Informacja

Szanowni Państwo!
W związku z sytuacją jaka panuje w naszym kraju z powodu wirusa, oświadczamy że pozostajemy do Państwa dyspozycji. Już teraz wspieramy osoby starsze, robiąc zakupy a wczoraj rozpoczęliśmy szycie maseczek ochronnych. Jeżeli ktoś zna osoby, lub sam znajduje się w trudnej sytuacji, potrzebuje pomocy do rozładunku lub przeniesienia czegoś/kogoś, zachęcamy do kontaktu. Proszę dzwonić pod numer 531-280-187 Informacja powyższa została przekazana do Starostwa Powiatowego w Krasnymstawie, Urzędu Miasta, Straży Pożarnej, Policji oraz Szpitala.
Z Panem Bogiem !
Stowarzyszenie Narodowy Krasnystaw

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
31
2

Koronawirus – optymistycznie i pesymistycznie

 

Patrząc na sytuację wokół siebie, generalnie można ocenić optymistycznie działania w sklepach, na stacjach benzynowych. Wszędzie porządek, ludzie pilnują chociażby przyzwoitych odstępów. Nie widać smarkających i kaszlających. Byłem dziś w tej sławnej „Mrówce” , którą jakaś osoba obsmarowała na FB, no i zonk. Tłumu nie ma, ludzie w kolejce co 2 m. Nikt nikomu w drogę nie wchodzi. Widać, że ci, co z konieczności siedzą w domu, starają się jakoś ten czas zagospodarować na od dawna odkładane remonty i remonciki. Tu podmalować, tam wieszaczek przywiesić. Żeby nie zwariować od oglądania telewizji.
Na stacjach paliw też środki ostrożności. W sklepach spożywczych tak samo, ale paniki nie widać. I bardzo dobrze.

To, co mnie martwi, to preferowanie marketów kosztem drobnego, rodzimego handlu. Targowisko miejskie zamknięte na cztery spusty. Czarno widzę następne pół roku, przed Urzędem Pracy zaczną ustawiać się kolejki, jeśli rząd nie podejmie zdecydowanych działań na rzecz małych i średnich przedsiębiorstw. Bo odroczenie płatności danin publicznych za czas, gdy przedsiębiorca z powodu przymusu administracyjnego nie może wykonywać działalności to po prostu pusty żart. Koniecznie jest umorzenie tych płatności wszędzie tam, gdzie ustawodawca wprost zakazał. I tyle.

A dla miękkiego lądowania, konieczne jest moim zdaniem wprowadzenie czasowo, na przykład na pół roku lub rok prawa do płacenia danin na ZUS tylko wtedy, gdy osiągnie się dodatni bilans, czyli dochód do opodatkowania. Bo inaczej w ciągu roku cofniemy się ze stopą bezrobocia do lat 1992-1998, gdy co piąty był bez pracy. Kolejne 2-3 miliony wyemigruje za pracą, na co tylko czekają Niemcy, Francuzi czy Belgowie. Już w tej chwili okazuje się, że bez polaków w Niemczech nie będzie komu rozwozić żywności do sklepów. A może wystarczyłoby poluzować nieco prawny kaganiec? Umiesz jeździć samochodem – przeszkolimy cię tydzień i wio na małą ciężarówkę , a jak sobie dasz radę , to na dużą. Jak kiedyś w PKS, 17-to latek jeździł Starem pod okiem starszego kolegi po fachu.
Ale nie, to by było za proste, prawda ? Wszędzie konieczne zezwolenia , koncesje i akcyza.

Nasz rząd nie może ogarnąć, że aby coś dostać, należy czasem coś oddać. Za żadne skarby nie chce poluzować kagańca na alkohol nie skażony, aby chociaż trochę przeznaczyć na produkcję środków do odkażania. Bo jak buchalter ma w genach, że nie, to nie i koniec.
Rząd, Sejm i Senat wszelkimi możliwymi środkami broni się przed ogłoszeniem stanu wyjątkowego. Bo czym w istocie jest ten „stan epidemii” jak nie stanem wyjątkowym. Tylko w ramach stanu wyjątkowego dopuszczalne jest zawieszenie pewnych praw obywateli i wprowadzenie dodatkowych obowiązków, jak na przykład zakaz przemieszczania. Tylko że wprowadzenie wprost stanu wyjątkowego oznacza, że trzeba przesunąć wybory co najmniej o 90 dni od zakończenia stanu wyjątkowego. No i z wyborów 10 maja nici. A wyjścia są dwa – albo rząd okaże się skuteczny w walce z wirusem i jego notowania, a wraz z nimi prezydenta pójdą w górę , albo nie i szansa na reelekcję przepadnie.

A zawsze sukces ma wielu ojców i pod sukces rządu podczepi się opozycja. Mimo, że nadal kąsa i „obsikuje” pantofle ludziom PiS, to jakby trochę przycichła, bo tak jak wcześniej nie miała pomysłu na siebie, tak i teraz nie wie, co mówić. Ale potem będą wypinać pierś do orderów, jak się uda. A jak się nie uda, to pierwsi do krytyki. Tak czy tak, im później wybory, tym szansa na reelekcję mniejsza. I nie wiem jak wam, ale mnie hasło „wyborcy do urn 10 maja” coraz bardziej kojarzy się z tą kolumna ciężarówek ze zwłokami we Włoszech, jadącą do krematorium.
Nadal jestem dobrej myśli, że razem damy radę i tylko martwię się, co po tym potopie ?

                                                                                                                autor: aaa
23
6

Coś dobrego ?

Publikujemy komentarz użytkownika „aaa” który pasuje jak ulał do obecnej sytuacji…

Tak mówiąc zupełnie poważnie, działania samorządów są w większości niepoważne.
Mentalnie tkwią one nadal w XIX wieku. Na nakazach płatniczych podatku próżno szukać kodów do szybkich elektronicznych płatności czy formularzy przelewów. Idź do sołtysa i zapłać. Tak samo z płatnością za odpady itp. O formularzach elektronicznych na e-mail czy innych udogodnieniach nie wspomnę.

Rejestracja samochodu – także tylko z papierem w garści. Co tam, że profil zaufany, że wystarczyłaby kopia umowy jako skan. Że nie ma sensu wymieniać tablic , że dowód rejestracyjny mógłby być e-dokumentem, a karta pojazdu to nikt nie wie, do czego jest potrzebna. Do zarządzania pieniędzmi w banku wystarczy telefon i dowód osobisty, a w urzędach jak w sławojce, bez papieru niczego nie załatwisz dobrze i do końca.

Nagle jednak w obliczu strachu o własne życie i zdrowie okazało się, że jednak przepisy istnieją i można je odkurzyć. Można coś załatwić przez internet i telefon w Urzędzie. Aby tylko nie przychodzić, nie kichać. Czy jednak państwo Urzędnicy zdają sobie sprawę, że raz poluzowany kaganiec trudno będzie zadzierzgnąć ?
Przez kraj przetacza się swoista rewolucja. Jak płatności – to najlepiej kartą. Niektórzy nawet spod lady terminale płatnicze powyciągali, co były pochowane tylko dla wtajemniczonych.
Daleka droga przed nami jeszcze , daleka. Może z tego narodowego nieszczęścia – wirusa przyjdzie jednak czasem coś dobrego ?
Dlaczego sołtys nie może mieć takiego czytnika do kart, albo listonosz? A dlaczego w urzędach trzeba latać do kasy „zaprzyjaźnionego” banku co akurat ma grant na jestestwo w urzędzie ?
Na stronach internetowych trudno znaleźć jakiekolwiek informacje sensowne o tym, co robić, gdzie się zgłosić i tak dalej, jak nas dopadnie zaraza. Bo informatykowi za przerobienie strony trzeba zapłacić, a na to szkoda kasy. „Ludzie se jakoś poradzą, dżumę przeżyli siedząc w kościołach, to i teraz jakoś to będzie”.

Na razie jest plan na 14 dni- nie wychodzić, zamknąć sklepy itp. Ale trzeba jakoś żyć. I z czegoś. Nie ma handlu – nie ma podatków,. Wielu nie ma na chleb.
W sklepach już widać gorsze zaopatrzenie. Może jeszcze nie ocet i sól, ale wielu artykułów brakuje albo rosną ceny. Wkrótce wiosna, święta a na horyzoncie wizja przeciągnięcia kwarantanny do końca kwietnia, bo już się o tym w kuluarach wspomina, że 14 dni nie wystarczy na nic.

Wakacje prawdopodobnie w tym roku zaczną się później, mimo starań nauczycieli nauczania on-line. Bo to na razie tylko substytut. Chociaż nowe czasy wymagają nowych rozwiązań. Może dawno już można było na to wpaść ??
Jestem optymistą, że wszystko się dobrze skończy i jak to mówią, co cie nie zabije, to cię wzmocni. Zdrowia wszystkim życzę.

32
7

Wiosna a la Magda Gessler

 

Wiosna kojarzy się nam z młodą piękna dziewczyną, ze świeżością, kwiatami, zielenią… Tego roku wiosna odziedziczyła po zimie korona-wirusa i przez to nie wygląda tak radośnie, natomiast przypomniała nam o higienie. Banalna czynność mycia rąk stała się nawet przyczyną spięcia między dwoma lekarzami, profesorami, marszałkami senatu. Jeden przyciskał dozownik kciukiem drugi przedramieniem. Okazało się też, że mycie rąk, a właściwie brak owego mycia, może skutkować zakażeniem jakimś wirusem i przedwczesnym zejściem z tego świata. Zresztą owo zejścia prawie zawsze uważamy za przedwczesne.

Mycie rąk i utrzymanie higieny nie jest wymagane przez wszystkich, celebryci mogą nie zwracać uwagi na takie drobiazgi. Jeden z moich znajomych, mający mało włosów, a na głowie prawie nic, zwrócił moją uwagę na fakt, że pani Magda Gessler gotując w telewizji, zagląda do garów nie zabezpieczając włosów chustką, siateczką …. Normalny kucharz, jak chirurg ma krótkie paznokcie i czepek na głowie. Pani Magda ma przyklejone szpony o długości umożliwiającej dłubanie w uchu, bez dotykania go palcem, idealne siedlisko bakterii i wirusów. Liczne pierścienie na serdelkowatych paluszkach świadczą o jej celebryckim statusie i kompletnym lekceważeniu zasad higieny. Czy to przeszkadza komukolwiek z producentów programów telewizyjnych? – raczej nie. A później jakaś restauracja „Pod gęsią wątróbką” informuje swoich klientów; „Ona tu była”, a wycieczka z Uniwersytetu Trzeciego Wieku, świadoma przebywania w uświęconym miejscu wcina co podadzą, płacąc podwójnie. Pełnia szczęścia.

A później znów trzeba wsiadać do auta i jechać na przykład do domu i podziwiać widoki, których tego roku zima nie ukrywała pod śniegiem, bo śniegu nie dowieźli. Więc wczesna wiosna to zaśmiecone szklanymi małpkami, butelkami PET, opakowaniami po napojach pobocza naszych dróg. Przystanki, o ile nie ma ludzkich odchodów, to pełnią rolę miejsc spotkań towarzyskich, szemranego towarzystwa, o czym znowu świadczą małpki, ćwiarteczki, większe flaszeczki, całe pokłady niedopałków, papierów i Bóg wie czego jeszcze. Czy jest winą samorządów, że nie sprzątają? Nie, to nasza wina, to obraz Polski naszego autorstwa.

Witaj więc wiosno, brudna i rozczochrana, może jeszcze kiedyś wyładniejesz, moja Anastazjo.

Mirosław Ignacy Kaczor

23
10

  Zapomnij o mnie…ale pamiętaj o kupie

 

Zebrania wiejskie, na których głównym punktem programu jest informacja Urzędu Gminy o dokonaniach i zamiarach, są zawsze źródłem wielu inspiracji, a w niektórych przypadkach dużej frustracji. Mieszkańcy Zagrody, miejscowości szczególnie lubianej i dopieszczanej przez wójta, niczego nie przeczuwali idąc do swojej ciągle nowej sali. Ale dowiedzieli się, że wójt o nich ciągle pamięta. Kiedyś na gruntach tej wsi zlokalizowano gminne wysypisko śmieci, było pod lasem, daleko od zabudowań, więc nikt nie protestował, każdy rozumiał potrzebę chwili. Później miano Zagrodę uszczęśliwić biogazownią usytuowaną tuż przy budynkach mieszkalnych. Wójt był głuchy na argumenty zawarte w petycjach i pismach mieszkańców. Kiedy przewodząca protestowi Alicja Pacyk pytała L.Proskurę, czy czytał petycję i co odpowie argumenty i opinie mieszkańców?- usłyszała: „ja tego nie czytam i nie obchodzą mnie opinie ludzi”.   Po latach pisania pism, odwołań, uczestnictwa w rozprawach sądowych, latach nerwów, wyrok NSA korzystny dla społeczności Zagrody zakończył tą batalię o prawo do życia w czystym środowisku.

 

Tego roku na zebraniu mieszkańcy Zagrody znów dowiedzieli się, że wójt o nich pamięta. Sekretarz UG obsługujący zebranie zawiadomił zebranych o utworzeniu w Zagrodzie przy drodze wojewódzkiej obok firmy „Proskurex”  punktu zbiórki i segregacji śmieci. Dodał też, że o lokalizacji wiedzieli radni i decyzję podjęto za ich zgodą.  Zaskoczenie było absolutne. Radni zaprzeczyli by ktokolwiek rozmawiał z nimi na ten temat. Na sesji Rady Gminy nie podejmowano takiej uchwały, czyżby więc sekretarz UG, Pan Turzyniecki mówił nieprawdę? A może częściowo mówił prawdę. Pani Alicja Pacyk nie wiedziała o niczym, ale radny Marian brał udział w wycinaniu krzaków i drzew na działce pod „punkt selekcji”, gdzie już przywieziono kontenery, i mógł wiedzieć co tam jest planowane.

Zaraz po zebraniu zostało zredagowane pismo do Wójta Gminy Siennica Różana, wskazujące na brak konsultacji z mieszkańcami i na szkodliwość samego pomysłu. Pismo zostało wsparte podpisami mieszkańców. Na szczęście tym razem wójt przeczytał pismo i wziął pod uwagę również ich opinię, „punkt  śmietnikowy” będzie zlokalizowany obok starego, zrekultywowanego śmietniska.

 

W kontekście owych zdarzeń nasuwa się refleksja dotycząca śmieciowego problemu. W powiecie zamojskim wybudowano duży zakład segregacji i utylizacji śmieci, z którego korzysta miasto Zamość i powiat zamojski. W powiecie krasnostawskim zabrakło współpracy starosty z burmistrzem i dlatego powstało małe Kras-Eko a śmieci, na przykład z gminy Siennica Różana odbierała firma z Kraśnika i odwoziła je do sortowni we Włodawie. Musiało być tanio. Za brak współpracy samorządów płacą zawsze  mieszkańcy. Problem śmieciowy jest problemem nie tylko naszym, lokalnym. To problem ogólnopolski a nawet światowy, bo np. wszyscy wiemy o faktach nielegalnego przywożenia śmieci z Niemiec do Polski. Dlatego warto rozmawiać z sąsiadami, tj. z władzami powiatu chełmskiego i miasta Chełma, mającego olbrzymią spalarnię śmieci w postaci cementowni, o współpracy i wspólnych systemowych inwestycjach pozwalających na utylizację śmieci.

 

Co dedykuję Wójtom, Radnym Powiatowym, Starostom.

Kupą mości Panowie – kupą się zainteresujcie.

Ps. Wybory samorządowe już za trzy lata.

 

Mirosław Ignacy Kaczor

25
12

Acta non verba

Ksiądz kupił ambulans dla chełmskiego hospicjum. „Będzie docierał do ludzi, którzy potrzebują pomocy”

Justyna Pietrzyk

JUSTYNA PIETRZYK

fot. Justyna Pietrzyk
Citroen berlingo jako mini ambulans będzie służył Hospicjum Domowemu im. ks. kan. Kazimierza Malinowskiego w Chełmie. Do tej pory grupa hospicyjna jeździła do podopiecznych własnym środkiem transportu lub pożyczonym. Auto o wartości 70 tys. zł kupił dla hospicjum ks. kan. Józef Serej, proboszcz parafii Żdżanne w pow. krasnostawskim.

– Samochód to tylko rzecz, która przemija. Każdy samochód spełnia swoją funkcję, a ten posłuży hospicjum i będzie docierał do ludzi, którzy potrzebują konkretnej pomocy – mówi ks. Serej. – Moja decyzja była bardzo szybka i krótka ze względu na znajomość z ks. Kazimierzem Malinowskim.

Ambulans jest przeznaczony do przewozu pięciu osób. Poza tym ma większą pojemność bagażnika, która umożliwi przewóz sprzętu wspomagającego opiekę. Hospicjum prowadzi bezpłatną wypożyczalnię sprzętu rehabilitacyjnego, m.in. łóżka rehabilitacyjne, wózki inwalidzkie, chodziki, pompy infuzyjne i inne rzeczy niezbędne do opieki nad chorym w domu.

– Z własnych środków finansowych Stowarzyszenie Hospicjum Domowe im. ks. kan. Kazimierza Malinowskiego nie byłoby w stanie zakupić takiego mini ambulansu. Środki na swoją działalność gromadzi z przekazywanego jednego procenta od podatku. Pieniądze te starczają jedynie na zapewnienie opieki medycznej chorym – wyjaśnia prezes stowarzyszenia Tadeusz Boniecki. – Jak dotychczas nie mieliśmy własnego samochodu, a nasz zespół hospicyjny dojeżdżał do chorych wypożyczonymi przez nas lub własnymi i często psującymi się samochodami. Teraz dzięki dobroci księdza Józefa Sereja ta sytuacja się zmieni.

Źródło Kurier Lubelski

45
7

Szpak w politycznej obłudzie

 

By dokopać władzy radny Szpak wykorzystuje tragiczne zgony. Taka jazda na Majestacie Śmierci budzi niesmak, tym bardziej, że mija się z prawdą. Przypomnijmy mu więc fakty, kiedy on rządził. Już je zapomniał?

Stracił Szpak władzę i cierpi. Telewizja drażni, a kapcie baranem obszyte kupione w Zakopcu – nie dla niego. Lakierki z przedpokoju, w których wszystkie remizy i rauty zlatał – korcą, jak błyskotki małego Cygana… Staw za chałupą nie pociąga, mógłby przecie w nim kija pomoczyć i czas zabić, ale to nie to. Jak się kiedyś było szczupakiem, a teraz jak leszcz w szuwarach trza siedzieć, to musi boleć. Pogoda nawet taka, że jakby się uparł, mógłby spokojnie na Wierzchowiny pojechać rowerem, a i po gminie pojeździć. Tyle że tam, jak się w wieś do Ryśka Stasiuka skręca, już dwa plakaty z Dudą wiszą. Na taki widok to się naszemu Januszowi jeszcze nogawka w łańcuch wkręci i gruchnie o asfalt, jeszcze nos rozkwasi. Ogólnie to cały powiat na PiS postawił i takim jak on najlepiej dzioba z dziupli nie wyściubiać. Nie zanosi się, by władza do Janusza wróciła, choć tak po prawdzie w koalicji rządzącej powiatem to trzeszczy i zgrzyta. Może na to liczy?

Zaczął szpitalem…

On tymczasem w tym boleściwym transie zaczyna posuwać się bardzo daleko i formułuje już takie wnioski na sesjach rady powiatu, które mogą doprowadzić go przed oblicze Temidy. W sierpniu wrzeszczał o łamaniu prawa w szpitalu. Główna księgowa miała być bez doświadczenia i kompetencji i to miało pacjentom zagrażać. Wyperswadował mu i ośmieszył go radny Janeczek, że jednak jest w błędzie i bije pianę. Pisały o tym gazety lokalne i my też. Teraz w lutym Szpak ruszył do nowej ofensywy tym razem zimowej, ale tylko z nazwy, bo śniegu, jak na lekarstwo. No i tradycyjnie wpakował się na pole minowe. Wszystko zaczęło się tuż po sprawozdaniu starosty z działań pomiędzy sesjami. Szpak poprosił o głos i zaczął w swoim politruko-kaznodziejskim stylu cedzić.

…skończył DPS-ami

– Pan starosta nie poinformował o strasznej tragedii. W domu pomocy społecznej został ostatnio wyrzucony kierownik. Zamieniony na innego kierownika i proszę sobie wyobrazić, że podczas spożywania obiadu jedna z pensjonariuszek, która wymagała dozoru właśnie w tym dniu była bez dozoru opiekunów i się zadławiła, jak spożywała pączka i zmarła. To jest dramat… – relacjonował radny Szpak.

– W domu pomocy społecznej na Stężycy również została wyrzucona kierowniczka. Jeden z pensjonariuszy, który zawsze mówił do opiekunów, że idzie do swojego tatusia i właśnie w to styczniowe popołudnie wyszedł bez opiekunów i na polach w Łopienniku zamarzł i zmarł. To jest druga tragedia – podał następny śmiertelny przypadek.

– Ponieważ zdrowie i życie, jest największą wartością i w tej przestrzeni chcę się poruszać. Chcę się do was zwrócić, wysoka rado, by podjąć stanowisko i przesłać je do prezydenta, by nie przekazywać 2 miliardów na telewizję, a przekazać na onkologię” – zaapelował Janusz.

Zapomniał wół…

W całym tym wystąpieniu uderza jak obuch wielka troska, która w zestawieniu z osobowością byłego starosty jest co najmniej dziwna i podszyta zwykłym populizmem, wynikłym z potrzeby chwili. Musi wszak Szpak pamiętać, jak w DPS było za jego rządów, czyli bardzo niedawno. A gazety pisały w takim tonie:

„Na co zwrócili uwagę kontrolerzy? Na przykład wśród mieszkańców DPS w Krasnymstawie znajdują się osoby całkowicie ubezwłasnowolnione, dla których opiekunami prawnymi są pracownicy tego samego ośrodka, a skutkuje to tym, że mogą być nieobiektywni w ocenie opieki nad mieszkańcami. Kontrola wykazała przypadki, w których zastosowanie unieruchomienia podopiecznych trwało dłużej niż osiem godzin, co jest niezgodne z prawem. Chodzi o około dziewięcio-, a nawet jedenastogodzinne unieruchomienie za pomocą pasów. W DPS w Krasnymstawie obowiązuje zakaz samodzielnych wyjść osób ubezwłasnowolnionych, wyjścia mieszkańców odbywają się w sposób zorganizowany, w asyście pracownika. – Wprowadzony on został po tragedii, do której doszło w innym domu pomocy społecznej, w wyniku której podopieczna DPS zmarła na skutek wychłodzenia organizmu po tym, jak spędziła mroźną noc na zewnątrz – informuje raport”

A w 2013 roku Nowy Tydzień pisał:

„Nie wolno nam wychodzić poza teren Domu, od wiosny zamknięte są rowery, z których korzystali młodsi mieszkańcy, kuratorzy wydają zdeponowane pieniądze mieszkańców np. na materiały do warsztatów terapii zajęciowych, w których ci akurat pensjonariusze nie uczestniczą. W dodatku znowu w DPS miała miejsce próba samobójcza, zatuszowana przez dyrekcję! – To tylko część zarzutów, jakie usłyszeliśmy w krasnostawskiej placówce pod adresem jej dyrektorki – Anety Mróz. Wcześniej zapoznał się z nimi także starosta Janusz Szpak, który dwukrotnie spotkał się z niezadowolonymi”.

Populistyczny bełkot

Gdy Ślusarczyk napisał jako zwykły mieszkaniec list do Ziobry, Janusz Szpak zarzucił mu, iż tragedię wykorzystuje, rzuca oskarżenia. Minęły trzy lata i jak widać, wykorzystywanie zgonów ludzi wymagających specjalnej troski i heroicznej cierpliwości do politycznych wojenek jest wedle niego zupełnie na miejscu. Wszak ci mają rodziny, a te nie chcą by roztrząsać w ten sposób śmierć ich bliskich. Co ważne, to jedna z nich do nikogo nie rości sobie pretensji, bo to ich prywatna sprawa. Wspomniany przez Szpaka pensjonariusz wyszedł, albowiem DPS na Stężycy jest otwarty, a robił to nie raz, i zawsze wracał. W jego poszukiwania zaangażowano ludzi, psy tropiące i helikopter.

Dziwnym zbiegiem okoliczności Szpak zapomniał powiedzieć o dwóch pensjonariuszach. Pierwszy wyszedł w kwietniu 2018 roku z DPS Stężyca i słuch po nim zaginął. Drugi parę lat temu wypadł oknem dachowym z DPS na ul. Kwiatowej. Jak łatwo zgadnąć było to w czasach gdy on jeszcze był starostą…

W sprawie zgonu na Bzowcu wiadomo tyle, że przybyły lekarz stwierdził zgon, a co było przyczyną tego – do końca nie wiadomo. Dysponuje Szpak taką wiedzą, że może powinien zainteresować nią prokuratora, by podał jej źródło? Ale szczytem prymitywnego populizmu jest łączenie zgonów ze zmianą na stanowiskach kierowniczych. Do tego Szpak formułuje zarzut, co już jest ewidentnie pomówieniem i jest karalne, jakoby wcześniejsi kierownicy DPS zostali wyrzuceni. Fakty są takie, wszyscy rzekomo wyrzuceni napisali podania o przeniesienie na stanowisko opiekuna. Za rządów Szpaka taka praktyka gdy kierownik wnioskował o przeniesienie na etat opiekuna również była w użyciu. Czyżby zapomniał?  Nim tak stwierdził, winien to sprawdzić, a wystarczyło tylko zapytać. Tyle lat był starostą, przecież wie, gdzie zaczerpnąć języka. Jemu widać chodziło o werbalne popisy przed pełną salą i włączoną kamerą.

Polityczna obłuda

Nie tak dawno, bo w marcu 2019 roku pisał z kolegami-ludowcami list do Ziobry, w którym skarżył się na dosadne komentarze pod swoim adresem na Dzienniku Siennicy. Określano go tam mianem „starego pryka z demencją starczą”, bolało go to, jak również bolały sugestie i podejrzenia, które piszący na portalu, jak i komentujący kierowali pod jego adresem, jak i jego kolegów. Tymczasem mija kilka miesięcy i ten uczciwy, wielokrotnie odznaczany samorządowiec – o czym również pisze w skardze do Ziobry – nie cofa się przed rzucaniem podejrzeń oraz zwykłych pomówień na politycznych konkurentów, którzy rządzą, bo tak zadecydowała kartka i urna wyborcza. Co ciekawe, gdy kartka i urna jemu dawała władzę wszystko było demokracją. Teraz jest żal, populizm i pomówienia.

Bo jak o empatię z onkologią w tle chodzi, to musi Szpak pamiętać straszną tragedię sprzed 3 lat w Siennicy Różanej. Jak się zachował On, Starosta, Ojciec, Sąsiad? Pospołu z Proskurą? Czy był u rodziny ofiary tragicznego wypadku drogowego? Zapytał, jak wam można pomóc? Wszak nieletni brat zabitej w wypadku dziewczyny walczył o życie właśnie na oddziale onkologii. Zdaniem wielu winien był zabrać głos. Należało tę rodzinę otoczyć opieką. To była tak wielka tragedia, że nawet najtwardszym same łzy z oczu ciekły, gdy patrzyli na ich Hiobowe cierpienie. Czyżby zabrakło empatii i cywilnej odwagi? Bo za kierownicą feralnego auta siedział syn wieloletniego i oddanego członka PSL? W tym samym czasie nie zapomniał Janusz publicznie, bo na sesji rady gminy Siennica Różana darować dwuletni kocioł CO dla pogorzelców. W starostwie ogłoszono zbiórkę na ich rzecz. Ale jedna tragedia drugiej nierówna.

Pamięć już nie ta…

Teraz gdy już nie jest starostą widzi wszystko i jak widać, na starość wzrok mu się jeszcze wyostrzył. Jest Szpak majętny – prawie 300 tysięcy na koncie i suta emerytura co miesiąc. Zapewne o wiele wyższa od średniej krajowej. Miast pleść androny pod publiczkę, może przekazać, a to proste, jak przysłowiowy drut, na rzecz dowolnego oddziału onkologii dowolną kwotę, najlepiej im wyższą, tym milej widzianą?

Zapomniał Janusz, jak w 2011 roku rząd PO-PSL obniżał kwotę zasiłku pogrzebowego o ponad 2 tysiące. Czy wtedy rada powiatu pod jego przewodem upominała rządzących? Gdy transferowano ponad 152 miliardy z OFE do ZUS, to czy wtedy grzmiał? Janusz, gdy rządził wielokrotnie odżegnywał się od tego, co w warszawce. Dla niego ważny był jego powiatowy zagon, a tam niech się kłócą. Teraz, jak widać, swój sokoli wzrok zwrócił na Warszawę i dawaj pouczać. Ot punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Reasumując to Szpak idzie w kierunku opozycji totalnej takiej spod szyldu KOD. Nie gardzi nawet wiekiem od trumny jako orężem byle tylko dokopać aktualnie rządzącym powiatem. Mimo swoich ponad 70 lat na karku zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. Tylko koledzy z klubu milczą jak zaklęci, czyżby już przestali w niego wierzyć?

39
17

Żartem o naszym Umiłowanym Przywódcy

 

Półtora roku minęło. Rozliczamy nasze władze. Zaczynamy oczywiście od wójta. Weryfikujemy jego dokonania, korzystając z wolności słowa. Jedziemy! Oczywiście z przymrużeniem oka, a więc na wesoło.

Na Nowym Mieście w proskurowej Siennicy – tu, gdzie apteka, spotkałem czytelnika, który obsobaczył mnie o to, że nic o macierzy ludowej nie piszę. Ów interlokutor użył takich werbalnych argumentów, że nawet nasz Leszek musiałby się ugiąć, a co dopiero ja. A jeszcze do tego w mocarnej dłoni dzierżył siatę z zakupioną w pobliskim sklepie rąbanką, którą mógł mi przyłożyć, jakbym niw wysłuchał jego racji. Dostać takim tobołem to nokaut murowany ze wstrząsem mózgu. Musiałem ulec i tym sposobem wreszcie podsumujemy rok z okładem działalności nowej Rady Gminy i naszego umiłowanego Przywódcy. Jest wszak co i kogo podsumowywać, bo w tym zacnym gremium jest kilka świeżych twarzy i takich po liftingu, jak również parę ciekawych osobowości. Tyle, jeśli chodzi o motywy powstania owego cyklu. Nim przejdziemy do żywiołowego okładania wybrańców Proskury, najpierw parę ciepłych słów o nim samym. Ten felieton będzie o ostatnich kilkunastu miesiącach jego panowania, bo zaczynamy od Pana na folwarku…

Topografia gminy

Co to jest wspomniane wyżej Nowe Miasto? Ano jest to ta część Siennicy, gdzie znajduje się trójkąt opresji, którego wierzchołki to: Agresja, Represja i Depresja, czyli urząd gminy, komisariat policji i Centrum Kultury. Obecny budynek urzędu gminy jest prawie tu, gdzie kiedyś był dwór dziedzica. W efekcie czego Siennica ma ciągle Pana, który z tego samego miejsca lustruje swój folwark czujnym okiem. Leszek wie, co to tradycja i ciągłość władzy. A to miejsce ma w sobie jakiś magnetyzm. Ba! Gdyby miał syna, może doczekalibyśmy się nowej dynastii?

Leszek mości swoje urzędnicze gniazdko, ociepla i upiększa. W końcu i on strażak, skoro remizy docieplone to urząd nie może być gorszy…

Skoro mamy Nowe Miasto, musi być i Stare.  Ono jest hen – za kościołem, tam gdzie Stara Gmina. Od tej Leszek się odciął i sprzedał za 120 tysięcy. A szkoda, bo tam przecie zaczynał – w klitce na jej tyłach, by po latach prześliznąć się do przestronniejszych lokali i lepiej nasłonecznionych. Żal, że sprzedał budynek, bo był wiekowy i symboliczny, ciągnął się za nim szmat naszej historii. Może go nie lubił? Może w klitce korzonki przeziębił i fobii nabył, nie tylko zdrowotnych, ale i historycznych? Tylko czy nasz Leszek zna i historię, a tym bardziej, czy ją szanuje? Najlepiej wiedzą miejscowi. Nuworysze miewają swoje przywary. Umiłowanemu Przywódcy, jako szybko dorobionemu chłopskiemu synowi, w czasach transformacji, władza mogła zbyt szybko uderzyć głowy. Historia, szczególnie najnowsza, zna całe tabuny takich przypadków.

Historyczna pamięć wójta

Jest więc Leszek na folwarku Pan niekwestionowany i apodyktyczny. Konkurencji nie znosi, mądrzejszych od siebie również – nawet do takiego stopnia, że przedwojenne popiersie Marszałka Piłsudskiego musiało za karę siedzieć tyle lat w szkole i to z obtrąconym nosem. Piłsudski, choć w kamień zaklęty, widać stanowił dla niego konkurencję, choćby dziejową. Józef – Marszałek, a on tylko były instruktor ZMW, co siedział w klitce na tyłach starej gminy. Cześć oddawać to tylko Jemu, a nie jakiemuś tam Józkowi. Jedynego Józia, którego nasz Proskura toleruje to Józio Zając , który obecnie jest u Gowina, a wcześniej był w PSL. Proskurowa amnestia objęła Piłsudskiego dopiero na 100-lecie Odzyskania Niepodległości, bo przedwojenne jego popiersie półtora roku temu karcer opuściło i to nawet z doprawionym nosem. Dłużej Marszałek w nim siedział niż na syberyjskiej zsyłce za cara.

Wreszcie mamy opozycję

Ale jak już jest mowa o konkurencji, to miał nasz Lesio ostatnio w wyborach kontrkandydata i to nie byle kogo, tylko Jędrka Korkosza. Ten mu stołka nie zabrał, ale zdrowo stracha napędził. Mobilizacja była taka w leszkowych szeregach, że niektórzy się śmieją, że jakby sprawa wyboru stanęła na ostrzu noża, do głosowania poszłyby co świeższe nieboszczyki – taki plan awaryjny podobno mieli. Dostaliby kartki do głosowania i wio – od urny do urny. Ale byli i tacy, co gadali, że jakby wiedzieli, że Korkosz tyle głosów nazbiera, to by na niego głosowali. Bo ten ludek lubi się asekurować, a sienniczaka poznasz po tym, że w bagażniku nie jedno koło zapasowe wozi, ale cztery…

Po wyborach samorządowych Lecho miał parszywą serię, bo partyjny kumpel Janusz władzę w powiecie musiał pisowym oddać. Próbował poprawić sobie samopoczucie dopiero w marcu 2019 roku. Napisał ze swoimi kumplami list-donos na Ślusarczyka do Ziobry zaadresowany. Z listu nic nie wynikło, no może tylko to, że ludzie ubaw po same pachy mieli. Przez całą wiosnę Leszek i jego wierny ludek biegali po policjach, prokuratorach i…nic. Roili się, jak pszczoły. Rok minął, Ślusarczyk jest i Dziennik Siennicy niezamknięty. Może trzeba było do Trumpa pisać na Waszyngton? No, ale to by musiało być po angielsku…

Kluczenie z przegranym Januszem

Ale prawdziwy kwas Leszkowi się trafił, jak wespół zespół ze Szpakiem poparli Cichosza do Sejmu. Nasz Umiłowany Przywódca Lucjana po gminie obwoził niczym relikwie starego ludowca. A Hałasową traktował, jak powietrze. W końcu stało się, jak się stało i Tereska na przekór mandat wzięła, a Lesio był jednym z pierwszych, co list gratulacyjny posłance wysłali. Przez ten ostatni rok Leszek jest, jak ten tytułowy „Lesio” z powieści Joanny Chmielewskiej – niby fajtłapa, ale w sumie cwana gapa. Tuli się do pisowych, ale tak, jak się rozgrzany kociołek bierze – przez szmatę. A to Józia Zająca zaprosi, a to Romanowskiego z „Solidarnej Polski”, ale nikogo z samego PiS. Jak starostę Leńczuka zobaczy, bokiem chodzi – jak pług w borowinie i patrzy na niego, jak grabarz, co wzrokiem z jeszcze żywego miarę bierze.

Szkoła na plus

W szkole podstawowej Leszek wreszcie odważył się na zmianę dyrektora i na tym stołku znalazła się Katarzyna Czajka. Ta pani wcześniej pracowała jako nauczyciel w ZSCKR, a w czasie opłatków ludowych robiła za konferansjerkę. Wziął Czajkę, ale tylko dlatego, że Michalaka nie da się sklonować, no i też wyszedł mu termin „przydatności do spożycia” ze względu na wiek emerytalny. Teraz ludzie Czajkę chwalą, że konkretna i rzeczowa, nie to co depresyjny i uległy Michalak. No, była od zawsze jeszcze jedna chętna – Regina, małżonka Pietrka Banacha. Ona by z chęcią stołek wzięła, ale Proskura głupi nie jest. Pietrek – przewodniczący rady gminy, a Regina gdyby dyrektorem została, to tak jakby założyć sobie pętle na szyję, związać ręce i chybotać się na stołku. Lesio niesamobójca…

Po wyborach sytuacja Proskury jak treść tej tablicy. Jedno jest pewne, że zad może boleć, bo wyborcy nogą, nogami w parlamentarnych  zagłosowali za PiS- 50,5 %.  

Chłop czy nie chłop?

Bywa z Proskurą i tak, aczkolwiek rzadko, że jak coś zrobi nie po swojemu, wtedy jest dobrze! Tak było z Czajką i z Opłatkiem Ludowym, co to go teraz przechrzcili na Koncert Noworoczny. Leszek go zorganizował na tygodniu i tak na odwal. A tu wyszło nadspodziewanie dobrze, bo poszczególne szkoły przygotowały dobre programy artystyczne i poszło… Ludzie dopisali, bo każdy chciał swoją pociechę zobaczyć na scenie. Co najważniejsze, nie było polityki, a na koniec pośpiewała Olga Bończyk. Widać Proskurze nie chciało się politykować, bo wszystko przerżnięte, z wyjątkiem gminy. No i oczy mogły mu łzawić, jak na starostę Leńczuka patrzeć musiał. Ale Leszek to taki cwany chłopek-roztropek i se jednak potańcował! Tyle że na „Balu Chłopskim” w Urszulinie, co go ludowce z chełmskiego powiatu na czele z kontrowersyjnym Deniszczukiem organizowali. Tylko jaki z Leszka chłop? Bo jeśli o atrybuty płci chodzi, owszem takowe posiada, ale w polu to go chyba nikt nie widział. No chyba że wtedy, jak po nim z fuzją za dzikiem latał, ale tak to on miastowy. Co ciekawe, w zeszłym roku Leszek, jako gospodarz gminy nie zorganizował dożynek. Takowe zrobiła sobie wioska Rudka, bo ma Korkosza. I wyszło na to, że ten, co 30 % głosów dostał w wyborach, o dożynkach pamiętał, a ten co 70% – na śmierć zapomniał. Widać siennickie chłopy – zdaniem Proskury – na dożynki nie zasłużyli. Może lenie i próżniaki? No to im w listopadzie  razem ze swoimi radnymi podatki podniósł. Tak im podziękował za wybór i zaufanie.

Leszek dyplomata?

W czerwcu – jak wieść gminna niesie – nasz wójt Amerykę odwiedził. Nie wiadomo, czy była to oficjalna wizyta. Jedni żartowali że miał Trumpa o pomoc prosić, żeby ten wojska na Ślusarczyka wysłał, bo u Ziobry nic nie wskórał. A inni, że na Stany padł blady strach, bo Proskura na zwiady przyjechał i się rozgląda, gdzie by można cały ruch ludowy sprowadzić po przegranych wyborach. Waszyngton podobno panicznie boi się tej emigracji, bo gorsza niż ISIS – wynika z nieoficjalnych amerykańskich przecieków dyplomatycznych w tej sprawie. Ponoć sama ambasador Mosbacher miała osobiście interweniować w Belwederze i MSZ. Oby sprawą nie zainteresowała się strona izraelska, bo może być następny skandal międzynarodowy… z powodu malutkiej Siennicy. A może rozejdzie się po kościach?

Ale póki co to, na szczęście, Lesio wrócił z tej Ameryki. Czy przywiózł stamtąd zachodnie wzorce cywilizacyjne, oczywiście te dobre? Tego nie wiemy. Ktoś kiedyś powiedział, że podróże kształcą. Tyle, że po powrocie postawił na Cichosza i chyba jednak w jego wypadku ta podróż nie była kształcąca albo może Leszek tak nasiąkł wschodnim zamordyzmem i budowaniem Bizancjum, że już nic innego nie wchłonie?

Minister finansów?

Cały zeszły rok to dopieszczanie remiz. Wpompowano w nie olbrzymie pieniądze. Leszek nie bardzo się chce chwalić ile, bo taka jego polityka informacyjna, że naród ma jak najmniej wiedzieć. Jak mniej wie, śpi spokojniej, a zresztą po co mu to? Ale są już pierwsze jaskółki problemów, albowiem gmina przebąkuje, że trzeba będzie wprowadzić opłaty za ich użytkowane. Przywódca szuka pieniędzy, a w tym jest naprawdę dobry i tak się składa, że ostatnio znalazł ponad 26 tys. zł z ekwiwalentu za niewykorzystany swój urlop. Oczywiście trafiły one do jego portfela.

 

Dworek w remoncie, aż się prosi o przedszkole w  nim. Wokół dużo zieleni i wszystko jest pod ręką…

Mecenas kultury?

Ruszyły prace przy rewitalizacji dworku w parku. Co w nim będzie? Kiedyś była mowa o kawiarni, teraz mówi się o jakimś Centrum Kultury. Ale można by zrobić przytulne mieszkanko dla p. Jutrzenki –Trzebiatowskiego. Artysta to zacny, prawie jak Kusy z Rancza. A wójt zapisałby się na kartach siennickiej historii jako wielki mecenas sztuki. W przedszkolu niech się dzieciaki dalej tłoczą, jak sardynki, bo za małe, żeby wrzucać kartki do urny. Na szczęście nie wszystkie megalomańskie plany w ostatnim roku Proskurze wypaliły. Wielki kompleks nad zalewem w Siennicy, porównywalny do Hotelu „Gołębiewski” w Mikołajkach przepadł. Szkoda tylko 95 tys. zł utopionych w ten projekt. Zalew ten to fenomen na okolicę, był pierwszy w całym powiecie i tak jego losami pokierowała gmina, że korzystają z niego tylko wędkarze za sowitą opłatą. Gdyby było to kąpielisko, wójt miałby je na głowie. A tak ma święty spokój, bo zalewem zarządza Koło Łowieckie i gminie płaci czynsz. A jak się jakiś sienniczak chce wykąpać, to nura do swojej wanny albo wio na Horodysko. Kwitując temat, Lesio odpowiedzialność zepchnąć na innych potrafi, jak mało kto. Jest mistrzem spychania. Gdyby nie został wójtem 30 lat temu, operatorem spychacza byłby doskonałym, w czym pomógłby mu dyplom technika mechanizacji rolnictwa.

42
17

Dziadek Nawrocki dziatwie bajki czyta…

 

Osoba publiczna musi uważać, co mówi – a tym bardziej pisze, bo w Internecie nic nie ginie. Tu, na Wschodzie, wielu wybrańcom ludu wydaje się, że jeśli zdobyli jakiś mandat, mają przyzwolenie na wszystko. Mielą więc jęzorami na prawo i lewo, pukając w klawiaturę.

Bronisław Pawlik, prowadzący w latach 60. audycję telewizyjną dla dzieci pt. „Miś z Okienka” miał na koniec powiedzieć „ A teraz drogie dzieci, pocałujcie misia w d…”. Kamery były jednak jeszcze włączone i ten pieszczotliwy apel poszedł w Polskę. Komendant Gminny OSP w Łopienniku Górnym niedawno przebił swoimi słowy słynnego aktora.

Mało oleum

Miesiąc temu z okładem Komendant Gminny OSP w Łopienniku Darek Nawrocki, co to jeszcze do niedawna w Boże Ciało trzymał za ramię księdza-proboszcza z Najświętszym Sakramentem w trakcie procesji, a prywatnie i politycznie od lat kolega Janusza Szpaka, zamieścił błyskotliwy komentarz pod postem na facebooku pewnego pana. Przez szacunek dla wkładu tego pana w polskie PKB przemilczmy, kim ów. Komendant, słynący od dekad z wrodzonej politycznej przenikliwości (najpierw ZSMP, potem SDRP – poprzedniczka SLD) i wysokich lotów osobistej kultury, sięgającej wyżej strażackiej drabiny, głęboko zanalizował sytuację w naszym rolnictwie i spuentował, tak jak umiał. Ów przełomowy komentarz dotyczy wypowiedzi z konferencji Ministra Rolnictwa J. K. Ardanowskiego. Jeśli posłucha się jej całej, z kontekstu wynika, że zaszło na niej do zwykłego przejęzyczenia i nie warto było głowy sobie tym zawracać.

Komentarz Komendanta Nawrockiego, strażackiego ambasadora Łopiennika na powiat, aż dech zapiera. I jak wycyzelowana interpunkcja! Powinien być cytowany dzieciom już od przedszkola – żeby wyrosły na strażaków.

 

Ceniony bibliofil

Ciekawe, czy równie piękną polszczyzną Darek opowiada bajki wnukom? Czy równie tyle tam synonimów płciowych organów lub wszystkiego, co się wiąże z szeroko pojętą, ekspresywną seksualnością, nie zwieńczoną prokreacją? Czy np. takiego Wilka, co zjadł Babcię Czerwonego Kapturka, też obrzuca takimi wiąchami? A może druh pisze już własną wersję Bajki o Czerwonym Kapturku – tę strażacką? Możliwe, bo w gminie traktowany jest jako bardzo ceniony bibliofil. Kilka lat temu w mundurze Komendanta Gminnego OSP, czytał w bibliotece dzieciom książki w ramach akcji „Całą Polska czyta dzieciom”. Może po swojemu poprzerabia ich treści na swój codzienny język i stworzy strażackie wersje tych książek? – Wilk-łobuz nadaje się do nich aż nadto. Wredną Babą Jagą też by się zajął. Dzieciom pisałby o nich lepiej jak Sienkiewicz, nie szczędząc niczego, co z najstarszym zawodem świata związane – słowa na „ch”, „k”, „p” siałyby się gęściej niż pod Verdun rekrut. Po opowiedzianej w takiej formie przez Darka bajce wnuczęta, jak już usną, zapewne nie będą chciały się budzić, a nuż dziadek zacznie od nowa?!

Literacki debiut komendanta

Reasumując, ostatnimi czasy w Internecie namnożyło się masę Soków z Buraka i Prażonej Cebuli. Elektoraty naparzają się w najlepsze, tracąc z oczu to, o co toczy się gra. Śmieszne to nie jest, bo wulgarne memy, które tam dominują leją się tylko do rynsztoka. A komendant Nawrocki-internauta, jak pokazał, doskonale się w to wkomponował, demonstrując jednocześnie swoim podkomendnym własny poziom polszczyzny i osobistej kultury. Jednocześnie dobitnie udowodnił – jako szef gminnej OSP, że na 4 remizy zaplanowane do termoizolacji za 2 miliony złotych przez wójta Artura Sawę (o czym pisał Super Tydzień”), druhowie zasłużyli. Po wpompowaniu w nie tych olbrzymich pieniędzy będą one pełne dziatwy, szlifującej swoją jeszcze raczkującą polszczyznę podczas różnego rodzaju wydarzeń kulturalnych, organizowanych po remizach. Konferansjerem, lektorem a jednocześnie członkiem jury w jednej osobie będzie oczywiście on. Niniejszym zapraszamy mieszkańców powiatu, a szczególnie ich pociechy, do remizy w Łopienniku Górnym, która będzie dokapitalizowana przez gminę za kilkaset tysięcy złotych już w tym roku. Od literata w mundurze leży ona niemal o rzut beretem. Rzekomo Komendant na jej otwarcie ma przygotować tomik swoich wierszy pt „Wierszyki z pieprzykiem”. To ma być jego wieczór autorski. Ma być w świeżo wyprasowanym, galowym mundurze, i recytować przy blasku świec. Impreza ma być biletowana, podobno ze streeptease-em. Tak mówią miejscowi strażacy. Swój przyjazd już zapowiedziała podobno Panorama Lubelska. Impreza rozpocznie telewizyjny cykl audycji w regionie pt. „Jesień w kulturze”.  Temu artystycznemu przedsięwzięciu przyświeca promocja samorządów gminnych Lubelszczyzny. Trzymamy kciuki za Komendanta!

P.S. A może Darek miał tylko zły dzień i tym bluzgiem dał upust tym niedobrym emocjom? A może chciał zademonstrować swoją głęboką troskę o rolnictwo, bo jak wieść gminna niesie, jeszcze kilka lat temu miał świnie, ale jedna, zdaje się nestorka stada, wyzionęła ducha. Na tę okoliczność druh złożył do wójta podanie o umorzenie podatku rolnego. Czyżby jej tragiczny zgon odcisnął piętno na psyche gospodarza? A może ta świnia-nieboszczka mu się przyśniła?

20
8

Tymczasem w Szkocji

Użytkownik „aaa” przedstawił swój „szkocki” punkt widzenia za co jesteśmy mu wdzięczni…

Wójt Izbicy nie cieszy się sympatią miejscowych układzików i koterii, to wiadomo od dawna. Pożegnał się z wieloma pracownikami i pracownicami UG, którzy chcieli uprawiać „politykę” za jego plecami. Przez kilka lat urząd przeszedł metamorfozę o tyle, że załatwianie tam spraw przestało być udręką. Pracownicy są mili i uczynni.
Zachowanie pana Lewczuka wobec kobiet – no cóż, mógłby popracować nad tym, bo inaczej spotka go los Harveya Weinsteina. Skoro jednak nikt nie składa oficjalnych zawiadomień, myślę, że nie jest gorzej, niż w innych miejscach pracy.
Naiwnym jest mniemanie, że pan wójt przełoży względy koleżeńskie nad interes gminy. Pani skarbnik została odwołana z (podobno) poszanowaniem prawa, nie mnie to osądzać. Dostała propozycję pracy na innym stanowisku, ale uniosła się honorem i odeszła – na skarbnika do gminy Skierbieszów. Chyba więc opinii z pracy nie dostała złej , skoro od ręki dostała pracę w innym urzędzie.
Co do GOK-u w Izbicy – nikt nie pluł na pana Babiarza, gdy stawiano strażnicę OSP i Dom Kultury w Wólce Orłowskiej, natomiast znalazło się nagle wielu głośnych przeciwników, gdy trzeba pilnie odbudować remizę dla strażaków i przy okazji dobudować jakieś miejsce dla organizacji imprez kulturalnych, bo do tej pory nic takiego w Izbicy nie ma, gdzie pod dachem można by zorganizować jakieś większe spotkanie czy konkurs dla dzieci. Zawsze trzeba się posiłkować Tarnogórą, a nie każdemu tam po drodze.

19
16