Przejdź do paska narzędzi

KORONAWIRUS W POLSCE. A JEŚLI WCALE NIE CHODZI O WYBORY?

Duża część społeczeństwa domaga się przełożenia wyborów prezydenckich wyznaczonych na 10 maja. Jest to możliwe wyłącznie na podstawie wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. Rządzący przekonują, że na razie nie ma do tego podstaw, a sprawa będzie jasna w połowie kwietnia. A jeśli wcale nie chodzi o wybory, a miliardowe wyrównywanie strat majątkowych, które należałoby wypłacić zgodnie z konstytucyjnym zapisem?

 

Artykuł 228. Konstytucji jasno wskazuje, co wiąże się z wprowadzeniem stanu nadzwyczajnego. Konstytucja przewiduje trzy jego warianty: stan klęski żywiołowej, stan wyjątkowy i stan wojenny. Każdy niesie za sobą szereg konsekwencji.

Do każdego z wariantów odnoszą się przynajmniej dwa zapisy. Wprowadzenie stanu nadzwyczajnego wiąże się ściśle z przełożeniem wyborów, a to w kontekście tego argumentu jest ostatnio najgłośniej. Domagają się tego politycy opozycji, ale też duża część społeczeństwa. W najnowszym sondażu IBRIS dla „Rzeczpospolitej” aż 77,4 proc. respondentów uznało, że wybory powinny zostać przełożone. Mimo wszystko, jak na razie, takie decyzje nie zapadły.

W art. 228. Konstytucji znajduje się też inny zapis, który może mieć nie mniejszy wpływ na brak decyzji o wprowadzeniu stanu nadzwyczajnego. Brzmi on tak: „Ustawa może określić podstawy, zakres i tryb wyrównywania strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności i praw człowieka i obywatela”. Co to oznacza w praktyce? Podstawy do roszczeń o odszkodowania z tytułu strat majątkowych.

– Ten aspekt jest równie istotny. Może nawet bardziej niż wybory, bo oznaczałoby to katastrofę finansów publicznych w niewyobrażalnej skali – przekonuje w rozmowie z Interią radca prawny Michał Pankiewicz.

– Stan nadzwyczajny nie jest wprowadzany nie tylko dlatego, że są wybory, ale też dlatego, że w takim przypadku przedsiębiorcy i obywatele mogliby dochodzić od Skarbu Państwa naprawienia szkód powstałych w następstwie ograniczenia swoich wolności i praw w czasie stanu nadzwyczajnego – dodaje.

Zdaniem konstytucjonalisty prof. Ryszarda Piotrowskiego, przede wszystkim chodzi o wybory. Wyżej przedstawiony zapis, zdaniem profesora Uniwersytetu Warszawskiego, nie jest jednak bez znaczenia, bo w konsekwencji powiększy koszty całej operacji rządu związanej z walką z koronawirusem.

Prof. Piotrowski odsyła nas do ustawy z 22 listopada 2002 o wyrównywaniu strat majątkowych w czasie stanu nadzwyczajnego. Czytamy tam, że „każdemu, kto poniósł stratę majątkową w następstwie ograniczenia wolności i praw człowieka i obywatela w czasie stanu nadzwyczajnego, służy roszczenie o odszkodowanie” a „odszkodowanie, o którym mowa w ust. 1, obejmuje wyrównanie straty majątkowej, bez korzyści, które poszkodowany mógłby osiągnąć, gdyby strata nie powstała”. Co ważne, ustawa określa też wyraźnie, że odszkodowanie przysługuje od Skarbu Państwa i przysługuje na podstawie pisemnego wniosku poszkodowanego.

Petenci ustawią się w kolejce?

Można sobie wyobrazić, że wprowadzenie stanu nadzwyczajnego wiązałoby się z falą roszczeń o odszkodowania. Już dziś potężne straty wykazują branże turystyczna i gastronomiczna. Poważne ograniczenie obserwuje się także w innych gałęziach gospodarki. Petentów z wnioskiem o odszkodowanie może być zaskakująco dużo.

Dr Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego zwraca uwagę na trzy kwestie. – Brak wprowadzenia stanu klęski żywiołowej może wynikać z niechęci do otwarcia furtki do odszkodowań na podstawie ustawy z 22 listopada 2002 r. o wyrównywaniu strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego – przyznaje.

– Gdyby wprowadzono stan klęski żywiołowej, nie byłoby też potrzeby uchwalania kolejnych zmian w przepisach karnych, bo ustawa ta przewiduje przepisy karne – dodaje. – I nie mogłoby być wtedy wyborów, zgodnie z konstytucją – kończy wyliczanie dr Małecki.

Ile może kosztować kryzys?

Być może więc niechęć rządzących do wprowadzenia stanu nadzwyczajnego wcale nie wynika z często powtarzanej regułki o braku przeciwskazań do przeprowadzenia wyborów prezydenckich mimo szalejącej pandemii koronawirusa, ale właśnie z powodu trudnych do oszacowania konsekwencji finansowych związanych z wypłatą odszkodowań.

– W budżecie, jak widzimy, nie ma nawet środków na to, by przygotować odpowiedni pakiet dla przedsiębiorców, a co dopiero takie straty. To byłoby nierealne, żeby budżet udźwignął straty, zwłaszcza przedsiębiorców – uważa mecenas Pankiewicz.

Jak dużych kwot może dotyczyć ta sytuacja? Trudno oszacować, bo to kompletnie nowy problem, którego nie można porównać np. do suszy czy powodzi. Prawdopodobnie wyliczenia ekonomistów będą trwały jeszcze długo po ustaniu epidemii, ale wiadomo już teraz, że liczby będą robić wrażenie.

– Straty byłyby liczone w miliardach złotych. Nie pokuszę się o dokładne oszacowanie, ale zdaje się, że mogłyby to być dziesiątki miliardów złotych. Na to się zanosi, choć oczywiście nie wiemy, jak długo potrwa obecny stan – wylicza Pankiewicz.

Polityczna gra

Tymczasem, obok wyborów prezydenckich i kwestii odszkodowań, pojawia się trzeci aspekt, który może świadczyć o niechęci rządzących do wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. To nie rachunek ekonomiczny, ale rachunek polityczny. Każdy kryzys, dla każdego przywódcy na świecie wiąże się ze strachem o utratę wizerunku i politycznych notowań. Tak jest w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Chinach, Niemczech, ale też w Polsce. Każdy chciałby być tym, który „pokonał” koronawirusa. Problem w tym, że gra jest nierówna, bo wciąż nie wiadomo na co stać przeciwnika.

Prof. Andrzej Piasecki z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie: – Rzadko się zdarza, wiemy to z historii, by coś takiego jak epidemia na dłuższą metę wzmocniło władzę. Owszem, na krótką metę tak, kiedy jesteśmy w stanie takiego szoku pourazowego. Dlatego obroną przed negatywnymi reakcjami społecznymi, może być dla władzy wprowadzenie stanu klęski żywiołowej lub stanu wyjątkowego, co znów na jakiś czas ,,zamrozi’’ negatywne reakcje społeczne. Obozowi rządzącemu nie chodzi więc tylko o wybory, ale o wzmocnienie swojej pozycji. Inna sprawa, że w dłuższej perspektywie rządzący stracą, to jest pewne i oni też to wiedzą – mówi prof. Piasecki.

Jednocześnie nie jest przekonany do stwierdzenia, że to kwestia odszkodowań stoi na przeszkodzie, by wprowadzić stan nadzwyczajny.

Kto miałby decydujący głos?

– Nie przesadzałbym z podstawami prawnymi co do roszczeń, bo do kogo ostatecznie odwoła się przedsiębiorca, do Trybunału Konstytucyjnego? Gdy czyta się konstytucję literalnie, to oczywiście są do tego podstawy. Przekonaliśmy się jednak, że w praktyce pojawia się problem. Tak naprawdę rządzą nie tylko ustawy, ale też rozporządzenia, a przede wszystkim interpretacja prawa przez władzę – uważa prof. Piasecki.

Podobne wątpliwości ma też mecenas Pankiewicz, który przyznaje, że w obecnym kształcie sądownictwa dochodzenie roszczeń mogłoby okazać się niezwykle trudne i czasochłonne.

– Jeśli nawet stan nadzwyczajny zostałby wprowadzony, to dotychczasowe działania rządu pokazują, że prawo może być stosowane i interpretowane bardzo szeroko. Uzyskanie realnie takich odszkodowań byłoby zapewne znacząco utrudnione – podkreśla.

„Postępowanie władzy nosi znamiona zaniechania”

Tymczasem w poniedziałek Krakowski Instytut Prawa Karnego przedstawił „stanowisko w sprawie uchwalonych w Sejmie dnia 28 marca 2020 r. ustaw o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19”. Instytut bardzo krytycznie ocenia rozwiązania przyjęte przez Sejm nocą z piątku na sobotę. W jednym z punktów KIPK odnosi się bezpośrednio do braku wprowadzenia stanu nadzwyczajnego.

„Ogłoszenie stanu klęski żywiołowej znacznie poszerzyłoby zasięg działania tarczy antykryzysowej w oparciu o już obowiązujące przepisy (…) Postępowanie władz publicznych w zakresie braku ogłoszenia stanu klęski żywiołowej nosi znamiona zaniechania, którego nie da się usprawiedliwić żadnymi obiektywnymi czynnikami, zważywszy na jednoczesne wprowadzanie rozporządzeniami Ministra Zdrowia istotnych ograniczeń wolności i praw człowieka i obywatela” – czytamy w stanowisku, pod którym podpisało się ośmioro krakowskich prawników.

Łukasz Szpyrka

Czytaj więcej na https://fakty.interia.pl/polska/news-koronawirus-w-polsce-a-jesli-wcale-nie-chodzi-o-wybory,nId,4411908#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

10
4

Informacja

Szanowni Państwo!
W związku z sytuacją jaka panuje w naszym kraju z powodu wirusa, oświadczamy że pozostajemy do Państwa dyspozycji. Już teraz wspieramy osoby starsze, robiąc zakupy a wczoraj rozpoczęliśmy szycie maseczek ochronnych. Jeżeli ktoś zna osoby, lub sam znajduje się w trudnej sytuacji, potrzebuje pomocy do rozładunku lub przeniesienia czegoś/kogoś, zachęcamy do kontaktu. Proszę dzwonić pod numer 531-280-187 Informacja powyższa została przekazana do Starostwa Powiatowego w Krasnymstawie, Urzędu Miasta, Straży Pożarnej, Policji oraz Szpitala.
Z Panem Bogiem !
Stowarzyszenie Narodowy Krasnystaw

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
32
2

Koronawirus – optymistycznie i pesymistycznie

 

Patrząc na sytuację wokół siebie, generalnie można ocenić optymistycznie działania w sklepach, na stacjach benzynowych. Wszędzie porządek, ludzie pilnują chociażby przyzwoitych odstępów. Nie widać smarkających i kaszlających. Byłem dziś w tej sławnej „Mrówce” , którą jakaś osoba obsmarowała na FB, no i zonk. Tłumu nie ma, ludzie w kolejce co 2 m. Nikt nikomu w drogę nie wchodzi. Widać, że ci, co z konieczności siedzą w domu, starają się jakoś ten czas zagospodarować na od dawna odkładane remonty i remonciki. Tu podmalować, tam wieszaczek przywiesić. Żeby nie zwariować od oglądania telewizji.
Na stacjach paliw też środki ostrożności. W sklepach spożywczych tak samo, ale paniki nie widać. I bardzo dobrze.

To, co mnie martwi, to preferowanie marketów kosztem drobnego, rodzimego handlu. Targowisko miejskie zamknięte na cztery spusty. Czarno widzę następne pół roku, przed Urzędem Pracy zaczną ustawiać się kolejki, jeśli rząd nie podejmie zdecydowanych działań na rzecz małych i średnich przedsiębiorstw. Bo odroczenie płatności danin publicznych za czas, gdy przedsiębiorca z powodu przymusu administracyjnego nie może wykonywać działalności to po prostu pusty żart. Koniecznie jest umorzenie tych płatności wszędzie tam, gdzie ustawodawca wprost zakazał. I tyle.

A dla miękkiego lądowania, konieczne jest moim zdaniem wprowadzenie czasowo, na przykład na pół roku lub rok prawa do płacenia danin na ZUS tylko wtedy, gdy osiągnie się dodatni bilans, czyli dochód do opodatkowania. Bo inaczej w ciągu roku cofniemy się ze stopą bezrobocia do lat 1992-1998, gdy co piąty był bez pracy. Kolejne 2-3 miliony wyemigruje za pracą, na co tylko czekają Niemcy, Francuzi czy Belgowie. Już w tej chwili okazuje się, że bez polaków w Niemczech nie będzie komu rozwozić żywności do sklepów. A może wystarczyłoby poluzować nieco prawny kaganiec? Umiesz jeździć samochodem – przeszkolimy cię tydzień i wio na małą ciężarówkę , a jak sobie dasz radę , to na dużą. Jak kiedyś w PKS, 17-to latek jeździł Starem pod okiem starszego kolegi po fachu.
Ale nie, to by było za proste, prawda ? Wszędzie konieczne zezwolenia , koncesje i akcyza.

Nasz rząd nie może ogarnąć, że aby coś dostać, należy czasem coś oddać. Za żadne skarby nie chce poluzować kagańca na alkohol nie skażony, aby chociaż trochę przeznaczyć na produkcję środków do odkażania. Bo jak buchalter ma w genach, że nie, to nie i koniec.
Rząd, Sejm i Senat wszelkimi możliwymi środkami broni się przed ogłoszeniem stanu wyjątkowego. Bo czym w istocie jest ten „stan epidemii” jak nie stanem wyjątkowym. Tylko w ramach stanu wyjątkowego dopuszczalne jest zawieszenie pewnych praw obywateli i wprowadzenie dodatkowych obowiązków, jak na przykład zakaz przemieszczania. Tylko że wprowadzenie wprost stanu wyjątkowego oznacza, że trzeba przesunąć wybory co najmniej o 90 dni od zakończenia stanu wyjątkowego. No i z wyborów 10 maja nici. A wyjścia są dwa – albo rząd okaże się skuteczny w walce z wirusem i jego notowania, a wraz z nimi prezydenta pójdą w górę , albo nie i szansa na reelekcję przepadnie.

A zawsze sukces ma wielu ojców i pod sukces rządu podczepi się opozycja. Mimo, że nadal kąsa i „obsikuje” pantofle ludziom PiS, to jakby trochę przycichła, bo tak jak wcześniej nie miała pomysłu na siebie, tak i teraz nie wie, co mówić. Ale potem będą wypinać pierś do orderów, jak się uda. A jak się nie uda, to pierwsi do krytyki. Tak czy tak, im później wybory, tym szansa na reelekcję mniejsza. I nie wiem jak wam, ale mnie hasło „wyborcy do urn 10 maja” coraz bardziej kojarzy się z tą kolumna ciężarówek ze zwłokami we Włoszech, jadącą do krematorium.
Nadal jestem dobrej myśli, że razem damy radę i tylko martwię się, co po tym potopie ?

                                                                                                                autor: aaa
26
6

Coś dobrego ?

Publikujemy komentarz użytkownika „aaa” który pasuje jak ulał do obecnej sytuacji…

Tak mówiąc zupełnie poważnie, działania samorządów są w większości niepoważne.
Mentalnie tkwią one nadal w XIX wieku. Na nakazach płatniczych podatku próżno szukać kodów do szybkich elektronicznych płatności czy formularzy przelewów. Idź do sołtysa i zapłać. Tak samo z płatnością za odpady itp. O formularzach elektronicznych na e-mail czy innych udogodnieniach nie wspomnę.

Rejestracja samochodu – także tylko z papierem w garści. Co tam, że profil zaufany, że wystarczyłaby kopia umowy jako skan. Że nie ma sensu wymieniać tablic , że dowód rejestracyjny mógłby być e-dokumentem, a karta pojazdu to nikt nie wie, do czego jest potrzebna. Do zarządzania pieniędzmi w banku wystarczy telefon i dowód osobisty, a w urzędach jak w sławojce, bez papieru niczego nie załatwisz dobrze i do końca.

Nagle jednak w obliczu strachu o własne życie i zdrowie okazało się, że jednak przepisy istnieją i można je odkurzyć. Można coś załatwić przez internet i telefon w Urzędzie. Aby tylko nie przychodzić, nie kichać. Czy jednak państwo Urzędnicy zdają sobie sprawę, że raz poluzowany kaganiec trudno będzie zadzierzgnąć ?
Przez kraj przetacza się swoista rewolucja. Jak płatności – to najlepiej kartą. Niektórzy nawet spod lady terminale płatnicze powyciągali, co były pochowane tylko dla wtajemniczonych.
Daleka droga przed nami jeszcze , daleka. Może z tego narodowego nieszczęścia – wirusa przyjdzie jednak czasem coś dobrego ?
Dlaczego sołtys nie może mieć takiego czytnika do kart, albo listonosz? A dlaczego w urzędach trzeba latać do kasy „zaprzyjaźnionego” banku co akurat ma grant na jestestwo w urzędzie ?
Na stronach internetowych trudno znaleźć jakiekolwiek informacje sensowne o tym, co robić, gdzie się zgłosić i tak dalej, jak nas dopadnie zaraza. Bo informatykowi za przerobienie strony trzeba zapłacić, a na to szkoda kasy. „Ludzie se jakoś poradzą, dżumę przeżyli siedząc w kościołach, to i teraz jakoś to będzie”.

Na razie jest plan na 14 dni- nie wychodzić, zamknąć sklepy itp. Ale trzeba jakoś żyć. I z czegoś. Nie ma handlu – nie ma podatków,. Wielu nie ma na chleb.
W sklepach już widać gorsze zaopatrzenie. Może jeszcze nie ocet i sól, ale wielu artykułów brakuje albo rosną ceny. Wkrótce wiosna, święta a na horyzoncie wizja przeciągnięcia kwarantanny do końca kwietnia, bo już się o tym w kuluarach wspomina, że 14 dni nie wystarczy na nic.

Wakacje prawdopodobnie w tym roku zaczną się później, mimo starań nauczycieli nauczania on-line. Bo to na razie tylko substytut. Chociaż nowe czasy wymagają nowych rozwiązań. Może dawno już można było na to wpaść ??
Jestem optymistą, że wszystko się dobrze skończy i jak to mówią, co cie nie zabije, to cię wzmocni. Zdrowia wszystkim życzę.

33
7

Wiosna a la Magda Gessler

 

Wiosna kojarzy się nam z młodą piękna dziewczyną, ze świeżością, kwiatami, zielenią… Tego roku wiosna odziedziczyła po zimie korona-wirusa i przez to nie wygląda tak radośnie, natomiast przypomniała nam o higienie. Banalna czynność mycia rąk stała się nawet przyczyną spięcia między dwoma lekarzami, profesorami, marszałkami senatu. Jeden przyciskał dozownik kciukiem drugi przedramieniem. Okazało się też, że mycie rąk, a właściwie brak owego mycia, może skutkować zakażeniem jakimś wirusem i przedwczesnym zejściem z tego świata. Zresztą owo zejścia prawie zawsze uważamy za przedwczesne.

Mycie rąk i utrzymanie higieny nie jest wymagane przez wszystkich, celebryci mogą nie zwracać uwagi na takie drobiazgi. Jeden z moich znajomych, mający mało włosów, a na głowie prawie nic, zwrócił moją uwagę na fakt, że pani Magda Gessler gotując w telewizji, zagląda do garów nie zabezpieczając włosów chustką, siateczką …. Normalny kucharz, jak chirurg ma krótkie paznokcie i czepek na głowie. Pani Magda ma przyklejone szpony o długości umożliwiającej dłubanie w uchu, bez dotykania go palcem, idealne siedlisko bakterii i wirusów. Liczne pierścienie na serdelkowatych paluszkach świadczą o jej celebryckim statusie i kompletnym lekceważeniu zasad higieny. Czy to przeszkadza komukolwiek z producentów programów telewizyjnych? – raczej nie. A później jakaś restauracja „Pod gęsią wątróbką” informuje swoich klientów; „Ona tu była”, a wycieczka z Uniwersytetu Trzeciego Wieku, świadoma przebywania w uświęconym miejscu wcina co podadzą, płacąc podwójnie. Pełnia szczęścia.

A później znów trzeba wsiadać do auta i jechać na przykład do domu i podziwiać widoki, których tego roku zima nie ukrywała pod śniegiem, bo śniegu nie dowieźli. Więc wczesna wiosna to zaśmiecone szklanymi małpkami, butelkami PET, opakowaniami po napojach pobocza naszych dróg. Przystanki, o ile nie ma ludzkich odchodów, to pełnią rolę miejsc spotkań towarzyskich, szemranego towarzystwa, o czym znowu świadczą małpki, ćwiarteczki, większe flaszeczki, całe pokłady niedopałków, papierów i Bóg wie czego jeszcze. Czy jest winą samorządów, że nie sprzątają? Nie, to nasza wina, to obraz Polski naszego autorstwa.

Witaj więc wiosno, brudna i rozczochrana, może jeszcze kiedyś wyładniejesz, moja Anastazjo.

Mirosław Ignacy Kaczor

24
10

  Zapomnij o mnie…ale pamiętaj o kupie

 

Zebrania wiejskie, na których głównym punktem programu jest informacja Urzędu Gminy o dokonaniach i zamiarach, są zawsze źródłem wielu inspiracji, a w niektórych przypadkach dużej frustracji. Mieszkańcy Zagrody, miejscowości szczególnie lubianej i dopieszczanej przez wójta, niczego nie przeczuwali idąc do swojej ciągle nowej sali. Ale dowiedzieli się, że wójt o nich ciągle pamięta. Kiedyś na gruntach tej wsi zlokalizowano gminne wysypisko śmieci, było pod lasem, daleko od zabudowań, więc nikt nie protestował, każdy rozumiał potrzebę chwili. Później miano Zagrodę uszczęśliwić biogazownią usytuowaną tuż przy budynkach mieszkalnych. Wójt był głuchy na argumenty zawarte w petycjach i pismach mieszkańców. Kiedy przewodząca protestowi Alicja Pacyk pytała L.Proskurę, czy czytał petycję i co odpowie argumenty i opinie mieszkańców?- usłyszała: „ja tego nie czytam i nie obchodzą mnie opinie ludzi”.   Po latach pisania pism, odwołań, uczestnictwa w rozprawach sądowych, latach nerwów, wyrok NSA korzystny dla społeczności Zagrody zakończył tą batalię o prawo do życia w czystym środowisku.

 

Tego roku na zebraniu mieszkańcy Zagrody znów dowiedzieli się, że wójt o nich pamięta. Sekretarz UG obsługujący zebranie zawiadomił zebranych o utworzeniu w Zagrodzie przy drodze wojewódzkiej obok firmy „Proskurex”  punktu zbiórki i segregacji śmieci. Dodał też, że o lokalizacji wiedzieli radni i decyzję podjęto za ich zgodą.  Zaskoczenie było absolutne. Radni zaprzeczyli by ktokolwiek rozmawiał z nimi na ten temat. Na sesji Rady Gminy nie podejmowano takiej uchwały, czyżby więc sekretarz UG, Pan Turzyniecki mówił nieprawdę? A może częściowo mówił prawdę. Pani Alicja Pacyk nie wiedziała o niczym, ale radny Marian brał udział w wycinaniu krzaków i drzew na działce pod „punkt selekcji”, gdzie już przywieziono kontenery, i mógł wiedzieć co tam jest planowane.

Zaraz po zebraniu zostało zredagowane pismo do Wójta Gminy Siennica Różana, wskazujące na brak konsultacji z mieszkańcami i na szkodliwość samego pomysłu. Pismo zostało wsparte podpisami mieszkańców. Na szczęście tym razem wójt przeczytał pismo i wziął pod uwagę również ich opinię, „punkt  śmietnikowy” będzie zlokalizowany obok starego, zrekultywowanego śmietniska.

 

W kontekście owych zdarzeń nasuwa się refleksja dotycząca śmieciowego problemu. W powiecie zamojskim wybudowano duży zakład segregacji i utylizacji śmieci, z którego korzysta miasto Zamość i powiat zamojski. W powiecie krasnostawskim zabrakło współpracy starosty z burmistrzem i dlatego powstało małe Kras-Eko a śmieci, na przykład z gminy Siennica Różana odbierała firma z Kraśnika i odwoziła je do sortowni we Włodawie. Musiało być tanio. Za brak współpracy samorządów płacą zawsze  mieszkańcy. Problem śmieciowy jest problemem nie tylko naszym, lokalnym. To problem ogólnopolski a nawet światowy, bo np. wszyscy wiemy o faktach nielegalnego przywożenia śmieci z Niemiec do Polski. Dlatego warto rozmawiać z sąsiadami, tj. z władzami powiatu chełmskiego i miasta Chełma, mającego olbrzymią spalarnię śmieci w postaci cementowni, o współpracy i wspólnych systemowych inwestycjach pozwalających na utylizację śmieci.

 

Co dedykuję Wójtom, Radnym Powiatowym, Starostom.

Kupą mości Panowie – kupą się zainteresujcie.

Ps. Wybory samorządowe już za trzy lata.

 

Mirosław Ignacy Kaczor

27
12