Promocja bez promocji czyli kociokwik po krasnostawsku

Nasz Leńczuk alias „Ciaputek” von „Smerf Ciamajda” idzie w politykę na całego. Wziął sobie na tę podróż „krasnala” i radnego „Nepotka” z Kraśniczyna Marka Nieściora. I to jest cały jego dwór ! I żeby było ciekawiej, to czasem nasz roztargniony „starosta” zapomina o swoim Nieściorku i nie tylko. Dziś właśnie o takiej historii, która wydarzyła się jakiś czas temu, bo 6 czerwca, ale wartej wspomnienia. Dzięki niej wiemy, jaki z niego przewidujący polityk zdolny do porwania ludzi za sobą… To znaczy jednego „ludzia” póki co!?

„Ciaputek” podobno chce startować do sejmiku samorządowego co byłoby logicznym zagospodarowaniem rozpoznawalności. Tylko czy 5 lat wystarczy? W tych wyścigach trzeba mieć głosów liczonych w tysiącach. Szpak były starosta i ormowiec próbował do sejmu co prawda i było licho, a strostą był kilkanaście lat! Ale są i tacy co uważają, że wyskoczy do powiatu z miasta… Tu mógłby coś ugrać, ale starostą raczej nie będzie. I może nie ma co podpowiadać, by licha nie kusić. Starczy tych jego pomysłów, bon motów i strategicznych wizji. Nawet gdyby „poszedł do Lublina” przy założeniu, że jakimś cudem nałupi krzyżyków przy swoim nazwisku jesteśmy wygrani, bo zejdzie z oczu i już głupot nie nawyczynia. A jeśli umoczy definitywnie, to wyląduje u siebie na działce wśród gąszczu ogórków, pomidorów i kartoflanych łętów. Tak czy siak, będziemy na plusie. Po tym, co od roku wygaduje i wyrabia uważam, że to dopust boży i apokalipsa na dwóch nogach. A przynajmniej spełnia wszystkie kryteria definicji obu terminów. W sferze kontaktu z mediami i podejmowania decyzji to jest pełnowymiarowa klęska. Coraz częściej plecie takie kocopoły, że oczy przecieram ze zdumienia, że tak można. Co by nie robił i gdzieby nie startował on się do polityki nie nadaje. Jest wielkie chłopisko, ale politycznie bez wyobraźni i momentami złośliwe jak koń co szczypie przechodniów tylko dlatego, że lubi.

Spłacanie skradzionego auta

A szóstego czerwca objawił się jego geniusz polityczny o przenikliwość godnej szefa promocji cmentarza. Oberwał nawet za to na sesji od Szpaka. Najlepsze w tym jest to, że on nic nie zrobił za co mógłby cięgi zbierać. I jeszcze scena powiatowa takich cudów nie zaznała, żeby obrywać za rzeczy niepopełnione. W sumie miał okazję błysnąć, ale to spaprał, a oberwał, jakby coś rzeczywiście na tym zyskał. To jest pech, ale osobliwy i nie bez przyczyny, bo ten jest „wypracowany” i na własne życzenie. Jak w historii, kiedy kradną ci auto kupione na raty, a ty nie dość, że chodzisz pieszo, to jeszcze spłacasz, a sąsiedzi ci zazdroszczą, bo są święcie przekonani, że masz w garażu Aston Martina!? Jego już leją co do zasady i dla samego lania. Rzecz o jego rzekomej promocji politycznej przed ZOL w Krasnymstawie, bo ponoć Leńczuk ją robił i oburzył „wszystkich”, czyli Szpaka, który na sesji 15 czerwca mu za to nawtykał! Tymczasem…

Sabat pod ZOL

Spotkanie z sesją zdjęciową wymyślił prawdopodobnie ktoś od Rysia Madziara, do którego smali cholewki nasz Leńczuk z Nieściorem, i to jest fakt. Wszystko, po to by ten im zagwarantował miejsca na liście do wyborów samorządowych. Oczywiście bliżej Ryśka jest Kościuk z Cichoszem i ci dwaj przed ZOL naciągnęli swojego zaplecza po kokardę. ZOL się nadaje do takich demonstracji, bo świeże tynki i zapach nowiutkiej farby wabią! A poza tym można dopiec Teresce Hałas, która zabiegała za funduszami na jego remont. Choć po prawdzie nie wszyscy tam byli z klucza partyjnego, ale Kościuk obstawił się takimi swoimi jak ksiądz ministrantami. Pomagał mu w tym spędzie Cichosz… I tak! Stawiła się Monika Grzesiuk z Lewicą kojarzona i wójt z Kraśniczyna, dlatego że ona z Cichoszem kiedyś pracowała w ARiMR. W czasie ostatnich parlamentarnych Cichosz; kandydat na posła z PiS, teraz wiceburmistrz właśnie w Kraśniczynie miał swoją jedną z kilku „kwater polowych” Pełno go tam było jak ukraińskiego zboża teraz tak jego wtedy. Był na plakatach wiszących po płotach, był na fotografiach z Moniką… W takich okolicznościach, jak pod ZOL nie przyjechać!? Musiała!

Stawił się i Kucharczyk „Pan na Rudniku” i od zawsze zwolennik Cichosza. Co go tak w osobowości Lucjana urzekło to nie wiadomo. Może takt, kultura osobista, czy krasomówstwo, ale fakt jest faktem, że jak Paweł Kucharczyk Cichosza zobaczy, to oczy mu się skrzą jak szron w mroźny poranek.

Był i mój ulubiony wójt, o którym z rzadka wspominam… bo ulubiony; roztropny Janusz Pędzisz. Choć nazwisko sugeruje pośpiech, czy raptowne usposobienie to próżno tego w jego behawiorze szukać Pędzisz jest, jakby dla żartu, albowiem, to jest polityk bardzo wstrzemięźliwy, ale nie tchórz za to elastyczny w granicach przyzwoitości. Nazwać go fajsławskim Orbanem albo Erdoganem to chyba właściwe odniesienie do sposobu reagowania na dynamikę zmian otoczenia. On też się stawił, bo fajsławiaki szczególnie pod jego rządami hołdują zasadzie kiedyś sformułowanej na potrzeby reklamy „Delicji” „Tam dom twój, gdzie serce twoje” co u nich się czyta; tam „poparcie”, gdzie pieniądze, przy czym oni to jeszcze rozwijają twórczo o doprecyzowanie; jak dużo i w jakim czasie i czy nie dałoby się więcej? Mnie się to podoba, bo elastycznych i przy tym eleganckich wójtów w powiecie jak na lekarstwo. Zawsze Nowosadzkiemu powtarzam; patrz Pan na Pędzisza, jaki suwerenny i też nauczyciel, czyli można!? Marek tylko wzrok spuszcza i coś tam mamrocze pod nosem. Zły jest na takie dictum.

Byli jeszcze; Kościuk, Cichosz i kilku urzędników z ratusza. Jednym słowem burmistrz stworzył pozór licznego zaplecza i „bleszczaty” na jedno oko może, by uwierzył. Wszystkich zaopatrzono w tabliczki z tworzywa sztucznego z wypisanymi kwotami, ile dostali od PiS. Oczywiście z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że gminy tradycyjnie zielone lub stojące okoniem do Zjednoczonej Prawicy delegatów na sesję fotograficzną pod ZOL nie podesłały. Nie było nikogo z Siennicy Różanej, Żółkiewki, Krasnegostawu, Gorzkowa czy Izbicy… Przed takim „szczerbatym frontem” stanął stylowo niedogolony Madziar i naopowiadał jak to nieba nam przychyla.

Samotny biały żagiel

A jak zaprezentował się Leńczuk na politycznej promocji, za którą dostał cięgi, a którą spaprał, bo jej de facto nie było? Ano ten w roztargnieniu przyszedł sam! Nonszalancko sterczał, jakby stał na przystanku i czekał na busa. Jeszcze mu dali tabliczkę, coby się nie nudził i żeby mu smutno nie było tak do szczętu. On nie wpadł na to, żeby wziąć ze sobą zarząd powiatu. Wyszło, że nikt za nim nie stoi i jest solista. Śmiali się z niego i w sumie dobrze, bo ta pustka wkoło niego odpowiada jego rzeczywistej sile. Łatwiej zorganizować koncert, niż ściągnąć kilkoro osób, żeby nie świecić oczami. Gdyby to zrobił to zagrałby na nosie nieobecnym wójtom z PSL i taka Żółkiewka miałaby swojego ambasadora, bo Jasio Mróz członek zarządu stamtąd. Jakby po Nieściorową posłał to Gorzków też miałby swoje oczy i uszy, a ta, by przyleciała w dyrdy, a może nawet na miotle. Wyszło po dziadowsku! Nieściorka swojego potakiwacza i członka PiS z Kraśniczyna widzianego nowym wójtem również brakło, a aktualna wójt Grzesiuk była, choć ta z Lewicą się kojarzy!? No i jak to wygląda? No zabawnie! Mógł sobie wziąć jakiegoś dyrektora, a choćby z ZDP, bo dróg trochę naklepali, ale on na to nie wpadł. Po wszystkim mieli niektórzy do niego złość, i to niemałą, że nic nie wiedzieli, a ten im nie powiedział. I słusznie…

Wcześniej taki sam numer wykręcił Teresie Hałas, kiedy ściągnął dzień przed oficjalnym otwarciem ZOL Ryśka Madziara, a jej nic nie powiedział. No geniusz, strateg, feldmarszałek… Tak to wygląda jak robi coś sam. A na sesji Szpak mu nawtykał za to, że jak wyżej była promocja! A ten nic nie zrobił, i to dosłownie, ale Szpak widział w tym promocję polityczną, bo sobie stanął samotnie jak latarnia. No nie ma świat litości dla naszego „Ciaputka”

Na zakończenie dwie rzeczy istotne w politycznym życiorysie Leńczuka. Ta słynna sesja z 27 kwietnia zwołana przez zarząd przed sesją opozycji dotycząca debaty o stanie rolnictwa. Ta, na której zarząd powiatu wystosował swoje stanowisko i na której była telewizja… to nie był pomysł Leńczuka. To była ostatnia akcja Tereski Hałas, która gdy usłyszała o zamiarach Szpaka i Zielińskiego, to się zagotowała i ostatni raz mu pokazała jak się rozstawia opozycję po kątach. Wymyśliła to wszystko, nim dobrze na krześle usiadła. To jest baba z głową w miejscu przez anatomię przewidzianą, więc nie miała z tym kłopotów. Leńczuk dostał to do wykonania, dlatego co zwróciło moją uwagę on, mimo, że szło dobrze to na sesji był bez ognia i taki jakiś zmiętolony… Realizował cudzy plan i do tego dobry!? I też bym taki był, jakby „baba” mnie w taki sposób rozjechała, będąc błyskotliwszą, a prochu nie wymyśliła i wstyd, że on na to nie wpadł. Taki z niego człowiek kultury. A jak wyszedł pomysł Tereski, to wszyscy widzieli. Szpak ręce załamywał jak maturzysta, którego zaskoczyły pytania, a Zieliński pod koniec sesji spłynął, jak woda z rynny i na następnej sesji już tej zwołanej na ich wniosek 28 kwietnia  zdenerwowany Jasiowi Mrozowi z zarządu odpalił cyt „Więcej czytania, a mniej myślenia” Potem jeszcze krzyczał, że komisja etyki za telewizję. I jeszcze ich w telewizji „powycinali” i wyszło pięknie. Majstersztyk! Ale Leńczuk, jak wiadomo Tereskę odstawił na bok, bo „głupia baba ze wsi” i teraz ma kolegę z miasta Janeczka, który też jest ze wsi tylko już zapomniał. No i jest wesoło…

Ciaputek, tymczasem w siódmym niebie, bo ma absolutorium i nowego kolegę Janeczka, o którym wspomniałem. Teraz głowę zaprzątają mu dożynki i da Bóg to do kwietnia będzie je organizować co miesiąc, bo w pisanie wniosków na Gloria Vitae to on wkłada więcej woli nieugiętej niż przy rządzeniu powiatem, a może on jej tyle ma? Ale tego nie wiadomo na pewno. Dlatego na tych powiatowych w sierpniu będzie tańcować i zawodzić Mazowsze i już złośliwce gadają, że drogo, a ja powiadam, a co tam niech tam będzie! Przynajmniej dożynki mamy na miarę prezydenckich, skoro starosty nie mamy na miarę powiatu i tą refleksją smutną jak ceny pszenicy żegnam czytelników do następnego felietonu…

 

24
4

Konkurs którego mogłoby nie być, czyli, byle w spokoju do wyborów dotrwać!

Dziś o tym, czego Leńczuk naważył i co go łączy ze słynnym Andrzejkiem z Plutycz, jednym z bohaterów „Rolników Podlasia” A także cała garść refleksji i hipotez dotycząca dalszego rozwoju sytuacji w krasnostawskim muzeum. A na koniec złowróżbne ostrzeżenie dla wszystkich kierowników ze starostwa i takich którzy mogliby… a co!? Odpowiedź w felietonie!

 

Na miasto wyciekła informacja, że zarząd powiatu niebawem, bo już za niespełna miesiąc zadebiutuje na krasnostawskich „Chmielakach”. Czym!? Bo przecież nie budą z kebabem albo stoiskiem z rękodziełem. Choć trzeba przyznać, że tam kilku potrafi to i owo wystrugać. Otóż kochani czytelnicy starosta Leńczuk z kolegami naważył piwa. Zwać się ma „Muzealne”, ale są propozycje, by nazwać je „Koszmarem Kustosza”. Piwsko ponoć ohydne w smaku i wyjątkowo dolnej i „nieudolnej” fermentacji.

 

Epoka Regentów nadchodzi

We wtorek 11 lipca odbył się konkurs mający wyłonić dyrektora Muzeum Regionalnego. Ten był zwieńczeniem procesu fermentacji i dojrzewania właśnie tego piwska. Konkurs odbył się i tyle można o nim powiedzieć, albowiem „stan posiadania” jest po, taki sam, jak i przed. Wielu wieszczyło taki finał, który nic nie zmienia. Pesymiści mówili nikt się nie zgłosi, a optymiści jak się ktoś zgłosi, to i tak nie wybiorą. Zatem linia frontu nie drgnęła nawet na milimetr. Dyrektora nie ma i się zanosi, że długo nie będzie. Czeka nas „epoka regentów”.

Klęska urodzaju i Marta która kiedyś może wypłynie

Szanowne gremium siedziało od godziny 10 do 16, a w ofertach doświadczyli typowej klęski urodzaju co kiedyś było corocznym zjawiskiem w radzieckim rolnictwie! W konkursowe szranki stanęło czterech kandydatów mimo wyśrubowanych i zaporowych warunków. Te „zasieki” były zmajstrowane pod „znienawidzonego” Gołębia to było wiadomym od dawna. Dwóch kandydatów z terenu powiatu i dwóch spoza. Nawet w płciach były zachowane parytety! Dwie panie i dwóch panów. Nikt w międzyczasie płci nie zmieniał, czyli wszystko jeszcze po staremu.

W pierwszej fazie, weryfikacji zawartości ofert względem wymagań odpadła dwójka i też zgodnie z parytetami i równością płci. Pierwszy Andrzej Gołąb i bardziej przez to, że jest byłym dyrektorem, który w ciągu 3 lat zorganizował 40 wystaw i pozyskał 550,000 tys. złotych środków zewnętrznych. Przez to stał się niechcący większym człowiekiem kultury od Leńczuka. To, że ma zarządzanie kulturą jakoś ich nie przekonało, ale to nie będzie koniec, bo dzięki temu coś wiemy. Drugi zweryfikowany negatywnie to Pani Marta i do tego krasnostawianka, której brak do wymaganych 3 lat na stanowisku kierowniczym coś z pół roku, ale ona jeszcze wypłynie. Musi poczekać i znaleźć protektorów, tyle że konfliktu w muzeum nie zgasi, a wręcz przeciwnie, ale to tytułem dygresji.

Finał bez goli

Do ścisłego finału przeszedł archeolog i pewna pani, która jest tak mocno z zewnątrz, że gdyby została wybrana, to musiałby mieszkać kątem jak ta „uczycielka” z Konopielki u jakichś krasnostawskich Kaziuków… Drugi aspirujący to archeolog i jak ćwierkają wróble persona, w której rozmiłowali się ci z kółka rewolucyjnego w muzeum. Ale to mu nie pomogło, bo tak się chłop zaprezentował przed komisją, że przepadł, jak ciotka Mańka w Czechach. Oględnie mówiąc to zapamiętali go przedstawiciele rady i starostwa, tak że długo nie zapomną, a gdyby dyrektorem został to podejrzewam, że Muzeum Regionalne ogłosiłoby niepodległość i na jego terenie obowiązywałyby wizy.

Tak że komisja w składzie Nieścior Ewa vel Nieścioressa – przewodnicząca komisji i księżna prawie łowicka, Janeczek medyk i historyk z własnej ulotki jako wice, Artur Capała były dyrektor MR, Konrad Grochecki poeta, archeolog i posiadacz oprócz doktoratu nagany za szarpanie wierzchnich warstw dyrektora Gołębia i reprezentujący pracowniczą Solidarność oraz Aleksandra Stachula oko i ucho Nowosadzkiego i Małgorzata Bandosz odtwórców ludowych nie mogli się zdecydować i jest, co jest, czyli nie ma amnestii dla Tomasza Nagowskiego, który teraz tam siedzi, nawet dosłownie i o tym za chwilę.

Walka o Ogień i kogo się Leńczuk obawia

A co dalej!? Dalej jest już jeno popiół i łzy, a kraj zniszczony, a wilcy po zgliszczach chutorów wyją. Sytuację bezrefleksyjnego Leńczuka i zarządu powiatu, ale głównie jego, bo on w muzeum „nadaje ton” można zilustrować kadrem z filmu „Walka o Ogień” To ten moment, kiedy trzech jaskiniowców siedzi na rachitycznej brzozie na pustkowiu, a pod nimi spacerują tygrysy szablozębne.

Foto; Kadr z filmu Walka o Ogień. Źródło: You Tube

Jak widać zarząd obraduje w składzie niepełnym. Jest ich na brzozie trzech. Pod drzwiami…pardon, pod brzozą opozycja już ostrzy ząbki.

Tak wygląda sytuacja Leńczuka on może tylko opędzać się od dzikich zwierząt i sam do tego stanu doprowadził. Jest politycznie w tej muzealnej kwestii zaorany i cytując jego od niedawna nowego kolegę „ober medyka” Janeczka „Durniem trzeba być…”, by się do takiego punktu krytycznego doprowadzić. Mając doskonały punkt wyjścia co trzeba pamiętać, bo póki poseł Tereska Hałas miała pieczę to było jako tako i przy założeniu, że on ciut słuchał. O, takich jak on mówili kiedyś bacowie, że „nim słonko zasło wsyćkie owiecki wygubieł”.

Gdy rozpisze nowy konkurs, to będzie musiał obniżyć wymagania. Wtedy wpakują mu się takie siły, których on się obawia, a które sam wyhodował, czyli rewolucjoniści z muzeum bądź koledzy rewolucjonistów. A mają takich kolegów na mieście, i to całkiem sporo. Boi się i Nowosadzkiego, że ten wirtuoz intrygi wepchnie mu jakieś jajko niespodziankę. Nowosadzki jak chce to takiego pirueta wykręci, że biblijny wąż co Ewę namówił to przy nim zwykły siermiężny parkowy padalec. Marek zawsze działa na sferę emocji, i to tak subtelnie, podprogowo. Najnowszego kolegi; Janeczka, który mu ostatnio kadził na sesji pokazem starych gazet, mówiąc, że każda władza ma swoje czasy i swoje problemy też zalicza do grona takich, których się obawia. Wie jak ten potrafi namieszać.

Artur się napatrzył i nie chce

Sytuacja dla mnie osobiście arcyzabawna i materiału źródłowego więcej, niż ryb w sieci po połowie w Jeziorze Galilejskim… Bombardowany jak Hamburg przez aliantów, ale nie bombami tylko propozycjami startu bądź objęcia „Pełniącego Obowiązki Dyrektora” był i jest Artur Capała. Z punktu widzenia spokoju i porządku w muzeum kandydat idealny i on mógłby tam porządek zaprowadzić oczywiście na pewnych warunkach. Tylko jest jedno małe „ale” Artur nie chce, bo jak tłumaczy nagabującym on już był. Poza tym nie jest durniem i stosuje się do zasady, że jak władzę mają nie za mądrzy, to rozsądni trzymają się od tego z dala. To jest facet, który jak coś kupuje, to za gotówkę. Wie, co to zdrowy rozsądek, dlatego do wejścia w bagno żadna siła go nie namówi. I tak podczas trwania konfliktu w muzeum doskonale widział, jak zachował się Leńczuk z całym zarządem i ile były warte jego zapewnienia i gwarancje.

Widział te piramidalne głupoty chłopaków ze starostwa, widział ich kretyńskie posunięcia, bo urządzenie sądu kapturowego w dwóch turach latem 2021 roku na wniosek Janeczka, gdzie pastwiono się nad dyrektorem, a między innymi jednym z zarzutów był słoik miodu do takich się zalicza. Widział obstrukcję i czystej próby mącenie. Widział skutki głupot Janeczka, jego pchania łapek po same obojczyki, co by tylko dokuczyć namieszać, a potem pleść głupoty na sesji… Hipokryzji się naoglądał po kokardę mówiąc kolokwialnie. Również widzi, ile, kto w muzeum zapału wkłada do roboty, bo tam pracuje od dwudziestu kilku lat. On zna to środowisko, a troje z rewolucyjnej piątki przyjmował do pracy.

Sam sobie kubeł pomyj wylał na głowę

Do Leńczuka to, co nawyczyniał chyba dotarło i można o nim powiedzieć na osłodę, że lepiej późno niż wcale tak jak kiedyś powiedział jeden Żyd, gdy spóźnił się na pociąg. Nietrudno wywnioskować, że w jego sytuacji nic się nie zmieniło. Rozpisania nowego konkursu boi się jak dziecko borowania. Chce przeczekać w gąszczu uników do wyborów w kwietniu. W ten piątek 14 lipca zebrał się zarząd powiatu i przyjął protokół z konkursu. Obradował bardzo krótko, bo coś z półtorej godziny, a na ich standardy to mgnienie. Dłużej podpisywano kapitulację Westerplatte… A miny mieli takie, jakby czytali własne nekrologii albo jak Mateusz Borek po meczu z Mołdawią.

Ma stracha, i to mało powiedzieć. Wie, że jeśli zdecyduje się na konkurs będzie znów zamieszanie, a choćby przy powołaniu nowego składu komisji. Znając Zielińskiego i Piwkę to wcześniej czy później atak nastąpi, a są i inni chętni do szarpania. Nawet jak postawił zaporowe warunki do ostatniego konkursu, to Zieliński go zrugał zupełnie bez sensu ot tak, a przecież zrobił co tamten chciał. Leńczuk uważa, że takiemu, jak Krzyś można dogodzić. Gdy rok temu bezmyślnie ogłosił, że rezygnuje z przedłużenia angażu Gołębiowi i zakomunikował, że będzie konkurs otworzył nowy rozdział, a opozycji dał nowe pole do popisu z nowymi wariantami psot.

Czyli sam sobie wylał na głowę wiadro pomyj. Za chwilę padł wniosek, żeby do komisji konkursowej powołać wszystkich przewodniczących komisji rady powiatu. Niektórzy zanosili się śmiechem, że taki przewodniczący komisji rolnictwa może uzasadnić swoją obecność tym, że w muzeum mają ekspozycję stałą dotyczącą, chmielu, chmielarstwa i piwowarstwa. No takie absurdy. Tak że zagrzęźli, a czort karty rozdaje, ale ma to Leńczuk co chciał. Wszystko jest pokłosiem durnej koncepcji, by dyrektorów rzucać na pożarcie rozszalałej opozycji. Brak politycznego rozsądku i jakiegokolwiek planu u Leńczuka tak widoczny jak braki w uzębieniu bohatera „Rolników z Podlasia” nomen omen też Andrzeja z Plutycz.

Amnestii może nie być

Najbardziej „żal” „osadzonego” Tomka Nagowskiego, który obecnie pełni obowiązki dyrektora muzeum do końca lipca. Amnestii dla niego może nie być a wręcz prolongata zesłania. Tak jak dla tych łagierników u Sołżenicyna, którym właśnie dobiegał koniec odsiadki ale komendant łagru im zakomunikował, że Moskwa dołożyła im jeszcze 5 lat. Tomek chce wracać do siebie na trzecie piętro. Tęskni jak psiak ze schroniska. Poznał specyfikę muzeum zobaczył jak tam niektórzy pracują i co mają w głowach. Przeżył to sam jak Lombard wyśpiewał i jak Gołąb doświadczył. Mimo że swego czasu uprawiał sporty walki chce ustąpić, aby zwyciężyć jak mawiają na bardzo dalekim wschodzie. W tym wypadku wygra swoje zdrowie i może odzyska równowagę.

Jedną spektakularną klęskę, ale nie do końca swoją, bo tak naprawdę ta idzie na konto Leńczuka już zaliczył, albowiem on jako audytor starostwa i dyrektor nie potrafi wyegzekwować od ponad dwóch miesięcy od administratorów nieoficjalnej strony muzeum na FB, by ta zaprzestała działania, bo to szkodzi wizerunkowi muzeum. No i tak to wygląda, ale zdaniem prasy i samego Leńczuka to Gołąb nie potrafił zarządzać. Teraz wyszło jednak że i Leńczuk z Tomaszem Nagowski również nie potrafią.

A co na finał? Bo coś musi być! Otóż Leńczuk ma jeszcze trzy opcje i wszystkie „atomowe”. Może poprosić o pomoc swojego nowego alianta, czyli mądralę i ordynatora ginekologii radnego Janeczka. Ten ma czasu w bród i nie odmówi, albowiem na położnictwie tłumów nie ma, a regentem jeszcze nigdy nie był. Zapłatą za to będzie wotywna tablica na fasadzie muzeum, której treść Leszek sam podyktuje i koniecznie, żeby było; „W tym budynku od sierpnia 2023 do kwietnia 2024 roku głosił kazania, umoralniał, wskrzeszał i nauczał oraz wrzeszczał na Niemców Leszek Janeczek”.

Może też Leńczuk spróbować wariantu z powołaniem któregoś z podległych mu naczelników czy kierowników zwał jak zwał na pełniącego obowiązki dyrektora muzeum. Z takiego „klucza” jest Nagowski i może takimi „nieszczęśnikami” rotować do wyborów. Dlatego u Berezy, Frąca, Klusa, Szkody, Pawelec, Sysy, Dudka, Stachuli czas spokoju dobiegł końca i zaczną się nieprzespane noce. Mogą przyjść po nich nad ranem albo w niedzielę. Leńczuk w desperacji to Leńczuk nieobliczalny. Każdy może dostać powołanie, bo podlega poborowi, a wszyscy mają kategorię „A” I taki wybraniec zostanie rzucony na odcinek „powiatowego Orzysza”, a co to było za PRL to proszę sprawdzić. Jedyne wyjście dla wspomnianych to omdlewać na widok „tak zwanego starosty”, modlić się żarliwie albo z okien gabinetów spuszczać drabinki sznurowe i wiać do domu na L 4. Po „wakacjach w muzeum” nikt już sobą nie jest do końca, a zdrowie ma się tylko jedno.

Ale ostatni wariant jest moim zdaniem najlepszy i przecież Leńczuk sam za nim lobbował, i to byłoby zwieńczeniem pewnego procesu. Obecnie w kadrach pracuje przywrócona „Pani Kierownik”, o której powrót zabiegał Leńczuk, i to dwukrotnie. Jest fachowcem w administracji, jakiego świat nie widział. Sąd to potwierdził wyrokiem przywrócenia, a Leńczuk również, bo jak wspomniałem dwa razy zabiegał, a ten trzeci to fakt, że starostwo nie wnioskowało o apelację. Czyli tuż po wyroku pierwszej instancji padnięto sobie w ramiona. Ale to nie koniec „świetnych opinii” o fachowości tej pani, bo jest jeszcze jedna i wieńcząca wszystkie. Ta jest doktora, poety, członka komisji konkursowej z naganą Pana Konrada. Wyczytałem ją z jego autorskiego i publicznego posta z 13 lipca zeszłego roku. Jest zapewne sercem przemyślana, a powstała na okoliczność zwolnienia dwójki „fachowców” i jego przyjaciół. Jak w takich okolicznościach jej nie przytoczyć „Właśnie zostały zwolnione z pracy dwie osoby, specjaliści, etnolog i kierownik kadrowy, były marką tego miejsca, częścią zespołu, który miał duże doświadczenie i współpracował ze sobą jak mechanizm w jednym z zegarków Patek Philippe” Co prawda złośliwcy na mieście gadają, że ten zegarek pokazywał czas, jaki chciał, ale nie wierzmy podżegaczom wojennym i zgodnym chórem powtórzmy za Panią Naczelnik Gminy bohaterką „Wyjścia Awaryjnego” graną przez Bożenę Dykiel „Podłość ludzka nie zna granic” A o tym, co odkrył i zapisał audytor Tomasz Nagowski, gdy kilka lat temu prowadził kontrolę w muzeum po prostu wypada zapomnieć, mając dobro instytucji kultury na względzie. Tak więc jest rozwiązanie wręcz salomonowe, które podsunęły niebiosa pod nos naszego nieszczęsnego starosty. I tą sugestią, która pośrednio dowodzi, że i w Niebie mają poczucie humoru żegnam czytelników do następnego felietonu…

 

 

28
6

Kto pyta nie błądzi ale kto czyta wie o co pytać czyli ratowanie księgarni po krasnostawsku

 

Jakiś czas temu zlikwidowano odwieczną dobranockę z godziny 19.00. Nikt się za nią nie upomniał, ale pewnie tylko dlatego, że nie wiedział o tym radny miejski Brodzik. A w Krasnymstawie, gdy zamknięto ostatnią księgarnię, to radny już taki beztroski nie był i stanął na wysokości zadania. Od jakiegoś czasu polityka sprowadza się do zadawania infantylnych pytań i składania głupich wniosków. To dziś o tym…

Płci można nawymyślać tak jak zapytań. Radny Brodzik z PZK i z Rady Miasta skierował ostatnio zapytanie do Kościuka dotyczące tego, jak miasto może przeciwdziałać zamknięciu ostatniej księgarni w mieście, bo lokal należy do zasobów miasta, a ludziom ponoć doskwiera ta księgarska pustka. W to ostatnie zupełnie nie wierzę i nie rozumiem celu zadawania takich pytań, bo skoro jest się 20 lat w samorządzie, to powinno się wiedzieć co miasto może w takiej sprawie? I tak też mu odpowiedzieli…

Że księgarnia była prywatna, a problemy z zapłatą czynszu były już od dawna. Obniżano go, ale te zabiegi nic nie dały i jest, co jest. Dlaczego się Brodzik tak księgarnią przejął to ja do końca nie wiem, ale w ostatnich wyborach w jej witrynie eksponowało się pokaźne stadko wróbelków z PZK. Nawet Jakubiec „wisiał” koło Kmicica jak za dawnych lat! A obaj rywale w wyścigu do fotelu burmistrza…

Może Brodzik dopytuje, bo jego formacja straciła przestrzeń do ekspozycji wdzięków swoich kandydatów, a wybory w kwietniu przyszłego roku. Teraz każda witryna jest na wagę złota! Może jednak radnemu rzeczywiście na sercu leży księgarnia i jak to bywa w takich sytuacjach ludzie prosili to on złożył zapytanie. Choć na tych zawsze powołują się radni, by usprawiedliwić swoje nie zawsze mądre pytania i są ci ludzie wygodnym uzasadnieniem nie do ustalenia jak nieznani sprawcy. To czystej próby hipostaza a Brodzik jak na człowieka sportów walki kopnął manekina i czeka, że ten mu odda. Gdyby na mnie padło, to ja bym odpowiedział proszącemu sam, a nie prosił o to Kościuka. Bo uważam, że pytaniem można się również skompromitować tak jak i odpowiedzią. Takie rzeczy lepiej załatwiać w cztery oczy.

Radni obydwu samorządów, choć i w gminach nie jest lepiej celują w pytaniach, które podają w wątpliwość zdrowy rozsądek, a czasem zdrowie psychiczne. Toć Janeczek już będzie jak trzeci miesiąc wojuje o zmianę napisu na nie swojej tablicy z Nowosadzkim i Stowarzyszeniem Absolwentów I LO. To już jest wariactwo czystej próby. A to są przykłady z ostatniego okresu i jakby tak poszperać, to znalazłoby się takich bzdetów więcej. O wyczynach Krzysia Zielińskiego co zeszłej jesień chciał budować chodnik pod kościołem w Siennicy Nadolnej, który potrzebny był tylko kuropatwom i zającom. A o szczegółach afery na moście w Łopienniku nie wspomnę. Piwko z muzeum wyjść też nie może i szaleje tam jak „sowiecki kodeks karny”, jak czegoś nie ma to „sam wymyśla”…

Tymczasem brak księgarni nie znaczy nic i wiele podmiotów zostało zlikwidowanych, o które nikt się nie dopytuje w taki sposób. Radny zupełnie zapomniał, że sprzedaż książek przeniosła się do internetu. Tam można kupić co się chce i za dużo mniejsze pieniądze. Zwykła ekonomia. Księgarnia z ul. Okrzei i tak od dawna pełniła rolę sklepu papierniczego. A Brodzik, pytając dowiódł, że albo nic nie rozumie zmian wkoło albo… i tego bym się obawiał siedzi w nim socjalista. Bo oczekiwać od miasta, by coś z upadającą księgarnią zrobiło to nic innego jak zawoalowana prośba o dotowanie. To już jest protekcjonizm rodem z PRL, i to taki bezcelowy… Nic tylko zakładać biznesy radnym, a potem prosić o dotację miasto jak będzie krucho. A sugestie, żeby zrobić jakieś ustępstwa właśnie pod księgarnię są jak wyżej socjalizmem, bo czemu nie rozszerzyć tego na inne biznesy? Ale może Brodzik uległ zwykłej modzie i żeby podkręcić sobie licznik wystąpień zadał takie, a nie inne pytanie.

W mieście role księgozbiorów spełniają dwie biblioteki i starczy. A jedna ta miejska nawet jest tuż obok zlikwidowanej księgarni. Nic się złego nie dzieje, bo jak wspomniałem książki kupuje się w internecie. Księgarnia a nawet kilka w takim mieście jak Krasnystaw nic nie znaczą, bo to, że są to nie oznacza, że ludzie czytają. Czego pośrednio dowodzi sam Brodzik swoim, co by nie mówić infantylnym pytaniem do burmistrza. On pyta, jakby pytania nie przemyślał, bo chyba za często nie kupuje książek albo w ogóle, bo się nie orientuje co i jak.

Jakimś miernikiem i tym, do czego się dąży w każdym cywilizowanym kraju jest zadowalający poziom czytelnictwa i tu jest o czym debatować… ale o tym to już nie mówił. I chyba nie jest z tym tragicznie, choć mogłoby być lepiej, bo 56% Polaków deklaruje, że w ciągu ostatniego roku nie przeczytało nic, i to są dane z 2021 roku. O ograniczonym dostępie do książek nikt nie mówi, bo tych jest w bród albo w brodzik! Tylko siadać i czytać! Jednak i mimo wszystko w Krasnymstawie ludzie do obu bibliotek chodzą i co czytają i jacy po tych lekturach są to temat na doktorat. Książki są dostępne jak, kto chce i brak księgarni w mieście nie stoi niczemu na przeszkodzie. Z innych ciekawostek dotyczących czytelnictwa, bo żal nie wspomnieć. Według danych Krajowego Instytutu Mediów za 2021 rok, w Indiach czytają najwięcej, bo w przeliczeniu na czas poświęcony w ciągu tygodnia to jest 10,6 h. Polska w takim zestawieniu jest na 13. miejscu z 6,5 h. W Europie najlepsi są rodacy Szwejka ze swoimi  7,5 h. Ogólnie najwięcej czyta się w krajach o gospodarkach dynamicznie rozwijających się. Czyta Azja! Druga jest Tajlandia, a potem Chiny i Filipiny…

A na koniec element komiczny z elementami historii alternatywnej, bo musimy pamiętać, że samorządy naszego grajdołu słyną z niego i nim stoją. Szczęściem upajać się w tym wszystkim powinien dyrektor Miejskiej Biblioteki, którego ja cenię za poczciwość i pogodę ducha i dlatego wspomnę jak bardzo. Proszę sobie wyobrazić, że na miejscu Brodzika jest Zieliński albo Janeczek, albo biblioteka powiatowa jest na Okrzei razem z dyrektorem Borzęckim. Ot tak wyszło! Wtedy interpelacje wyglądałyby zupełnie inaczej!

Gdyby pytał powiatowy Zieliński, to Artur Borzęcki byłby sprawcą upadku księgarni, bo to jego konkurencja i on był głównym szatanem! Zarzucono, by mu, że on ma książki za darmo, a tam są za pieniądze, i to jest damping i nieuczciwa konkurencja i tak nie może być! Do biblioteki wpadłby na kontrolę jeszcze Piwko, który zrobiłby burę, że dzieł Marksa i Lenina nie eksponuje się należycie, a przecież to klasyka! Raz dwa znaleźliby się świadkowie, którzy potwierdziliby fakt namawiania przechodniów przez dyrektora do odwiedzin jego przybytku. Ba! Byliby i tacy którzy przysięgaliby na zdrowie swoich matek, że Borzęcki książki obiecał przynieść do domu, byle tylko od niego brać! Tak że dyrektor Artur jest szczęściarz, a w krasnostawskim grajdole różnie może być. Przecież Andrzej Gołąb nie spodziewał się takiej burzy w muzeum, które z punktu widzenia strategicznej roli w powiecie jest zadupiem zapiecka w grajdole. A gdyby Janeczek zaczął pytać, to też byłoby nieszablonowo. Zaraz pojawiłyby się zarzuty, ale nie wprost, jak u Zielińskiego tylko takie zawoalowane! Pierwszy i koronny to: dlaczego na bibliotece nie wisi żadna tablica!?

25
2

Atomowy PIT czyli nowatorska strategia radnego Janeczka😉

Dziś o tym, jak dobrali się do Janeczka oświadczenia majątkowego i przez to role się odwróciły w przezabawny sposób. Ale to był zaledwie kamyk, który uruchomił lawinę jego osobliwych tłumaczeń i odkrywczych koncepcji. Trzeba przeczytać, reszta w felietonie…

W związku z nasilającymi się „mało mądrymi” wystąpieniami naszych „jeszcze mniej” umiłowanych przywódców wypada każdy felieton dotyczący tego, co w powiecie opatrzeć nagłówkiem „Z dziejów głupoty w powiecie krasnostawskim” Nie ma chyba wyboru. Na początek perełka autorstwa niezawodnego w tej dyscyplinie Leszka Janeczka… Takiej analizy to i Herodot, by się nie powstydził, ale przy okazji dowiemy się, jak uważnych i oddanych czytelników ma „Nowy Tydzień”, a przynajmniej jednego…

Jak donosi „Nowy Tydzień” i co czyta Krzyś

Jak donosi właśnie Nowy Tydzień w numerze z 10 lipca; Leszek Janeczek, radny powiatu krasnostawskiego, nie umieścił w swoim oświadczeniu majątkowym „faktu”, że jest współudziałowcem i członkiem zarządu spółki East-West Poland. Na brak tej informacji w oświadczeniu radnego Janeczka z PiS zwrócił uwagę jeden z ich czytelników.

Z tego, co mi wiadomo to Krzyś Zieliński, radny kiedyś startujący z list PiS, a obecnie bezpański samuraj. I swego czasu „kolega” Janeczka; ręka w rękę brali udział w wielu hucpach jest również namiętnym czytelnikiem Nowego Tygodnia! Do tego koleguje się z niejakim Stępniem, jednym z korespondentów wojennych tego zacnego medium.

Krzyś również zaczytuje się w Dzienniku Siennicy, o czym trzeba wspomnieć, ale po tej lekturze bardzo się złości, bo nie lubi czytać o sobie, gdy go nie chwalą tylko piszą jak sami uważają. Krzyś, co też nie jest tajemnicą w takich wykopaliskach na polu oświadczeń majątkowych ma sporą wprawę oraz „osiągnięcia”. Być może jeszcze korzysta z usług naszego niegdysiejszego kompaniona, który lubował się w takich poszukiwaniach, a wręcz miał do tego zapamiętanie.

Co Krzyś wykopał podczas jesiennych wykopek

Ale wracając do pasji Krzysia to jesienią zeszłego roku „wykopał” i nie były to kartofle ale niegodziwości związane z nie wpisaniem do oświadczenia majątkowego dotacji z ARiMR przez Justynę Przysiężniak. Znaną z tego, że jest córką swojej matki. Dotację, zresztą zwróciła, bo miała ku temu osobiste powody.To jej jednak nie pomogło, bo ma matkę posłankę i o to tu szło…

Wyobracał i wycisnął również Księżuka Mirosława jak saszetkę z ekspresowej herbaty po piątej filiżance. Ten „złoczyńca” z ul. Kościuszki był wiceprezesem stowarzyszenia „Wspólny Krasnystaw” i przybocznym Teresy Hałas, z którą Krzyś drze koty z wdzięczności, że trafił dzięki niej na listę, a w efekcie do polityki i może sobie „dorobić”. Z tymi co mu pomogli w wyborach też drze koty, żeby nie było! Obaj z Witkowskim Bartkiem z Narodowego Krasnegostawu coś wiemy na ten temat. Stowarzyszenie prowadzi działalność gospodarczą, a Księżuk, mimo że nic z tego nie miał to funkcji nie wpisał i Krzyś grzmiał, bo jego zdaniem powinien wpisać. Potem Księżuk z tej funkcji zrezygnował i tyle było wszystkiego.

Co symptomatyczne to radny Krzyś chciał, i to również pobrzmiewa w artykule z Nowego Tygodnia w sugestiach tego anonimowego czytelnika, żeby informować służby o niegodziwościach radnych i że to któryś tam z kolei przypadek. Nawet lokalne media we wrześniu zeszłego roku dostały informację meilową o niecnotliwych czynach wspomnianej dwójki radnych. Oczywiście wszystko anonimowo i z lipnych skrzynek. Widać ten co za tym stoi głupich szuka. Taka zbieżność w oczekiwaniach anonimowego czytelnika i Krzysia! No proszę! Krzyś też mógł poinformować służby, ale nie chciał i ciekawe, czemu, bo na sesjach wrzeszczał wniebogłosy. Dziwne to, ale jak się zna Krzysia meandry umysłowości, to już nie tak bardzo. Tak że grzeszki Janeczka wyglądają na kontynuację i ten Krzyś tu i tam…

Janeczka warszawskie interesy i Estoński trop

Wracając do Janeczka „grzesznego żywota” to czytelnik i informator, bo tak go nazywa „Nowy Tydzień” zauważył, że cyt „w Krajowym Rejestrze Sądowym Leszek Janaczek widnieje jako udziałowiec i członek zarządu spółki East-West Poland, z siedzibą w Warszawie na ul. Włodarzewskiej. Spółka, jak wynika z rejestru, powstała w 2008 r., a radny posiada w niej 100 udziałów o wartości 10 tys. zł. Taką informację radny powinien ujawnić w swoim oświadczeniu majątkowym, a nie zrobił tego kolejny rok z rzędu. I nieważne, czy on w tej spółce coś zarobił, czy nie. Niewpisanie tych informacji jest złamaniem przepisów i powinny się tym zająć odpowiednie organy, a radny, jeśli robi to umyślnie, powinien stracić mandat.” No ba! Ja bym Janeczkowi mandat zabrał za zwykłą głupotę i marnowanie innym czasu, ale to byłby niebezpieczny precedens, albowiem w taki sposób straciłoby mandaty z 2/3 radnych.

Sam Janeczek stwierdził w obronie, że cyt; „owszem kilkanaście lat temu był współzałożycielem spółki East-West i członkiem jej zarządu, ale spółka nigdy nie podjęła faktycznej działalności. – Poza tym ta spółka dawno została sprzedana, ale jej nowy właściciel chyba też nie prowadzi w niej żadnej działalności. Z tego, co wiem wyjechał gdzieś do Estonii – tłumaczy Janeczek. – Nie mam pojęcia, co z tą spółką się dzieje, czy ona w ogóle działa i dlaczego nie zostałem wykreślony z KRS-u. To już bardzo dawno nie moja sprawa – uważa i zapewnia, że nigdy nie zarobił dzięki tej spółce ani złotówki. Przeciwnie, stracił swój wkład.”

Wypada pogratulować…

Wypada pogratulować „anonimowemu” psotnikowi konsekwencji i pomysłowości. Jest to doskonały przykład burzy w szklance wody, ale takim jak Janeczek takie coś doskonale psuje krew i samopoczucie. Tacy jak on są przewrażliwieni na swoim punkcie do obłędu! Toć czas zapłaty przyszedł i zbiera co zasiał drzewiej. Medyk nie oszczędzał złośliwości innym, a przede wszystkim dyrektorom z DPS, czy Muzeum Regionalnego. Teraz przyszła na niego kolej i dowiedzieliśmy się z jego ust, że jeszcze stracił 10,000! Co potwierdzałoby jego dogłębną znajomość ekonomii i inwestowania w Polsce, o czym za chwilę, ale na biednego nie trafiło. Przecież, gdy sobie radni sami skaczą do oczu, to dla nas postronnych najlepszy to widok i wart każdych pieniędzy… To że nie docieka co dalej ze spółką, też dobre! W 2021 roku kiedy rozpętał burzę w DPS interesowało go nawet to, czy zakupiono na krasnostawskim cmentarzu komunalnym kwaterę dla jednego z pensjonariuszy z ul. Kwiatowej. Ot…Zmieniają się czasy i zainteresowania u medyka. Jedynie chęć zaistnienia w przestrzeni publicznej ciągle, niezmiennie ta sama bo wysoka.  

Poszedł medyk na całego czyli polityka !

Ale dobrego nie koniec i dochodzimy do pysznego nadzienia! Nasza mądrala w kitlu z ogromniastym ego poruszona do żywego tłumaczy to wszystko jak zwykle po swojemu, że nie wypada nie dopytać, od kiedy ma Pan te objawy Panie Janeczek? Zacytujmy Nowy Tydzień, by świadectwo prawdzie dać jak odpowiedziała Smoliwąsowa z „Ballady o Januszku” adwokatowi na zarzut zakatrupienia teścia przez swojego jedynak ze złości „Według niego sprawę ktoś wyciągnął z powodów politycznych. – Podczas absolutoryjnej sesji rady powiatu chwaliłem obecne władze Polski, a krytykowałem opozycję, przypominając, że to za jej rządów było wysokie bezrobocie, a Polacy mało zarabiali i gdyby dalej rządziła dzisiejsza opozycja, być może Władimir Putin, widząc słabość Polski i nas też zdecydowałby się zaatakować. Widać, że prawda zabolała i ktoś zaczął szukać na mnie aż tak głębokich haków – komentuje Leszek Janeczek.”,

Co o tym myśleć?

Jeśli ginekolog wspomina o głębokości, to widać w nim człowieka jednej pasji i wie, co mówi. Dalszy komentarz wydaje się zbyteczny, ale trzeba przyznać, że medyk w tej analizie cudzych motywacji co do jego osoby naruszył przestrzeń powietrzną Federacji Rosyjskiej i zrobił rundę nad Kremlem. Gorzej się chyba czuje niż wygląda. Putin w tym wszystkim paluchy maczał. Rzeczywiście Janeczek podtrzymuje narrację PiS o wszech winie Putina, ale nowatorsko rozszerza jego możliwości i prawie siedzi w jego głowie. Dorobił taką ideologię, że ta nie wytrzymuje krytyki. Bo ten jego zdaniem zaatakowałby Polskę kiedyś, bo wtedy mało zarabialiśmy, a jak teraz zarabiamy więcej, to już nie. Wystraszył się siły naszej złotówki z orłem w koronie!? Skoro była taka okazja, to czemu nie skorzystał były kagiebista, by granice przesunąć na Odrę?

Wynika z tego, że napada się bezrobotnych i mniej zarabiających, żeby im ukraść… No właśnie co!? Biedę chyba… bo skoro są biedni i nic innego nie mają.

Wywrócił historię do góry kołami

Od wieków głównym celem agresji była chęć zagarnięcia cudzego bogactwa. Bywają wyjątki jak od każdej zasady, ale tę się pojawiły, kiedy zaczęto myśleć i kalkulować przez pryzmat geografii… Grabież co najwyżej spadała na drugie miejsce. Biedna, bo skalista Szwecja łupiła Europę w XVII wieku. Nawet niektórzy znawcy historii Szwecji nazywali ten wiek szwedzkim. Przetrąciła ich dopiero przegrana pod Połtawą w 1709. Dlatego Szwecja wojowała, że była biedna, a nie na odwrót, i to było celem głównym. Wzbogacić się w krótkim czasie i dzięki temu dojść do znaczenia.

Wyprawa przyszłego króla Karola X Gustawa jeszcze wtedy księcia na Pragę i jej złupienie z biblioteką Rudolfa II w 1648 to był majstersztyk łupiestwa. O rajdach Torstenssona, „Potopie” nie wspomnę i „Wojnie Trzydziestoletniej”. Do dziś w Szwecji odnajdują zagrabione mienie w prywatnych kolekcjach…

Indian z obu Ameryk łupiono, bo byli bogaci w złoto… Mongołowie podbijali Chiny dla Ich bogactwa, a nie biedy, czy z nadmiaru czasu wolnego przy wypasie koni i bydła. Aleksander Macedoński zaczynał podbój Imperium Achemenidów z 70 talentami w kieszeni… Tyle miał na starcie co się równało dwutygodniowemu żołdowi dla swoich wojaków. Był spłukany i szedł na Persów z nadzieją zdobycia bogactwa, jakiego świat śródziemnomorski i skalista Macedonia nie widziała. Bo Macedończyk znaczy tyle co człowiek z gór, a tam są skały i kozy…

Brytyjska Kompania Wschodnio Indyjska podbiła Indie w celu eksploatacji ich bogactwa, bo wtedy Indie Wielkich Mogołów były drugą gospodarką świata, tuż po Chinach…

Marksistowska ekonomia i takaż dialektyka

Z medyka również świetny ekonomista, o czym wspomniałem. Wierzy, że podniesienie średniej krajowej to oznaka siły i bogactwa. O gospodarce i ekonomii wie bardzo dużo, i to jest „jego wiedza i jego interpretacja” której nie waha się głosić. To z kolei dowód na odwagę… No skoro dzierży się tytuł Ginekologa Lubelszczyzny zdobyty w plebiscycie Kuriera Lubelskiego dzięki zaledwie 40 wysłanym kuponom, to jest to jakaś rekomendacja! Tymczasem dobrze wiedzieć, że pieniądz jest takim samym towarem jak wszystko inne i jeśli jest go za dużo, to skutkuje spadkiem wartości – inflacją. We własnym oświadczeniu Janeczek hołduje zasadzie, że stały i stabilny dochód ma przewagę nad zarabianiem na „wolnym rynku”, gdzie trzeba zabiegać o klienta. Bo jak o niego chodzi, to już jest wstrzemięźliwy. Z zatrudnienia w SP. ZOZ uzyskał ponad 382 tys. a z praktyki prywatnej, gdzie jak wspomniałem trzeba zabiegać o klienta tylko 96 tys. przychodu, z czego dochodu 75 tys. Śmieszno i straszno, i to jest renesansowy medyk w całej okazałości…

Występujemy z NATO i PIT-em ich, tych łobuzów!

Wobec szeregu jego odkryć Polska winna wypowiedzieć członkostwo w NATO, bo skoro lepsze zarobki chronią od Putina i napaści kogokolwiek, to po jaką jasną cholerę tam siedzieć. A idąc dalej, to po co armia, skoro można bronić się lepszymi zarobkami? Janeczek w myśl tej filozofii nie musi się bać. Agresorów postraszy swoim PIT-em, broń mu niepotrzebna. Przynależność do sojuszu jest na nic, bo średnia krajowa działa jak broń odstraszania, którą jest dla państw, które nie znają odkrycia Janeczka arsenał atomowy. A to nasze bogactwo to skąd? Bo chyba nie z siły gospodarki, a raczej z dodruku i pożyczania na programy rozdawnicze na 9%, Czyli jesteśmy zadłużeni po uszy… Mimo to armię zlikwidować, bo przecież kosztuje, a pieniądze rozdać. Najlepiej wpompować w oddziały ginekologii i położnictwa, na których więcej pustych łóżek niż noworodków. Zacząć o krasnostawskiego szpitala i nazwać to opłatą za gotowość! Tylko jak wytłumaczyć upadek I RP, gdzie głupota oligarchii i myślenie tylko o sobie owocowała kompletnym brakiem armii przy jednoczesnym jej bogactwu i posiadaniu swoich prywatnych!? W kluczowym momencie sił zbrojnych brakło w Państwie liczącym w przededniu pierwszego rozbioru ponad 14 milionów ludności. Sąsiedzi mieli w tym czasie po 200 tysięcy przeszkolonych żołnierzy.

O tym, że Prusy po I rozbiorze osiągały dochód z jednej tylko komory celnej w Tczewie równy dochodowi z całej Brandenburgii to już nie ma co wspominać, bo Janeczek gotów nie uwierzyć, mimo że to fakt i dowód, że rozgrabili nas, bo byliśmy względem sąsiadów bogaci, ale bezbronni. Habsburgowie po I rozbiorze mieli kupę radości z Bochni i Wieliczki… i ponad 2 milionów nowych, poddanych, z których można brać rekruta.

Janeczek w tym chwaleniu rządzących zapomina i nie tylko on, ale to nie pocieszenie, że jesteśmy w NATO. Ten sojusz militarny w oficjalnej propagandzie nie istnieje, jakby wyparował! Nie zdarzyło się na przestrzeni jego istnienia, by Rosja, czy wcześniej Związek Radziecki napadła na jakieś państwo członkowskie. Bywało, że uczestnicy paktu bili się między sobą jak Grecja z Turcją, ale to nas nie interesuje. Jest w końcu osławiony 5 artykuł mówiący o udzieleniu pomocy napadniętemu państwu – członkowi paktu przez pozostałych sygnatariuszy. Co prawda ten nie zobowiązuje do natychmiastowej pomocy, ale póki co nikt w Rosji nie wpadł na to by spróbować jak ten działa w praktyce.

Wypada zakończyć, a wyszło smakowicie, bo śmiesznie jak zwykle, gdy Janeczek doprasza się uwagi. Otóż na sesji, o której wspomniał sam wyżej opowiadał, chwaląc PiS i biorąc tym samym Leńczuka w obronę. Robił to wszystko w oparciu o pokaz slajdów z gazet sprzed 10 lat. To było przedsięwzięcie, bo trzeba było zrobić kwerendę i się przygotować. Janeczek nie robił tego, po to by nikt tego nie zauważył. O co to nie! Chciał rozgłosu i pewnie marzył, że ktoś go zauważy! Gazety rozpisywać się będą, a jemu gratulować. Wiadomo, kwiaty laudacje i wzruszone starsze panie…ale tak nie było, bo było zgoła inaczej. Zauważyli, i napisali co sam spostrzegł, ale nie tak, jak chciał. Tylko przy okazji i sam dośpiewał resztę.

Ten co mu psotę zrobił, tajemniczy czytelnik pasjonat i domorosły śledczy również nieznany. Czy jest nią królowa powiatowej szachownicy, o której kiedyś wspominał Janeczek ze złością, czy pionek dwa pola dalej siedzący. Choć ten bardziej konik, bo porusza się dość nietypowo, ale chciałby być królową i „bić” wszystkich. Tak że mamy kolejną „zagadkę”

Co do zaangażowania medyka w straszenie Rosją i naświetlenie przyczyn „bogactwa” to wiedza i wykładnia szczera ale na poziomie ucznia klasy 8 szkoły podstawowej w Wólce Orłowskiej im. Bitwy Grunwaldzkiej. I tym chwalebnym nawiązaniem do batalii z czasów, gdy obawiali się nas Niemcy i Ruscy, bo była armia, a nie PIT Janeczka żegnam czytelników do następnego felietonu.

 

28
1

„Serwis nieoficjalny” ale problem realny czyli kolejna odsłona „kinder” rewolucji w krasnostawskim muzeum.

Dziś o kolejnym sukcesie skutecznej powiatowej władzy jakiej świat nie widział, a której sława sięga poza układ słoneczny. Dowiemy się jak rzucone na front doborowe dywizje grenadierów ponoszą klęskę w walce z nomadami na kudłatych konikach. A walka idzie w sumie o kilka szałasów ale to symbole !

Tytułem wstępu, bo historia już to zna i co by osłodzić klęskę i nieudolność. Józef Ratzinger, gdy został wybrany Ojcem Świętym i przybrał imię Benedykta XVI to mało kto zwracał uwagę na fakt, że wcześniej był prefektem Kongregacji Nauki i Wiary. A to nic innego jak Święta Inkwizycja, tyle że pod zmienioną nazwą za pontyfikatu Pawła VI. Takim sposobem Inkwizytor papieżem został. Wydawałoby się, że lepiej trafić targany skandalami i walkami koterii Kościół nie mógł, bo oto strażnik moralności i doktryny wiary stanie na jego czele i go uzdrowi. Po jakimś czasie jednak zrezygnował i odszedł na emeryturę. Kawalarze mówią; dlatego że to Niemiec, bo ci pracują do emerytury. A Polacy do śmierci jak nasz Wojtyła. Inni powiadają, że jednak przeraził się oporem struktur i bezmiarem bajzlu. Do mnie bardziej przemawia to drugie…Podobnych przykładów można znaleźć więcej, a choćby taki Jan Kazimierz Waza. Ten doświadczył podobnego rozczarowania i jak jego próby wzmocnienia władzy królewskiej spełzły na niczym to się obraził i abdykował. Ano… wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Te dykteryjki są po to coby naświetlić pewien problem, który występuje i w naszym nieszczęsnym powiecie zwanym grajdołem pod obecnymi rządami człowieka kultury niejakiego Leńczuka Andrzeja. Otóż w muzeum pełniącym obowiązki dyrektora został Tomasz Nagowski właśnie taki tubylczy strażnik doktryny i moralności, i prawie monarcha, bo to audytor znany w powiecie, z którego usług korzystał nawet siennicki Proskura. I ten Tomek spotkał się z czymś takim, że… aż trzeba przeczytać felieton!

Ciut historii problemu celem wprowadzenia czytelnika w arkana…

Na „nieoficjalnym” profilu Muzeum Regionalnego w Krasnymstawie na Facebooku w ostatnich dniach kwietnia opublikowano post „witający” nowego dyrektora, ale to było takie powitanie, po którym trzeba sprawdzić, czy ma się portfel i policzyć wszystkie palce. By nie mówić o abstrakcji to wypada go zacytować; „Szanowni Państwo, z przyjemnością informujemy o zmianie na stanowisku dyrektora Muzeum Regionalnego w Krasnymstawie. Z dniem 1 maja 2023 roku funkcję pełniącego obowiązki dyrektora objął pan Tomasz Nagowski. Mamy nadzieję na owocną i spokojną współpracę”.

Niby nic, ale jak się zna autorów i ich prawdziwe intencje… to ten wpis bardziej żegnał odchodzącego w dorobionej mu niesławie Andrzeja Gołębia, niż witał Tomasza Nagowskiego, a ta owocna współpraca i spokojna jest tu celowo. Brzmi jak zawoalowana wskazówka, do jakich i przez kogo podsuniętych nut Nagowski ma ćwierkać. Dla Pana Tomasza miał to być zaszczyt, że o to jest witany przez pracowników, którzy pokładają w nim nadzieje, ale niech wie, kto tu ma ostatnie słowo. To tak, jakby Tomaszowi wciśnięto na dzień dobry kredyt, o który wcale nie prosił, a musi go spłacać z odsetkami! Wpis był oczywistą prowokacją i dziecinadą, bo tam „bawią się takie potencjały” To nic innego jak kolejny akt infantylnej wojenki. To jest strona instytucji kultury, czy się to komuś podoba, czy nie jak chcą witać, to u siebie na prywatnych stronach.

Z treści wynika, jakby cała załoga była w skowronkach, a to przecież wierutna bzdura. Część zbuntowana pisze w imieniu wszystkich i tym samym zawłaszcza sobie rolę wyraziciela woli wszystkich. Ci, co chcą wiedzieć to wiedzą, że spokojnej współpracy nie było, bo kilku radnym zachciało się wojować i znaleźli podatny grunt w zdziecinniałych muzealnikach, którzy tak do końca szczerzy nie są, bo jeden ze zbuntowanej piątki ma ambicje dyrektorskie, ale skrzętnie je ukrywa.

 Leńczuk się zezłościł i po co serwis jest serwis „nieoficjalny”

Polecenie wyegzekwowania usunięcia „powitania” Tomaszowi wydał starosta Andrzej Leńczuk i co rzadko się zdarza celnie to uzasadnił albo mu uzasadnili, ale mniejsza z tym. Dostrzegł osobiste emocje piszących, ale wcale nie wydał polecenia chętnie, bo dla niego wszystko jedno, czy wpis jest, czy go nie ma. On oddałby ostatnią koszulę, żeby adwersarzowi dogodzić i najlepiej, żeby to była cudza koszula. Do bardziej zdecydowanych kroków zmusiło go kilka rozmów okraszonych dosadnymi uwagami dotyczącymi jego starościńskiej charyzmy.

Profil na FB był i jest prowadzonym przez jednego z obecnych pracowników, archeologa i poetę w jednej osobie i byłego, zwolnionego przez Andrzeja Gołąba dyscyplinarnie. Ten drugi jest „mózgiem” całej grupy dywersyjno- rewolucyjnej. Choć są i tacy którzy podejrzewają, że w  działaniach tego gremium bierze udział inny organ ale to kwestia otwarta i polemiczna. Profil powstał w 2013 roku, na zasadzie zaufania i założenia, że administratorzy wiedzą co to dorosłość i odpowiedzialność. Ale został opatrzony w październiku 2022 roku adnotacją „serwis nieoficjalny”, i to była jawna samowolka i infantylna prowokacja Widać w międzyczasie przedefiniowali oba pojęcia. Bo jak wspomniałem tam się bawią takie potencjały, które trącą przedszkolem. Domniemywam, że krótka adnotacja „nieoficjalny” była pokłosiem albo zemstą jednego z administratorów wyróżnionego swego czasu naganą za testowanie wytrzymałości marynarki dyrektora Gołębia i czymś na kształt solidarności ze zwolnionym kolegą. Tak mu się odpłacił za to, że nie wylał go z roboty. A warto dodać, że dzianinowa szarpanina przyprawiła o zawrót głowy i niesmak nawet bardzo oddanych przyjaciół w zarządzie powiatu. Nie trwało to długo ale jednak. Wiele na to wskazuje, choć w duszy u niego nie siedzę, ale to na coś takiego wygląda. 

 A poza tym to miał być symbol oporu, jak kiedyś za komuny wpinanie oporników w klapy marynarek. Kibicującym temu przedsięwzięciu bardzo to się spodobało, bo taka tam symbolika i filozofia. Mogli chodzić w imię protestu po muzeum na czarno jak kobiety po powstaniu styczniowym, jednak oni wybrali taką formę.

Na skargę do radnych i gazet

Po tym, jak dostali prikaz usunięcia tego powitalnego wykwitu, to rozdzwoniły się telefony do gazet i adwokatów z łona rady powiatu. Dzieci z muzealnej piaskownicy poczuły się dotknięte takim obrotem sprawy, bo „nadzieja” Nagowski coś im każe, a oni przecież są niewinni! Niektórzy radni nie byli już zainteresowani. Przede wszystkim profil został przez Muzeum utworzony, jest opatrzony logotypem tej instytucji, wskazuje jej oficjalne adresy, kontakty i dane pracowników. Muzeum administruje serwisem i ma prawo decydować, co się na nim znajduje.

Tak wygląda serwis nierządny😉

Pamiętam wypowiedź Piwki z komisji rewizyjnej z 23 września 2022 roku, kiedy zaczął w słowotoku przebąkiwać o nowej aferze oczywiście z winy Gołębia. A to był właśnie czas, kiedy w muzeum już wrzało w sprawie serwisu, bo jak wspomniałem pracownik zwolniony nadal przykładał paluszki do jego prowadzenia. Wypowiedź Piwki to 23 września, a dopisanie frazy „serwis nieoficjalny” 16 października. To chyba o to chodziło. Mimo tego na kolejnych sesjach do tego nie wracał. Może dziecinada nie znalazła poklasku albo były rzeczy ciekawsze. Teraz było podobnie, bo tematem zajął się jedynie Stępień z Nowego Tygodnia i napisał o cenzorskich poczynaniach Leńczuka jakoś w pierwszej dekadzie maja. Piwko nawet pary z gęby nie puścił w tej sprawie na sesji i cicho siedział. Reszta adwokatów z rady też… No cóż, tu można wywnioskować? Ano tylko to, że chyba dzieciaki z tym pomysłem przegięły nawet w oczach swoich obrońców.

Wcześniejsze wygłupy dwójki adminów

Kilka lat wcześniej  na serwisie jeszcze bez dopisku „nieoficjalny” również buzowało. Razu jednego administratorzy przepełnieni jakąś bliżej nieokreśloną misją zbawienia świata weszli w polemikę z Bartkiem Witkowskim z „Narodowego Krasnegostawu” Oni lewica spod szyldu Urbanowego NIE-a on od Wyklętych i Państwa Podziemnego… Padały tam różne argumenty, a Witkowski na koniec ochrzcił obydwu dziarskich adminów mianem „Flipa i Flapa”, i też musieli swoje głupawe wykwity usuwać.

W 2017 roku „obsmarowali”  Krzysia Zielińskiego wtedy aspirującego do miana radnego i bardzo zainteresowanego sytuacją w muzeum i rządami Majewskiego. Wtedy Krzyś był gorącym patriotą, bo on tak miewa, że jest tym, co akurat może przynieść profity. W tym zainteresowaniu Krzyś popełnił we wrześniu 2017 roku ociekający troską o muzeum artykuł na Dzienniku Siennicy „Wiocha w Muzeum” A ja się po wszystkim nasłuchałem od pracownika i obrońcy cnoty Majewskiego, ile to w tym nieprawdy. Nawet ten chciał pisać na to replikę, do której gorąco go zachęcałem, ale gdzieś mu ochota przeszła. Wszystko było prawdopodobnie w podzięce za artykuł i krytykę muzeum „na mieście”  Krzyś nie miał wyboru tylko się zezłościć i pognać do Majewskiego. Majewszczak wysłuchał skarg i tych dwóch wezwał, a potem im „po majewsku” wytłumaczył o niestosowności wycieczek pod adresem Krzysia z użyciem muzealnego facebooka, bo on chce tu mieć spokój!  Nie byli zadowoleni połajanką… ale musieli przełknąć żabę. Teraz Zieliński jest ich obrońcą, bo jak wiadomo, żeby dopiec Teresce zaangażował się w muzeum i szarpał Gołębia z nią utożsamianego, który był kiedyś jego człowiekiem. Skomplikowane prawda, ale to jest krasnostawski grajdół i sam Krzyś?

Gołąb reagował a w starostwie mieli ubaw

Ale reakcja starostwa na jesieni zeszłego roku przerosła wszelkie oczekiwania gdy Gołąb poszedł do Leńczuka w sprawie „tandemowej administracji”  z udziałem zwolnionego „powstańca wielkopolskiego”  i „nieoficjalnych” manifestów na FB. Poszedł, bo jak zlekceważy to mu gotowi zarzucić, że nie dopilnował. Oczywiście konsylium radców starostwa i niektórzy z wierchuszki przyznali Gołębiowi rację i pokiwali z troską głowami. Ale nie zrobiono z tym kompletnie nic. Choć mieli ich na deskach, taka tam panuje mądrość. Im ta sytuacja pasowała jak jasna cholera, bo w tym momencie dopiekano Gołębiowi, a jemu można i pies go trącał, żeby nie powiedzieć dosadniej. Niech go tam leją! I taki owaki z nim! Mieli kupę radochy z takiego obrotu sprawy.

Tomek pancerna pięść sprawiedliwości ale w kieszeni

W końcu minął czas Gołębia i w muzeum znalazł się ten wspomniany już wyżej Tomasz Nagowski główny audytor. Facet, który w starostwie pełni rolę Inkwizytora albo szefa od spraw wewnętrznych. Moc ma jak Kiszczak w czasach Jaruzelskiego. I ten Tomek obdarzony mocą sprawczą, pancerna pięść sprawiedliwości nie potrafi wegzekwować zaprzestania bezprawia przez dwa miesiące, bo posługiwanie się logotypem i nie tylko w takich okolicznościach jest bezprawiem. Są na to konkretne przepisy i prawne wykładnie dostarczone jeszcze w zeszłym roku przez Gołębia. Poza tym Tomek jest prawnik i karnista z aplikacją prokuratorską! Tylko co on może, skoro zarząd powiatu nie daje mu wsparcia, a przecież nie jest znienawidzonym Gołębiem, który był dla zarządu obciążeniem jak pewnego razu stwierdził Nieścior Marek. I tu muszę poczynić dygresję, żeby była jasność co do filozofii życiowej radnego i jego zasad, na które się często powołuje. Zatrudnienie Nieściora córki w wydziale rolnictwa, a potem w Cukrowni Krasnystaw gdy on jest członkiem zarządu i dwóch zięciów obciążeniem nie jest. No chyba tak to należy rozumieć.

Nagowski już jest tym wymarzonym i własnoręcznie wybranym przez Leńczuka i też jest jak to mówią na nic!? To o co do cholery chodzi? Świat nie widział tak rozlazłej i bezmyślnej władzy, gdzie od roku zwolniony pracownik kieruje do spółki z drugim serwisem. Takie rzeczy tylko w starostwie rządzonym przez „charyzmatycznego ciaputka” Leńczuka. I co to jest „serwis nieoficjalny”, Ile muzeów posiada takie „cosik” które już trwa 8 miesięcy?

Tomek w skowronkach i jak fajnie być dyrektorem

Na początku maja nawet pozwoliłem sobie zapytać Pana Tomasza, kiedy rozwiąże ten problem. Odpowiedział z irytacją, bo widać przekazuje w tym zachowaniu nastroje swoich zwierzchników, że to nie jest priorytet i ma ważniejsze sprawy na głowie. No dobra, ale chyba szczery to on nie był, bo takie postawienie sprawy to zwyczajna głupota albo prikaz z góry, bo przecież wszyscy widzą to dziwactwo w sieci i żeby to rozwiązać wystarczy 15 minut i po cholerę odkładać coś ad acta jak można, a nawet trzeba zrobić już. Tomek wtedy był euforycznie nastawiony do swojego nowego odcinka frontu i nawet mu się podobało.

Tomek chce do domu

Po Nocy Muzeów, gdy krążył koło Leńczuka jak satelita to nawet bardzo, ale im dłużej siedział i sam wcielał w życie własne wnioski pokontrolne, tym nabierał chęci do powrotu na swoje śmiecie, gdzie ma spokój. Szczęście go jednak opuściło, bo pod koniec czerwca zaproszono go na posiedzenie bezrządu powiatu i zaproponowano przedłużenie angażu w muzeum do końca lipca. Wiadomo konkurs na dyrektora ma być w lipcu i trzeba sprawnie kogoś w to „grząskie coś” wprowadzić. On biedny, choć ma czarny pas w karate nie potrafił się obronić przed tym kukułczym jajem i dostał je do wysiadywania. W ciemnym zaułku lepiej, by sobie poradził, ale tu był bezradny.

 Nie chciał wracać, bo zdrowie ważniejsze, ale wrócił i… wziął się za ten „serwis nieoficjalny”, Bo i ci z zarządu zaczęli go ponaglać, gdyż stracili cierpliwość do sytuacji, którą sami stworzyli i ta o nich dobrze nie świadczy, gdy został ogłoszony konkurs. Kto wejdzie w takie coś jako nowy dyrektor? Czy to „coś” nie odstraszy potencjalnych kandydatów? Czyli gówno, bo ciężko znaleźć zamiennik wylało się na nich.

Tak wygląda strona rządowa działająca od 27 czerwca😉

Tomek walczy w „wojnie sześciodniowej”!?

Od tygodnia w ich imieniu, ale bez poparcia Tomek wojuje, a jak wspomniałem pięść pancerna sprawiedliwości z niego ale w kieszeni, z administracją serwisu nieoficjalnego. W efekcie tego naporu z jednej strony, a uporu z drugiej Muzeum Regionalne ma UWAGA dwie strony na FB. Jedna to ta „stara i nieoficjalna”, a druga nowa i właściwa założona 27 czerwca. Schizma chyba dopadła muzeum, ale do papieskiej to im jeszcze daleko, tam było w pewnym momencie pięciu następców św. Piotra. Bój jest zażarty, bo co jakiś czas zmieniają się treści i z nieoficjalnej zniknęło logo muzeum, ale nadal jest przekierowanie na stronę internetową. Obydwie działają i póki co to dowód nieporadności Leńczuka i zarządu. To ma być jasny i czytelny przekaz dla starostwa, że my nie odpuścimy!  Cyrk to mało powiedzieć…

Nagowski Tomasz przekonał się na własnej skórze, że dawać komuś dyspozycje i pouczenia, a wprowadzić je w życie to biegunowo odległe przyjemności. Powinien też zrozumieć, że główni sprawcy tego bajzlu i decyzyjnego sracza, bo do prawdy ciężko to inaczej określić za co z góry przepraszam siedzą spokojnie w swoich gabinetach, a on się użera i jeszcze go poganiają. Pretensje winien mieć głównie do Leńczuka, bo ten od jakiegoś czasu przejął „kontrolę” nad muzeum i on decyduje o metodach. Może do Nagowskiego dotrze co Gołąb miał tam przez 3 lata, a on nie był z bajki zarządu od początku tak jak Tomasz.

Reasumując całe zajście, to teraz buntownicy urośli w siłę i nie muszą się liczyć z nikim, bo mają związki zawodowe i od biedy znajdą wsparcie u radnych. Wszystko dzięki głupocie zarządu, ale jak wróci z „urlopu” drugi pracownik Mateo „Che” Guevara, który jak się było można przekonać działa w myśl złotej dewizy autorstwa swojego idola, wspomnianego Guevary rewolucjonisty rodem z Argentyny „Bądźmy realistami, żądajmy co niemożliwe” to się dopiero zacznie! I tą refleksją w latynoskich rytmach żegnam czytelników do następnego felietonu.

 

31
4

Statuetka i kwiaty a dla niepokornych baty czyli szopka w czerwcu

 

Boże Narodzenie za pół roku, a w Siennicy Różanej już „ćwiczą” szopkę. Jeszcze nie wiadomo, kto się, w kogo wcieli, ale próby idą pełną parą i nawet casting był na ostatniej sesji. Roli „zbawiciela” może być pewny tylko Proskura, bo tu innego kandydata nie ma. Dziś o widowisku z sesji 28 czerwca.

Co do obsady innych ról są tylko spekulacje, ale ja bym rolę Marii obsadził Marysią Kiliańską. Dobra jest i tak jak ona oczka mruży, gdy mówi o „gminnym mesjaszu” nie potrafi nikt. A Grażyna Kielech nadałaby się na Józefa, bo ona ma smykałkę do ról męskich.

Zdjęcie pochodzi z posta

Toć księdzem już kiedyś była na potrzeby jakiejś scenki kabaretowej. Za tym przemawia jeszcze to, że swojemu Marianowi „zabrała” tak zdecydowanie mandat radnego, że wręcz po męsku i „tera” ona decyduje, kto w domu pierwszy do stołu siada. Trzeba jej tylko brodę dokleić i Józef, jak z kościelnych obrazów. Takie mam refleksje po obejrzeniu transmisji obrad rady gminy i występach naszych charyzmatycznych niewiast spod szyldu PSL.

Nasz „mesjasz” ma dobrze…

Ta sesja była absolutoryjna i ważna, bo w niektórych gminach dla wójtów to trudny czas i oni grają o „być albo nie być” Nasz Leszek ma inaczej, jemu wszystko idzie z górki albo z płatka. Lepiej ma niż pierwsi sekretarze i dziedzice. Tak uświęconego chłopskiego dziecka ze świecą szukać! W nim wyjątkowości nie uświadczysz, ale jak to mówią obserwatorzy włościańskiej duszy; chłop, jak mu pana zabrać, to se nowego znajdzie. Właśnie w takim klimacie odbyła się cała ceremonia, jakiej siennickie salony nigdy nie widziały, bo galą oskarową zapachniało i opryskiem na rzepak, ale, nim do tego doszło…

Szpak przyszedł widowisko uświetnić

To na sesję pofatygował się dziadunio Szpak. Przyszedł, bo Andrzej Korkosz wcześniej zapowiedział, że na sesji się nie stawi i być może ta informacja dotarła do niego i dodała skrzydeł naszemu „nomen omen” Szpakowi. Januszek zwyczajnie Korkosza unika, bo się go boi. Ma cykora, żeby ten znów nie zapytał jak to było za jego czasów i co z tym ORMO? Korkosz już mu parę razy grzbiet przetrzepał, aż się pióra posypały.

Debata  i nowy wynalazek- „dobrowolny przymus”

Przed „nocą oskarową” była debata nad raportem o stanie gminy. O, i to było widowisko w randze castingu! Tym razem nie dopisały przybudówki gminne w postaci Uniwerku Trzeciego Wieku, OSP czy władz Znicza… Zadbano jednak o wypełnienie ram widowiska i radni musieli wejść w buty laudatorów. Cała debata nic z debatą nie miała wspólnego, bo oparta była na „dobrowolności przymusowej”. Banach zakomunikował, że żaden wniosek do debaty od mieszkańców nie wpłynął i on radnym nakazuje debatować i niech się zgłaszają przewodniczący komisji i kto chce! Jak powiedział tak zrobił i dawaj do „dobrowolnej debaty” wywoływać kolejno. Świat nie widział takiego cyrku! Widać trzeba było wszystko wyreżyserować i taka w Siennicy kultura dyskusji. Ale jak im wspomnieć o wazeliniarstwie to się obrażają. Ciekawe, coby było, jakby powiedział, że niech mówi, tylko kto chce? Pewnie na sali zaległaby cisza jak po śmierci organisty.

Marysia Kiliańska w skowronkach

Zaczęła Marysia Kiliańska, podnosząc spolegliwie paluszki w górę i powiedziała, że szkoła podstawowa jest jej sercu bliska i na niej się skupi. Wyszło z jej opowiadania, że jest w niej więcej niż świetnie, ma osiągnięcia i funkcjonuje bardzo sprawnie. Bardzo się Marysi nowa dyrektor podoba, choć nie taka nowa, bo od 4 lat na tym stołku jest Pani Katarzyna Czajka. I tu pełna zgoda, bo kobitka całkiem poukładana, ale to w sumie źle dla Proskury, albowiem on po „świetną” Czajkę sięgnął, jak mu się okres przydatności do spożycia u Michalaka skończył i tylko dlatego, że nigdzie nie znalazł jego młodszego klona.

Na Marysi wrażenie zrobił fakt, że szkoła w Siennicy zdobyła pierwsze miejsce w konkursie Kuriera Lubelskiego na Szkołę Roku. No… tu się nie ma z czego cieszyć, bo to konkurs, gdzie liczy się ilość wysłanych kuponów, a nie poziom nauczania. Leszek Janeczek w takim samym konkursie organizowanym również przez Kurier został Ginekologiem Lubelszczyzny, zdobywając 40 głosów.

Poza tym szkoła kipi innowacjami w dziedzinie nowych technologii. Tu się Banach włączył i stwierdził, że trzeba zaglądać na strony internetowe szkoły, bo tam tyle informacji. On, jak zauważył, to nie musi, bo może w domu zapytać. Toć jego Regina w szkole pracuje, a w domu króluje. Ta promocja szkolnej strony internetowej pięknie brzmi w ustach jegomościa co inną stronę internetową 4 lata temu zamykać chciał, a przynajmniej utrudnić działalność. Pisał do Ziobry z aktywem gminnym, ale nic to nie dało. Zabawnie po latach słuchać jak to się docenia internet. My też mamy sporo informacji, ale że nie jesteśmy jednostką gminy to nas nie lubią, ale cóż, wart byłby człowiek, gdyby nie miał wrogów, jak mówią w Bośni.

Budżet wedle Marysi mamy również świetny, a wójt jest gospodarz, jakich mało. Wszystko wydatkowane celowo i milion oszczędności w budżecie. Zdaniem Marysi budowa przedszkola zwiększy ofertę dla mieszkańców i nie będziemy już dopłacać do swoich dzieci w przedszkolach w sąsiednich gminach. Jednym słowem gmina kwitnie jak kartofle Kukulskiego!

Coś jest nie tak z „tworem sztuki” ?

Banach oczywiście kolejny raz nie wytrzymał, a on tak ma, że sam sobie głosu udziela i może to wynika z tego, że w domu żona Regina ustala zasady i on nie ma nic do powiedzenia, a w nowej robocie w dalekim Hrubieszowie też musi innych słuchać. Tam liczy dziury w miejskich drogach… Powiedział, a „dwór sztuki”! On tym wtrętem naprowadzał następnych laudatorów co mają w swojej wypowiedzi zawrzeć, to znaczy wspomnieć tę wyjątkowość posiadani dworu sztuki i „muzeum sztuki nowoczesny” jedynej w swoim rodzaju, bo na na terenie wiejskim. Boże jak to brzmi! Bo trzeba zauważyć, że oferta kulturalna Centrum Kultury to jedno, a „twór sztuki” to drugie! Taka podpowiedź była potrzebna, żeby widowisko było udane, ale to chyba coś nie tak z tym dziwolągiem, że trzeba o nim przypominać i nawet radne od Proskury mają z tym problem. Przez całą debatę nie padło słowo o Trzebiatowskim i jego abstrakcjach. Życie uczy, że jak coś jest rzeczywiście godne uwagi, to nie trzeba tego namolnie anonsować i ludziom wbijać na siłę do łbów. Marysia zwróciła jednak trzeźwo uwagę, że to raport za zeszły rok, a „dwór” otwarli w styczniu tego roku.

„Kochajmy” Panią dyrektor, bo jak nie !?

Jeszcze schwaliła nową Dyrektor Centrum Kultury w Siennicy, że bardzo super, a wójt dobrze wybrał. No mnie się ta Pani też bardzo podoba, i to jak diabli. A jak się skończą pieniądze na „wielkie udawanie”, a ona tego nie przyjmie do wiadomości to Proskurze zrobi taką „Noc Świętojańską”, że ruski rok popamięta. Pani Agnieszka jest mocno nowoczesna i taka z ogniem w oczach! Wierzy w te wszystkie gusła, że to wszystko z tą sztuką nowoczesną to na poważnie, i to nawet całemu przedsięwzięciu dodaje niezamierzonego efektu komicznego. Te imprezy po parkach i koncerty to jak cię mogę. Są póki są pieniądze, a ich jakość, taka jak chemii gospodarczej kupionej w Lidlu. Jak, kto chce dobrej to musi jechać za Odrę. To nie jest złośliwość tylko koncepcja tych z Brukseli. Polaki mają dostawać substytuty i mają się cieszyć z tego. Prawdziwa kultura to jest w Rijksmuseum w Amsterdamie.

Ale wracając do nowej dyrektor Centrum Kultury to wprowadziła w ciągu ostatniego roku nowe porządki, swoje. Przekonała się o tym była kięgowa z Centrum, a prywatnie bratanica Banacha. Zrolowali ją jak Mołdawia Polskę w drugiej połowie meczu w Kiszyniowie i nikt nie patrzył na osobistą sytuację i już dziewczyna nie pracuje. Mówią, że sama się zwolniła… i jeszcze był, w związku z tym audyt przeprowadzony przez Tomka Nagowskiego audytora ze starostwa od Leńczuka, który miał ją do podjęcia właściwej decyzji nakłonić. Od razu widzimy jak Leńczuk do Proskury smali cholewy tym wynajętym na „usługę” Tomkiem. Być może to początek dłuższego uczucia między samorządowcami. Ale wracając do księgowej to widać kultura ma pierwszeństwo i wymaga ofiar, a to, że ktoś ma w życiu pod górkę to w sumie jego sprawa. Empatyczna to władza będzie jak będzie miała w tym interes.

Mnie też kiedyś Agnieszka ofuknęła, poszło o to, że pod jakimś postem dopominałem się o wyeksponowanie rodzimych twórców w „tworze sztuki”, bo mieli być zgodnie z zapewnieniami Proskury. Ona za tę impertynencję wywaliła mnie ze znajomych na FB, bo nie będzie jej tu jakiś „najezdny ze Świętokrzyskiego” w garach mieszał, ona tu dyrektorka i wie lepiej. Mało wie o tym w co wdepnęła i słuchać nie chce. Uważa, że to ona ma rację i skoro tak to powinszować rozumu. Tubylczy rękodzielnik ma siedzieć cicho, bo jest tuman i swoich bohomazów ma nie pokazywać, bo na poddaszu jest Rafael z Chojnic. Ot co! Nim ma się zachwycać. Tak wynika z tego i to moja opinia.  Ale jedno cieszy, że w Centrum Kultury nadal dzieci mogą swobodnie malować i rysować. Tu łapek nie pchali, coby unowocześniać, na szczęście. Dobrze, że uczą ich tutejsi, a nie artysta z poddasza. Generalnie to Proskura znalazł swojego Michalaka tylko od „kultury”.

 Agnieszka Zaworska zakochana w „tworze sztuki”

Agnieszka Zaworska też się zgłosiła „na ochotnika” do dyskusji, bo jak Banach prosi, to się nie odmawia jak pannie młodej tańca. Poopowiadała o gminnych bojach w GOPS i dodatku węglowym, a potem wspomniała zupełnie przypadkowo o kulturze siennickiej i „tworze sztuki”, o którym głośno w całej Polsce… jej zdaniem oczywiście. Tylko że wspominek w radio, czy TVN nic nie znaczy. Oni też muszą o czymś mówić i pisać. A z „tworu sztuki” takie muzeum sztuki nowoczesnej, jak z Proskury pilot odrzutowca. I skoro słynie „twór sztuki” na cały kraj, to gdzie te tłumy zwiedzających?

Marzena moja radna

Moja radna Marzenka Dubaj, którą osobiście bardzo lubię, bo zawsze mi cukier podnosi i poprawia nastrój powiedziała, jakby czytała z kartki i to samo, co reszta. Leszek gospodarz, drogi buduje, a kruszywa nawiózł; 1090 ton kruszywa drogowego, żużla 1750 ton. Po rękach go nie całowała, bo w tej euforii mogła zapomnieć i może przy innej okazji…

Darek i „garbate” dzieci

Darek Sęczkowski w zasadzie powtórzył poprzednie doskonałości wójta, ale zwrócił uwagę na to, że w szkole dużo dzieci ma wady postawy. Kto jak, kto, ale on na wychowaniu w prawidłowej postawie i tężyźnie to się zna jak mało kto i nie bez przyczyny zwrócił na to uwagę. Ale to nic, bo problem przebiła jak balon Alicja Pacyk na komisji rewizyjnej i zauważyła, że co drugie dziecko ma problemy z wadą postawy a dzieci coś ponad 200. Stwierdziła przy tym, że trzeba na to zareagować. Kiedy o tym mówiła, to sekretarz Turzyniecki wystrzelił jak z armaty, że nie ma na to pieniędzy. Akurat nikt go nie poparł w tym zarzucie, bo on z Krasnegostawu. Po tym incydencie łatwo zauważyć, że „ochroniarz” Proskury ukierunkowany na atakowanie opozycji, nawet jeśli ta ma rację. 

Wiesia „słodzik” ze Żdżannego

Wiesia Popik to już jest klasyka miodobrania. Ta to potrafi! Nawet jakby co innego chciała to na jedno wyjdzie. Tylko ona jedna mogłaby Kiliańskiej w obsadzeniu roli Panny Marii zagrozić. Talent u niej rzadko spotykany. W jej laudacji było wszystko, począwszy od Leszkowej wspaniałości, oszczędności i kultury w „tworze sztuki” i nawet poprosiła Leszka, żeby podziękował pracownikom, którzy przy budżecie pracowali. To ostatnie to on zrobi na pewno i już to widzę jak im kwiaty rozdaje i całuje po rękach za pomoc. No i szkoda, że wójt w tej gospodarności nie zrobił wyceny, gdy kupował „zespół pałacowo dworski” od Proskurów ewidentnie przepłacony. Wtedy Wiesia jakoś o gospodarności nie wspominała, jak i cała reszta wyznawców Proskury.

Szpak; trzeba kochać „twór sztuki” i jak wygląda rozsądek w jego wydaniu

Szpak w zasadzie powtórzył starą formułkę, tak schodzoną jak buty listonosza. Dziękował za samorządową mądrość siennickim radnym, ale to było przed wotum zaufania. Dziękował im, jakby wiedział, jaki będzie wynik głosowania, taki z niego prorok. Tu trzeba wspomnieć, że jemu samorządowej mądrości zabrakło jak czytał w maju 2022 roku na sesji rady powiatu anonim plugawy w treści i tu nie przewidział, a wręcz się upierał, że prawda po jego stronie. Tym bardziej to zabawne, że ze mną po sądach latał bom go okrutnie pomówił, a on, tymczasem nie pomny tego dawaj plugastwa czytać. Widać to jak „ucierpiał” z mojego powodu nie było takie straszne, bo skoro za jakiś czas czyta się anonim.

Skończyło się to czytanie dla niego dwoma pozwami z całymi konsekwencjami, bo musiał publicznie na mocy ugody sądowej przepraszać i zwracać blisko 10.000 kosztów. Ale na biednego nie trafiło i ostatnio po 3 latach sądów dostał od ubezpieczyciela coś ze 100.000 złotych odszkodowania za ten wypadek prawie smoleński z września 2017 roku, gdzie otarł się Hondą na Siennicy Dużej o brzozę i wywalił furtkę do sadu. A jego wytorupało jak worek kartofli. Walczył o swoje no jakżeby! Był w godzinach pracy, w której przychylał nam nieba, a wracał z urodzin ponad 100-letniej mieszkanki gm. Łopiennik późnym popołudniem. Oczywiście Szpak potępił tych, co wątpili w „twór sztuki” Jego zdaniem, to jest ogromny sukces i tam jest tyle wydarzeń kulturalnych, że i on uczestniczy. To akurat prawda, tyle że uczestniczy, ale chyba nie korzysta i jak to wygląda, to innym razem, bo temat dość obszerny i zabawny.

Głosowali „za” z ciekawości

A po debacie było głosowanie, w którym Leszek dostał jednomyślnie wotum zaufania! Opozycja w osobach Alicji Pacyk i Piotra Kołtuna zagłosowała „za” Korkosz jak wspomniałem był nieobecny. Stąd ich taka decyzja, bo doszli do wniosku, że zobaczą jak to zostanie przyjęte i co będzie dalej. To nie zrobiło na „proskurystach” wrażenia. A Szpak potępił asekuracyjnie wszystkich wątpiących w „twór sztuki”. Alicja Pacyk do tych się zalicza, kiedyś niemiłosiernie wypunktowała całe przedsięwzięcie. Korkosz zresztą też… Ale takiego słodzenia to się nie spodziewali, i to, co było potem przerosło ich oczekiwania. Alicję rozbolała głowa po wszystkim, a Piotrek dla bezpieczeństw do własnych pszczół poszedł dopiero na drugi dzień. Wszystko dlatego, żeby te sesyjne słodkości wywietrzały.

Oskary, bukiety i wzruszone kobiety…

Po wotum zaufania a tuż przed przerwą odbyło się to co nazwałem „nocą oskarową” Wszyscy jak na komendę musieli wstać i Proskurze wręczono za uzyskane absolutorium statuetkę. Podobno to Nike- symbol zwycięstwa, tak przynajmniej wydukał Banach. A ten jak ją wręczał Proskurze to z taką gracją jakby go w ręce parzyła. Skąd statuetka i czy aby nie autorstwa artysty z poddasza to nie wiadomo.

Zdjęcie z You Tube; Relacja z sesji

Był do tego bukiet kwiatów wręczany przez Marysię Kiliańską, która ma wielkie serce do niedotrzymywania danego słowa przez Leszka. Można nawet uznać, że mu w tym procederze pomaga. Roty albo Boże coś Polskę nie śpiewali, ale było uroczyście jak na amerykańskich Oskarach. Wzruszeniom nie było końca a wójt doskonale zagrał zaskoczenie, bo takie coś dostał pierwszy raz od 33 lat! Co sam przyznał. Odruch dawania statuetek w naszych wybrańcach-przebierańcach jest tak silny, że musiał się zmaterializować w tym momencie i w takiej formie.

Dostać statuetkę za absolutorium, gdy w radzie ma się 12 radnych to cyrk!? Nike to symbol zwycięstwa, ale po walce, a nie w sytuacji, gdy jak wspomniałem w radzie ma się 12 na 15 radnych. Ale skoro opłatki ludowe oklapły, bo zmiana władzy w Polsce nastąpiła i potem pandemia to musieli widać tak. Czekać tylko jak Proskurze zaczną dawać statuetki z bukietami za przyjazd do roboty albo trzaśnięcie drzwiami.

I jeszcze jedna rzecz tak na koniec. Być może ta uroczystość bardzo wypasiona jest symboliczna i wiąże się z tym, że Proskura zadeklarował odejście na emeryturę. Bukietami żegna się tych, co odchodzą niekoniecznie na tamten świat i tu tak było. Szpak go namawia do startowania, ale Leszek ma już 66 lat i może mu się nie chcieć a czasy idą parszywe i bieda dopiero przyjdzie. Zresztą mina Szpaka nie była jakoś szczególnie wesoła, jemu się w konstruowaniu szerokiej koalicji w powiecie na obecnym etapie nie wiedzie. Nie chcą z nim rozmawiać i jak ktoś uważnie ogląda sesje rady powiatu to z PSL szarpie się tylko on i to w sposób groteskowy a czasami rynsztokowy. Proskura w jego układance to dość istotny element, ten flankuje mu Siennicę i może do powiatu startować. A skoro jest okazja prysnąć na emeryturę i na jelenie w Bieszczady to, czemu Lechu ma nie skorzystać! Z innych ciekawostek, to imienin Lecha w tym roku nie obchodzono hucznie jak kiedyś, tylko na spotkaniu z sołtysami Berbeciowa z Baraków upichciła tort truskawkowy i o mało się nie rozpłakała. Skromnie było. A Banach miał 29 czerwca imieniny, bo on Piotr! Gdyby sesja wypadła w tym dniu, to musiałby cukierków nakupić a tak 28- dzień wcześniej przyoszczędził i co nie wydał to mu zostało. Choć sołtysy po sesji coś mu tam w kącie dali, żeby nie było. Tak że jest wesoło i to nie koniec, bo jest przecież „twór sztuki” który im dłużej funkcjonuje, to więcej radości sprawi. I tym optymistycznym akcentem żegnam czytelników i tych, co mnie nie czytają. Panią dyrektor z „tworu sztuki” to szczególnie i niech jej wiara w Leszka i muzeum na wsi nie słabnie. Niech dalej idzie zgodnie z linią partii. Do następnego felietonu.

 

 

35
6