Chirurg w koniczynie i Agnieszka czyli kto jeszcze chce do ratusza

Obejrzałem skrót meczu eliminacji Polska-Czechy do Mistrzostw Europy 2024. Do prześledzenia całości nie mam odwagi ani zdrowia. Potem popatrzyłem na swojską klasę polityczną i różnicy nie widzę. Jakbym przed telewizorem siedział i dalej mecz oglądał, ale to uwaga ogólna i pora wracać do naszego grajdołu. To, że Marek z Andrzejem chcieliby do ratusza, to już wiemy, ale nie tylko oni. Są i inni! Dziś ciąg dalszy o gazetowych spekulacjach, kto z kim i dlaczego?

Napisali w „Najmądrzejszym Tygodniu”, że wychynął z koniczyny kandydat PSL Andrzej Korkosz. „Ich Korkosz”, bo „nasz” jest ten z Rudki, a to ważne, żeby nie pomylić. Jest ten „ich” Korkosz kandydaturą śmiałą i nawet jestem „za”. Powiem więcej! Co tam kandydat! On powinien nawet burmistrzem zostać, ale w pewnych okolicznościach. Te wystąpią, wtedy gdy będą miasto „zamykać”, bo się wyludni i dlatego w takich „okolicznościach przyrody” burmistrzem powinien być ktoś taki jak Andrzej Korkosz; chirurg z powiatowego szpitala. No nie ma siły, ale jeśli dojdzie do takiego stanu to winien asystować jakiś medyk. Lepszy byłby Janeczek albo jakiś ksiądz, ale mamy co mamy. Korkosz jako „uprawniony” zbada puls, stwierdzi zgon i wypisze stosowne dokumenty. Potem tylko światło zgasi. Przyznam, że to czarna wizja, ale całkiem możliwa. Tylko w takich okolicznościach widzę Korkosza w ratuszu, a Szpak swoim zwyczajem palnie mowę pogrzebową. Januszowe „nad trumienne gadki” mają taką właściwość, że denatom się podobają, bo żaden z nich nie wniósł zastrzeżeń.

A teraz jeszcze lepsze i bardzo rozwojowe. Rzekłbym nowe idzie! Napisali, że kosmiczne ugrupowanie o marsjańskich korzeniach, znane szerszej publiczności pod nazwą „Krasnostawianie” dowodzone przez „kota w tygrysiej skórze” Marcina Wilkołazkiego chce… albo lepiej; może wystawić do wyścigu o burmistrzowski stolec Agnieszkę Pocińską-Bartnik. No cóż… To mocna kandydatura tak jak ona urodziwa. „Frau” Pocińska to przedsiębiorcza kobieta, brunetka o spojrzeniu ostrym jak szabla husarska, która wzrokiem rozłupuje kokosy! Głupia nie jest i można by retorycznie zapytać; to po co jej to? Odpowiedź w sumie nie nastręcza większych trudności i brzmi; bo to jest w sumie miłe! Dla kobiety parającej się polityką fakt, że ktoś ją widzi w ratuszu brzmi jak komplement. To lepsze niż usłyszeć, że wygląda młodo. Młody wygląd w jej wypadku to wyświechtany banał, a to, że ktoś ją widzi jako kandydatkę to już inne „buty” i to znacznie lepsze jest! Po prostu to komplement o wyższym stopniu technologicznego zaawansowania taka innowacja całkiem miła dla ucha. Pomyśli zatem; ładna jestem i do tego mądra i mnie widzą w ratuszu! W takiej sytuacji kręcić może tylko nosem małżonek, bo nagle w domu ma „prawie burmistrza”. Agnieszka wie, że to wszystko również i po to, co by nazwisko chodziło. Poza tym Marcin jak na „kota w tygrysiej skórze” przystało ze spokojnym sumieniem stwierdzi; patrzcie, jaki u nas pluralizm i zbiorowe zarządzanie. Szanujemy parytety, a jeśli ktoś uważa, że ja zawłaszczam przestrzeń i wszystko chcę dla siebie to koleżanka Agnieszka dowodem, że to nieprawda. Ja tylko jestem skromny samorządowiec hobbysta! I wielu w to uwierzy, bo czemu nie…

„Krasnostawianom” tak naprawdę nie jest potrzebny burmistrz. Oni już go mają i nazywa się Robert Kościuk, jest „adoptowany z politycznego sierocińca”, albowiem jako „jedyny” ostał się ze swojego komitetu. Co prawda wprowadził do rady jednego radnego, ale z jednym to można co najwyżej popłakać w kącie, reszta nie przeżyła samorządowego eksperymentu. Po jakimś czasie Marcin dzięki niespożytym zasobom uroku osobistego i wrodzonej skłonności do nachylania innym nieba roztoczył nad osieroconym i zagubionym Robertem swój jedwabny parasol, a w tej operacji nie był bez znaczenia „pruski chłód” Jakubca z PZK, o czym za chwilę. Robert jest utożsamiany z PiS, ale tak nie do końca i o jego przekonaniach politycznych nic nie wiadomo. Wiadomo na pewno, że jest z Armii Krajowej, bo na tej ulicy mieszka. Marcin w takiej sytuacji oporów nie miał i wziął go na kolana, przytulił, podniósł na duchu oraz dobrze nakarmił… obietnicami lojalnej współpracy i bezpieczeństwa. Robert po tej kuracji zarumienił się i krągłości nabrał jak kobiety z obrazów Rubensa. W takim układzie choreograficznym Robert coś tam „może” To „coś tam” w sumie to tyle, co republika w sowietach. Jak wiadomo te miały nawet prawo „wychoda”, z ustroju jakiego świat nie widział, ale niechby tylko spróbowały. Robert takoż…

Nie było to za darmo, bo „dobre serce” kosztuje z racji tego, że „dobre” „Krasnostawianie” tak głęboko przeniknęli w struktury ratusza, że jedyne co im wypada to utrzymać stan posiadania. To, co mają, czyli drugi szereg, ale mocno zagęszczony doskonale wpisuje się w doktrynę Wilkołazkiego „kota w tygrysiej skórze” Marcin wie jak ten handlowiec, że wśród analfabetów nie zarobi na zeszytach i przyborach do pisania i w związku tym jak trzeba to ściągnie własne buty i je niepiśmiennym sprzeda, bo tego to na pewno potrzebują. Stan miasta i polityka krajowa są takie jak widać, a on Holeckiej z TVP nie wierzy. Marcin dobrze wie, że w przysłowiową dupę zawsze biorą ci z szeregu pierwszego? Historia uczy, że zawsze strzelają właśnie do tych na świeczniku i to oni muszą się rumienić albo zbierać resztki ze swojej głowy vide Kennedy. On chce to przeczekać i porządzić z tylnego fotela. Tym bardziej że okazja sama pcha się w ręce. Woli trzymać zapałki i stać w bezpiecznej odległości od świecznika. Jest jeszcze w miejskiej grze PZK, które chyba będzie mieć kłopoty kadrowe a wybory za pasem. Ich ławka rezerwowych zaczyna przypominać skrzyżowanie oddziału geriatrycznego z chirurgią urazową… Mogło PZK roztoczyć parasol nad osieroconym Robertem i nawet wiele za tym przemawiało; PZK ma więcej od kosmitów Wilkołazkiego szabel w radzie miasta i Nowosadzkiego „wicestarostę” w zarządzie powiatu, ale to nie wyszło. Kościuk ponoć obawiał się tego, że Jakubiec zaraz ubrałby go w pruski mundur. Poza tym Robert nie lubi tak szorstkich tkanin i źle się w takim odzieniu czuje a z pikielhaubą na głowie jakoś mu nie do twarzy, no i mamy to, co mamy.

A na koniec… nasi w poniedziałek wbili Albanii jednego gola i fetowaniu nie ma końca. Albania to takie państwo na Bałkanach gdzie kiedyś rządził Enver Hodża. Znając naszych „symbolistów” to zaraz dorobią historię, że owszem gol tylko jeden, ale Albania to Rosja, bo obie mają za godło dwugłowego orła, a my teraz bardziej nienawidzimy Rosji niż kochamy własny kraj. Co warte uwagi to ostatnie jest po części dewizą powiatowego PiS, który jak nie ma co robić to leje się między sobą. Bo po co przechodzić na druga stronę stołu i tam szukać kogoś do dania mu w mordę jak można strzelić w pysk tego obok. A to, że on z tej samej partii to, kto by się tam tym przejmował!? Amen!

 

23
6

Marku…a dajże spokój!

Mój ulubieniec, któremu nachyliłbym nieba; Marek Nowosadzki też chce do ratusza, tak jak jego „towarzysz niedoli” starosta Leńczuk. Najsłodszy cukierek powiatowej polityki, którego jestem admiratorem i nadwornym biografem chce iść na zatracenie!? A nie może tak być! Ja się na takie coś nie godzę! Trzeba go ratować przed nim samym! Dlatego, tak jak kiedyś mówiono Tuskowi „Tusku musisz” ja powiadam Markowi „Marku…a dajże spokój” To dziś o tym, jak ja go w ratuszu nie widzę.

Biorę ostatnio „Najmądrzejszy Tydzień” w ręce, a tam napisali, że Marka Nowosadzkiego niektórzy widzą w ratuszu jako burmistrza! Mój Boże! To aż tak!? I kto go widzi? Co za szatany! Okazało się, że ci „widzący” są anonimowi. Nowosadzki i burmistrzowski stołek, przecież to się wzajemnie wyklucza! No jak! Toż arabskim wierzchowcem za parę milionów nie wozi się kartofli i orze pola! Ratusz!? To musi być prowokacja! W zeszłym roku jakoś w maju, ten sam periodyk napisał, że „Wicestarosta zerka na ratusz”, ale od patrzenia nikt jeszcze burmistrzem nie został. To wszystko bardzo zabawne i uważam, że Marek może zostać burmistrzem, ale tylko na potrzeby filmu. Gdzież on tam się nadaje do takiej funkcji! Oj! No głupi by był, jakby się dał wziąć w ministry; cytując klasykę.

Może tak być, że zgłupieje od tych podszeptów i da się namówić! Jeszcze go niechcący wybiorą. Marek co zaobserwowałem na starość buńczucznieje. Korci go spróbować. Jednak tu w powiatowym zapiecku, gdzie jest, ma dobrze a tam w ratuszu jest odpowiedzialność. On caluśkie życie za nic nie odpowiadał, ale opowiadał w tym wypadku dzieciom historię. Na tym miejskim podwórku jak w szczerym polu i przez to jak na strzelnicy. Na tym wygwizdowie jest się odsłoniętym ze wszystkich stron i nie ma się za kogo schować, na kogo zrzuć ewentualnej winy. Nowosadzki to nie klasyczna „9” jak Lewandowski, co to wyskakuje zza pleców i egzekwuje. Marek za plecami się chowa i zawsze ustawia się w przysłowiowych drzwiach, coby prysnąć nimi migusiem i wrzeszczeć; to nie ja, to nie ja, tylko oni! Lubię czytać mimo wszystko takie spekulacje, bo co się ubawię to moje!

M jak Mesjasz i komar w bursztynie

Wspomniał Stępień, bo on ojcem tych rewelacji; ile to lat Marek w lokalnej polityce i jaki zasłużony. To akurat wszystko prawda co napisał i bardzo dobrze. Nowosadzki, gdy się pojawił na krasnostawskiej arenie te ponad 20 lat temu, to wielu mruczało pod nosem: Mesjasz! Albo; O! Nadchodzi wielka nadzieja białych… tak jak kiedyś o Gołocie. Widziano go w wielu rolach i to nawet prawda, że miał być następcą Jakubca. Marek ma imponującą ilość miejsc i funkcji, w których optymiści go widzieli i tylko UFO było widziane więcej razy i Matka Boska. Już nie raz o tym pisałem, ale dziś wspomnę, że on ma inny pomysł na siebie. Szczegółów nie zdradza, ale założenia można wydestylować z bieżącej działalności. Jak go zapytać, kiedy wreszcie zakwitnie i wystrzeli z pąków, to mówi, że ciągle czeka na właściwy czas. Marek w tej pozie oczekiwania przypomina komara, który wpadł w żywicę a ta zastygła. Potem stała się bursztynem, a bursztyn miły dla oka tak jak i Marek w pełnym rynsztunku, perorujący do wpatrzonej weń gawiedzi. Mimo wszystko Marka widzę w mieście, ale nie w ratuszu. Może jako właściciela sieci salonów fryzjerskich dla obojga płci lub sklepów z odzieżą męską i wszelkimi doń dodatkami? Na tym ostatnim to się zna, jak mało kto i tu nikt go nie zagnie.

Błoto, szczury i  zarobaczone suchary

Tymczasem burmistrzowanie to nie są przelewki, to jak okop na pierwszej linii frontu, taki z pierwszej światowej! Tam, gdzie błoto, szczury, wszawica i śmierć wkoło. Marek tymczasem całe życie spędził na placu defilad w wypastowanych butach, paradnym mundurze i zawsze talerz grochówy miał podsunięty pod samiuśki nos. To jak on i jakim cudem zamieni plac defilad i cieplutkie koszary na okop ze szczurami, wszawicą i grochówę na suchary z robakami? Burmistrzowanie gorsze niż bycie dyrektorem I LO, tam ciągle ktoś coś chce i trzeba się uśmiechać nawet do takich, do których normalnie się nie uśmiecha. Tam się trzeba codziennie mierzyć z takimi problemami jak z konkursu na dyrektora I LO. Konkursu, z którego Marek zrejterował…

Znów zapomnieli o matce

Napisali, że Marek to nauczyciel, pedagog znany w miasteczku i jako wicestarosta drogi w mieście buduje i w szkołach tyle inwestycji poczynił, że ojej. No to prawda, ale nie byłoby to możliwe, gdyby nie wygrana PiS a za to odpowiada poseł Tereska Hałas. Jakoś w całym tekście nie znalazłem o tym wzmianki. Nic tylko Marek i Marek… Przecież Nowosadzki miał dzięki temu taką sytuację, że „robiło się samo”. To dobrze zilustrować przykładem z jego historycznego podwórka. Odzyskanie niepodległości w 1918 nie byłoby możliwe, gdyby nie amerykański pomysł poczyniony rękami prezydenta Wilsona, który polegał na poszatkowaniu Europy na państwa narodowe. I jak to ktoś ujął dosadnie w takiej sytuacji nie dało się niepodległości spie… to znaczy zrobić źle. Tu mamy podobnie, bo czy się to, komu podoba, czy nie wszystko zaczęło się na ulicy Poniatowskiego w biurze Tereski. Leńczuk jest starostą dzięki Teresce, a Marek wicestarostą. Suchorab w zarządzie tym bardziej! To ona po wyborach ustawiała ich na szachownicy i dzięki temu w zarządzie powiatu na 5 jego członków, miasto ma aż 3. Wobec tego durniami by byli, gdyby przy takiej nadreprezentacji nic nie robili w miasteczku. Z takiej perspektywy największym dobroczyńcą dla miasta jest Teresa Hałas. A zobaczymy co będzie jak posła w krasnostawskim grajdole braknie! O czym nie wolno zapominać, to ona jeszcze za tym wszystkim „chodziła” Oni, czyli zarząd są w takich okolicznościach tylko wykonawcami i to niejednokrotnie marnymi jak zupa z brukwi na przednówku. Gdyby nie jej dreptanina nie mieliby czym się pochwalić, ale jakoś tak im bliżej wyborów, to co raz więcej ojców sukcesu. Na szczęście matka może być tylko jedna i jest z Topoli.

Na obiedzie u Marka

Niech Marek porzuci wszelką nadzieję, że na drogi w mieście będzie miał monopol. Jeśli Kościuk będzie kandydował to najzwyklej w kampanii podepnie się do miejskości dróg powiatowych i też znajdzie zwolenników. Tu wystąpi masowe eksploatowanie asfaltu i kostki brukowej do celów reklamy politycznej. Zjawisko „podczepki” do powiatowych inwestycji w mieście już wystąpiło kilkukrotnie i za każdym razem Marek Nowosadzki bardzo się denerwował. Można to z ilustrować obiadem, który przygotowała perfekcyjna kucharka i pani domu a tu w momencie siadania do stołu do drzwi łomocą „sąsiady” i mówią, że powąchali zapachów z kuchni i poczuli się zaproszeni… W Marka przypadku te „sąsiady” to „Krasnostawianie” i Wilkołazki Marcin. Ci robili sesje plenerowe na drogach powiatowych i opowiadali, że i oni mają w tej sprawie coś do powiedzenia. Mieli ku temu podstawy, bo w zarządzie powiatu zasiada „adoptowany” przez nich Piotr Suchorab.

Plebiscyt i kompleksy

Markowi najlepiej byłoby startować do ratusza w sytuacji, gdyby do wyborów stanął tylko on. Wtedy byłby plebiscyt, a nie niepewne wybory, ale na to się nie zanosi. Marek panicznie boi się porażki i chce być tylko kojarzony jako człowiek sukcesu. To jest właśnie jego kolejna słaba strona, a nawet kompleks. Jakubiec starszy kolega Marka z PZK nigdy nie bał się porażki i nawet napisali, że jeśli przegrywał to o włos. Jak widać i porażki wyborcze są dla ludzi i nim się zacznie wygrywać trzeba nauczyć się przegrywać. Tu wypada dodać, że kto widział Jakubca to wie, że w jego wypadku przegrywanie o włos nie wchodzi w rachubę. Bo co to znaczy przegrać!? To jest w sumie nic. Marek tego nie rozumie i już nigdy nie zrozumie, bo jest opętany ideą człowieka sukcesu i kolegi wszystkich. To wszystko kładzie się głębokim cieniem na jego funkcjonowaniu w samorządzie. To dlatego milczy na sesjach nawet wobec dziejących się tam hucp i zwyczajnych świństw. Jeśli już coś ma to dzięki komuś, bo sam zdobywa mandat, a to że dziś jest wicestarostą to zasługa Hałas Teresy.

Marek na Majorce 

Doradzałbym Markowi siedzenie w powiecie. Niech się dobrze tam okopie, okno zamuruje i czeka. Nigdzie mu tak dobrze nie będzie, jak tam. Przecież Marek nie lubi politycznych przeciągów i niepewności, on kocha jak zachodnioeuropejski emeryt stabilizację i spokój. Słońce Majorki, talerz winogron, wino jakieś lepsze i niech tam się inni martwią. On się lubuje w inwestycjach o gwarantowanym zwrocie i stałej stopie zysku, a nie spacerach po brzytwie.

Mówią, że największa kara jest wtedy jak się dostaje to czego się chce, to niechby tam był tym burmistrzem. A jakby to miałoby być karą, to tym bardziej. Skoro jako wicestarosta jest nijaki, to jako burmistrz na samiuśkim szczycie świecznika stanie się pełnokrwisty i się w cudowny sposób przeistoczy? Wolne żarty! Na starość nikt się nie zmienia, chyba że w proch i pył. Nie ma podstaw do wiary w Nowosadzkiego „herosa”, ale zabronić marzyć innym nie wypada.

 Dlatego z tego miejsca apeluję do pana Marka. Niech pan będzie głuchy na podszepty „podżegaczy wojennych” i nie idzie w tę stronę! Ja panu to wszystko zrekompensuję i wynagrodzę! Gdy będą „Chmielaki” to obiecuję, że obaj zabawimy się jak na prawdziwych facetów przystało. Pójdziemy na karuzelę i zjemy po wacie cukrowej. Andrzeja starosty nie weźmiemy ze sobą, bo się zbiesił! Niech się sam buja na osiedlowej huśtawce albo trzepaku! 

 

 

32
4

Krwawi moje serce, szlocha moja dusza… Leńczuk Andrzej chce do ratusza!

 

Ponoć karpie z herbu Krasnegostawu wpadły w panikę na wieść o tym, że niektórzy chcieliby widzieć Andrzeja Leńczuka w ratuszu. Nerwowo rozglądają się na prawo i lewo (co widać na herbie) czy Andrzej nie nadchodzi z tłuczkiem. Są poruszone do samych ości, albowiem zanosi się na to, że mogą trafić do gara, a herbem zostanie śpiewająca Eleni z koncertów „Gloria Vitae” albo dyrektor z głową w dybach. To dziś o tym kandydacie…

 

W „Najmądrzejszym Tygodniu” napisali, że grupa widzących (chyba z PiS) chciałaby zobaczyć w ratuszu Leńczuka Andrzeja obecnego starostę. No tak… Andrzej jest obecnie „szczęśliwym emerytem i nieszczęsnym starostą”. Jak udało mu się sięgnąć po te dwie „korony”, wie tylko on i to jego słodka tajemnica.

Andrzej powinien zniknąć

Jednak dla dobra ludzkości (na razie tej powiatowej) powinien Andrzej zaniechać wyprawy na ratusz i poświęcić się poprzez zniknięcie z lokalnej polityki. Najlepiej, gdyby zaszył się na swojej działce. Miejsce jest ustronne o zdrowym klimacie i tonie w zieleni, a ten kolor jak wiadomo uspokaja i relaksuje. Z jednym tylko wyjątkiem, jeśli jest w logo PSL. W takiej konstelacji relaksacyjne właściwości zieleni są „wyjątkowym wyjątkiem”, ale jeśli zieleń jest w bujnych roślinach to uspokaja i co do tego nie ma wątpliwości. Dobrze mu to zrobi, albowiem jeśli się nie ma rozsądku politycznego to pozostaje dbać o zdrowie. Cóż począć skoro tak się wybrało? Tam, na swojej „rajskiej działce” winien uprawiać marchew, kartofle i kapustę. To nie jest złośliwość z mojej strony; ja nie jestem złośliwy, no gdzież! A jedynie troskliwy, tym bardziej że już taki precedens w historii istnieje. Ja tylko podpowiadam, bo skoro wtedy się udało i wszyscy byli zadowoleni, to czemu miałoby się nie udać teraz!?

Jest precedens w zamierzchłej przeszłości

Otóż w III wieku po Chrystusie cesarz Dioklecjana, gdy uznał, że jego misja dziejowa dobiegła końca złożył cesarską sakrę i udał się na emeryturę do swego pałacu w Spalletum, obecnie Split w Chorwacji. Tam oddał się z pasją i zapałem ogrodnictwu, ze szczególnym uwzględnieniem kapustowatych i z tego, co wiadomo najbardziej zadowolony był z kapusty głowiastej. Nie wiedzieć czemu akurat to warzywo wychodziło spod jego ręki najlepiej. Złośliwi zawistnicy przedstawiali go w wieńcu z jej liści na głowie. Co naszemu Andrzejowi urośnie, co będzie jego warzywem po-pis-owym pojęcia nie mam ale obstawiałbym marchew!? Ona trochę go przypomina, bo ma imponującą nać, ale co ją od spodu podgryza i jaka jest tego nie wiemy. Tajemnice marchwi skrywa ziemia, tak jak pewne zdarzenia z przeszłości, nad którymi spuszczono zasłonę milczenia skrywają to dlaczego taki Andrzej jest. My widzimy tylko zewnętrze tego objawu w postaci różnej maści głupot wypowiadanych tu i ówdzie oraz czynów, które trudno racjonalnie wytłumaczyć.

Trzeba mówić, ale i wiedzieć co i do kogo

Wracając do jarzyn i ogródków, to podobno do roślin trzeba mówić by dobrze rosły. Żadna to nowina, do ludzi również, tylko trzeba wiedzieć co. Zatem Andrzej musi do roślinek gadać, ale nie tak jak do niektórych dyrektorów i nie z taką bezmyślną szczerością jak kiedyś do Wojtka Hryniewicza, gdy mu wręczał bilet powrotny ze stanowiska sekretarza starostwa. Wtedy gadał tak jowialnie, że Wojtek dziś o tym opowiada do gazet a Andrzej głupio się tłumaczy. Nie ulega wątpliwości, że jeśli warzywa będzie traktował tak jak dyrektorów podległych jednostek, to może bardzo się rozczarować i nic mu nie urośnie. Po jarzynki będzie musiał biegać do niemieckiego „Lidla” albo „Piwdronki”

Andrzej i rozrywka masowa

Poza tym Andrzej jest bogobojny i wyjątkowy w tym, co robi. Dokonał chałupniczej fuzji myśli cesarza Nerona w kwestii przemysłu rozrywkowego i widowisk masowych oraz chrześcijańskiej etyki. Dzięki temu mogliśmy oglądać przecudnej urody kaźnie dyrektorów podległych jednostek z DPS i Muzeum Regionalnego. W imię tego tych ostatnich rzucało się na pożarcie lwom, w których rolę wcieliła się opozycja ze Szpakiem na czele. Nawet nie przeszkodził temu brak stosownej areny (Circus Maximus) jak w Rzymie, ale dzięki komunikatom prasowym, które wygłaszał do lokalnych gazet Andrzej, a także dzięki transmisjom obrad rady powiatu szczegóły kaźni docierały pod strzechy. Tym sposobem wyhodowano męczenników świeckich. Rzec można, że to żywe lekcje historii, coś jak jasełka. To, że oni na etaty męczenników się nie pisali, tylko na dyrektorskie nie ma znaczenia, bo wola naszego Andrzeja stanowi w tym wypadku prawo. Wspomniana „etyka chrześcijańska” przejawia się w tym, że on uważa, że im mimo wszystko pomaga, jak na wrażliwego chrześcijanina przystało. Łatwo sobie wyobrazić co się stanie, gdy trafi do ratusza! Zapewne i tam zacznie dyrektorów podległych jednostek rzucać na pożarcie. Komu!? Chętni się znajdą, bo to bardzo widowiskowe zajęcie i wszyscy są zadowoleni oprócz dyrektorów. W ratuszu to są dopiero możliwości. Materiału ludzkiego wystarczy swobodnie na 5 lat kadencji.

Andrzej broni Jana Pawła II

Ostatnio zarząd powiatu na czele z naszym Andrzejem zajął stanowisko w sprawie obrony dobrego imienia i dziedzictwa Jana Pawła II. Wszystko w związku z nagonką środowisk „Wyborczej” i TVN o szczegółach nie będziemy wspominać, każdy mniej więcej wie o co chodzi. Nasi obrońcy przelali odpowiednie sformułowania na papier, a papier na stronę internetową. Ten akt strzelisty pięknie się prezentuje, ale interesujące jest to, czy w tej obronie będą tak skuteczni, jak w obronie swoich racji na forum rady i czy Andrzej będzie tak bronić papieskiego dorobku i dobrego imienia jak „bronił” dyrektorów, bo przecież na zarzuty, że ich nie broni odpowiada oburzony, że to potwarz! Skoro tak to Jan Paweł II będzie miał kłopoty…

Demontaż do fundamentów albo gołej ziemi

Dioklecjan oprócz kapusty wprowadził formę rządów zwaną dominatem. O szczegółach nie będziemy się rozwodzić, ale Andrzej również na tym polu wynalazczości form sprawowania władzy ma spore zasługi. To, co spłodził można określić potocznie mianem „cholerawiecotojest” albo „obłąkanego ekumenizmu politycznego”. Otóż jako starosta najpierw dokonał demontażu majestatu władzy starościńskiej, autorytetu i wszystkiego, co się z tym wiąże i to w zastraszającym tempie oraz z wyjątkową pieczołowitością. Trzeba podziwiać tę sprawność zważywszy, że Andrzej to człowiek, który gdy zostawał starostą miał skończone 61 lat! Pozornie jak widać jest apatyczny, żeby nie powiedzieć flegmatyczny. A tymczasem gdy zapiał kur to robota paliła mu się w rękach, nie przymierzając jak ekipie, która zawodowo zajmuje się wyburzaniem starych budynków. Potem było już z górki… To zaskutkowało tym, że Szpak Januszek może siedzieć spokojnie, bo większość jego postulatów realizuje Leńczuk, na którego on jeszcze wrzeszczy i popędza, kpiąc z niego niemiłosiernie co rusz. Czego chcieć więcej niż takiego starosty, który realizuje pomysły opozycji i sam płaci za to rachunki?

Andrzej wszystkich zwodzi i hipnotyzuje swoją wysoką wrażliwością na muzykę i na wszystko, co śpiewane. Rządzi z zaangażowaniem odwrotnie proporcjonalnym do tego, gdy organizuje i słucha koncertów „Gloria Vitae” Muzyka ponoć łagodzi obyczaje tylko nie wiadomo jakie i czyje. U niego tak wyłagodziła, że jego wigor w pewnych sprawach urzędowych przypomina zapis kardiogramu tygodniowego nieboszczyka.

Tak jak Dioklecjan, który nie był złym władcą, a jednym z lepszych, ale miewał słabsze dni porwał się na niemożliwe; wprowadził ceny minimalne. Operacja poniosła fiasko i spowodowała potężne zamieszanie oraz rozkwit spekulacji. Tak w naszym przypadku, Andrzeja pomysł; obłąkańczego ekumenizmu politycznego to jest pogodzenia interesów wszystkich, doprowadził do takiej sytuacji, w której patrzący z boku przecierają oczy ze zdumieniem, bo nie wiadomo; kto jest kim i o co chodzi. Z jednej strony Ewa Kowalik zostaje tarczą strzelecką dla Janeczka i Szpaka. By potem Leńczuk zaczął bronić dziedzictwa Jana Pawła II. O tym, jak „wyobracał” w Muzeum Regionalnym dyrektora Gołąba nie wspomnę. Przecież to kociokwik i kompletne pomieszanie! Nikt o zdrowych zmysłach tak nie rządzi. Swoje dokładają radni z PiS żrąc się bezmyślnie między sobą. Ci w Leńczukowej koncepcji są bardzo ważni i nim co powie, to zawsze sonduje co radni na to, czym dowodzi, że nie czuje się starostą przynajmniej w takiej sytuacji.

Pora kończyć, ale trudno to zebrać do kupy i jakoś podsumować. To może tak; gdy w listopadzie 2018 roku na sesję inauguracyjną nowej kadencji rady powiatu zaproszono księdza Gzika, a ten poświęcił (wody święconej nie szczędząc) a potem pobłogosławił salę oraz radnych to czas pokazał, że nic to nie dało. Nikt wtedy nie przypuszczał, że woda święcona i błogosławieństwo są skuteczne na „złego ducha” a wobec zwykłej głupoty są bezradne.

 

30
1

Takie rewelacje…

Przepychanki z chodnikiem na Rudce wobec tego co poniżej nabierają sensu. Korkoszowi ma nic się nie udać...

Były starosta naciska, wójt powoli kruszeje…

Janusz Szpak, były starosta krasnostawski i szef powiatowych struktur Polskiego Stronnictwa Ludowego, usilnie namawia Leszka Proskurę, swojego partyjnego kolegę, by w przyszłorocznych wyborach ponownie ubiegał się o stanowisko wójta gminy Siennica Różana. Kilka miesięcy temu Proskura zapowiadał, że obecna kadencja jest jego ostatnią.

Leszek Proskura jest wójtem Siennicy Różanej nieprzerwanie od 1990 roku, a wcześniej był jej naczelnikiem. Jest jednym z najdłużej urzędujących włodarzy samorządowych nie tylko w regionie, ale w całym kraju. Od wyborów w 2006 roku przez cztery kolejne elekcje nikt nawet nie odważył się, by powalczyć z nim o fotel wójta. Śmiałek, Andrzej Korkosz, znalazł się dopiero w ostatnich wyborach w 2018 roku, ale Proskura nie dał mu żadnych szans, zdobywając prawie 70% głosów. Choć takie wyniki i tak długoletnie urzędowanie często idą w parze ze spoczęciem na laurach, bądź zawodowym wypaleniem, po Siennicy Różanej tego nie widać. Gmina rozwija się, inwestuje w nowe technologie, m.in. OZE, a w ubiegłym roku wójt podjął decyzję o uruchomieniu w odrestaurowanym dworze w Siennicy Różanej pierwszego w kraju muzeum sztuki współczesnej na obszarze wiejskim. Otwarta na początku tego roku placówka okazała się – tak przynajmniej wskazują pierwsze miesiące funkcjonowania – strzałem w dziesiątkę. Wyjątkowy udany, bo rekordowy pod względem inwestycji, ma być dla gminy cały ten rok. Tymczasem jeszcze w maju ubiegłego roku Leszek Proskura, w przeddzień swoich 65. urodzin i osiągnięcia wieku emerytalnego, publicznie wyznał, że po ponad 30 latach pracy dla gminy przyszedł moment, by pożegnać się z urzędem. Zapowiedział, że dokończy obecną kadencję i w kolejnych wyborach na wójta już nie weźmie udziału, ale chciałby wypromować kandydata na swojego następcę. Choć nie wskazał, kogo ma na myśli, naturalnym pretendentem wydawał się być najbliższy współpracownik wójta – Dariusz Turzyniecki, były wiceburmistrz Krasnegostawu, a od 2017 roku sekretarz gminy Siennica Różana. Proskura zastrzegał przy tym, że z samorządem nie zamierza się całkiem żegnać i powalczy o mandat radnego powiatu krasnostawskiego (był radnym powiatowym, a nawet przewodniczącym rady w latach 1999-2002, kiedy przepisy pozwalały na łączenie mandatu radnego z urzędem wójta). Przekonywał, że chciałby jeszcze coś zrobić dla gminy Siennica Różana, a radni mają zdecydowanie mniej obowiązków od wójta. W radzie powiatu tę gminę od lat reprezentuje Janusz Szpak, były wieloletni starosta krasnostawski, szef powiatowych struktur Polskiego Stronnictwa Ludowego. Co ciekawe, o jednego więcej radnego w powiecie ma sąsiednia gmina Kraśniczyn i Proskura kalkulował, że gdyby wystartował w wyborach do rady powiatu, Siennica Różana mogłaby mieć w niej dwóch swoich przedstawicieli. Jaka będzie samorządowa przyszłość Leszka Proskury, jeszcze nie wiadomo, bo bardzo mocno do ponownego ubiegania się o mandat wójta namawia go właśnie Janusz Szpak. Były starosta uważa, że Proskura mógłby rządzić jeszcze przez jedną kadencję, z pożytkiem dla gminy. Obu panów łączy wieloletnia przyjaźń, związana nie tylko ze znajomością z partii czy samorządu. Obaj przez wiele lat w Siennicy Różanej na początku każdego roku organizowali niezwykle prestiżową uroczystość – opłatek ludowy, na który przyjeżdżali najważniejsi ludzie z PSL, w tym: Waldemar Pawlak, Marek Sawicki, Jarosław Kalinowski, Janusz Piechociński i Władysław Kosiniak-Kamysz. Leszek Proskura przyznaje, że ma ciągłe naciski ze strony Janusza Szpaka, by jeszcze raz ubiegać się o reelekcję. – Ale nie tylko on mnie namawia do ponownego startu. Jest jeszcze wiele innych osób, które mówią, żebym kandydował. Spotykam się z tym cały czas – mówi wójt Siennicy Różanej. – Czy ulegnę tym namowom? Nie potrafię tego dziś powiedzieć. Myślę, że więcej na ten temat będę wiedział po jesiennych wyborach do sejmu. Zobaczymy, jak będzie wyglądała scena polityczna w kraju – deklaruje. (s)

Źródło: Nowy Tydzień

11
0

Lesio…i chodnik.

 

Dziś o ciężkim porodzie chodnika na Rudce i powikłaniach w jego trakcie. Dowiemy się o tym, że Leszek jest „fajny chłopak”, ale nie dla wszystkich. Nie byłoby dziwnym to, że nie dla wszystkich, gdyby nie fakt, że jest wójtem i od wszystkich ściąga podatki!? Gdyby nim nie był to niech tam będzie sobie, jaki chce, ale w takich okolicznościach to bezmyślność i głupota.

Tytułowy „Lesio” to jedna z najdowcipniejszych i najczęściej wznawianych sensacyjno — humorystycznych powieści Joanny Chmielewskiej. Autorka nakreśliła realia życia w Polsce początku lat 70 i stworzyła postać prześmiesznego tytułowego bohatera — architekta pracującego w biurze projektów, który wplątuje się w serię niezwykłych, zabawnych przygód. Gdyby dziś chciała pisać, to jej inspiracją byłby nasz wójt. Nie musiałaby specjalnie niczego wymyślać, albowiem to, co dzieje się w Siennicy jest rzeczywiste i dzieje się na naszych oczach…

A dziad wiedział, nie powiedział, za to będzie w kozie siedział…

Przepychanki i dziwne zbiegi okoliczności w sprawie budowy chodnika na Rudce to niechybny znak, że kampania wyborcza do samorządu ruszyła z kopyta! To jest chodnik mocno polityczny, za którym buty zdzierał od 8 lat Andrzej Korkosz radny z Rudki od dwóch kadencji i do tego kontrkandydat w ostatnich wyborach obecnego wójta; Lesia Proskury. Poza tym z Andrzeja jest krytyk zajadły Lesiowych bezmyślnych poczynań i gość, który nie kuca przed majestatem chłopskiego syna, który upaja się władzą. Tak że…jakby kto się dziwił, dlaczego akurat teraz i w Rudce takie cuda, to ma czarno na białym. Przypadki to nie są, bo z tego, co zostało napisane na łamach „Super Tygodnia” w artykule z 1 marca „Problemy z chodnikiem na Rudce. Mieszkańcy mogli wiedzieć wcześniej” wynika, że w UG wiedzieli o wszystkim latem zeszłego roku i zainteresowanych mieszkańców nie raczyli poinformować o projektowaniu chodnika. Dostali dziwnej apatii, decydentów ogarnęła amnezja i wyszło jakoś tak!? Rabanu narobiło się dopiero w lutym tego roku. Co ciekawe, to wśród protestujących są i tacy co nie muszą drżeć o swoje płoty, bo ich zwyczajnie tam nie mają. Mają za to powiązania polityczno-towarzyskie z władzą gminną. Od lat ćwierkają w chórze jej pochlebców i chętnie robią to o co władza ich poprosi. Ci raczej wiedzieli o co chodzi i ich oburzenie było częścią spektaklu. No i tak to wygląda, ale to nie jest jednak wszystko, bo ta historia ma jeszcze ciąg dalszy zupełnie nieoczekiwany dla Proskury. O tym za chwilę.

Dziwolągi „bezruchu ludowego”

Trzeba wspomnieć z kronikarskiego obowiązku, że chodnika nie ma a mógł być, bo trio chłopskich synów; Szpak, Banach i wspomniany Lesio, gdy budowano osławioną „szpakówkę” w latach 2004-06 to tak wcześniej projektowano wszystko, że wychodziły później dziwolągi. Właśnie w tym duchu na Rudce chodnik urwał się w połowie wsi i nikt nie wie czemu akurat tu, bo dalej o kilkaset metrów i na łuku zakrętu jest przystanek autobusowy. Wyszło takie dziwadło jak ten cały ruch ludowy pod kierownictwem byłego ormowca z dziurawą biografią. Ludziska z torbami w łapach oraz z duszą na ramieniu, żeby im coś w dupsko nie wjechało maszerują z przystanku do domu. Co zrobić jak tych trzech pozjadało wszystkie rozumy, a sądząc po pomysłach to te nie były pierwszej świeżości. Żeby było paradniej to z przystanku jest przejście dla pieszych…w rów i do lasu. Zachodzi podejrzenie, że ten przystanek i przejście to głównie dla saren borsuków i dzików, coby swobodnie przemieszczały się po okolicy.

Wyczerpał słuchacza, a nie temat…

Na ostatniej sesji rady gminy 9 lutego, Andrzej Korkosz stwierdził bez zbędnych ceregieli, że chodnika nie ma przez tych trzech. To bardzo ubodło cnotę „trzech mędrców z bezruchu ludowego” i obruszony Banach próbował cnoty bronić. Zaczął tak tłumaczyć, że w tym jego wywodzie nic się nie trzymało kupy, to był gorszy bajzel niż ten, który zostawił na placu ZDP w 2019 roku. Wyczerpał słuchacza, a nie temat. Opowiadał jak to budowali drogę, z jakich programów i ile kosztowała. Pitolił trzy po trzy stękał przy tym, ale nie dowiedzieliśmy się, dlaczego wtedy i później chodnik nie powstał. To w sumie ciekawe, bo chodnik można było wybudować nawet potem. Co to dla Banacha za wysiłek, skoro po oddaniu „szpakówki” i po protestach mieszkańców Siennicy Dużej w te pędy kładł swoim sumptem chodnik, który ochrzciłem Aleją Garbatego, bo był robiony szybko i posadowiony na ściętych pniach jesionów, które z czasem, gdy zmurszały zaczęły opadać a chodnik razem z nimi. Potem Klus Marek, kiedy zmienił Banacha w ZDP, musiał to prostować, ale to już inna historia. Ci, co mieszkają w tych okolicach wiedzą o co chodzi.

Zemsta polityczna

Przecież Lesio et consortem nie może przepuścić takiej okazji i dopiec Korkoszowi, nawet kosztem w sumie swoich wyborców. W tej sprawie rzucane na szalę jest zdrowie i życie mieszkańców, bo to, że w tej części Rudki gdzie brak chodnika nikt nie wpadł pod auto albo ucierpiał na inny sposób zakrawa na cud. Cuda i dobra passa nie trwają wiecznie i wszystko może się skończyć w okamgnieniu. Wie o tym każdy nawet Proskura, ale „polityczna zemsta” jest ważniejsza. Nie jest to przypadek odosobniony tych złośliwości. Pod koniec zeszłego roku umieszczono w budżecie około 20 tys. na oświetlenie w Rudce na tym fragmencie przy lesie. Korkosz od dawna o to wnioskował, ale na komisjach wycofano tę kwotę w całości i to dość demonstracyjnie, żeby nie powiedzieć bezczelnie. Tłumaczyli później mętnie, że istnieje możliwość pozyskania środków na zrobienie oświetlenia dla całej gminy. Tylko że w ten argument nie wierzą nawet urzędnicy w UG…bo to patykiem na wodzie pisane, ale dobrze brzmi jak się chce komuś dopiec i znaleźć kulawe uzasadnienie. W bajce Ezopa, gdy się owce pytały wilków czemu je rozszarpują, to te powiedziały, że mącą im wodę w rzece…

Szpak; ormowiec na służbie, ale w sąsiedniej gminie!

Szpak też w całym zamieszaniu ma swoje chwile „chwalebne”. Jak wiadomo jest radnym z okręgu obejmującego gminy; Siennica Różana, Kraśniczyn i Izbica. Janusz na jednej z tegorocznych sesji rady powiatu prosił stosowne władze powiatu coby zamontowały zapory na przejeździe kolejowym w Wincentowie, a to gmina Krasnystaw. Biadolił, że tak jak jest teraz to jest bardzo niebezpiecznie i jeszcze kto tam życie postrada. Piękny to przykład troski o życie i zdrowie współobywateli w sąsiednim okręgu wyborczym. A w Rudce chodnik urywa się w połowie wsi, ludzie spacerują krawędzią jezdni i jak wspomniałem tylko Boska Opatrzność jest jedyną asekuracją. Szpak z tego powodu o Rudkę się nie dopomina i nie grzmi, choć to jego okręg wyborczy i jeździ tamtędy do Krasnegostawu teraz i przez 16 lat, kiedy był starostą i tak to wygląda, że cudze widzi pod lasem a swojego pod nosem nie. Ot! Taka specyfika tutejszego bezruchu ludowego. Janusz jak na byłego ormowca przystało pełni służbę w sąsiednim okręgu wyborczym, bo widać byłych ormowców na Wincentowie nie mają albo ci są, ale pełnić służby nie chcą. Z tego, co wiem jest tam przynajmniej jeden, którego Janusz zna.

Niespodziewany obrót i problem żyje własnym życiem

Często tak jest, że gdy się coś zainicjuje to nie wiadomo jak się to skończy i taka zasada przyświeca wojnom. Bo jak się zaczynają wie każdy, a jak się skończą tego nie wie nikt… Proskura na Rudce tym cyrkowym zagraniem uruchomił domino i teraz za lasem już na Siennicy Dużej, gdzie też ma być chodnik ludzie biegają od domu do domu i zbierają podpisy, albowiem też chcą mieć coś do powiedzenia! Wszystko dlatego, że doszły ich słuchy z Rudki co tam się dzieje. Przeczytali też artykuły w prasie i się w nich zagotowało. Oni tam nie za bardzo wiedzą do kogo mieć pretensje, bo chodnik to może by i chcieli, ale… Wyszło z tego niezłe zamieszanie i podobno sam Banach wprasza się do pomocy. W takich okolicznościach nie dziwi ta jego pomocna dłoń, bo przecież to wszystko w jego okręgu wyborczym i żeby było weselej to ta część chodnika, która łączy się z tym z Rudki została przez Proskurę i Banacha doklejona do całej inwestycji. A trzeba pamiętać, że Andrzej Korkosz zabiegał o chodnik tylko do granicy Rudki z Siennicą Dużą. Wspomnianych dwóch mędrków być może chciało skorzystać z okazji i się podpiąć. To był nawet warunek postawiony zarządowi powiatu, że gmina będzie partycypować w kosztach, ale pod warunkiem budowy chodnika od granicy z Rudką do Siennicy Dużej. W ten sposób przykryliby bezmyślność własną sprzed kilkunastu lat. W sumie logiczne… Teraz jest kwas, bo problem chodnika wymknął się spod kontroli, żyje własnym życiem, ale coś mi się zdaje, że UG będzie chciał i tu upiec swój interes. Tutaj do rozbiórki też jest jeden płot… ponoć w pasie drogowym.

Na finał moim zdaniem najlepsze! Coś ze dwa tygodnie temu UG w Siennicy Różanej poprosił tych z powiatu coby zorganizować spotkanie mieszkańców Siennicy Królewskiej Małej z projektantem, bo oni też chcą chodnik i też chcą wnieść do tego projektu swoje uwagi. Czy dojdzie do spotkania nie wiadomo, ale propozycja padła i UG pod kierownictwem jaśnie oświeconego Lesia stanął na wysokości zadania i wykazał się wysoką kulturą polityczną? Na Siennicy Małej jest radna, jego oddana gwardzistka; Marysia Jeleń. Wobec tego Lesio potrafi upominać się o spotkanie we właściwym czasie, bo jakżeby inaczej!? Właśnie tej synchronizacji zabrakło na Rudce, ale tam jest zupełnie kto inny radnym i jakby to tak mogło być, żeby Korkoszowi coś wyszło. Jemu ma nie wyjść, nawet jeśli przy okazji ucierpią Bogu ducha winni. Tak wygląda wójtowanie alias wojowanie Lesia i jego zdolności pojednawcze oraz rozsądek polityczny przy bliższym poznaniu. Amen…

 

23
3

Problemy z chodnikiem w Rudce. Mieszkańcy mogli wiedzieć wcześniej?

W Starostwie Powiatowym w Krasnymstawie na wniosek wicestarosty Marka Nowosadzkiego zwołano spotkanie, w którym uczestniczyli przedstawiciele wszystkich stron zainteresowanych budową chodnika w Rudce. Oprócz Nowosadzkiego obecni byli dyrektorzy krasnostawskiego zarządu dróg powiatowych, wójt i sekretarz gminy Siennica Różana oraz reprezentujący mieszkańców Rudki radny gminny Andrzej Korkosz.

  • TK 

  •  01.03.2023 12:06

Jak już wcześniej informowaliśmy, rozwiązania zaproponowane przez projektanta zatrudnionego do stworzenia planu budowy trotuaru nie przypadły do gustu miejscowym. Przypomnijmy, że dezaprobata wynikała w dużej mierze z faktu, że opracowana dokumentacja wymagałaby zmniejszenia części działek znajdujących się przy drodze i przesunięcia ogrodzeń niektórych posesji. Stąd też władze powiatu zdecydowały się na zainicjowanie spotkania, na którym wszystkie zainteresowane problemem strony będą miały szansę spokojnie porozmawiać i wypracować swoisty konsensus.

Spotkanie było bardzo pozytywne. Po krótkiej dyskusji ustaliliśmy, jakie sprawy budzą emocje wśród osób z Rudki. Następnie wspólnie skontaktowaliśmy się z projektantem odpowiedzialnym za dokumentację i przekazaliśmy mu te aspekty, które są ważne dla mieszkańców. Projektant zobowiązał się, że przeanalizuje sprawę pod tym kątem – twierdzi Dariusz Turzyniecki, sekretarz gminy Siennica Różana. – Myślę, że jeśli zaproponuje jakieś konkretne zmiany, wtedy naturalnym będzie zapoznanie z nimi mieszkańców – dodaje nasz rozmówca zapytany o możliwość kolejnego spotkania w świetlicy wiejskiej w Rudce.

Pewną konsternację wywołała jednak informacja, że siennicki samorząd już w lecie znał zakres wywłaszczeń potrzebnych do realizacji zadania. Mieszkańcy, których bezpośrednio sprawa dotyczy, dowiedzieli się o tym dopiero na specjalnym spotkaniu, zorganizowanym na początku lutego.

 

 

Nie rozumiem, dlaczego ta wiedza nie została znacznie wcześniej przekazana osobom, których dotknie, tylko musieliśmy się o tym dowiedzieć dopiero od projektanta. Dla wielu osób był to szok, stąd wcale się nie dziwię, że zareagowały one oporem wobec zaproponowanych rozwiązań – powiedział nam reprezentujący mieszkańców Rudki radny gminny Andrzej Korkosz.

 

Potwierdziliśmy to w rozmowie z wicestarostą krasnostawskim.

Samorząd powiatowy poprzez ZDP zlecił wykonanie dokumentacji technicznej na zrealizowanie rozbudowy tego chodnika. W trakcie okazało się, że niestety nie mieścimy się w pasie drogowym i w związku z tym pojawiły się dodatkowe koszty. Wszystkie te informacje były na bieżąco przekazywane samorządowi z Siennicy Różanej, zresztą musieli oni wyrazić zgodę na zwiększenie środków na opracowanie dokumentacji – przekazał Marek Nowosadzki.

 

Słowa wicestarosty potwierdza Marek Klus, dyrektor zarządu dróg powiatowych. Podkreśla on, że urząd gminy był w pełni świadomy sytuacji, ponieważ to on we wstępnym etapie wystąpił o wydanie decyzji środowiskowej. Poza tym ZDP informował, że do realizacji zadania brakuje terenu, co wymusi pozyskiwanie fragmentów działek. Projektant nie mieścił się bowiem w pasie drogowym w tworzonym przez siebie schemacie rozbudowy. 

A co na to przedstawiciele siennickiego urzędu?

W ogłoszeniu dotyczącym postępowania przetargowego zostały podjęte pewne decyzje, w tym określono działki, po których będzie przeprowadzana rozbudowa chodnika. To odbyło się już znacznie wcześniej. Natomiast my, jako samorząd gminny mniej więcej rok po ogłoszeniu przetargu dostaliśmy wykonaną dokumentację. Nasza decyzja w tym momencie ograniczała się do stwierdzenia tego, czy jest ona zgodna z zakresem przetargu, czy też nie. Nie mogliśmy natomiast zaproponować, żeby np. robić chodnik po drugiej stronie w momencie, kiedy znajdujące się tam działki nie były uwzględnione w przetargu. Na tym etapie nie było już możliwości wprowadzenia zmian, tylko trzeba by było całą procedurę przetargową ogłaszać od początku. Myśmy tylko rozpatrywali, czy to, co zostało zaprojektowane z postępowaniem projektowym nie koliduje z infrastrukturą gminną – twierdzi sekretarz gminy Siennica Różana.

 

Co się stanie w przypadku, gdy zaprezentowane przez projektanta zmiany nie będą satysfakcjonujące?

Jedyna szansa to procedura wystąpienia do odpowiedniego ministra o odstępstwo od reguły, ale to też wiąże się z dodatkowymi kosztami. I tu rodzi się pytanie, czy gra jest warta świeczki, bo nie gwarantuje nam to niczego, a pewne koszty poniesiemy. Równie dobrze minister będzie mógł stwierdzić, że mamy działać wedle obowiązujących rozporządzeń i wydane na wniosek do ministra pieniądze po prostu przepadną, a my wrócimy do punktu wyjścia. Należy przy tym zaznaczyć, że nawet zgoda ministra nie uchroniłaby wszystkich mieszkańców przed koniecznością redukcji powierzchni działek i przesunięcia ogrodzeń. Najzwyczajniej w świecie jest ciasno. Po prostu nie da się czegoś wybudować bez działki i odpowiedniego terenu – podkreśla Marek Klus.

Wszystkie strony starają się pogodzić władze powiatowe, które podkreślają, że liczy się intencja przyświecająca zadaniu. A przecież mieszkańcy Rudki od wielu lat nie mogą doczekać się budowy bezpiecznej strefy dla ruchu pieszych. Przy okazji wicestarosta przyznał, że inicjatorem całej akcji budowy chodnika był Andrzej Korkosz, który od dawna zabiegał o jego powstanie. Z kolei władze gminy Siennica Różana zaproponowały, by w sposób znaczący rozszerzyć zakres prac i żeby był on znacznie dłuższy, niż pierwotnie proponowana wersja.

Trzeba mieć na uwadze to, że dwa samorządy – powiatu i gminy – chcą wybudować kilometr chodnika na terenie gminy Siennica Różana i to jest cel nadrzędny. Gdyby to zależało wyłącznie od woli samorządowców, to przeprowadzilibyśmy projekt tego trotuaru tak, żeby nie kolidował z interesem mieszkańców. Natomiast tu w grę wchodzą wymogi i przepisy. Projektant zresztą podkreśla, że nie podpisze się pod czymś, co nie jest zgodne z obecnymi wymaganiami prawnymi i nie gwarantuje bezpieczeństwa uczestników ruchu – kwituje wicestarosta.

Źródło: Super Tydzień.

15
1