Daniel w jaskini lwów

 

Mnie wypada „lubić” burmistrza Miciułę, bo odważny chłopak, ale przede wszystkim wypada lubić takich, których „nie lubi” Nowosadzki, i to daje masę satysfakcji, bo to dodatkowa „zemsta”. Marek koso na Daniela łypie, bo ten był i ciągle jest odważniejszy od niego. Bez dłuższego wahania zgodził się startować z pozycji zdawałoby się beznadziejnej i wygrał!?

Został burmistrzem… a Nowosadzki „samorządowy paw i narcyz”, jakby powiedzieli piłkarscy kibice przez to, że grać do przodu nie ma odwagi to pałęta się w strefie spadkowej w dole tabeli i jak już coś osiągnie, to tylko dzięki albo „zdradzie ideałów”, albo „politycznej darowiźnie”. Ileż to razy Nowosadzkiego widziano na eksponowanych stołkach, kim to miał nie być! Tam się nawet o Stolicy Apostolskiej mówiło, a tymczasem został apostołem szpaczego układu.

Nowosadzkiemu gadam – bo nie mówię tę prawdę prosto w twarz i obaj wiemy, że tak jest i do tego „przy ludziach”. Ostatnio mu to w gabinecie powiedziałem przy jednej Pani, minę miał, że niby nic się nie stało, ale…

Daniel jest inny od nich wszystkich i daj mu Boże jeszcze syna i żeby mu tak zostało z tą odmiennością na zawsze. Oni to znaczy ta pożal się Boże elita chciałaby, żeby był taki jak oni, żeby do nich przystał. Będą go urabiać, podchodzić i kusić, bo czego jak, czego, ale świeżej krwi to się boją jak diabeł święconej wody, a on był wypadkiem przy pracy. Jeśli już jakaś świeża krew, to najlepsza po transfuzji, którą robią oni sami. Wtedy wskazują, kto się na świeżą krew nadaje, aby nic nie pozostawiać przypadkowi. Przez to zabetonowali się na swoich stołkach na amen i jeszcze trochę to trzeba będzie cmentarz komunalny przenieść na parking pod starostwo, bo wynosić ich z gabinetów będą wprost na niego, tak jak kiedyś śp. Wójta Korczyńskiego. Trochę Danielowi posłodziłem, ale niech tam chłopak ma w tych czasach pełnych zgryzot, fałszu i zawiści. Inny on, świeższy i należy mu się, bo odważnie wszedł, jak biblijny prorok Daniel między lwy, stare, zmanierowane, złośliwe, tłuste koty jednym słowem.

Nie poszedł do polityki po pieniądze, bo ma je z biznesu, który mu się dobrze kręci. Oczywiście w kampanii wyborczej Romek Żelazny wyjaśnił po swojemu jego sukces i gdybym ja tak pisał to na drugi dzień miałbym pozew i dymiący lej w ziemi po chałupie. No ale o tym nie będziemy wspominać, bo Romeczkowe bajdurzenia są objęte prawami autorskimi i skoro tak, to po co? Ważne jest jedynie to, że ludzie w miasteczku te bzdury puścili mimo uszu, a można nawet powiedzieć że lincz medialny pomógł Danielowi w ostatecznym zwycięstwie, i to już jest za nami. Ludziska tak chcieli zmiany, że w nosie mieli głupoty wypisywane przez „krasnostawskiego Michnika”.

Chce Daniel coś zmienić i się stara, a lekko nie jest, bo Kościuk zostawił niewypałów po kątach i są jeszcze Krasnostawianie z Wilkołazkim, któremu Daniel skradł widowisko, bo jego 11 radnych przy Daniela spektakularnej wygranej milknie.

Ale teraz, kiedy bitewny kurz opadł to rozpoczęła się faza normalizacji i zalotów oraz umizgów samorządowych, dlatego 3 czerwca Daniel pojawił się razem z wiceburmistrz Moniką Sawa na sesji rady powiatu. Żeby nie było to Szpak ormowczyk, Nowosadzki „belfer hipokryta” i podporucznik Jelonek pofatygowali się wcześniej na sesję do miasta i dlatego to była rewizyta. Daniel, nim coś powiedział to przycupnął sobie przy stoliku, a potem poszedł zaanonsować się na mównicę. Długo tam nie zabawił, bo czas to pieniądz, a to, co powiedział było miłe i uprzejme. Takie tam gadanie o harmonijnej współpracy…

I najsmaczniejszy był rys historyczny tej sceny, bo mówił do ludzi, którzy w kampanii wyborczej, jakby mogli to utopiliby go w szklance wody, albo nawet łyżce. A oni po wszystkim zadeklarowali współpracę, wsparcie i takie tam, a i oczywiście Piwko wrócił do głupkowatego pomysłu zalania chmielnika betonem. Ale od niego nie można wymagać, bo na niego wystarczy popatrzeć.

Jak się ma wiedzę, jaki stosunek do Daniela miał Nowosadzki to trudno nie parsknąć śmiechem. Przecież Marek chciał być kandydatem na burmistrza, gdy już Daniel się zgodził, bo mu się żal zrobiło i ochoty nabrał. Jakubiec na takie coś Marka ofuknął, że to smarkateria, bo gdy go wcześniej prosili to nie chciał. No a ile Marek miał radości, że zdjęć Daniela z Madziarem, które miały go skompromitować i pogrążyć. Chłop się z radości nie posiadał, jakby go okrakiem na dwa ogiery wsadził! A tu Miciuła wygrał i jeszcze w jakim stylu! Dla Nowosadzkiego ta różnica głosów była szokiem i te 1056 przejdzie do historii, bo Kościuk został zdmuchnięty jak gromnica i jeszcze majtnął koziołka, a Nowosadzki stracił szansę na wieki wieków amen.

Drugi „miłośnik” to Jelonek, co to zięcia przyszywanego namaścił na burmistrza i sam wieczór wyborczy przeżywał bardzo. On nawet rozwiązania resortu tak nie przeżywał jak ten dzień, kiedy Kamil padł przed metą w pierwszej turze. Kamil również dziś zgrzyta zębami, że jakby był w drugiej to zapewne by wygrał z Robertem. Do tego Szpak, któremu Daniel co najwyżej obojętny, ale w Żelaznego pisarstwie rozmiłowany, bo promował jego ludzi na tych samych stronach, na których wieszał psy na Miciule.

To nie koniec kompozycji, bo jeszcze przyszła na sesję sama wisienka wysmarowana kremem na ten torcik zjełczały. Albowiem przymaszerował w swoich sandałach, a może nawet przyjechał swoim równie słynnym niemieckim rowerem, a ostatnie metry pokonał w sandałach Romek Żelazny, który usiadł pod oknem i zadumał się filozoficznie, bo pewnie znów coś naskrobie tylko teraz to już nie wiadomo, czego się czepi!?

Kiedy na to widowisko patrzyłem, znając historię stosunków wzajemnych głównych bohaterów to przyszło mi do głowy, że ci, co relacjonowali Napoleonowi przebieg pogrzebu cara Pawła I musieli czuć coś podobnego. A w niej było o tym, że car został zamordowany przez siepaczy nasłanych przez późniejszego cara Aleksandra I syna Pawła I. Mordercy, jakby nigdy nic kroczyli za trumną cara zamiast siedzieć w kajdanach albo wisieć na stryczku. Do tego francuscy dyplomaci dopowiadali, że pewnie przed trumną kroczą dla odmiany przyszli mordercy cara Aleksandra… Podobno ta uwaga trafiła na petersburski dwór i wywołała konsternacje. U nas podobnie, bo w kampanii Miciuła był spluwaczką i wieszakiem na przysłowiowe psy przez pewne kręgi, a teraz te same kręgi deklarują, jak gdyby nigdy nic współpracę… Dobre co!?

 

28
3

Nowy ośrodek władzy i jego lokator czyli koślawe koło historii

 

Stanisław Mikołajczyk, jak już zwiał z Polski przed komunistami, choć wielce prawdopodobne, że oni sami umożliwili mu ucieczkę by się go pozbyć, a nie mordować na miejscu, bo męczennik im niepotrzebny. To jak już był bezpieczny to w podzięce za „pół cudowne” ocalenie napisał książkę o wszystko mówiącym tytule „Gwałt na Polsce”.

Zawarł w niej między innymi opis właściwej hierarchii władzy w kraju w tamtym czasie i wiedział, co pisał, bo był naocznym świadkiem. W jego relacji Bierut, Osóbka – Morawski, czy nawet Berman nie mieli nic do powiedzenia, bo pierwszą decyzyjną osobą był „wszechwładny” Iwan Sierow pies gończy Stalina. Drugim radziecki ambasador i wreszcie Berman nie do końca nasz i tak to wyglądało… Polak z krwi i kości pojawia się tam dopiero na szarym końcu, bo i Bierut to było nie wiadomo co. A w naszym powiecie po ostatnich wyborach i zawiązaniu koalicji między Koalicją UBywatelską reprezentowaną przez porucznika UB Piotra Waldemara Jelonka, a Trzecią Drogą vel Nogą reprezentowaną przez Janusza „paszła won” Szpaka byłego ormowca jest podobnie, a przez to cholernie ciekawie i wesoło…

Tu nic nie jest tym za, co się podaje. Tu jest bal maskowy na pełnych obrotach.

O żadnej równowadze w koalicji mówić niepodobna i szkoda strzępić język, a historia zatoczyła koło, sama się przy tym zataczając. W tym układzie przewagę ma Jelonek, i to bezdyskusyjnie, bo ma trzech „swoich” w zarządzie powiatu. A dwóch figurantów zwanych starostami jedynie udaje, że coś może. Starostą zrobili co prawda byłego ormowca, bo „czasowy”, czyli emeryt, a wicestarostą Nowosadzkiego, który  dla tych fotografii na FB zarzucił wszystkie swoje ideały. Łatwo mu z tym zarzuceniem poszło, bo on tych ideałów nigdy nie miał. Gadał tylko o nich, bo w pleceniu bez sensu lubuje się, i to bardzo. Jak zacznie wartościować chwalić, międlić oczywistości to można usnąć i jak się człowiek na koniec obudzi, to w sumie nic nie stracił, bo tam początek, taki sam, jak i koniec.

Ostatnio dał popis swojego krasomówstwa na zwieńczenie sesji rady powiatu. Marek pochwalił radnych z opozycji, że była dyskusja… Tylko jeszcze ich po głowie nie pogłaskał i nie zaczął rozdawać cukierków. To tak, jakby powiedzieć; dobrze, że w czasie deszczu pada deszcz i dobrze, że z góry na dół, tak jakby było możliwe coś innego. Może być i, tak że te pojednawcze umizgi są, po to żeby PiS-owcy nie wpadli na pomysł i nie robili sesji nadzwyczajnych, tak jak w poprzedniej kadencji robił Szpak. Marek jest odwiecznie wypachniony wyglancowany i być może, po to aby zamaskować charakterologiczną nijakość i kosmiczne intryganctwo. On najpierw przykuwa wzrok by tak pozostało i wielu go wspomina jako przede wszystkim eleganckiego faceta i tyle… bo za tą fasadą nie ma żadnej charyzmy a tylko szczere pole, po którym wiatr przegania jak na westernach krzaki i tumany piachu. A jemu samemu wystarcza, że anielice z jego fraucymeru narobią mu zdjęć i do tego zapłacą pensję tyle i aż tyle… a jak fotek dużo i na motorkach, tak jak ostatnio to żyć nie umierać. Dlatego na figuranta-intryganta doskonale się nadaje.

Szpak inaczej do tego podchodzi, ale widać i w tym bezradność i póki co jeszcze pociesza się tym, że odebrał PiS-owcom władzę, bo wrócił i przy okazji „upokorzył” Leńczuka. Leńczuka, który go bardzo obraził, bo jak był starostą to go nie zapraszał do swojego gabinetu i nie prosił o rady. Szpak myśli o sobie w kategoriach jakiegoś bytu, który funkcjonuje ponad podziałami i tego w historii nigdy nie było i jak tak, to po co wybory. Może dziadziowi z Latyczowa śni się monarchia absolutna? Leńczuk obraził go jeszcze tym, że wcześniej nie zapytał, czy może być starostą. Są i Szpaka wycieczki po podległych jednostkach, w których robi numery bardzo zabawne, bo udaje i w tym celu powiada co cytują gazety, że on tu nikogo nie będzie zwalniał jak poprzednicy, bo ludzi trzeba szanować. Jak ten szacunek mu wychodzi w praktyce, to się przekonałem na sekretariacie 13 maja i może chodzi o innych ludzi, takich jego ludzi? Tego nie wiem, ale wiem, że Szpak najchętniej wywaliłby ze starostwa wszystko oprócz mebli. Wie to Jelonek, bo pewnie ma w pamięci spotkanie na drugi dzień po wyborach. A Janusz pokazał co w nim siedzi… i że nie wolno puszczać go między ludzi.

Teraz Szpak po prostu udaje dobrego, takiego z ludzka twarzą, a kto go zna to wie, że to pozór, bo trzeba zamaskować bezradność, albowiem Jelonek w tej koalicji rozdaje karty. To on trzyma tych dwóch chwytem za twarz. I tyle Szpak może, na ile pozwoli mu Jelonek. Janusz więc dorabia do bezradności ideologię dobroci tak samo jak ruska propaganda zrobiła w 1941 roku wielkie i pierwsze zwycięstwo z wkroczenia do opuszczonego przez Niemców miasteczka Jelnia. No i takiemu zwycięstwu nikt przecież w zęby zaglądał nie będzie i dobra nasza. Trzeba coś ludziom powiedzieć krzepiącego jak się cały czas bierze w tyłek… Szpak podobnie pałęta się tu i tam, i opowiada, jaki to on wyrozumiały i dobry, i kto go tam sprawdzi tylko trudno uwierzyć w nawrócenie ormowca, skoro przez pięć lat na sesjach dzierał gębę jak rozwydrzony smarkacz. Akurat…

Ale najlepsze mam na koniec, i to jest nowa lokalizacja ośrodka władzy. Oczywiście jak nowa to nie jest to adres starostwa na ul. Marka Sobieskiego. Swoją drogą to bardzo pechowy patron dla starostów, bo sam był starostą, ale głowę dał pod Batohem w 1652 i tyle było. Podobno dobrze się zapowiadał tylko co z tego, jak o współczesnym nam Nowosadzkim kiedyś mówiono tak samo i on też „dał”, ale nie głowę tylko co innego… Ta lokalizacja to ulica Browarna i pokoik na piętrze w budynku Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Bo tam od tego poniedziałku, to jest 10 czerwca zasiada porucznik Piotr Waldemar Jelonek, i to on jest tym zatoczonym koślawym kołem historii. Pan Bóg, to jest zgrywus i znów go „nam” wcisnął zgodnie z „naszym” życzeniem. Bo Pan Bóg dał ludziom wolną wolę a oni krzywdę zrobią sobie sami, ale co zrobić…

 Musimy pamiętać, że nasz Piotruś zna problemy rolników, bo zgłębił je w wydziale VI Służby Bezpieczeństwa, który zajmował się inwigilacją środowisk wiejskich. Smutni panowie tropili wywrotowców po stogach z sianem, szukali radiostacji w kopcach z kartoflami i przede wszystkim dbali aby chłop Polski krowy doił i świnie karmił, a nie myślał o zrywach wolnościowych… Tak że, jak widać, chłop kompetencje ma i w sam raz do ARiMR. I co więcej, powiedzieć, jak wszystko będzie mało… No ja się delektuje tą rzeczywistością jak kawiorem i bawię szampańsko, a to wcale nie koniec ciekawostek ze starostwa…

 

 

 

 

 

 

 

36
3

Jak zostałem gangsterem czyli historia prawdziwa i wesoła

Jako że nie jestem Nowosadzki, co to naobiecywał, że do szkoły wróci, bo jak przyszło co do czego, to wolał gabinet z paprotką, a nie pracę z młodzieżą, to właśnie dlatego com obiecał to będzie a będzie dziś relacja z mojej „wyprawy zbójeckiej” 13 maja do starostwa powiatowego w Krasnymstawie, po której urosła moja sława, zagończyka, terrorysty, zamachowca oraz gangstera, a ja się stałem słynny z imienia i nazwiska, bo lokalna prasa pięknie mnie „wypromowała”. Wszystko zrobiłem, nie mając brody jak ci z ISIS, i to jest kurde coś! No i trzeba pamiętać, że 13 maja 1981 Ali Agca strzelał do Papieża a Piłsudski od 12 do 15 maja robił zamach, no i strzelali ostatnio do premiera Fico. Tak że jestem w doborowym „majowym” towarzystwie!

 A Janusz tak naopowiadał do tych gazet, że chyba tylko do sądu zostaje pójść z tymi jego rewelacjami, bo to pomówienie jak jasna cholera. Ja go miałem szarpać i odpychać, no bzdura wierutna, i to pachnie 212, a ja ten paragraf znam, bo i mnie z niego skazywali. I da Bóg, ale ze Szpaka jeszcze się pierze posypie, bo mam na to rok. Gazety tradycyjnie zafundowały rozrzut opisu od ostrej szarpaniny i prawie bijatyki w Super Tygodniu do cyrku w Nowym Tygodniu. Ta druga wersja prawdzie bliższa, bo w istocie to był cyrk niebiletowany, a ja miałem ubaw po pachy.

No to, żeby nie przeciągać zapraszam do spacerku po urzędzie tamtego pamiętnego poniedziałku. Ja oprowadzam i proszę o uwagę, bo jak nie to Janusz zadzwoni na policję.

Poszedłem sobie ja skromny i szary obywatel do starostwa powiatowego 13 maja w okolicach południa. Wale jak w dym do Nowosadzkiego, bo to mój ulubiony „wąż stanu”, ale ten zajęty intrygowaniem! No jak tak to zmiana planów i dawaj na kancelarię, a, dlatego że mnie tam po prostu lubią! Trzeba gdzieś przeczekać ten niefart i może dopadnę Nowosadzkiego później „Bar” mają tam wysoki to można na nim powisieć i pogadać. Dlatego w takim zwisie spędziłem blisko godzinę, a i pogaworzyłem, bo tam miło jest, a potem poszedłem do „pieczary” Nowosadzkiego zapytać o sprawy bieżące i komentarz polityczny.

No i idę korytarzem, a humor mi dopisuje jak jasna cholera, bo maj i rześko… a starostwo to przecież najweselsze miejsce na ziemi krasnostawskiej. Gdy znalazłem się na wysokości sekretariatu obu starostów z drzwi wychynął nasz siwiutki Januszek i co za zbieg okoliczności i w sumie miłe spotkanie – taką miałem nadzieję! Janusz zapraszał petentów, co to przycupnęli na krzesłach pod ścianą, bo on teraz główny załatwiacz i kaznodzieja. Petentów było dwoje, w tym jeden taki śmieszny Pan i jak się okazało ludowiec bardzo naszemu Januszowi oddany. On w tej opowieści jeszcze wystąpi i będzie miał swoje pięć minut, bo to ciekawe studium przypadku, a Pan ma bardzo dziwaczny sposób akcentowania wypowiadanych słów i jest wiernym czytelnikiem Dziennika Siennicy, choć nasze treści mu się nie podobają. Widząc Janusza wydałem odgłos powitalny „paszczowy” – witam krajana! Bo przecież to sama najprawdziwsza prawda, że my krajanie, bo obaj z Siennicy, i to ludowej!

Janusz na taki obrót sprawy zawahał się, a ja wyciągam w najlepsze grabę do serdecznego uścisku, bo chłopy i do tego krajany powinny się ściskać bez ograniczeń i mówię, coby się przez próg nie witać, bo to pecha przynosi. No taki przesąd! On miast się przywitać to się cofnął w głąb sekretariatu rękę schował za plecy i tym mnie brzydko zaskoczył. Bo widać miał inny pomysł na „przywitanie”, a jaki to się zaraz okazało. Mój Boże jak on się darł! Jak on się wydurniał! Jakby go ze skóry łupali i sypali solą. Łapskami machał jak wiatrak i w tej białej koszuli i z pasem prawie pod pachą to mi przypominał ostatniego sekretarza KC PZPR Mietka Rakowskiego. Bełkotał przy tym… Ja ci ręki nie podam, nie chce z tobą rozmawiać! Uuu tom się zdziwił z lekka takim tłumaczeniem, bo jeszcze cztery dni wcześniej na tym samym samiuśkim sekretariacie zachował się normalnie i rękę podał.

Właśnie z tego wcześniejszego normalnego zachowania wynikła chęć mojego powitania, tylko, skąd mogłem wiedzieć, że przeskoczyła mu wajcha, ale i na to mam wyjaśnienie, o tym na koniec.

Jeszcze mi się „zupełnym przypadkiem” wymsknęło, że to na Latyczowie widać taka kultura, coby się nie umieć przywitać? No po tym to się wściekł jeszcze bardziej i wyglądał jak kierownik remizy, co to się doliczyć taboretów po zebraniu nie może i jeszcze mu łobuzy nasikali za firanką na podłodze. Widać trafiłem centralnie, i to prawda była, że on te nawyki z chałupy wyniósł. Tak go widać wychowali, a ORMO ugruntowało i jest, co jest. Jemu przecież nie wolno zwrócić uwagi… no gdzież!? Rozsierdziła go ta prawda i gulgotał jak indor.

Proszę natychmiast wyjść, bo wezwę policję!!! Ty tu nie masz prawa być i idź stąd! Przekrzykiwał mnie i plótł nieskładnie, kiedy tłumaczyłem, że nie wyjdę, bo nie ma ku temu podstaw, a poza tym idę nie do niego, a tylko przy okazji chciałem się przywitać. Nic to nie dało, bo Januszek miał już w główce swój scenariusz i zaczął widowisko takie samo jak robił przez ostatnie 5 lat na sesjach rady powiatu. Bo na sesjach, jak coś Januszowi nie pasowało to wrzeszczał, że go obrażają albo że innym brak kultury, a to on był stroną wojującą i agresywną. Walczył z wyimaginowanymi wrogami jednym słowem. Jeśli, kto nie wierzy to niech zerknie na transmisję z sesji, a tam pełno takich „kwiatków”. Pyskuje tam, najczęściej na Leńczuka ciska papierami, mikrofonem czy krzesłem. Złości się jak smarkacz, któremu ktoś zwinął zabawki. Normalnie świetlica w domu wariatów i tu na sekretariacie robił to samo, bo widać myślał, że zrobi tym na mnie wrażenie, a ja się wystraszę tego dziadkowego pokazu mocy i palnę w drzwi z płaczem. Tymczasem zamiast wystraszyć to Janusz, rozbawił.

Nie będziesz mi tu ubliżał, powtarzał jak mantrę i krzyczał, krzycząc do mnie, że niby to ja krzyczę i z krzykiem go nachodzę… Ale najlepsze to dopiero miało nadejść, bo Janusz zaczął się z każdą sylabą rozkręcać! Wyprowadzą cię jak sam nie wyjdziesz – zakomunikował mi. Dopytałem go, czy on też będzie wśród tych, co mnie wyprowadzą. A on, że nie, ale zrobi to Policja i że zaraz na nią zadzwoni. Ja mu na to, żeby dzwonił i czasu nie marnował… Posłuchał pierwszy i ostatni raz i poleciał do sekretarki Dorotki dobrej dziewczyny, która przy całym zajściu zbladła jak ściana. A że była w czarnej sukience to można było zobaczyć, że za biurkiem lewituje sama sukienka bez wsadu. Tak się dziewczyna przejęła i wcale to nie dziwi, bo furia starcza była i śmieszna, i straszna.

No ale, nim Janusz zadzwonił to zdiagnozowałem Janusza „odpały” jako upajanie się władzą. Powiedziałem do niego o sprzeczności która widzę, bo w sumie jak to jest, że 75-letni Kaczyński jego rówieśnik ma odejść, a on ma zostać… To Janusz na takie, jak on to nazwał zarzuty przytoczył przykład prezydenta USA Józia Bidena, że ten jeszcze starszy, a jego znaczy Janusza to przede wszystkim ludzie wybrali. Na to ja odpowiedziałem, że wiem, ile lat ma Biden i wiem też, jak przez ten jego wiek to wszystko wygląda… No i właśnie po tym, jak mu na to zwróciłem uwagę to ryknął na cały regulator „Paszła Won”.

A potem Janusz zaczął rozmawiać z policją i mój Boże, co to była za rozmowa! Janusz mówił do chyba komendanta jak do kolegi albo podwładnego… Słuchaj, przyślij tu kogoś, bo tu przychodzi taki Ślusarczyk i on mi mówi, ile ja mam lat, a tak nie może być Wyjść nie chce, nie słucha mnie! A na koniec Janusz powiedział do słuchawki Pa! Taki czuły z niego papa. Ja też skorzystałem z okazji i do słuchawki powiedziałem, bo stałem przez biurko, tak żeby komendant słyszał, że Szpak brzydko się do mnie odniósł…

 

Dzięki temu że wyszedłem pierwszy to mogłem zrobić to zdjęcie. Taką miałem obstawę i po mnie przyjechali!

Jak Janusz skończył, to idąc do swojego gabinetu odgrażał mi, że nie z nim te numery i on mnie tu nauczy. To ja mu na to, że najpierw to niech się sam nauczy, nim zacznie kogoś uczyć. I jeszcze dałem mu do wiwatu, jak już za klamkę trzymał, że wyłazi z niego te 12 lat w ORMO. O i po tym to dopiero ryknął drugi raz… WOONN a ryknął czysto, pięknie jak taka nie dojona krowa albo taka co jej cielaka odstawili, a ona z tęsknoty ryczy. To było takie nawet wzruszające, bo z głębi duszy i serca, w ten ryk włożył Janusz wszystko, co miał najlepsze, czyli te 12 lat w ORMO. W tym było jakieś takie prostackie piękno siermiężne, ale dał, co miał najlepszego, i to był cały on. I wszystkim się zdawało, że to echo, a to ORMO wołało, tak się mogło z koncertem Jankiela to wszystko skojarzyć.

Tak że taki z Janusza wokalista i wydaje mi się, że Janusz zdradził wszystkim, jakie było jego pierwsze słowo po urodzeniu. Ono mu bardzo pasuje do osobowości i powinni zmienić statut, by je ująć jako jego „przydomek” albo oficjalne zawołanie, czy jakoś tak.

Jak już Janusz wlazł do gabinetu, to sobie wygodnie siadłem na sekretariacie, bo przecież goście zaproszeni to znaczy policja ma zaraz przyjechać i nie wypada oddalić się, bo to byłoby bardzo niegrzeczne. No ale po kilku minutach Janusz wychylił się od siebie i zaczął rozglądać się po sekretariacie, na którym ja sobie siedziałem w oczekiwaniu na dalszy rozwój wypadków. Udawał, że niby czegoś szuka, bo coś zgubił, ale on sprawdzał, czy ja sobie „ze strachu” nie poszedłem… Bo jakbym poszedł, to byłoby jego na wierzchu.

No i w końcu przyszli! Trzech ich było, a wszyscy rośli piękni, a chłopy wielkie jak dębczaki! Boże jak ja się poczułem bezpiecznie. Stanęli na sekretariacie zwarci i gotowi jak greckie posągi, a miny mieli marsowe. Dwóch przy drzwiach, chyba po to żebym nie próbował uciekać, a trzeci podszedł i zapytał sympatycznie, w czym rzecz, aspirant młodszy mu było. Od razu go polubiłem, bo sympatyczny i taki „policjant pierwszego kontaktu”. To ja mu na to jak było, że przechodziłem i chciałem się przywitać, a Szpak zrobił widowisko i że nie do niego szedłem…

A Pani sekretarka w tym czasie poprosiła Szpaka i zaczął się akt drugi komedii. Janusz przyszedł i stanął nade mną, bo ja sobie spokojnie siedziałem rozbawiony w duszy tym całym widowiskiem i zbiegowiskiem, i zaczął opowiadać te swoje dyrdymały. Oczywiście plótł, tak żeby było dla niego dobrze, jaki to on biedny i jak to go napastowałem tymi zarzutami o jego wiek. Tylko się w tych gorzkich żalach nie powoływał na Senekę i ciekawe, czemu, bo on się zawsze na niego powołuje, bo podobno razem w ławce siedzieli tylko Seneka nie zdał z klasy do klasy. On się złościł na mnie, że ma 75 lat i że się z niego śmieję i go ignoruję. Policjant słuchał z uwagą i zaczął dopytywać, po co przyszedłem… No to ja mu na to, że do Nowosadzkiego, a on, czy się umówiłem, a ja, że nie, a on, dlaczego a ja, że Nowosadzki nie odbiera telefonów O i tak!

Potem Szpak zawołał Nowosadzkiego mówiąc Marku chodź i „Marku przyszło” i stanęło na baczność i tak zaczęło kablować, skarżyć, że tylko iskry leciały. Normalnie w szkole takiego skarżypytę to dawniej by wszyscy szerokim łukiem omijali i nikt by się z nim nie bawił, ale teraz czasy parszywe. No nie znałem Nowosadzkiego z tej strony!? On się skarżył, że i z niego się śmieję i powiedziała, że go atakuję argumentami. No to było najlepsze, a ciekawe, jakbym go zaatakował silikonowym penisem, co by mówił wtedy. Jak argument jest zły, to ja już nie wiem, co jest dobre, a co jeszcze gorsze. Ale wtedy pomyślałem, że jednak to dobrze, że on do tej szkoły nie wróci, bo z taką słabą głową i stosunkiem do prawdy obiektywnej to tylko dzieci popsuje. No tak…

Potem skarżypyta Nowosadzka zaczęła udawać głupiego i trzeba przyznać, że prima sort to było przedstawienie, bo on mi tłumaczył, że w sprawach funkcjonowania urzędu mogę rozmawiać. To ja mu, żeby przestał, bo obaj wiemy, że nie o to chodzi, bo ja wiem, gdzie, jaki wydział, a jak wiem, to po co mi Nowosadzki. A przychodzę do niego o komentarz, bo jest osoba publiczna i polityczna to on mi na to, że nic komentował nie będzie To ja mu, że dobrze, ale żebym to wiedział to muszę z nim się w jakiś sposób spotkać, żeby mógł mi to powiedzieć. To było tłumaczenie jak przysłowiowej krowie na między albo rozmowa z dużym dzieckiem nie do końca rozgarniętym.

A do tego dowiedziałem się, że Nowosadzki nie jest już mój kolega co mnie prawie zasmuciło, bo on się przyznał, że mówił, że jest kolega, ale koniunkturalnie. No i panowie policjanci spisali nasze personalia to znaczy Szpaka, moje i właśnie tego super świadka, o którym wspomniałem wcześniej.

Ten to dopiero egzemplarz. Szpak się na niego powoływał, że on taki bezstronny i wszystko widział, a ten się bardzo wczuł w swoją rolę. Bardzo ciekawe moce ma ów Pan, o których nie można milczeć, a jaką dykcję i intonację. No skarb nieodkryty. On cały czas był na korytarzu i chyba widział przez ścianę. Oczywiście opisał to ze swojej strony, tak że tylko gwałtu w tym brakło i wypruwania flaków. Powiedział, że Szpakowi do gabinetu wtargnąłem, a starosta prosił, że nie chce! Do tego on wie, że ja nie szedłem do Nowosadzkiego tylko do Szpaka i on to wie i ciągle to zaznaczał, ale skąd ta wiedza to nie powiedział. Chyba czytać umie w cudzych myślach, ale chyba się pomylił, bo przez ścianę to źle widać nawet w okularach. Do tego „świadek bezstronny”, a tak go nazwał Szpak każde słowo w obronie wypowiadał nienaturalnie. Normalnie to się tak nie mówi, bo naciskanie głosek to nie jest norma, a bardzo „er” mu się spodobało to je cisnął, aż do bólu.

Ale świadek co później ustaliłem to pracownik jednej z podległych starostwu jednostek o bardzo ciekawej drodze kariery… No i z taką dykcją to „świadek bezstronny” mógłby Tuska „er” nauczyć wymawiać i się tu chłop marnuje…

No i w końcu doszło do kulminacji, bo jak wysłuchałem tych zarzutów pod swoim adresem to mówię, co jest. Bo jest tak, że jestem w starostwie, dlatego że mi wolno, a poza tym moja strona Dziennik Siennicy jest zarejestrowana i działam na podstawie prawa prasowego, dlatego mogę tu być i chodzić, gdzie my się żywnie podoba, a to, co robi Szpak, to jest szykanowanie, zastraszanie i tłumienie krytyki prasowej. Ta informacja zrobiła wrażenie na zebranych, a aspirant zaczął dopytywać o legitymację, a ja mu na to, że nie mam przy sobie, bo to nie jest obowiązek, ale jak chce to niech sprawdzi, gdzie trzeba. Co ciekawe, to Nowosadzki wiedział o zarejestrowaniu, bo mu wiele razy o tym mówiłem, ale mimo to udawał głupiego, bo sytuacja tego wymagała. Taki elastyczny!

Aspirant jakoś chciał z tego impasu wyjść i interwencję zakończyć, więc zaproponował, żeby się jakoś umawiać na to ja mówię, że procedurę znam i tu nie w tym rzecz, bo redaktory z gazet piszących dobrze o Nowosadzkim wchodzą bez pytania, a że ja go nie chwalę to mi robi pod górę…

W końcu aspirant zapytał, czy ktoś coś zgłasza. Nikt nic nie zgłosił tylko Szpak wpadł na pomysł, żeby mnie policjant pouczył, bo Janusz jak zwykle nic nie zrozumiał. No to ja w drugą mańkę i mówię; Panie aspirancie niech Pan Szpaka tu obecnego pouczy, żeby nie mówił do mieszkańców „paszła won”. No i aspirant doszedł do wniosku, że skoro tak on nikogo nie będzie pouczał i chyba miał dość tego cyrku.

A potem ustaliliśmy, kto i kiedy wyjdzie. Ja mówię, że może niech policjanci pójdą pierwsi, a ja za kilka chwil za nimi. Na to aspirant, że może lepiej, żebym ja pierwszy wyszedł, a jak dopytałem, dlaczego to powiedział, że oni nie chcą następnej interwencji co mnie rozbawiło, bo mają poczucie humoru. Jeszcze zasugerowałem, że może boją się ich, to jest Nowosadzkiego ze Szpakiem razem ze mną zostawić.

A na koniec to powiem, że w zachowaniu Szpaka czuję intrygę Nowosadzkiego, bo coś mi tak na to wygląda. Szpak w trakcie tych swoich wrzasków na sekretariacie powoływał się na Mareczka, i to wyglądało, tak jakby tamten na mnie się mu pożalił, Janusz, jak mnie zobaczył to zrobił to całe widowisko. Zawsze powtarzałem, że Nowosadzki intrygant i lubi cudzymi rękami swoje sprawy załatwiać i tu tak było. Mój Boże co za amatorzy. Oni myśleli, że mnie żonatego 22 lata wystraszą policjantami… Dobre!

 

 

48
5

Dzień Dziecka naszych starostów

Historia o o tym, jak zostałem gangsterem i terrorystą właśnie powstaje, ale postanowiłem urozmaicić oczekiwanie fotograficzną ciekawostką. W krasnostawskim SOSW odbył się Dzień Dziecka i jakimś cudem zajechała na niego słynna i kontrowersyjna rosyjska grupa motocyklowa „Nocne Wilki” Podobno przedarli się przez zasieki na granicy – mówią jedni, a drudzy , że nie prawda bo oni byli tu od zawsze, bo „gęby jakoś tak znajome”…

Fotografie pochodzą z posta

19
2