napis-dedykację:


W setną rocznicę odzyskania niepodległości społeczeństwo miasta Krasnegostawu i powiatu. Senator ziemi krasnostawskiej poseł na sejm RP VIII kadencji. Historię swoją piszcie sami bo inaczej napiszą ją za was inni i źle. Józef Piłsudski (wytłuszczenie redakcji).

Po interwencji IPN, który jak wiadomo, dba o politykę historyczną i (niestety dla Lucjana) ma wiele do powiedzenia w kwestii treści zamieszczanych na tego rodzaju obeliskach, stanęło na takim napisie:

W setną rocznicę odzyskania niepodległości społeczeństwo miasta Krasnegostawu.

Jak widać, pcha się nasz Lutek nawet na pomniki Niech sobie swój postawi, bo ma kasę, ale w centrum Żółkiewki, gdzie jego place i może stawiać, co chce, ale nie w stolicy powiatu. Chyba zbyt dosłownie wziął słowa J. Piłsudskiego i jął historię sam pisać, po swojemu. Chwała IPN-owi, bo w Lublinie go już dokładnie przejrzeli i tylko patrzą z obawą na jego tupet.

Żałosne widowisko

Na swoim profilu fejsbukowym 1 sierpnia br. dał galerię zdjęć z obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, organizowanych przez stowarzyszenie Narodowy Krasnystaw. Wykonał mu je jego przyboczny fotograf, który niemal nie odstępuje od swego chlebodawcy i pstryka mu ich zwykle po kilkadziesiąt z każdej wyborczej imprezy – widać dobrze mu płaci. Na fejsbuku Cichosz nie napisał jednak, kto go zaprosił i kto organizował uroczystość. A o niej co roku pamięta NK z Bartkiem Witkowskim na czele i godnie obchodzi. Autorskie prawa, dobre obyczaje, ba, kultura osobista nakazywały uszanowanie tego, także przez Lutka, ale widać dla niego to za wysokie progi. Najwyraźniej ukradł młodym imprezę do kampanijnego Internetu – niczym jego imiennik z filmu „Wodzirej” Feliksa Falka Lutek Danielak. Tutaj przyzwoitością wykazała się posłanka Hałas, która mimo że nie była na obchodach wybuch Powstania, wysłała na nie pracownicę swojego biura. Ta, jak należy, odczytała w jej imieniu kilka zdań, nawet ciepłych pod adresem młodych narodowców. W tym miejscu widać, że krytyczny artykuł „Cześć i chwała bohaterom”, jaki swego czasu zamieściliśmy na naszych łamach w obronie dorobku NK, odniósł skutek.

Wracając do zachowania posła Cichosza 1 sierpnia br. należy dodać jeszcze jedną istotną informację z uroczystości. Otóż nasz swojski Lutek obruszył się na organizatorów, gdyż ci przywołali go do porządku, ponieważ wiązankę chciał składać jako pierwszy – taki Primus inter pares – jeszcze przed wszystkimi, a przede wszystkim przed kombatantami. Też ich chciał „okraść” – z godności. Bo on jest poseł i basta! Być może w ramach rewanżu za ten jawny afront nie napisał w swojej fotorelacji nic o organizatorze? Niestety, to jakże żenujące i podłe wręcz widowisko widzieli stojący obok uczestnicy.

Wespół w zespół ze Szpakiem

Z kolei 1 września br. wiązankę złożył w asyście dyrektora biura i popędził nie do kościoła na mszę w intencji rocznicy wybuchu krwawej wojny, tylko na dożynki do Rejowca – pamięć ofiar wojny widać może poczekać, w przeciwieństwie do elektoratu z dożynek. Żałosne, ale prawdziwe – w propagandowym i powierzchownym traktowaniu rocznic Cichosz jest bliźniaczo podobny do Szpaka. Obaj wywodzą się z tej samej pokomunistycznej szkoły, czyli byłego ZSL, gdzie razem przez wiele lat robili kariery. Potem działali w przefarbowanym PSL. Czym skorupka nasiąknie za młodu… Jeszcze do niedawna obaj nie uznawali rocznicy wkroczenia Sowietów do Polski, bo m.in. dzięki nim komuniści zmontowali Zjednoczone Stronnictwo Ludowe, walczyli z Kościołem. A oni robili w nim kariery. Teraz robią za żarliwych patriotów i mężów bogobojnych. Szpak, jako stary kamrat Cichosza, był 17 września na uroczystości, na które nota bene spraszano kogo się tylko dało, aby nabić frekwencję, choć kto był niepokorny, zaproszenia nie dostał. To olbrzymia kompromitacja Cichosza, że Andrzej Leńczuk, urzędujący starosta o tym, że jest „współorganizatorem” dowiedział się z plakatu. Za jego erzatza robił Szpak Janusz, teraz radny powiatowy, wcześniej marny starosta zresztą i członek ORMO z 12. letnim stażem, skrzętnie przemilczanym – aż do 2017 r., kiedy ten fakt opublikował IPN. Obecność Szpaka na wspomnianej rocznicy jest bardzo znamienna, bo podobne uroczystości omija szerokim łukiem. Wybuch Powstania Warszawskiego czy rocznica Bitwy Warszawskiej to nie jego klimaty. Na obchody związane z Żołnierzami Wyklętymi w ub.r. jakoś się pofatygował, ale jak mu przyszło stanąć koło Hałasowej, na tę okoliczność tak się okutał szalikiem i kołnierz postawił, żeby go chyba dawni towarzysze nie poznali. Nie ma się mu co dziwić, bo wrósł już w rocznicę Rewolucji Październikowej, akademię 1 maja, które przecież nieraz obchodził wespół z Cichoszem.

Ten ostatni po uroczystościach zorganizował w „Borku” tzw. ognisko patriotyczne z poczęstunkiem. Grzał się przy nim Szpak z naszym Proskurą – najżarliwsi sienniccy patrioci. Nasz wójt tak ukochał Ojczyznę i tak o Niej pamięta, że 11 Listopada świętuje 9, żeby mieć wolne. Na tym samym borkowskim uroczysku rok po przegranych wyborach parlamentarnych (w 2016) odbyło się spotkanie aktywu powiatowego PSL z Kosiniakiem-Kamyszem. Rozdawano tam odznaczenia „Medale Witosa” – iście ludowa celebra miała miejsce pośród karkówki z grilla i wódki z plastikowych kubków. Pisaliśmy o tym ze 3 lata temu i o dziwo, po naszej publikacji wszystkie zdjęcia ze strony internetowej powiatowego PSL zostały usunięte. Takie standardy wprowadził Szpak do lokalnej polityki, a Cichosz prowadza się z nim w najlepsze. Niedawno w Tarzymiechach zbierał śmieci, a w Borowinie kartofle, czym podzielił się na swoim fejsbuku. Ile zebrał? Nie wiadomo. Nie było kamery, tylko przyboczny z aparatem. Tym samym udowodnił, że weźmie w ręce wszystko, byle tylko dostać upragniony mandat na Wiejską łącznie z pomocną dłonią Szpaka ormowca.

PS. Niektórzy maja wielkie obawy, by rzeczony pomnik kiedyś nie popękał. Dziw ich bierze, że Kaczyński wziął na listę Cichosza, którego popiera taka zeteselowsko-ormowska kompania. Już niedługo PiS się na tym przejedzie.

Piotr Ślusarczyk

49
20

Tradycji (wreszcie) stało się zadość

Taki właśnie tytuł byłby adekwatny do wydarzenia, które miało miejsce 8 września w naszym sołectwie. Dlatego, że pokrywałby się z historyczną prawdą o naszej wiosce i gminie. To my, w Rudce, przywróciliśmy tę tradycję. Gmina praktycznie nic do tego nie miała. Mało tego, już lata temu faktycznie odeszła od godnego kultywowania tego obrzędu, zamieniając go w polityczną akademię i propagandę. Czytając relację z naszych, niedawnych dożynek w Supertygodniu z 16 września mieszkańcy Rudki, mają słuszne prawo czuć się zmanipulowani, ponieważ przekaz medialny nie był rzetelny.

Gwoli tejże rzetelności niniejszym należy przypomnieć, że po ponad 50 latach – jako sołectwo Rudka – zorganizowaliśmy tradycyjne, wiejskie dożynki z korowodem i całym obrzędem, w który zaangażowało się kilka pokoleń mieszkańców – od najmłodszych juniorów, ba, młodzików, po najsędziwszych seniorów. Była to nasza oddolna inicjatywa, wszyscy mieszkańcy, młodzież ,sołtys oraz ja włożyliśmy wiele wysiłku i serca, aby nasze Święto Plonów odbyło się na najwyższym poziomie, a potem pozostało nam w pamięci na długie lata. W opinii gości impreza była bardzo udana, szczególnie rzucało się w oczy to, że bez jakichkolwiek podziałów połączyła pokolenia, biorące w niej udział. Był to autentyczny i jakże spontaniczny powrót, po wielu latach, do tradycji, jaką kultywowali nasi rodzice i dziadkowie. Udały nam się te dożynki! Wiele osób spotkało się na nich po latach, co było dla nich ogromną radością i powrotem wielu wspomnień z lat młodości, gdy oni również w tym samym miejscu, na boisku szkolnym, brali udział w obrzędzie dożynkowym.

Jak wiemy, w gminie Siennica Różana od wielu lat nie organizuje się dożynek gminnych, tym bardziej sołeckich. Rok temu odbyły się u nas dożynki powiatowe, a kilka lat temu dożynki wojewódzkie, ale tamte zwykle są tylko oficjalne – polane gęstym, politycznym sosem i dętą propagandą sukcesu. W Rudce uciekliśmy hen od polityki: zbędnych peregrynacji i wywyższania kogokolwiek, jak często bywa na imprezach w gminie. Wszyscy czuliśmy się jak u siebie, a więc swojsko. Było miło, tradycyjnie i jakże biesiadnie. Niech dożynki w Rudce będą przykładem, że można zorganizować coś z potrzeby serca, bezinteresownie, bez żadnych nacisków i instrukcji z zewnątrz. Mamy w naszej gminie bardzo wielu mądrych i zdolnych ludzi, ale najzwyczajniej w świecie są oni spychani na margines, eliminowani z życia społecznego, bo są niewygodni dla władzy, której się zdaje, że ma ona na nią monopol. Władza ta nie może pojąć, że takimi praktykami cofa gminę w rozwoju. Z racji wykonywanego zawodu przedstawiciela handlowego bardzo dużo podróżuje po Polsce. I widzę, że taki model władzy jak u nas dawno odszedł do lamusa. Mamy skansen władzy po słusznie minionej epoce.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim naszym sponsorom, którzy finansowo nas wsparli, władzom i pracownikom Gminy oraz Gminnego Centrum Kultury za organizacyjne wsparcie, Pani Krystynie Kobylańskiej i Panu Januszowi Pawlisze – za pomoc w przygotowaniu całego obrzędu oraz Marcinowi Chytroszowi za przygotowanie nagłośnienia i występ. Ale najniżej chylę czoło przed wszystkimi mieszkańcami, Panem sołtysem, Paniami z koła gospodyń i naszej młodzieży. Za ogrom pracy od serca włożonej w nasze wspólne dzieło!

P.S. W sprawie niefortunnej treści artykułu, w imieniu mieszkańców, kontaktowałem się z Panią redaktor. Jej omyłka wynikła ze zwykłego pośpiechu. Rozmowa nasza przebiegła w miłej atmosferze. W najbliższym numerze Supertygodnia ma być zamieszczone sprostowanie.

Andrzej Korkosz

38
14

Bajka o naszym Żwirku i Muchomorku

 

Posłanka Hałas może tylko ręce zacierać, że jej konkurentowi z listy doradzają takie polityczne tuzy, jak radny Zieliński i radca Matysiak. Z nimi Cichosz w Krasnymstawie głosów nie nazbiera. A w sojuszu jeszcze Szpak ze swoją peeselowską ferajną. Egzotyczna polityczna furmanka ruszyła, batem zacina radny, droga wąska a rowy głębokie. Ta fura może się wykutylmanić, bo do końca nie wiemy, czy furman jest trzeźwy?

 

Dzięki diabolicznemu pomysłowi Prezesa Jarosława, który wymyślił koncepcję rywalizacji wewnątrzpartyjnej podczas kampanii wyborczej posłanka Teresa Hałas za przeciwnika ma posła Lucjana Cichosza, także z naszego powiatu. Ten w imię rewanżu za wytrzebienie jego kandydatów z list do wyborów samorządowych zrezygnował z intratnych synekur i posad w państwowych spółkach i wziął wakujący mandat po Beacie Mazurek na kilka miesięcy, zainstalował się w Krasnymstawie i Chełmie – prze na wschód, byle dalej od rodzinnej Żółkiewki. Ta bowiem za mała na zdobycie upragnionego mandat, ba, tam go już dobrze znają.

 

Cichosza Drang nacht Osten

Jego wyborczego Drang nacht Osten i wodowania politycznej kapsuły z nim w środku w naszym powiecie nie mógł przegapić radny powiatowy Krzysztof Jacek Zieliński. Poczuł trop i dołączył więc czym prędzej do świeżo upieczonego posła, zdopingowany wiecznym głodem wysokiego stołka, awansów, blichtru i wszystkiego, co z władzą się wiąże. Za przybocznego w tym swoim Wielkim Marszu niczym Mao Tse Tunga dobrał sobie „wschodzącą gwiazdę krasnostawskiej palestry” – radcę Przemysława Matysiaka, który dorabia w tutejszym sanepidzie. Jeszcze dobrze kancelarii nie rozkręcił, a już założył polityczne gumofilce i wymachuje politycznym sztandarem Solidarnej Polski – partyjki, która w naszym powiecie zmieściłaby się w maluchu. I jeszcze znalazłoby się w nim miejsce dla pasażera. Szoferem tego lokomobilka jest Zieliński. Ma doświadczenie za kółkiem, bo dyrektorował swego czasu naszym PKS-em aż ten zbańczył.

Jeszcze kilka lat temu Matysiak zupełnie nie interesował się polityką. Dopiero pod przemożnym wpływem swojego guru doznał olśnienia. Jakich argumentów musiał użyć jego polityczny ajatollah, żeby go tak nagle odmienić? Może wizją świetlanej kariery w ministerstwie sprawiedliwości co najmniej jako dyrektor departamentu? Teraz on jakże żarliwy patriota, któremu z tego żaru grozi samozapłon, mąż bardzo bogobojny, cnót pełen wszelakich niczym beczka miodu, troskliwy opiekun wdów cierpiących i sierot. Patriotyczne wieńce kładzie na grobowcach z posłem, łzawiąc niemal okiem, hymn śpiewa przejęty, ręce łamie do modlitwy, pada w kościele na kolana w modlitwie. Z biblijnego Szawła w Pawła się przemienił, żeby nie zgrzeszyć. Skąd nagle nabył aż tylu przymiotów? Metamorfoza? – do Sejmiku Zieliński go namówił, 3600 głosów dostał. I ni stąd, ni z owąd uwierzył w swoją moc. Polityką mógł się zarazić już w biurze posłanki, gdzie przez jakiś czas pracował. Niestety na skutek różnicy zdań nasz radca w akompaniamencie grzmotów i błyskawic opuścił swoje polityczne pielesze. Teraz robi u Cichosza i teczkę przepastną za nim nosi. Co w niej jest? Może dokumenty państwowej wagi: listy agentów, wrogów ludu i Narodu, których niechybnie należałoby ujawnić, tajne/poufne. Znowu jest kimś w miasteczku!

 

Żarliwy i nader bogobojny patriota

Został Matysiak dyrektorem biura posła Cichosza i bryluje po całym powiecie, jedzie nawet poza jego opłotki. A to wieńce złożyć, patriotyczną przemowę wygłosić od posła, a to pomaszerować truchcikiem obok Lucjana lub lekko za nim, zdjęć se napstrykać i puścić do Internetu. Władza.

A wyraz twarzy udającego Męża Stanu, bijący z licznych fotografii niemal przypomina buźkę sowieckiego pioniera, który zaciągnął wartę przy trumnie towarzysza Stalina. Więcej go na zdjęciach z Lucjanem niż radnego Księżuka, przybocznego posłanki. Oj, rośnie Kościukowi konkurent na burmistrza za 4 lata. Na profilu Fb Cichosza staje wręcz na głowie, by dogodzić pryncypałowi i chlebodawcy. Rozpływa się nad jego rzekomymi przymiotami, lajkuje jak nastolatka, tak mu słodzi, że finalnych wyrobów Cukrowni „Krasnystaw” może nam zabraknąć. Nagle prysła tak niezbędna w jego profesji powaga mecenasa. Jest w swoim żywiole, bo Hałasowej nie cierpi bardziej niż kolejki przy kasie w Tesco. Dziwnym zbiegiem okoliczności, gdy wspomniany duet przyssał się do posła, zaczęły dziać się w lokalnych mediach rzeczy, które można śmiało określić mianem dziecinady rodem z politycznej piaskownicy – istny festiwal bezmyślnych złośliwości na szkodę PiS. Najpierw byliśmy świadkami 3-tygodniowej krucjaty dotyczącej zamontowania tablicy na ścianie biura poselskiego. Radca Przemysław tłumaczył w „Nowym Tygodniu” jak to musieli zdemontować tablicę poselską na koszt podatnika. Może to i prawda, ale czy takie duperele winny być wynoszone do publicznej debaty? Kogo to obchodzi?! Wszak mogli zamontować tablicę tak, by posłanki nie prowokować, ale widać zamysł był taki, by ją jednak sprowokować. Wonieje to z daleka zwykłą dziecięcą gierką i bije w mocodawcę Cichosza, który o dziwo, ten temat podjął i go bezmyślnie ciągnął. Tu warto przypomnieć, że Lucjan ma już swoje lata (prawie 70) i takie zachowania nie przystoją jego zacnej na głowie siwiźnie. Taka ma być alternatywa dla Hałasowej? Inna rzecz, że posłanka dała się podpuścić i wdała w bezsensowny, jarmarczny dialog, z którego nic nie wynika, a ludzie tylko kiwali głowami z politowania. Gołym okiem widać słabość jej otoczenia, które nie potrafi jej nic rozsądnego doradzić, tylko bije brawo na jej maskarady. Tak właśnie wygląda fragment wojny domowej w powiatowym PiS. Jest ona krwawa, ale zupełnie niezrozumiała dla wyborców.

 

Sojusz ze Szpakiem

Radny Zieliński również nie zasypia gruszek w popiele. Zawarł polityczny sojusz ze Szpakiem, czego szczególnie już nie ukrywa. Teraz obaj pospołu szarpią poły spódnicy Hałasowej. Nader osobliwy trójkąt: Zieliński-Szpak-Cichosz hula więc w najlepsze. Na krasnostawskim podwórku karty rozdaje ten pierwszy. Gdzie tylko można torpedują poczynania posłanki – kosztem wyborców, których ta prywatna wojenka zupełnie nie interesuje. Można odnieść wrażenie, że radny poszedł do polityki tylko po to, by mścić się za rzekomo doznane urazy, a nie jest już tajemnicą, że nocami śnił mu się fotel wicestarosty – on pomazaniec Szpaka, a teraz jeszcze Cichosza. Jakże symboliczny jest fakt, że radny Zielinski nigdy do tej pory nie próbował nawet rozliczać Janusza za efekty jego 16-letnich rządów i za sfałszowaną biografię, w której brak jego 12-letniego pontyfikatu w ORMO. Wszak w okresie przed wyborami krytykował wtedy jeszcze starostę, ba, nawet swoje 8-letnie bezrobocie utożsamiał właśnie z nim. Często gromko i publicznie wołał: układ! układ! Po wyborach, jak widać, nastała moda na retro i Janusz z Krzysiem padli sobie w ramiona. Wieść powiatowa niesie, że mieli się ku sobie już tuż po wyborach, gdy Szpak próbował montować większość w radzie, żeby nie oddać władzy. W latach 2006–10, gdy Krzysztof zdobył mandat radnego i o zgrozo, był również członkiem klubu radnych PSL, a wcale być nie musiał. Dziś miłość kwitnie w najlepsze, a radny posuwa się jeszcze dalej w bezrozumnych wyskokach. W tym wypadku odezwała się Krzysiowa przeszłość w Samoobronie. Jak wiadomo, jej członkowie najczęściej rekrutowali się z pewnych środowisk dalekich od idei i zwykłej uczciwości, aczkolwiek zdarzali się i ludzie ideowi. Tyle, że było ich za mało w stosunku do potrzeb…

 

Prowincjonalni dopcipnisie

Po artykule na „Dzienniku Siennicy”, w którym został on skrytykowany za polityczną głupotę, na publicznym profilu Fb Lucjana Cichosza pod postem o wspomnianych tablicach, tak szeroko opisywanych w „Nowym Tygodniu”, zamieścił komentarz w odpowiedzi do komentarza uczestnika dyskusji, który skwitował, że PiS powinien być jedną drużyną:

 

Jedna Drużyna??? To nawet widać w Powiecie krasnostawskim. Szczucie, zamordyzm i podporządkowanie wszystkiego i wszystkich jednemu celowi. Reelekcji pewnej Pani. Miała być „Dobra Zmiana”. Jest tylko świetna zamiana. PS. Nawet Redaktor z Siennicy został sprywatyzowany. Brawo… – (cit.)

 

Nie pierwszy raz radny ma zwidy i majaki. Nie może Zieliński pojąć, że nie ma akceptacji na jego otwarty sojusz ze Szpakiem – zdecydowali o tym przy urnach wyborcy. Szkoda, że posiedzenia komisji rady powiatu nie są transmitowane. Ten komentarz jest jedynie prologiem do „Tour de France” – politycznej głupoty radnego, bo oto 10 września posunął się dalej i zamieścił tym razem na swoim profilu taki post:


Swojskie „chłopaki do wzięcia”

O co chodzi w tym wygłupie? Otóż liczna grupa antagonistów Teresy Hałas określa ją mianem „Rudej”. Ów przydomek wynikający z przefarbowania przez nią kiedyś włosów jest mało wyszukany i powszechnie znany, nawet w jej otoczeniu, funkcjonuje w sferze publicznej w najlepsze. Ot, kolejna mało lotna i głupawa w swej treści dziecinada, jakże charakterystyczna dla radnego i jego pomagiera Matysiaka, który też się dobrze bawi, jak widać z zamieszczonego przez niego komentarza. Jednym słowem pan radca rozumie aluzję i przekaz – sam się do tego przyznaje. Żart jak żart, bo klasa tegoż niestety świadczy o autorze, a ten jest, jaki jest – samoobronowy. Takie żarty mogą sobie nasze „chłopaki do wzięcia” (nota bene tylko jeden z nich jest jeszcze do wzięcia – info dla panienek) opowiadać w domowej kotłowni u radcy, albo na strychu chałupy radnego – po cichu, przy piwku. Gdyby taki post zamieścił zwykły Kowalski, który ma prawo do takich demonstracji, bo jest zawiedziony poczynaniami pani poseł, to i owszem – nic by się nie stało. Tylko że w tym wypadku zamieszcza go osoba publiczna – szef struktur „Solidarnej Polski”, radny powiatowy i członek klubu PiS oraz dyrektor wydziału promocji miasta Krasnystaw. Wtóruje mu radca prawny, który wykonuje zawód wymagający szczególnego społecznego zaufania. Ma Matysiak nad sobą komisję etyki zawodowej, a przecież i on sam swego czasu na etykę zawodową powoływał się, co rusz… Takie rzeczy nie licują z zajmowanymi stanowiskami i pełnionymi funkcjami przez obu dowcipnisiów. Jak widać, zaślepienie ewentualnymi fruktami po reelekcji Cichosza przysłoniło im całkiem zdrowy rozsądek, którego może nigdy nie posiadali w nadmiarze? Żenujące to, niemalże tak, jak Komorowski łażący po krzesłach w japońskim parlamencie albo zataczający się Kwaśniewski na kwaterach pomordowanych przez NKWD w Piatichatkach… Niestety, tak infantylny kompromitujący w działaniu jest ten duet – krasnostawski Żwirek i Muchomorek – w późno dorosłym wydaniu. Trwa kampania, a ci gubią głosy na wspólną listę, bo wyborca tego nie lubi, a przede wszystkim nie rozumie. Dzieciaki od Cichosza okleiły cały powiat jego plakatami tak, że można powiedzieć o jego Lucjanizacji oraz zwąchali się ze Szpakowym PSL. Prowadzą intensywną kampanię w internecie poprzez profil fejsbukowy. Przy takiej intensyfikacji działań i częstotliwości powinni unikać takich wyskoków naszego wzniosłego Żwirka i pękatego Muchomorka – wet za wet, bo to osoby publiczne. Łatwo przeholować, a wyborca nie lubi nachalności i zwykłego chamstwa. Tak siermiężnie i dziecinnie prowadzona kampania jest drogą do nikąd i symptomem braku wyborczej alternatywy. To zwykła polityczna dywersja i sabotaż, jeszcze gorzej: głupota. Albowiem przy założeniu, że Hałasowa jest ta zła (co jest możliwe), Cichosz prowadzący taką kampanię i z takimi pomagierami jest jeszcze znacznie gorszy – bo trzyma ze Szpakiem-ormowcem. Idąc dalej, skoro otoczenie Cichosza tak się zachowuje w kampanii, nie mając póki co żadnej władzy ni wpływów, co będzie, gdy je zdobędą? Szpak wróci do władzy – pomyśli wyborca, który przeciw niemu rok temu głosował. I będzie miał rację.

Piotr Ślusarczyk

53
26

Echa dożynek w Rudce

Ryczą krowy, kwiczą świnki

Bo na Rudce są dożynki

Cała wioska sobie pląsa

Tylko Leszek coś się dąsa

No bo nawet dziecko wie!

Rudka robi tak jak chce!

Zawsze w Rudce było tak !

Nawet podpadł tutaj Szpak…

Przeszła jesień, wiosna, zima

A chodnika ciągle ni ma…

Jak szpakówkę budowano

O chodniku zapomniano

Naród na to patrzy, łez ma pełne oczy

Pójdzie Szpak do piekła, wyżej nie podskoczy…

W niedzielne popołudnie w Rudce (gmina Siennica Różana) odbyły się dożynki wioskowe. Z pierwszych komentarzy wynika, że były udane i można pokusić się o stwierdzenie, a wręcz pochwałę wójta Proskury, bo nie przeszkadzał w organizacji i nie pchał rąk w to, co ludzie sami zrobić chcieli. Choć wypadałoby po 30 latach wójtowania przemawiać z pamięci, a nie czytać z kartki jak dzieciak, co za szybko do szkoły poszedł. Niestety na tle innych, którzy podjęli się sztuki oracji, Proskura wypadł tak, jak były instruktor ZMW wypaść może, czyli blado. Jeśli reszta pokazała klasę – nasz Leszek pokazał kilka klas. Nazwisko przewodniczącej KGW w Rudce wypada znać, a nie je przekręcać, bo doprawdy źle się tego słucha. Natomiast dukanie fragmentu „Moja Piosnka II” Cypriana K. Norwida wręcz zakrawa na herezję – jak się polonistki nie chciało słuchać w technikum mechanizacji rolnictwa w Lubyczy, teraz trza dukać. To jest nasza narodowa klasyka, należy znać! Wystarczyło Panie wójcie przeczytać wcześniej i poćwiczyć przed lustrem jak wójt Kozioł w Ranczu!

Były przemowy

Przemawiała zaproszona poseł Teresa Hałas i w jej wystąpieniu nie było krzty polityki, mówiła od siebie tak samo lekko, jak się czasami i zupełnie niepotrzebnie złości na „Dziennik Siennicy”. Na czym, jak na czym, ale na kultywowaniu tradycji zna się bowiem ona, jak mało kto. Na Widniówce zaczęła żniwa, a skończyła je dożynkami w Rudce… Lubi Teresa od serca i sentymentalnie mówić – to jej wielka pasja, w przeciwieństwie do jej antagonisty posła Cichosza, który mówcą jest żadnym. A Teresa, jak się uprze, to zaśpiewa nawet i z mównicy sejmowej. Choć i Cichosz na dożynkach we Frampolu śpiewać próbował, tyle że słów nie znał, więc wyszło mu murmurando, ale to już jest znamię odwagi zdeterminowanej wyścigiem do fotela na Wiejskiej.

Nie obyło się bez wystąpienia „ marzenia wszystkich polskich teściowych” wicestarosty Marka Nowosadzkiego, który również powiedział parę słów, ale tu było jak zwykle markowo. Mówi się, że Marek wręcz urodził się do przemów i garniturów, a pierwsze jego słowo, gdy rumianym pacholęciem był brzmiało: proszę, dziękuję i czy ładnie wyglądam? Co to tam dla niego przemawiać, skoro on całe życie albo przemawiał w radzie powiatu, albo w klasie do dziatwy. Wielkość i skład audytorium nie stanowi dla niego żadnego problemu. Dobrze w Rudce wybrzmiały jego słowa, godnie poszanował zebranych.

Przemawiał i „apostata siennickiej zgody” – radny wiecznie młody Andrzej Korkosz i jak zwykle mu wyszło. Przemówienie pisał sobie sam…

Franek na Wójta!

W części artystycznej furorę zrobił 8-letni Franek , który z pasją i doskonałą dykcją wyrecytował wiersz. Śmiało można okrzyknąć go następcą Nowosadzkiego, a Proskura powinien od Frania brać korepetycje w obcowaniu z tłumem. Inne dzieci też włożyły w swój występ kawał pracy i serducha. Wielkie podziękowania należą się Pani Krystynie Kobylańskiej, która czuwała nad całą częścią artystyczną i przygotowywała małych i większych artystów. Akompaniował im Janusz Pawlicha na akordeonie. Obrzęd dożynkowy to jej zasługa. Na koniec wystąpił zespół z Ukrainy i tak zaśpiewał, że niektórym zatęskniło się za kresami. Tu trzeba sprawiedliwość oddać, że ów zespół to pomysł wójta Proskury i sądząc po komentarzach, to całkiem udany. Impreza się udała dzięki mieszkańcom, którzy bezinteresownie zaangażowali się w jej organizację. Nikt nie patrzył na politykierstwo, bo i po co? Rudka zawsze była inna niż reszta Siennicy, bo za lasem i blisko miasta. Jak na siennickie standardy ta wioska jest wyjątkowo zgrana i spójna, dlatego wiele imprez i inicjatyw kończy się tam sukcesem. Koledzy radni jakoś Korkoszowi nie dopisali. Był tylko Piotr Kołtun z Wierzchowin i Alicja Pacyk z Zagrody oraz Sławomir Knap z Siennicy Dużej. Radny powiatowy Szpak też się nie stawił. Gdyby był chodnik od Siennicy Dużej, pewnie by nawet w bamboszach przyszedł… Poszczególne sołectwa przysłały jakichś tam przedstawicieli, ale ogólnie aktyw gminny zawiódł, tylko że to nie miało wpływu na frekwencję, bo uczestników było ponad 200, tańcowano do północy. Organizatorzy zadbali o okolicznościowe pamiątki, tj. śpiewnik biesiadny okraszony archiwalnymi fotografiami z dożynek w Rudce, które odbywały się w minionych latach. A niektóre fotografie są jeszcze z lat 50. ubiegłego wieku – kawał historii wioski.


Siennicka „dobra zmiana” – zamiast dożynek plakaty Lucjana

Na podsumowanie można pokusić się o przewrotną refleksję. W rolniczej gminie, która jest matecznikiem PSL, gdzie jak kamieniem rzucisz, to w ludowca trafisz, wójt i prezes powiatowego PSL nie zorganizowali żadnych obchodów święta plonów. Jest to zastanawiające, bo PSL-owski elektorat skrobie się po głowach i pyta: dlaczego?! Toć wszyscy wkoło mieli dożynki? Już się w terenie słyszy takie głosy. A w zamian Proskura ze Szpakiem okleili gminę plakatami swojego konia trojańskiego Cichosza, byłego zeteselowca, a teraz w PiS. Jak się Krzysztof Hetman z Janem Łopatą z Lublina o tym dowiedzą, że ci popierają kandydata z konkurencyjnej listy, mogą ich z ruchu ludowego na zbity pysk wyrzucić. Toć PSL ledwie ociera się o 5-procentowy próg. A jak nie przekroczy właśnie dlatego, że nasz Proskura ze Szpakiem Cichosza z PiS poparli?! Zaiste cuda polityczne się u nas teraz dzieją. Jak oni to ludziom roztłumaczą? Zbaranieje elektorat do szczętu, będzie kilka zawałów. I oby rozwalanie ruchu ludowego w naszej gminie, ba, powiecie, tylko takimi tragediami się zakończyło. Tak się w tej walce o utrzymanie władzy zapamiętali, że zapomnieli docenić trud rolnika-podatnika i też wyborcy. Ot, tacy z nich  ludowcy jak dżem truskawkowy z czarnej porzeczki…

Piotr Ślusarczyk

35
14

Tymczasem w biurze posła Cichosza

Otrzymaliśmy ostatnio taki sygnał od złaknionego spotkania z posłem Cichoszem potencjalnego wyborcy. Ów wyborca był tak zniecierpliwiony, że wysłał „krasnostawskiego sms-a” który wygląda tak:

Szanowny Panie napisz kiedy urzendujesz, świnie poczekają my nie a wybory blisko-Pisownia oryginalna

Jak widać wszystkie powierzchnie płaskie w najbliższym otoczeniu biura posła Cichosza mają swoje przysłowiowe „5 minut” Po ścianie na której zamieszczono tablicę, w sprawie której rzekomo miała interweniować posłanka Hałas o czym przez 3 tygodnie rozpisywała się lokalna gazeta przyszła pora na drzwi… Czekamy z utęsknieniem na coś na asfalcie, bo też płaski.

23
8

Zoologiczny horror na Boruniu

„Jadą, jadą dzieci drogą, siostrzyczka i brat i nadziwić się nie mogą jaki piękny świat” znacie? to posłuchajcie, chociaż kusi by „piękny” zmienić na „dziwny”.

Jechał Antek przez Boruń powoli, patrzył na ten piękny świat i zobaczył na asfalcie rozjechanego przez jakiś samochód młodego bażanta. Widok niezbyt piękny choć kolorowy, bo krew czerwona, piórka szare i miejscami niebieskawe wnętrzności. Przejechał nad ptasim truchłem, ale pragmatyczna chłopska dusza kazała mu zatrzymać się. Przecież taki bażant to może być kolacja dla psa. Cofnął samochodem, znalezisko wrzucił do bagażnika. Wtedy dojechał kolejny samochód prowadzony przez pewnego tubylca, który natychmiast zainteresował się „co tam wrzuciłeś?” ale odpowiedź była enigmatyczna choć soczysta – jak na Antka przystało. Antek odjechał do swej chaty w lesie, a tubylec trawiony ciekawością a może i zazdrością, pozostał w Boruniu.
Teraz zaczęły się dziać rzeczy trudne do wytłumaczenia. Antek zatelefonował do wójta i zapytał co ma zrobić ze znalezionym martwym ptakiem. Wójt i jednocześnie myśliwy, zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, zaproponował by padlinę zakopać bo temperatura 30 stopni sprawia szybki rozkład tego co było jeszcze niedawno, młodym ptakiem. Antek chyba nudził się bo telefonował jeszcze pod telefon 112, z pytaniem co robić? Odpowiedź chyba nie była po jego myśli, bo dyżurny policjant okazał się normalnym człowiekiem i zaproponował zakopanie bażanta. I przeszedłby ten dzień bez śladu, ale tubylec i policyjne procedury zmieniły historię. W piętnaście minut po rozmowie z numerem 112 w obejściu Antka pojawił się policyjny radiowóz. Funkcjonariusze poprosili o okazanie zająca. Gospodarz zdębiał, ale tylko na chwilę, później pokazał zabitego ptaka. Wygłoszony przy tej okazji kwiecisty komentarz, nie nadający się raczej do publikacji. „Dowód” został sfotografowany, funkcjonariusze odjechali, Antek padlinę zakopał i zajął się swoimi sprawami. Ale ruszyła policyjna procedura, uruchomiona telefonicznym doniesieniem „tubylca” o rzekomo zabitym zającu zabranym przez Antka. Około godziny 21 policja dopytywała żonę naszego bohatera o jego miejsce pobytu. Szukali, szukali i nie znaleźli. Przywieziono natomiast technika policyjnego i przeprowadzono oględziny miejsca „wypadku śmiertelnego z udziałem bażanta vel zająca”.
Rano powtórnie odszukano pana A i ciekawe jak wygląda dokumentacja z owego postępowania i ile kosztowało postępowanie, bo przecież conajmniej trzech ludzi przez cały wieczór, kawałek nocy i kolejny poranek usiłowało odszukać zająca, którego nie było. Inną sprawą są procedury tak szczegółowe, że rozum nie ma tam nic do roboty, a funkcjonariusze wychodzą na idiotów.

Mirosław Ignacy Kaczor

27
5