Jak Marcin z Markiem polowali na Daniela czyli miejskie ognisko politycznej głupawki

Adam Grzymała Siedlecki w swoich pamiętnikach wspominał jak w Paryżu tuż po zakończeniu Wielkiej Wojny siedział przy winie z Francuzem, który w pewnym momencie zaczął narzekać, że w jednym z kabaretów będzie występ „kobiety całkiem nagiej” Przeraziła go ta informacja, tak że prawie krzyczał, bo uważał, że kiedy się ten zwyczaj upowszechni to mężczyźni napatrzą się na to, co zawsze było ukryte, a przez to pożądane i stracą pociąg do kobiet. Czas pokazał, że miał rację…

Ale o dziwo i z polityką jest podobnie! Tu wystarczy że się człowiek osłucha wygłupów naszych mężów opatrznościowych to traci zupełnie smak i zainteresowanie… i nawet niektórzy gotowi dać wiarę, że polityka tylko na tym polega i że tak było w niej od zawsze.

Takie zjawisko w całej złowrogo komicznej postaci występuje w miasteczku nad Wieprzem i po wyborach nabiera rumieńców, jak regularnie karmione prosię. Wybory jak wiadomo nie poszły niektórym po myśli i pogodzić się z tym nie mogą. A istnieje całkiem uzasadnione podejrzenie, że nie pogodzą się do samego końca kadencji. Dlatego za sprawą Krasnostawian, a szczególnie ich lidera łasego na „nieubłagane przewodnictwo wszędzie i zawsze” robi się niezły cyrk albowiem jego dotknęła to nieszczęście. Może i na to zjawisko potrzebna jakaś „strefa kibica”? Pięknie by było telebim wystawić na rynku do tego leżaków, parasoli nakropić i niech ludzie patrzą na to jak się „małostkową politykę robi od kuchni” Wszystko po to aby dokopać Miciule.

Nowy Tydzień robi za nagonkę

O tym, jak Romkowi Żelaznemu z przemożnej chęci dokopania za wszelką cenę rozum ze wzrokiem odebrało w efekcie, czego Romek pomylił pilot od klimatyzacji z telefonem, bo oczyma złośliwej wyobraźni widział to, tak że Miciuła niby lata w czasie sesji po sali i robi sobie cukieraśne zdjęcia, a on zaledwie klimatyzację regulował. To o tym już wiemy…

Ale żeby to był koniec, no to gdzież tam! W moim ulubionym „Nowym Tygodniu” 26 czerwca ukazał się tekst skrojony w stylu „nagonki na Andrzeja Gołębia” W takim to zgadzają się z reguły tylko nazwiska, ale w tym przypadku nawet i tego zabrakło i z nimi jest dopiero zamieszanie! Do tego w tak pisanych rewelacjach cała warstwa faktograficzna jest wymysłem „propagandy infantylnej zazdrości”  Natomiast autor tekstu specjalnie się swoim wykwitem chwalić nie chciał i podpisał go tajemniczym „d” Co wiele mówi o piszącym, jakości pisania oraz objaśnia przy pomocy których zakamarków ciała to wszystko powstało i czym pachnie i do czego się nadaje po przeczytaniu. A to ostatnie szczególnie ważne jak się „Nowy Tydzień” kupiło w „papierze”.

 Z „d” pisane i dwie wersje

Zaczyna się cała nagonka wielce obiecująco i już od pierwszych słów czuć aurę skandalu, bo jak pisze „d” burmistrz Miciuła nie ma czasu dla petentów, a to gorsze niż pedofilia w przedszkolu albo romans proboszcza z wikarym. Petentów to też mało powiedziane! Tu nie chodzi o szarego obywatela tylko o radnego „Krasnostawian” Marcina Wrzesińskiego, którego „podły i bezduszny” Miciuła zbagatelizował i nie przyjął mimo usilnych zabiegów zrozpaczonego samorządowca.

No dobra!? Tylko że radnego w obecnej kadencji o takim imieniu i nazwisku nie ma w radzie miasta, a tym bardziej w składzie Krasnostawian. Owszem był takowy egzemplarz w poprzedniej kadencji, ale miał na imię Marek. Już jest śmiesznie, a będzie jeszcze bardziej, bo te rewelacje z Wrzesińskim są tylko w papierowej wersji Nowego Tygodnia. W wersji elektronicznej tego samego artykułu dostępnej na stronie Nowego Tygodnia już jest po bożemu… Tylko dlaczego? Widać ktoś poszedł po rozum i go jeszcze znalazł, ale ten nie był jego i pierwszej świeżości.  I nawet ten znaleziony rozum nie pierwszej świeżości podpowiedział, coby zrobić korektę, która w takiej postaci daje jeszcze więcej radości. W niej cudownym zbiegiem Marcin stał się Markiem Wrzesińskim i byłym radnym. A ten Marcin pewnie pojawił się, dlatego że piszący chciał upamiętnić inspiratora całego przedsięwzięcia i wyszła mu pięknej urody hybryda.

Po co ten Wrzesiński ?

Teraz można porechotać, bo w tej wersji poprawionej to po cholerę ten Wrzesiński? W sumie to już „cywil” który latał do Miciuły jak kot z pęcherzem nie wiadomo, po co!? W tym pewnie maczał swój „zimny nosek” Marcin „Wilk” Wilkołazki” który cały artykuł po cichu inspirował, bo czuć z niego zapach wilczej sierści i sarniej juchy…

Wrzesiński w swoim okręgu w ostatnich wyborach rywalizował z Emilią Wiśniewską i przegrał. A jak tak, to czemu go nie uruchomić? Może jeszcze zrobić papierowym radnym i kto się tam domyśli. Jak coś na papierze to święte? Emilia nie dość, że rozgarnięta to jeszcze z PZK i tym samym jest naturalnym wrogiem dla Krasnostawian. No i czapka z głowy za koncept, coby wpaść na pomysł, aby odpalić byłego radnego i napuścić na burmistrza. Do tego zrobić z niego, aktualnego, radnego to już trzeba być w „piątym stopniu desperacji”

Oto właśnie chodziło piszącemu i zleceniodawcy, aby to był skandal, gdzie radnego na salony nie przyjmuje młody i nieopierzony burmistrz, który zaczyna rządy od uciekania przed problemami. Oczywiście, jakby był burmistrzem, kto inny, a najlepiej z Krasnostawian, to by nie uciekał. Taki, to by wręcz nogi zabetonował w cementowej balii i siedział za biurkiem w gabinecie cały tydzień. Po korekcie wyszło całkiem przaśnie, bo przecież w tym okręgu Miciuła ma radną Emilię i po co mu z Wrzesińskim debatować, skoro on wszystko od niej wie? Tym bardziej że on przyszedł szukać zaczepki, a nie merytorycznej rozmowy.

Wilk jak pies ogrodnika

Ktoś powie, że się w tym wszystkim „tylko” pomylili, ale Romek też się pomylił i nie to jest istotne, bo przejęzyczenia się zdarzają, ale coś za dużo tych pomyłek. Jak idzie o Miciułę, to mylą się hurtowo bardziej ze złości niż z przypadku. Tak jakby się nie potrafili pogodzić, że to jednak jego wybrali, a nie Marcina, który notabene nie startował… bo się jak zwykle bał, a teraz zachowuje się jak pies ogrodnika.

Tymczasem Miciuła robi po swojemu

W poprzednią sobotę 29 czerwca jak na nieszczęście był w mieście etap Tour de Pologne Pań i tak się złożyło, że Miciuła wykorzystał znów okazję. Zrobił sobie relację z samym Cześkem Langiem. W niej idą obaj objęci w… chyba lnianych białych koszulach, jak do żniw przez miasteczko. Czesio mówi jak tu ładnie i że Miciuła to sprawny gospodarz. No po czymś takim Wilkołazkiego musiał szlag trafić, że nie o nim tak mówią tylko o burmistrzu. Marcin nie zdzierżył i zrobił sobie w rewanżu zdjęcie z Cześkiem, ale filmiku nie ma… co jest w takich okolicznościach „dramatem wizerunkowym i powodem do eskalacji konfliktu”.

Tour de Wilkołazki ale po sołectwach

Marcin, jednak nie odpuszcza i na froncie spotkań z mieszkańcami znów zawitał do krasnostawskich sołectw. To już druga tura wizyt i jeszcze trochę to ludziska na widok jego „gromadki uszczęśliwiaczy” będą zamykać się w domach, a do obejść wypuszczać psy, a im większe, tym lepsze. O chowaniu cukru do szafy nie wspomnę…

Wizyty w terenie zaczynają wyglądać jak miesięcznice smoleńskie, a „Krasnostawianie” zyskają miano „świadków Marcinowych” przez analogię do Świadków Jehowy i zaczną wydawać swoją „Strażnicę”

Intytulacja

W urzędzie też mają z nimi urwanie łba, bo w ciągu dwóch ostatnich sesji złożyli ponad 50 interpelacji. Wiele z nich ma wartość papieru, na którym je wydrukowano, ale i na te trzeba odpowiedzieć. Marnuje się w ten sposób celulozę i naraża drzewostan i gdzie w takim razie ekologiczne zapędy Marcina, który chciał ładowarki w mieście do aut elektrycznych instalować? No a czekać jak im się uroi i zaczną pytać, czemu wzrosły wydatki na tusz do drukarek i papier…

Oni coś zawsze wymyślą, bo upajają się własną władzą, która jest tylko iluzją, albowiem to burmistrz jest na świeczniku. Marcin ma co prawda piękną intytulację, bo „Przewodniczący Rady Miasta Krasnystaw” brzmi harmonijnie, ale to kolejna iluzja. Może mieć przez to ciut większą pieczątkę i nic poza tym. Znów Miciuła ze swoim ledwie jednym słowem „Burmistrz” jest był i będzie zawsze w awangardzie.

A na koniec wypada zauważyć, że w poprzedniej kadencji samorządu ogniskiem głupawki politycznej był powiat. Tam na sesjach i wkoło nich działy się rzeczy przeniesione ze świetlicy w domu wariatów. Sesji były „nadzwyczajne” i zwoływane z byle powodu, tylko po to aby drzeć na nich gębę. Do tego kłócono się, urągano i czytano anonimy. Szpak dostawał białej gorączki i czasem zachowywał się, jakby zgłupiał. Działo się, że trudno to wyrazić parlamentarnymi słowami. Teraz wszystko się uspokoiło, bo ci, co kiedyś darli gęby dziś te same gęby umoczyli w powiatowej melasie i tylko o to im chodziło. Zmieniło się wszystko oprócz Nowosadzkiego, który ponoć zapuścił korzeń w swoim gabinecie jak marchew i ciągle udaje, że wicestarostuje.

Tylko że w jakiś cudowny sposób głupawka przelazła na radę miasta dotąd w miarę normalną i dotknęła Krasnostawian z Marcinem na czele. Nie wiadomo jak to się stało i jaką drogą wirus przelazł na tych z miasta. Czy kto kichną, źle się wysmarkał potem rękę podał, napluł czy z jednej szklanki pili? Może przez to, że się Wilkołazki ze Szpakiem po wyborach obściskuje? Tego nie wiadomo, ale póki co ognisko głupoty płonie równym i wysokim płomieniem i płonąć będzie przez 5 najbliższych lat. A mieszkańcom wypada w miarę możliwości grzać się przy nim, bo od lipca prąd i gaz w górę…

PS. Oczywiście jak 29 czerwca robili zdjęcia to musiał przypałętać się z Piekarskiego zapewne zupełnie przypadkiem niejaki Nowosadzki vel Nowozdradziecki Marek, czy jakoś tak. Bliżej znany jako wicestarosta, który dla zachowania własnego gabinetu zmienia poglądy częściej niż Michał Wiśniewski żony. Dla kurażu okulary założył, że niby taki Delon, ale to nic nie da, bo każdy wie, że z tego amanta to on ma tylko płeć…

24
7

Jeden komentarz do “Jak Marcin z Markiem polowali na Daniela czyli miejskie ognisko politycznej głupawki”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *