Dziadek Stach i niemieckie banki

 

W kampanii wyborczej 2005 roku Kurski wyciągnął Tuskowi dziadka z Wehrmachtu i wszyscy odebrali to jako absmak. Bo jak tak można, i to chwyt poniżej pasa, krzyczeli esteci i polityczni puryści. Dziadek, co było wiadomo od razu został do Wehrmachtu na siłę wcielony, ale po czasie wyszło, że wnuk Donek, jakby na niego padło, to sam, by się zaciągną. Jaki „Tusek” jest to wiadomo, ale nie w tym rzecz, bo dziadkowie w tym wszystkim mają jakąś moc nieodgadnioną, o czym za chwilę.

Z tamtych wyborów została jeszcze jedna myśl świetlista, która głosiła, żeby zabrać babci dowód, co by nie głosowała na PiS. Teraz po tym, co wyrabia Rysiek Madziar ma się ochotę zabrać dowód, ale wnuczkowi. To w związku z tym posłuchajcie kochani czytelnicy co kandydat na nowego jasnego idola krasnostawskich PiS-owców znów nawyczyniał ze swoim nieboszczykiem dziadkiem Staśkiem jako elementem kampanii…

Ryś Madziar doszedł do wniosku, że i on na swojego dziadka Stanisława postawi jak Kurski kiedyś na dziadka Tuska, tylko że zrobi to inaczej. Bardziej patriotycznie! Pewnie pomyślał, że cel uświęca środki, bo warszawski paśnik wart jest mszy nie mniej niż Paryż dla Henryka IV! Oczywiście dziadka o zdanie nie pytał, bo ten już nie żyje. No i jak zamyślił tak zrobił. W tym celu nakręcił filmik i pokazał go 10 października na swoim FB. Gwoździem programu jest zdjęcie z dziadkiem, który siedzi na białym koniu, bo jest ułanem 7 Pułku Ułanów Lubelskich. Czy koń jest ogier, kobyła, wałach to nie wiadomo, ale wiadomo, że biały. W ten sposób Rysiek, choć w połowie zademonstrował patriotyzm, pokazując część barw narodowych. Oprócz konia dziadek ma mundur i szablę przytroczoną do siodła, a ta jest może nawet większa od szabli naszych krasnostawskich piłsudczyków medyka Janeczka i Janusza Rzepki!

Oczywiście Rysiek swoim mamrotliwym wokalem opowiada o bojowym szlaku dziadka, o współczesnych zagrożeniach i że on wszystko zrobi, żeby było dostatnio i bezpiecznie. Dziadek Stach co ciekawe wedle słów wnuczka Ryśka walczył pod Parczewem, Radzyniem, Zamościem i Tomaszowem Lubelskim. Pod tym ostatnim nawet brał udział w bitwie, która jest jedną z większych bitew września 39 r. O ile w historii wojskowości ta jest wymieniana to bitew na szlaku 7 pułku Ułanów Lubelskich pod pozostałymi miejscowościami Wikipedia nie podaje. Owszem nie jest to rzetelne źródło, ale Rysiek i jego „bajer” również. Wikipedia wspomina za to, o utarczkach z niemieckim patrolami co raczej odpowiada prawdzie, bo 7 pułk wtedy był w odwrocie na Lubelszczyznę po intensywnych walkach na kierunku północnym. Koloryzuje zatem wołomiński kiciarz, jak nic.

Wiadomo! Walczyć pod Parczewem czy Radzyniem lepiej brzmi niż jakaś tam utarczka. Bo ta może być pod blokiem o miejsce parkingowe. A te wszystkie miasta teraz powiatowe, które Rysiek wymienia w szlaku bojowym dziadunia pokrywają się z okręgiem nr 7, w którym on wnuk swojego dziadka nomen omen walczy, ale już nie o wolność tylko o głosy, które dadzą mu dostęp do paśnika na Wiejskiej. O Łukowie, przez który szedł dziadek; Rysiek nie wspomniał, to już inny okręg wyborczy. No taki przezorny!

Rysiek tym dziadkiem brzytwy się chyta i aż strach pomyśleć, co by było, gdyby dziadek służył w piechocie? Ano nie byłoby się czym pochwalić, a przynajmniej nie byłoby tak imponującej marszruty, bo na nogach i do tego swoich to nie to samo, co na końskim grzbiecie. Ale pewnie Rysiek by głupot nagadał, że hej, a tę opowieść jeszcze podkręciłby do takiego stopnia, że z jego bajdurzenia wynikłoby, że dziadek odwiedził te wszystkie miasta i walczył pod nimi, kładąc pokotem tłumy Niemców, a wszystko biegiem, no bo na piechotę, już bez konia! Tak że ten koń, co by nie mówić uratował częściowo Ryśka opowieść i tylko dzięki niemu Rysiek jeszcze bardziej się nie skompromitował.

I czy w takich okolicznościach szekspirowski Ryszard III nie miał racji, wrzeszcząc w 1485 na polu bitwy pod Boswortch; królestwo za konia!? Ano miał! Tylko w naszym wypadku to jest królestwem baśni, bo Rysio już tam puka. Rysiek z dziadka Staśka i jego konia na którym ten zjeździł Lubelszczyznę wycisnął wszystko i o mało go nie ochwacił! No dobrze, ale ktoś zapyta, dlaczego tak się wydurnia. Rysiek chce za wszelką cenę zostać wybrany a po co!? To o tym za chwilę. On musi się wykazać lubelskimi korzeniami, choćby nie wiem co!

Dlatego zameldował się w Kraśniczynie a teraz tak przedstawił dziadka marszrutę, że wyszło, że ten walczył w okręgu nr 7 a on przejął pałeczkę w sztafecie pokoleń i teraz on będzie nas bronił od złego. No tak… tylko że Rysiek to nie Stanisław i te czasy to nie tamte. Dziadek walczył, narażał życie i zapewne kule świstały mu nad głową, w co ja wierzę, bo to wojna była a ta jest okrutna.

Dla mojego poczucia smaku zestawienie tamtych wydarzeń z tymi okolicznościami bardzo prymitywnymi, gdy Rysiek chce do paśnika jest nie do przyjęcia. Bo jak to tak ! Za mamroczącym o wojennych perypetiach dziadka Ryśkiem nie latają kule i tego się nawet równać nie da i trzeba mieć kiełbie we łbie by próbować. Bo za teraźniejszym Ryśkiem latają co najwyżej przekleństwa w ku… mieszkańców. I jak mają nie latać!? Jeśli ktoś chce wytrzepać w Krasnymstawie dywan to nie da rady, bo akurat na trzepaku „wisi Rysio”. A na rondzie ktoś zaklnie szpetnie, bo akurat Rysia tak „powiesili”, że wszystko zasłania i to są takie klimatu… Wystarczy poczytać co ludzie pokazują w internecie z Ryśkiem jako motywem wiodącym. Tak chce nas do siebie przekonać! Topornie, nachalnie, że strach lodówkę uchylić by zza warzyw nie wyskoczył z gębą pełną frazesów typu „Budujemy silne Lubelskie” Powód tego parcia jest banalny i jak nie wiadomo o co co chodzi to chodzi o pieniądze. Rysiek wedle oświadczenia majątkowego na zakończenie kadencji z czerwca 2021 roku miał kredytów po kokardę a miażdżąca większość to kredyty w niemieckich bankach. Commerzbank tudzież Dojczbank… Dwudziesty pierwszy rok to czas, kiedy szedł w politykę na grubo i wyżej, bo wtedy widać Jacek Sasin dał sygnał. Jak wytłumaczyć miłość do banków niemieckich w sytuacji, gdy Niemcy nas biją i Tusk miał dziadka w Wehrmachcie tego nie wiem, ale czego to się nie robi by rodzina była na swoim. I to są jaja jak przysłowiowe berety! Ale życie na pewnym poziomie kosztuje! Tak że wypada to jakoś spuentować i może tak… Dziadek walczył o niepodległość z nacierającymi Niemcami w 1939 roku, życiem ryzykował a wnuk bierze kredyty w niemieckich bankach, ale to już przecież inni Niemcy i inna Polska… i też się chłop poświęca.

 

37
5

Józek nie daruję ci tej nocy czyli polowanie na Zająca

 

Jak powszechnie wiadomo zasiąść w senatorskim fotelu, to rzecz trudna, albowiem tu okręgi są jednomandatowe. A niejaka Kamila Grzywaczewska z PiS chce tam bardzo usadzić swoje to i owo, i aby to pragnienie się spełniło musi pokonać w bezpośrednim starciu „na bagnety” „profesora” Józia Zająca, obecnie startującego z własnego komitetu. Ale że Zając to „zwierzę łowne”, a i zwinne to „dobre dusze” z PiS robią za „nagonkę”, coby Józefa osaczyć, złapać i na sam koniec zrobić z niego pasztet… I właśnie dziś o tym!

Kto jest Józek to ogólnie wiadomo, ale dla protokołu przypomnimy tak pokrótce… To „profesor” – nauczyciel akademicki, doktor habilitowany nauk matematycznych, rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie w latach 2001–2016, senator VIII, IX i X kadencji. Należał do inicjatorów powołania PWSZ w Chełmie, w 2001 objął stanowisko rektora tej uczelni i zajmował je do 2016, a następnie został prorektorem. Nadmienić należy, że uczelnie przekształcono w międzyczasie w Państwową Akademię Nauk Stosowanych. Józio wykładowca to jedna z jego „twarzy”, jest jeszcze Józio polityk i na tym polu słynie z matematycznej wyceny politycznych korzyści i strat. W związku z tym hołduje zasadzie „Rebus sic stantibus” Co się tłumaczy dosłownie „skoro sprawy przybrały taki obrót”, czyli ni mniej ni więcej; jeśli zmieniły się okoliczności; zmieniamy umowę. Dlatego Józef po wygranej PiS w wyborach 2015 roku i przykrych artykułach na temat jego najbliższych w tygodniku „Wprost” z kwietnia 2016 „aljuzju poniał” i zacumował u Gowina – wtedy ministra od szkolnictwa wyższego i szefa „Porozumienia Jarosława Gowina”, stając się tym samym jednym z senatorów „Zjednoczonej Prawicy”. Wcześniej w 2011 startował jako bezpartyjny kandydat z listy PSL. W klubie PiS był do lipca tego roku, w tak zwanym międzyczasie, bo w 2019 został ich senatorem… Józek co warte uwagi i dla całej opowieści fundamentalne co wybory zwiększa w „postępie arytmetycznym”, jak na matematyka przystało liczbę zdobywanych głosów. I tak kolejno… 2011 ponad 26 tys., 2015 ponad 42 tys. a w 2019 ponad 61 tys… Tak że wynika z tego krótkiego podsumowania, że Józef Zając jest „Zając Pancerny” i wygrać z nim trudno, bo mocny jak Brazylia na mundialu w 1970 roku.

A kto jest Kamila… To w sumie urocza blondynka, roześmiana jak Regelinda z katedry naumburskiej, lat ma w sam raz i chodzi w szpilkach i tyle z dobrych informacji. Dalej… Jest dyrektorem terenowej placówki KOWR w Lublinie, choć zaczynała na placówce KRUS we Włodawie. Aktywna z niej działaczka PiS i przy tym prężna jak tyczka Siergieja Bubki. Tak jak ona nikt zorganizować pikniku Kaczyńskiemu nie potrafi. Dzięki tym organizatorskim talentom została koordynatorką z ramienia wojewody do kontaktów z Kołami Gospodyń Wiejskich. Mieszka w gminie Urszulin powiat Włodawa, gdzie prowadzi gospodarstwo, dlatego to „dziewucha z roli i z tego, co ją boli” Hoduje w nim owce i barany ras zachowawczych. Dzięki temu wie jak dotrzeć do mało wyrobionych wyborców. A pewnie jak zostanie senatorem, to nauczy się je strzyc. Polityki już liznęła, ale na najniższym szczeblu. W wyborach samorządowych 2018 roku startowała na fotel wójta gminy Urszulin i po mandat radnego. Wójtem jednak nie została, bo wszystko przez kontrkandydata, który zdobył więcej głosów i jej 704 nie starczyło, ale na otarcie łez ze swych roześmianych oczu chapnęła mandat radnego. Ma jeszcze na stanie męża Grzegorza profesora Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie na Katedrze Zoologii i Ekologii Zwierząt. Mąż poza tym zna się na wielu ptakach, bo to ceniony ornitolog. Kamila, jak widać, z jednym profesorem tworzy zgodne stadło i lepi mu pierogi, a drugiemu podkłada nogi…

To teraz o przebiegu polowania z nagonką na „zająca” Józia.

Wziął się i nieostrożny Józek w gazecie lokalnej pochwalił o swoich osiągnięciach. Wiadomo kampania wyborcza. Ale przeczytały jego opowiadanie orły z PiS co robią za nagonkę u Kamili. No i się zaczęło… „Łowczy” Jakub Banaszek prezydent Chełma wysmarował pełen oburzenia post, a w nim wytrząsał się na Józiem, tak że chełmska górka opadła o kilka metrów, a duch Bieluch ze strachu splamił bieliznę od środka i o mało na chełmski SOR nie trafił. Najgorsze grzechy, niebu obrzydłe to są zdaniem prezydenta te, gdzie Józek w sprawie utworzenia kierunku lekarskiego przypisuje sobie cyt „w lekki sposób działania podejmowane w tej sprawie” Banaszek nie mógł ścierpieć zajęczej niegodziwości i tłumaczył w poście dostępnym na FB Kamili całą historię swoich starań. Bo i on też zabiegał, i to w sposób szlachetnie bezinteresowny w przeciwieństwie do „niegodziwca Zająca”. Szczegóły, jeśli, kto ciekaw są dostępne w poście z 1 października, i to typowe kampanijne przepychanki, kto ważniejszy. Koniec końców Zającowi zasług odebrać nie sposób, a można mu jedynie umniejszać.

Rysiek i jego metoda

Ale w tym momencie warto zatrzymać się na trochę, bo aż się prosi jak to starzy ludzie na wsi mówią „pokazać do oczu” i przypomnieć o praktykach partyjnego kolegi Banaszka „osławionego mołojca” Ryśka Madziara. Ten znikąd kandydat na posła PiS na siłę wszczepiony na tę listę i dla którego coby miejsce zrobić „politycznie zasztyletowano” posłankę z powiatu krasnostawskiego Teresę Hałas. To właśnie ten „wołomiński lubelak” przypisuje sobie wszystko. A szczególnie celuje w robotę Teresy w sposób bezczelny i poza granice śmieszności. Rysio nawet wymyślił na takie okazje głupawe sformułowanie „wszystko dzięki rządom PiS” i „budujemy silne lubelskie” A przecież nie jest członkiem tego rządu, nawet nie jest posłem i lubelakiem (w tym ostatnim posunął się nawet do zameldowania w gminie Kraśniczyn na czas wyborów) a jedynie doklejonym również na siłę byłym burmistrzem Wołomina, teraz w randze doradcy ober ministra Jacusia Sasina i pełnomocnika PiS. I tak to wygląda, że Madziarowe bezczelne podwieszanie się pod wszystko, co mu do łba wpadnie – kolegów z PiS nie złości, a Zając, kiedy opowiada o tym, co w jakiś sposób tworzył, bo był przy poczęciu, a nawet sam poczynał to już tak i olaboga…

Józek jest Krzysztofem i trudna młodość prezydenta

Ale to nie koniec, gdzie tam! Potem było jeszcze paradniej. Wyciągnęli zgrywusy Zającowi teczkę z IPN. Gwoli ścisłości to Banaszyk też w poście o tym wspominał, bo jak to ujął; zawiódł się na Józiu, będąc studentem, gdy się dowiedział, że współpracował z SB. Po takim wyznaniu młodość prezydenta Chełma widać trudna była i współczuć mu wypada, bo co to za młodość jak dorosły chłop ze studiów wspomina teczkę profesora, a nie motylki w brzuchu na widok urodziwej i powabnej koleżanki z roku…

Ipeenowską teczki wyfotografowali jak policjanci miejsce przestępstwa i dawaj wrzeszczeć. Zrobili z tego oczywiście posta, a Kamila pytała Zająca na FB, jak on tak mógł i jak to możliwe i żeby wyjaśnił! W tej teczce Józef był „Krzysztofem” co też jest ładnie, bo Krzysztof, tak jak Józef jest w panteonie świętych kościoła katolickiego. Po tych „sensacjach” zapachniało niektórym pieczystym z zająca, ale nagonka zaplątała się we własne portki, bo jak zwykle naganiacze nie powiedzieli całej prawdy. Zając Józef, gdy został senatorem w 2011 roku złożył oświadczenie lustracyjne, w którym przyznał się do faktu zarejestrowania go przez SB. Takie oświadczenie jest obowiązkiem bez konsekwencji prawnych. Po tej ekspiacji nie była ta wiedza tajemną, a teraz mija od tego faktu 12 lat, i to jest mocno odgrzewany kotlet podłej jakości. Pytali go w 2011 i dziennikarze o okoliczności rejestracji. Opowiadał, że wiązało się to z pracą naukową i wyjazdami do krajów spoza bloku sowieckiego. W sumie logiczne i Zając nie był wyjątkiem, bo SB robiło tak z każdym, kto chciał opuścić socjalistyczny raj.

Niemiecki szpieg podły…

Ale nagonka poszła dalej i nawet opublikowali fragmenty zawartości teczki, z których nic nie wynika, ale w obecnej sytuacji kontekst jest humorystyczny. Otóż Milicja prowadziła dochodzenie w latach osiemdziesiątych  przeciwko obywatelowi RFN podejrzanemu o szpiegowanie na rzecz USA. A w aktach operacyjnych pojawia się pseudonim Józka „Krzysztof”. O co go pytali i co powiedział tego już nikt nie pokazał. Ale jeśli „Krzysztof” jest tym Józefem to PiS za tego „szpiega niemieckiego” powinien w takich okolicznościach, kiedy Kaczor i spółka, i Niemców nienawidzi dać Józkowi medal albo przynajmniej pochwalić, a nie psioczyć, bo on przecież przy założeniu, że coś tam przydatnego służbom powiedział to doniósł na właśnie NIEMCA, i to z RFN! Czyli zachował się czujnie i po obywatelsku. A my możemy wywnioskować, że ustroje się zmieniają tylko wróg ciągle ten sam, a skoro tak to się w Polsce szybko ten dom wariatów nie skończy…

Nagonka z powiatu

W powiecie krasnostawskim również działali naganiacze, którzy chcąc zakosztować pasztetu z zająca udostępniali post z teczką. Pierwszy z nich to znany i słynący z mnogości cnót radny powiatowy z Kraśniczyna oraz członek zarządu powiatu Marek Nieścior z PiS. Marek słynie z polityki prorodzinnej i w Kraśniczynie w tej dyscyplinie nie ma sobie równych, a może nawet w całym powiecie. Tak zięciów i córki pomontował w jednostkach starostwa, czy innych sektorach dzięki kontaktom politycznym, że chcą go wciągnąć do encyklopedii jako wyjątkowy przykład braku hamulców. A instytut miar i wag zamyśla jego nazwiskiem określać jednostkę nepotyzmu. Jak dobrze pójdzie, to od stycznia będziemy go mierzyć w „Nieściorkach”, ale co i jak to się jeszcze zobaczy.

Marek udostępnił post oczywiście przepełniony dumą i obowiązkiem, bo oto niegodziwość i agenturalność Zająca trzeba wywlec i pokazać, bo nie będzie tu Zając bezkarnie rządowych marchewek chrupał! To, że się Józio przyznał 12 lat temu dla Marka komsomolskiej inteligencji niestanowi zgrzytu. Widać wszystko można zrobić dla chwały rewolucji i komsomołu oraz Kamili z Ryśkiem. Tylko czy Nieścior w tym zapale nie zagalopował się zbytnio. Bo jeśli ktoś kiedyś z podobnym zapałem jego zapyta, dlaczego tak podle i po prostacku postąpił z poseł Teresą Hałas. A przypomnijmy – odstawił na bok, politycznie zdradził po tym, jak już sam się nachapał, a wszystkich zięciów i córki dzięki namolnym prośbą i przy jej pomocy wcisnął tu i tam. To czy zapytany będzie skory w takich okolicznościach do opowiadania o tym wszystkim ze spiżowym czołem? I czy ma świadomość tego, że jego czyny nie trafiły do teczek tylko dlatego, że nikt tego nie chce spisywać póki co jeszcze, a pozostawia takie „świństwa” ludzkiej pamięci. Bo to, co zrobił jest świństwem wyjątkowej „urody” i gdyby uwieczniano postępki, takich jak on to z takich nepockich teczek i innych czynów mało chwalebnych miałby pełnowymiarową bibliotekę, może nawet większą niż ta powiatowa.

Radca , komentator czy agitator

Sławy tropiciela przeszłości Józia pozazdrościł doktor „rehabilitowany”, profesor i radca prawny Marcin Szewczak, ulubieniec Leńczuka i jego oczko w głowie. Ponoć jako jedyny w starostwie wierzy w geniusz polityczny starosty rzekomego Leńczuka, ale jak mówią złośliwi; ludzie na etacie mówią nie jak jest tylko co trzeba. On również komentował, będąc przy tym teatralnie oburzony. Ten egzemplarz kulowskiego myśliciela trzeciej dekady XXI wieku jest dość ciekawy ze względu na renesansową wszechstronność, przynajmniej na papierze. Pan Marcin to „jastrząb” z KUL i znawca najskrytszych myśli Putina oraz przewodnik po jego duszy. Zna się i na zagadnieniach militarnych nie gorzej niż Clausewitz. Tym wszystkim dzieli się często z widzami w TVP Lublin i podobno po wsiach robi to wrażenie. W ogóle jest tak mądry, że świat nie widział i okropnie zapracowany. Ma tych tytułów i zajęć, więcej niż hydra łbów. Fakt, że przy tylu fakultetach jeszcze żyje zakrawa na cud! Ponoć energię czerpie z kosmosu i batonów „Snickers” Zatrudniony jest między innymi w krasnostawskim starostwie powiatowym na etacie, czy jakoś tak radcy prawnego. Strasznie skuteczny w tym radzeniu i ciężko się dowiedzieć, jak mu to przy tylu srokach złapanych za ogon wychodzi, ale pewnie jest tak fantastycznie, że nikt nic nie mówi, bo z wrażenia wszystkim odbiera głos. Taki z niego spec, że i Pana Boga by na Sądzie Ostatecznym w kozi róg zapędził.

Ale w tej beczce miodu jest i kropelka dziegciu, bo czy powinno się łączyć radcostwo i komentowanie na FB w jedną całość. Zdaniem niektórych absolutnie NIE, albowiem są radcy na tyle profesjonalni, że swoje poglądy polityczne mają dla siebie. A to, co i jak pozszywał Szewczak przypomina konsumpcję drugiego dania w talerzu po pomidorowej z resztek wczorajszego rosołu. Radca, skoro gdzieś radzi powinien unikać wchodzenia w spory i komentarze, a najlepiej, żeby się zdecydował albo rybka, albo pipka jak już kiedyś podpowiadał wszystkim niezdecydowanym Stanisław Anioł gospodarz domu na Ursynowie przy ul. Alternatywy 4.

Jak donosi prasa…

Oczywiście w nagonce pojawił się i zarzut korupcyjny. Poszło o działki miejskie przekazane przez miasto „uczelni Zająca” pod cele statutowe. Banaszek nad tym się rozwodził i nie omieszkał tego użyć w swoim poście, o którym była mowa. No i tu jest pewien szkopuł, bo prezydent Chełma mówi, że Józio odkupił je po zaniżonych cenach, ale opiera to na opinii gazety . I skoro tak pewny prasowej „prawdy” to powinien jako prawy i sprawiedliwy obywatel oraz osoba publiczna zainteresować tym organy ścigania, a nie machać w czasie kampanii jak drewnianą szabelką z odpustu. Bo można odnieść wrażenie, że to sprawa podobna do „komputerowej afery” w filmowych Wilkowyjach stworzonej, jak wiadomo „pod wybory”. Tylko jak wygląda przypiekanie Zająca, gdy ma się w szeregach Morawieckiego z nieruchomościami żony i Obajtka z jego willami? No marnie…

Towarzystwo odleciało

Ale najlepsze na koniec! W niedzielę 8 października odbyła się uroczysta inauguracja roku akademickiego na „Józkowej Sorbonie”. Przylecieli na skrzydłach wszyscy zajadli wrogowie, jak gdyby nigdy nic, bo to była forma demonstacji i zagrania mu na nosie. Był nawet Przemo Czarnek, pięknooka Kamila i Ryś Madziar, który z Kamilą często się pokazuje. Wpadł i prezydent Banaszek. Przemawiali, tak że niektórzy oniemieli, a najbardziej Józek i jego otoczenie. Delegacja z PiS przyniosła ze sobą dary jak Grecy u Wergiliusza, a jak ci je przynoszą, to wtedy nie wolno im ufać. Był to Czarnkowy czek na ponad 10 milionów. Podobno na nowy samolot…ale i bez niego towarzystwo odleciało. Dali mu tym do zrozumienia, że to wszystko dzięki nimi i jak będą rządzić, to będą dawać i że to oni przynieśli. A on jest „płotka”…

Na zakończenie wypada spróbować podsumować całe przedsięwzięcie. Mój stosunek do senatora Józefa Zająca jest ambiwalentny choć nie do końca to określenie oddaje istotę sprawy. Wychodzę z założenia, że skoro żyje to niech tam sobie żyje. A przytaczam tę historię tylko dlatego, że doskonale ilustruje upadek polityki w tym kraju. To książkowy przykład brudnej kampanii w stylu ”  kampanii do idiotów i robionej przez idiotów”.

PiS, czy jakakolwiek partia z po magdalenkowego kartelu nie powinny nikogo rozliczać, jeśli w szeregach mają, takich jak Stasiek Piotrowicza członek PZPR, prokurator z czasów stanu wojennego. Niektórym tak odbiło, że u nich nie wystarczy się przyznać tak jak Zając, bo to ciągle mało… Wystawiają innym certyfikaty prawomyślności za bzdety sprzed lat, a sami na bieżąco robią świństwa i łajdactwa o rozmiarach gargantuicznych. Kampania, tymczasem powinna ograniczać się do merytoryki, a nie obsrewania. Jeśli już, to jest udziałem kobiety to strach się bać i kto jej to doradził? Wygląda i na to, że biednemu narodowi niczego nie oszczędzą. A można się posunąć do stwierdzenia, że o zgrozo… poziom argumentów odpowiada poziomowi elektoratu, albowiem poziomica, czy jak, kto woli waserwaga nawet wciśnięta w bagno zadziała właściwie i pokaże poziom nawet w bagnie. Najbardziej zastanawiające i w sumie irracjonalne w tym całym rozgardiaszu jest to, że gdy Zając był senatorem z PiS, to nikomu nic nie przeszkadzało. Obnoszono go jak feretron w Boże Ciało i nikt nie zauważył, że Zając zrzekł się senatorskiego wynagrodzenia, co jest rzadkością, a nawet ewenementem. Tymczasem Kamila zawzięła się na Józka zupełnie niepotrzebnie, bo jeśli ma wygrać, to wygra i bez tych fekalnych wtrętów. Dlatego szkoda, że nie poszła śladem lublinianki Beaty Kozidrak, której swego czasu podpadł jakiś Józek i na kanwie tej historii powstała całkiem popularna piosenka i nikt nie miał jej tego za złe, a wszyscy nucili „Józek nie daruję ci tej nocy!”. I tym muzycznym akcentem z czasów, gdy było wiadomo, o co chodzi i „kto jest kto” żegnam czytelników i tych, co mnie nie czytają…

 

 

 

 

 

28
5

SZANOWNI PAŃSTWO…

Teresa Hałas

 

SZANOWNI PAŃSTWO…

Znajomi i Przyjaciele…

Drodzy facebook-owicze…

Zbliżamy się do dnia 15 października – daty kolejnych wyborów Parlamentarnych 2023 r.

Pragnę wszystkich Państwa poinformować, że nie kandyduję do żadnej z Izb Parlamentarnych. To tak tytułem wstępu, bo wielu z Państwa wciąż pyta, gdzie moje wyborcze materiały, a wielu innych odwiedza moje Biuro Poselskie z propozycją wsparcia mojej kampanii…

KOCHANI…

Wyjaśniam to najkrócej jak tego wymaga zaistniała sytuacja. To władze PiS w ostatniej chwili przed rejestracją list zrezygnowały z mojej kandydatury w tych wyborach. Szkoda jednak, że powiatowa władza partyjna, czyli Pełnomocnik PiS Powiatu Krasnostawskiego nie zgłosił żadnego innego kandydata – mieszkańca Ziemi Krasnostawskiej. Jest to niewątpliwie ewenement w skali okręgu, gdyż niektóre powiaty reprezentuje wielość kandydatów i tyko Nasz jak sierota został jak widać wytypowany dla zebrania głosów wyborców PiS przez kogoś z innego obszaru.

W związku z zaistniałą sytuacją pragnę Wszystkim Państwu serdecznie podziękować za te wszystkie lata, za możliwość bogatej współpracy, za dyskusje i spotkania w szkołach, wiejskich świetlicach, klubach, przeróżnych instytucjach, na sportowych boiskach i wszędzie tam, gdzie byłam przez Państwa zapraszana… lub tam, gdzie Państwo niejednokrotnie przyjęliście moje zaproszenie. Cieszy fakt, że poza wszelkimi podziałami potrafiliśmy współpracować na wielu, przeróżnych płaszczyznach. To był dla mnie wielki honor i zaszczyt pełnić w imieniu moich wyborców mandat Posła RP. Przez osiem lat (czas dwóch kadencji) miałam przyjemność gościć w moim Biurze Poselskim wielu z Was. Tutaj poznałam Państwa życiowe problemy, często zawiłe i krzywdzące. Wzmacniałam to wszystko poradami prawnika, których tylko przez okres ostatnich czterech lat było 1279. Zawsze cieszyły nas sprawy wygrane z korzyścią dla zainteresowanych. Nigdy nie zapomnę młodego rolnika, który przyjechał z innego okręgu wyborczego w kampanii zbierania malin z rękami czerwonymi od malinowego soku i swoją ważną sprawą, którą w końcu udało się przy naszej pomocy i życzliwości kogoś z odpowiednich władz nadzoru pozytywnie sfinalizować. Nigdy nie zapomnę skargi dzieci z Domu Dziecka, która w ciągu doby została pozytywnie rozpatrzona, a dzieci maja swoją najlepszą Panią Dyrektor. To są tylko dwa przykłady, a była ich jak to w życiu cała masa.

SZANOWNI PAŃSTWO…

Ciszę się, że moje relacje z wyborcami, czy środowiskiem samorządowców były poprawne. Każda inicjatywa, każda inwestycja dedykowana mieszkańcom nadawała lepszego, gospodarczego i społecznego wymiaru, budowała więzi i społeczny szacunek.

W moich obowiązkach sejmowych w sposób zasadniczy kierowałam się potrzebami obywateli wyznając zasadę, że posłem się bywa. Z jednej strony miałam świadomość reprezentacji i dyscypliny partyjnej, z drugiej potrzeb moich wyborców. Z tego powodu trzeba było postawić się nieraz ponad partyjne priorytety i wybrać obywatelskie racje. Taka była niejednokrotnie moja postawa i potrzeba głosowań nad kilkoma projektami ustaw: piątka dla zwierząt, segregacja sanitarna, lex konfident, bezkarność urzędnicza, czy mrożenia majątków polskich przedsiębiorców bez wyroku sądów. Nie poparłam również ustawy o nieruchomościach, w tym warunków wywłaszczeń pod potrzeby CPK, projektu o ochronie przyrody, czy ostatnio ustawy prawo geologiczne i górnicze. Wszystko to zrobiłam w imię obrony ludzkich interesów. Chcę powiedzieć, że nikogo nie obwiniam i nikogo nie oskarżam, bo wiem, że nie myli się tylko ten kto nie podejmuje żadnych działań. Należy również zawsze zauważać przyjęcie przez Rząd i Parlament wielu ważnych i potrzebnych rozwiązań propaństwowych i prospołecznych, bo takich na przestrzeni tych ośmiu lat było wiele. Warto dostrzegać zawsze jak złożona jest Nasza sytuacja geopolityczna, ale każdy Parlament i każdy Rząd musi dbać przede wszystkim o swoje narodowe dobra i potrzeby swoich obywateli poprzez swoją uczciwość, solidny przekaz, poszukiwania kompromisów i budowania społecznej zgody.

SZANOWNI PAŃSTWO…

Życie często zaskakuje stawiając przed Nami różne wyzwania, ważne jest, by umieć je przyjąć z pokorą bo… odejść nie znaczy zapomnieć, jak istnieć nie znaczy pamiętać.

Dzisiaj żegnając się z Państwem zabieram ze sobą wiele wspaniałych wspomnień obejmując życzliwą pamięcią każdego z Was. Pozostańcie w zdrowiu i przy najlepszej nadziei na każdy dzień.

Z serca dziękując za wszystko kłaniam się Państwu i ślę moje najlepsze życzenia.

Teresa Hałas

50
10