Materiał Wyborczy Komitetu Konfederacja Wolność i Niepodległość

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

 

Kochana rodzino, szanowni znajomi, koledzy i koleżanki!

Stało się! Postanowiłem kandydować w wyborach do Sejmu w 2019 roku. Nie znajdziecie mnie jednak państwo ani na banerach, ani na plakatach, ani na ulotkach. Działalność agitacyjną, by mobilizować społeczeństwo do udziału w wyborach prowadzę już od wielu lat, myślę że z wieloma sukcesami. Wychodzę z założenia że krótka rozmowa z potencjalnym wyborcą jest bardziej skuteczna niż wiszący, niemy baner. Jako członek Stowarzyszenia Narodowy Krasnystaw, wraz z innymi pasjonatami historii, zwłaszcza tej lokalnej, staramy się od lat, nie tylko pokazywać bohaterstwo naszych praojców, lecz również uczyć, że my sami jesteśmy odpowiedzialni za Ojczyznę, miasto w którym żyjemy, naszą ulicę. Nam zależy, zachęcamy również by Wam zależało!

Jest mi bardzo bliska idea narodowa, Stowarzyszenie Narodowy Krasnystaw, powstało na kanwie rodzącego się Ruchu Narodowego, który to jest częścią składową Konfederacji.
Marzy mi się państwo silne gospodarczo i ekonomicznie, tożsame narodowo, chroniące swoich obywateli od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Państwo prawa, gdzie obywatel nie musi się obawiać o swoją przyszłość, gdzie rodzic decyduje jak chce wychowywać swoje dziecko, gdzie społeczeńśtwo decyduje o tym jak ma wyglądać ich rzeczywistość. To wszystko a nawet dużo więcej, zapewnia jedynie Konfederacja, dlatego to jest mój wybór. Swoim nazwiskiem na liście, chcę zaznaczyć w jakim miejscu się znajduję, nie chcę stać z boku i obojętnie patrzeć na wszystko co się dzieje wokół nas.

Zachęcam wszystkich, aby 13 października udać się do swojego lokalu wyborczego i zagłosować zgodnie z własnym sumieniem. Jeśli Twoje sumienie podpowiada Ci że Konfederacja jest w tym momencie najlepszym wyborem, proszę Cię o udostępnienie zdjęcia. Jeśli nie, a chciało Ci się to wszystko przeczytać, gratuluję, jesteś świadomym wyborcą i na pewno wybierzesz najlepiej jak tylko potrafisz
Do zobaczenia w najbliższą niedzielę przy urnach!

Z Panem Bogiem !

18
13

Materiały Wyborcze Komitetu Prawo i Sprawiedliwość

Prawo i Sprawiedliwość

Rolniku, głosuj na rolnika!

Urzędnikiem się bywa, rolnikiem się jest!

Krzysztof Gałaszkiewicz nr 14 na liście PiS

Tytuł mgr inż. rolnictwa uzyskał w 1987 r. na Akademii Rolniczej w Lublinie. W 1997 r. przejął po rodzicach 15-hektarowe gospodarstwo w Horyszowie Polskim koło Zamościa. Prowadzi je wraz z żoną Małgorzatą, która jest również lekarzem rodzinnym – pediatrą w przychodni Zamościu. Obecnie liczy ono 21 ha, uprawiane są zboża, rzepak i buraki cukrowe. W gospodarstwie pomagała od małego piątka ich dzieci, które już są dorosłe. Dwójka z nich jest lekarzami, trzecie skończyło studia prawnicze na KUL, czwarte – Politechnikę Lubelską. Najmłodszy syn też jest studentem PL – teraz on najwięcej czasu spędza w pracy na roli, a jednocześnie gra w piłkę ręczną w I ligowym klubie Padwa Zamość.

Też jestem zapalonym kibicem sportowym. Wspieram sport, angażując się w jego promocję w różnych formach, bo jest on najlepszym „przyjacielem” młodzieży. Jeszcze większą moją pasją jest rolnictwo, które znam nie tylko z teorii czy zza biurka – zapewnia kandydat na posła, który oprócz pracy na ojcowiźnie pracował jako doradca i specjalista ds. produkcji roślinnej w ODR w Sitnie, a w latach 2006–2008 był kierownikiem tego ośrodka. Od 2015 r. jest dyrektorem OR ARiMR w Lublinie.

Z tej racji, że rolnictwem zajmuje się praktycznie od dziecka o łatwiej mi odnajdywać się w nadmiernym gąszczu unijno-agencyjnej biurokracji. Wiem, co w niej można uprościć, by wsparcie finansowe dla rolników było bardziej przystępne – deklaruje Krzysztof Gałaszkiewicz.

Lubelski oddział Agencji – jak wynika z danych statystycznych – w ciągu swojego funkcjonowania wypłacił rolnikom 30 mld zł w formie różnego rodzaju dopłat do produkcji i inwestycji w gospodarstwa. Jest w krajowej czołówce – zajmuje III miejsce – zaraz po oddziale wielkopolskim i mazowieckim ARiMR. Oznacza to, że na Lubelszczyźnie tkwi wielki rolniczy potencjał.

Chce być posłem, by uprościć przepisy, dalej wzmacniać pozycję gospodarki żywnościowej w naszej Ojczyźnie. Na wsi następuje koncentracja produkcji. Duże gospodarstwa specjalizują się w produkcji masowej żywności. Te mniejsze także mają rację bytu, ale powinny skoncentrować się na pracochłonnych gałęziach, żeby dać sobie radę w konkurencji. Szansą dla nich są warzywa, owoce, tytoń, uprawy tunelowe, zioła. Należy maksymalnie skrócić łańcuch pośredników, rozszerzyć i uprościć sprzedaż bezpośrednią markowej żywności prosto od gospodarza.

W miastach przybywa bardziej wymagających konsumentów, szukają dobrego, polskiego jedzenia, mają już serdecznie dość tzw. masówy z supermarketów. To nie muszą być produkty z ekologicznym atestem, wystarczy im zdrowa i świeża wałówka ze wsi, tradycyjnie pozyskana. Chcę udrożnić i uprościć jej sprzedaż, bo jakże stała się ona modna. Mieszczuch łaknie takiego jedzenia, chce mieć zaprzyjaźnionego gospodarza, u którego stale by się zaopatrywał – uważa Krzysztof Gałaszkiewicz.

Kandyduję do Sejmu, bo przez lata pracy „na urzędzie” zdobyłem doświadczenie, poznałem urzędowe procedury, sprawnie poruszam się w przepisach i mam jeszcze zapał – deklaruje wieloletni członek PiS, który swoje pierwsze szlify zdobywał w samorządzie. Przez cztery kadencje był radnym powiatu zamojskiego, teraz jest radnym Sejmiku Województwa Lubelskiego, na którego zagłosowało ponad 9 tys. wyborców. Pełni funkcję przewodniczącego zarządu powiatowego PiS w Zamościu. Wcześniej był członkiem Ruchu Odbudowy Polski Jana Olszewskiego. Od ponad 30 lat jestem członkiem NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”.

15
11

Frasunek Hipokratesa nad naszym powiatem

Profesor Religa był pierwszy, który udanie przeszczepił serce, przechodząc do legendy polskiej transplantologii. Na naszym podwórku radny dr Janeczek po raz pierwszy w historii przyjął na polityczny fotel „ginekologiczny” chłopa. „Pacjentem” był radny Szpak, który po „zabiegu” wyszedł ze starostwa mocno obolały. Oj, drapie się po głowie nad naszym powiatem Hipokrates… Jak jeszcze doktor polityki poćwiczy, doczekamy się jeszcze Anki Grodzkiej.

Przychodzi baba do lekarza z mózgiem w rękach i od progu woła: Panie doktorze! Bo to się w głowie nie mieści!”. To samo cisnęło się na usta po występach radnego Szpaka Janusza na wrześniowej sesji Rady Powiatu. Było to, co prawda, ponad trzy tygodnie temu, ale kronikarski obowiązek nakazuje ten epizod utrwalić „by czas  nie zaćmił i niepamięć”. Tym bardziej, że nasz były starosta uczy się być opozycją i to w wieku 70 lat! Jak jest z nauką nowych odruchów w tym zaawansowanym wieku, najlepiej wiedzą ci, co se na stare lata młode baby pobrali.

Matysiak – kibic PSL?

A było to tak! Wchodzę ja sobie na salę obrad, a tu pod oknem radca Matysiak siedzi. Jak mnie spostrzegł, to łaps (!) za krzesło i dawaj z nim uciekać… Jakby nie ściana, pewnie by na Latyczów z nim zaleciał. Latał z tym krzesłem jak Józiek Balcerek w „Alternatywy 4” po nowym mieszkaniu, bo krzesło za jedyny mebel w całym mieszkaniu miał. Coś mi się zdaje, że się nasz niby dyrektor biura poselskiego Cichosza i orzeł Temidy, się obraził, bo jakoś nie popieram wyczynów jego i jego kompana Zielińskiego – tego bezmyślnego szarpania Hałasowej spódnicy, z którego nic nie wynika, oprócz wstydu dla wyborców, nie mówiąc o nich samych. No ale nic, siadam sobie pod oknem i śledzę przebieg obrad. Starosta pięknie się wyspowiadał, wręcz śpiewająco (prawie jak Śląsk na powiatowych dożynkach) z tego, co robił między sesjami. Potem przewodniczący Boruczenko zapytał, czy są jakieś interpelacje ustne, bo na piśmie to nic do niego nie wpłynęło. I się zaczęło…

Szpak opozycjonista

Na te słowa radny Szpak: trach łapkę w górę (!) – jak ten ruski pionier na zebraniu komsomołu i gada, że będzie miał interpelację! Poszło! Cała Polska czyta dzieciom. Byłe ORMO też! Zapytał, czy zarząd myśli, rozważa, stworzenie form opiekuńczo-leczniczych? Bo się powiat starzeje – dodał. Jeszcze się powołał na radnego Księżuka, który w zeszłej kadencji o to zabiegał. No i co władze powiatu z tym fantem poczną? Bo nawet projekt jest z zeszłej kadencji – skwitował swoją głęboką myśl. No tu ma Janusz rację z tym starzeniem, bo sam tego najlepszym przykładem. Jak on biedny teraz żył będzie, jak jedynym lekarstwem na jego bolączki była władza… Potem drugą interpelację wypuścił nasz ludowy Robin Hood. Zapytał o to, o czym w kwietniu radny Janeczek wspominał, czyli o samorządach partnerskich. Janusz chciał wiedzieć, jaki jest stan relacji z nimi i czy nawiązano jakieś nowe znajomości? Niewątpliwie Szpak się rozczaruje, bo z tego co wiadomo, Leńczuk nie myśli zboża z Ukrainy sprowadzać i jego bardziej interesuje Rzym niźli Krym.

Jeszcze jest spokój a uzurpator Leńczuk na mównicy… Przecie tylko Szpak mógł być starostą…

Potem przyszła pora na trzecią interpelację. Tu Janusz bardzo patetycznie zaczął, co wrażliwszym pewnie łzy pociekły z oczu. No bo począł opowiadać, że w tej sali zainicjowała się Rada Pożytku Publicznego, która uczyła, jak władza ma współrządzić ze społeczeństwem. A jej inicjatorem był Piotr Szczęsny. W tym miejscu Szpak stwierdził, że przypomni, kim ten Piotr był. A był to człowiek, który demonstracyjnie spalił się przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie w październiku 2017 roku. To że spalił się w proteście przeciw rządom PiS już mówić nie musiał, bo aluzja była aż nadto czytelna. W tym miejscu należy się dygresja, albowiem musi Szpak pamiętać jeszcze o Janie Palachu, studencie z Pragi, który podpalił się w 1969 r. protestując przeciw wkroczeniu Wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji oraz o byłym żołnierzu AK Ryszardzie Siwcu, co się na Dożynkach Centralnych w Warszawie w 1968 r. na Stadionie 10-lecia również podpalił w proteście przeciwko temu samemu.

Obywatelskie troski po 16 latach

Niech sobie Januszek wbije raz na zawsze do głowy, że akt samospalenia to przede wszystkim akt nadludzkiej odwagi bez względu na pobudki i on Janusz Szpak niech się nawet na to nie powołuje i nie próbuje tego wykorzystywać, bo sam odwagą nie grzeszy, wszak ormostwo przemilczał ze strachu i zwykłego kunktatorstwa. Gdyby się przyznał, z całą pewnością można powiedzieć, że starostą by nie był. A ci wspomniani ludzie swoją ofiarą protestowali przeciw takim metodom, jakim hołdowało ORMO, które jest synonimem wszystkiego, co najgorsze w PRL. Na koniec interpelacji zapytał Szpak, dlaczego ta rada pożytku nie pracuje. Czemu dokonania niweczy?

Oniemiałem, jak słuchałem! Takie słowa z ust jegomościa, co 16 lat cały powiat w kleszczach trzymał, a społeczeństwo to i owszem uznawał, ale takie spod szyldu zielonej koniczynki. Pchał przecież swoich na potęgę, gdzie się tylko dało, a dziś o współrządzeniu ze społeczeństwem mówi?! No i jeśli ta rada kogoś lub czegoś nauczyła, to na pewno nie jego… Niestety, ale „nauczony” człowiek nie mówi do gazety, że szuka dyrektora do liceum. Przecież tak rządził, że niejeden, by się nie tyle podpalił, co spalił ze wstydu za takiego starostę. Na wyczyny swego nieformalnego zastępcy (albo następcy?) we władzach powiatowego PSL, a jednocześnie menadżera w szkole w Łopienniku też reagować nie chciał, choć był informowany o jego wybrykach jeszcze zanim „sexaferki”prasa podjęła. Jak Szpak to czytał, siedząca obok radna Anna Mróz wpatrywała się w ścianę, a Zając Marcin czoło pocierał. Szczęściem, nie ziewali, jak „Papa” przynudzał. A ta radna z PiS Nieścior Ewa, co to gada za obydwu Nieściorów i jak wrzaśnie, to umarłego obudzi, tajemniczo się uśmiechała, jak Mona Lisa na portrecie Leonarda. No i tym sposobem Gorzków ma swoją Giocondę…

Kto był w ORMO i zapomniał o tym w życiorysie napisać? Ręka do góry! No co ty Janusz!?

Powiatowe muzeum?

W czwartej interpelacji to się ze Szpaka kondor prawie zrobił. Olaboga, skrzydła rozwinął i bombardować zaczął. Tak się rozsierdził, że zapytał, co z tym tekstem ujednoliconego statutu, co to w kwietniu radny i jednocześnie jego kolega Zieliński o niego pytał?! Kiedy ten statut będzie i czemu go jeszcze nie ma? Czy za mało mamy w starostwie radców prawnych – dopytywał. Trzeba przyznać, że poraża Janusza troska o legislaturę powiatu. Ale potem jeszcze dopytał, kiedy pojawią się znaki historyczne miejscowości, o których radny Janeczek w kwietniu mówił, bo według niego, podniosą one atrakcyjność miejscowości. Prawda to, jak słońce na niebie, trudno się z Januszem nie zgodzić, ale pierwszy znak powinien w jego ogródku stanąć. Należy wykonać na nieheblowanej desce i gwoździem wyskrobać: „Janusz tu mieszka, chłopisko szczere. Przemilczał ORMO, zrobił karierę…”. Jeszcze tę deskę należy podświetlić, co by w nocy było dobrze widoczna i czytelna. A w ogródku przydałoby się gabloty postawić z pleksy, takiej samej, z której były ormowskie tarcze robione. W nich powinien być beret, lizak, gwizdek i różne bibeloty, a wszystko na atłasowych poduchach. Na honorowym miejscu legitymacja i podanie o przyjęcie do tego niebiańskiego zakonu. Jeszcze powinien pokazać medale, co je od Kwaśniewskiego dostał. Tłumy by waliły siedem dni w tygodniu, bez względu na pogodę, a on byłby kustoszem, dyrektorem i żywym eksponatem w tej izbie pamięci. Byłby to prawdziwie historyczny znak na całą Polskę.

Troska o oświatę

Dziwnie rozpaczliwą przyjął Szpak taktykę pytania o realizację interpelacji innych radnych, a tego jeszcze ten powiat nie widział. Skoro taki legislator, czemu sam tych problemów nie poruszył, gdy był stosowny czas? Wiedziałby dziś, co z tablicami i z tekstem statutu. Nie musiałby pytać..

Na koniec Szpak palnął pakietem oświatowym, jak grubym śrutem. Zapytał, ilu uczniów trafiło w tym roku do krasnostawskich szkół, bo w gazetach podają sprzeczne informacje. Trochę to dziwne pytać o to Zarząd Powiatu, czy nie lepiej pytać gazety? Potem zapytał, czemu zwolniono Naczelnik Wydziału Promocji i Oświaty? No i czemu przed 1 września? I wreszcie na sam koniec: dlaczego w tym roku przyznano stypendia na inauguracji roku szkolnego, a nie tak jak kiedyś? No i czy zarząd powiatu ma świadomość że prawo mógł złamać? W ostatnim zdaniu zapytał, czy aby władzą się nie upajają? Szczególnie to ostatnie stwierdzenie brzmi groteskowo w ustach człowieka, który 16 lat robił w powiecie politycznie, co chciał. Znów i to chyba celowo wprowadza wszystkich w błąd, mówiąc że Naczelnik Wydziału Oświaty i Promocji została zwolniona. Ta Pani sama złożyła rezygnację. Mógł Szpak zapytać Sławka Kamińskiego, toć on w tym dziale pracuje i chętnie by powiedział. Zapomniał też Janusz, jak już rok temu ówczesny Naczelnik Wydziału Oświaty, wspomniany Kamiński, wywołał burzę z rozszerzeniami w I LO, że już nie pomnę o płytkich jego dowcipach opowiadanych na inauguracji roku szkolnego w II LO. Zawodzi Szpaka pamięć, ale można odnieść wrażenia, że te interpelacje ktoś mu podsunął, bo sam na to nie wpadł, albowiem technicznie mizernym starosta był. Ot, pobajdurzyć na dożynkach, albo w remizie do gawiedzi…

To ja może zaśpiewam… Nie! Może jednak powiem! Oddajcie mi te władze, bo się strasznie bez niej czuję!  Jak nie oddacie to powiem Lucjanowi! Niech Pan Radca potwierdzi!

Via Kraśnik?

Po tym czytaniu Janusz wstał, dziarskim krokiem pomaszerował do Boruczenki, by interpelacje podać. Jak wrócił, siadł przepełniony dumą ze swego bohaterskiego wyczynu, papierami potrząsnął, okulary poprawił. Długopis z lewej na prawą przełożył, wody się napił, szklanką o blat strzelił, wreszcie się umościł… i czekał – przekonany, że „dobrą zmianę” za gardło złapał!

Jak tak Szpak szarżował na pisowych, ci siedzieli, jak gdyby nigdy nic. Domański coś se z filiżanki popijał, Józio Wroński w myślach „zdrowaśki” klepał, a Tereski Justyna słuchała wytrwale, jak Zapędowska w „Idolu” tych, co myślą, że śpiewać potrafią. Ogólnie spokój, jak w klatce z najedzonym lwem i cisza, jak na próbie chóru u głuchoniemych… A Matysiak–Radca, co to w rogu siedział, tu gdzie dyrektory ze starostwa, chichrać zaczął. Jak Szpak pisowych szarpał, on o mało nie pękł! Aż se pulchniutkimi rączkami usta zatykał, a czerwony się robił, jak ruski termometr! No ubaw miał po pachy! Tak prysła powaga radcowska, „o tempora o mores” Po co na sesję przyszedł? Tego nie powiedział, ale radochę miał, jak ten brzdąc, co to dziadkowi sztuczne zęby schował, a ojcu machorkę. I tylko on wie, gdzie to wszystko schowane! Taki przebiegły i psotny wesołek… Uuu, igra nasz Przemysław, aż by się chciało powiedzieć: Przemku, Przemyśl! Bo zaangażował się w politykę, jak „nieradca” Po bandzie jedzie, a żużlowcem nie jest. No, ale jak ktoś obrał taką niebezpieczną ścieżkę rozwoju kariery, skończyć może jak ten notariusz z „Wesela” Wojtka Smarzowskiego. Gdy się polityczne wiatry zmienią, to może będzie Przemysław z tobołkiem na wózku i laptopem pod pachą wiał na zachód „wojewódzką na Kraśnik”, jak te Niemce przed Ruskimi w 1945.

Biedny, jak się później okazało, ale wbity w dumę Janusz nie wiedział, co mu pisowe za chwilę zafundują. Najpierw radny Suchorab poprosił, żeby odczytać odpowiedź na interpelację Szpaka, która dotyczyła rzekomego braku kompetencji u pełniącej obowiązki Głównej Księgowej pani Wiórko. Odczytała ją Justyna Przysiężniak i z tej odpowiedzi wynikło, że Szpaka zarzuty są częściowo najwyżej tylko polemiką, bo prawo w żaden sposób nie zostało złamane, gdyż ustawa, na którą się powołał tej sytuacji, nie dotyczy.

Baty od ginekologa

Potem Leszek Janeczek głos zabrał, bo chciał się odnieść do sprawy. Zaczął cytatem z Bismarcka „ Chcesz Polaków pokarać, pozwól im się rzadzić” i „U Polaków cała para idzie w gwizdek”. Wyraźnie pił do poczynań Szpaka. Właśnie wtedy Szpak znalazł się na „fotelu ginekologicznym” (ba, nawet nie wiedział, że sam na niego wlazł!) i w objęciach samego dr Janeczka, a ten w zabiegu delikatny nie był. Radny Leszek powiedział, że za kandydaturą Pani Wiórko on sam obstawał, bo ta Pani kompetencje ma, jak mało kto. Na dowód tego pokazał wyrysowany na kartce papieru schemat organizacyjny działu księgowości, z którego wynikało że ta pani przez kilkanaście lat zarządzała grupą 8-9 osób. Tym samym zarzut o braku doświadczenia w zarządzaniu zespołem ludzkim jest nietrafiony. Poza tym Pani Wiórko posiada stosowne kursy i certyfikaty, a poprzedniczka niekoniecznie. Tak więc może te 30 milionów długu szpitala to tego zasługa? – dywagował. Mina Szpaka zaczęła rzednąć, ale i radca dotychczas rozchichrany nagle spoważniał. Szpak wyglądał, jak ten chłop, co pierwszy raz zięcia zobaczył, bo do tej pory myślał, że jak córka mówiła przez telefon, że czarny, to on myślał, że to górnik i pewnie z Czarnego Dunajca, a on z Afryki był. Ale Janeczek, niepotulny koteczek, zaczął już nie drapać ale boleśnie kąsać. Przypomniał, że od 2012 r. wiedziano, że Pani Skrok kompetencji do bycia księgową nie ma. Mimo tego Szpak, wtedy starosta, nie raczył zareagować. Jak ujął to Janeczek „ Ta wiedza nie przeszła ze szpitala na drugą stronę ulicy”, czyli do organu prowadzącego – starostwa.

Janeczek spokojny jak stojąca woda. Wunderwaffe leży tuż przed nim i jest na kartkach…Natomiast radny Zieliński aż usta otworzył chyba chciał krzyknąć: Janusz druhu drogi zawróć z tej drogi to pułapka!!!

Janusz nerwowo zaczął wodę popijać, bo mu widać w ustach zaschło. Jeszcze i Ani Mróz polał, chyba żeby samemu nie pić i tak siedział. Ogólnie to w trakcie tej „wizyty u ginekologa” ze dwie butelki cisowianki osuszył, czym się nawodnił, jak pola na Żuławach w czasie „cofki” A tymczasem Janeczek okładał go bez litości. Jak fiński snajper podziurawił Janusza interpelację, jak durszlak.

Nie było kontroli

Stwierdził, że tak i owszem, zawiera ona prawdę, ale ta obraża inteligencję zgromadzonych. Mianowicie chodzi o autorstwo rzeczonej. Tu pokazał jej papierową wersję, na której widać, jak radny Szpak swoje dane dopisał długopisem. Gdyby on pisał wszystko, byłoby jednolitą czcionką – dodał. Poza tym wiedza, która jest zawarta w interpelacji, dostępna jest jedynie dla 3 osób w całym SP ZOZ. Wynika z tego, że stwierdzenie użyte w tekście, które mówi o pracownikach trzeba raczej skorygować i czytać o byłych pracownikach. W tym miejscu Janeczek powołał się na „Dziennik Siennicy”, na którym zasugerowano, iż cała interpelacja, to robota ekipy, która dopiero co odeszła. W epilogu swojego wystąpienia radny, leżącego na ginekologicznym fotelu Szpaka „poddał obróbce i obnażył jego intencje do gołej politycznej rzyci (po staropolsku d..a)”. Przypomniał, jak odchodzący Matej podjął wątpliwe decyzje, albowiem na główną księgową powołał osobę, która w SP ZOZ pracowała zaledwie od 3 miesięcy, pomijając Joannę Wiórko, zatrudnioną w ZOZ 16 lat. Ponadto ( o czym się mało mówi) osoby zatrudnione w księgowości miały propozycje zmiany pracy. Jego zdaniem, była to próba destabilizacji pracy szpitala. Ot, pachnie to taktyką spalonej ziemi. Ale najlepsze jest to, że Szpak o tym, co mówił na sesji Janeczek, mógł nie wiedzieć, a to z prozaicznego powodu. Ponieważ sam zrezygnował z uprawnień kontrolnych, a dowodem na to jest protokół Regionalnej Izby Obrachunkowej, w którym napisano, że w latach 2015–16 organ prowadzący, czyli powiat nie przeprowadził żadnej kontroli! Dziwne to, bo jak donosiła prasa, w szpitalu były nieprawidłowości związane z funduszem mieszkaniowym. Natomiast osobą odpowiedzialną za nieprawidłowości jest starosta krasnostawski. Tak wynika z wypowiedzi radnego Janeczka, który przy okazji powołał się na starą bolszewicką zasadę „zaufanie jest dobre, ale kontrola lepsza” Nawet ubolewał, że w tym wypadku nie miał ona zastosowania. My też jesteśmy zaskoczeni, bo jak mógł Szpak, były ormowiec, o tej fundamentalnej zasadzie zapomnieć? A może nie chciał nic wiedzieć? Przecież o wybrykach Sapki, swojego zastępcy (następcy), w strukturach powiatowych PSL też był informowany nim cała afera wybuchła, a nie reagował i w rezultacie wybory do rady powiatu w Łopienniku PSL z kretesem przegrał.

Nasz „wniosek pokontrolny” jest następujący. Nie wolno zadzierać z ginekologiem, tym bardziej gdy ten jest radnym, a do tego historykiem regionalistą i perfekcyjnie zna niemiecki. Albowiem wie on, co to „Kesselschlacht”, a jak wie, to z pewnością tego użyje. Poza tym, po co chłop nie chodzi do ginekologa, bo wie, że po takiej wizycie nie będzie mógł siedzieć. A jeszcze się samemu pchać na „fotel”? Mądry Szpak po szkodzie. Tylko obolały. A dla Janeczka zrobić z niego drugą Ankę Grodzką to pestka. Tylko po co w tym wieku?

Piotr Ślusarczyk

41
10

Klus plus!

Po 18 latach megalomańskich, drogowych rządów w ZDP w Krasnymstawie dyrektora Piotra Banacha nastąpiła zmiana. Nowy zarząd powiatu wreszcie postawił na fachowca, człowieka o zupełnie innej konstrukcji i kulturze niż poprzednik, do tego magistra inżyniera budownictwa.

Mowa o Marku Klusie. O takich, jak on na świętokrzyskiej wsi rzekliby „jak cię pająki nie wciągną za obraz, to będą z ciebie ludzie”. Musi więc Marek unikać pająków i obrazów. To istna oaza spokoju i doprawdy trudno go wyprowadzić z równowagi, nawet radny Zieliński ma z tym problem. Z lica promienieje mu sympatia, taka sama, jak disnejowskiemu jelonkowi Bambi. Ten dyrektor ZDP raczej nie zrobi z podległej sobie jednostki poligonu dla swoich ambicji, bo spokojny i rzeczowy z niego urzędnik. Z tego co wiadomo, ciągle porządkuje plac na ul. Borowej po Banachu – jak wiadomo, poprzednik sporo bałaganu zostawił mu w spadku.

Piotruś dowódca

Piotruś tymczasem dowodzi „pułkiem wozów asenizacyjnych”, znaczy dyrektoruje Zakładowi Komunalnemu w Izbicy i przewodniczy RG w ludowej jeszcze, a może „pisowej” już(?), a na pewno Cichoszowej Siennicy. Gmina Izbica, po jeszcze ludowym Babiarzu, jest już w tak opłakanym stanie finansowym, iż już nic (nawet Banach) nie jest jej w stanie zaszkodzić. Nawet pisano o tym w lokalnej prasie: czy aby obecność Banacha w Izbicy nie wpłynie negatywnie na relacje z władzami powiatu? Boją się też mieszkańcy czy ten nie zostawi im takiego samego bałaganu, jak w krasnostawskim ZDP? Co ten Lewczuk zrobił tą dyrektorską nominacją? – drapią się po łbach niektórzy. Aaa, dopowiadają inni – po zakończeniu kadencji Lewczuk może iść na emeryturę, jak jego poprzednik.

I bez Piotrka się kręci i to nawet lepiej a słońce wcale nie zgasło… Tu jak widać „schody” Banacha zniwelowano zgodnie z prośbą wójta i tak by elektorat nóg nie połamał.

Tymczasem odsunięty od władzy Szpak straszy i sieje fatalistyczne wieści w Siennicy, z których można wywnioskować, że teraz się wszystko już zawali, bo przecie tylko oni(!) mogą rządzić powiatem. Napuszczają mieszkańców na nowych starostów – szczególnie tych z Wierzchowin. Tylko że w sprawie drogi w Wierzchowinach smaczków jest sporo i stawiających tę inwestycję w innym świetle niż robi to Szpak, ale o tym innym razem. Teraz cała peeselowska trójka: Szpak, Proskura i Banach widzą jakby więcej i wyraźniej, szczególnie problemy te drogowe. Ale niestety bycie w opozycji, takiej konstruktywnej przerasta ich horyzonty. Tymczasem jest zupełnie inaczej niż tych trzech lokalnych, pożal się Boże, tenorów by chciało. Klusowi i jego zwierzchnikom nie w głowie jakieś szykanowanie Siennicy ze względu na ich tzw. ruch ludowy. Bo co są winni zwykli ludzie temu, że między nimi mieszka były ormowiec i starosta? Jest wręcz przeciwnie… Szpak z Proskurą tak skołowali teraz u nas ludowców, wspierając Cichosza z PiS, a nie PSL, że ci dosłownie zbaranieli. Peeselowskich plakatów szukać u nas ze świecą…

Chodnik dla podatnika

Ostatnio ZDP remontuje fragment chodnika przy drodze powiatowej. Jakoś za rządów Banacha nikt na to nie wpadł, a przecież ten osunięty chodnik straszył od bardzo dawna. Kostka brukowa jest kładziona od nowa na zniwelowanym podłożu. Poza tym usunięto barierę architektoniczną w postaci uskoku na wspomnianym chodniku w miejscu wjazdu na parking przy zalewie na Siennicy, tuż za mostem. Teraz rozbicie nosa po zmroku już tak nie zagraża, a po chodniku mogą się poruszać nawet osoby niepełnosprawne. Właśnie o ten uskok upomniał się wójt Proskura, a reakcja Klusa była pozytywna i natychmiastowa. Chyba nie tego oczekiwało ludowe trio?

Jak widać na fotografii remont w pełni i nikt Siennicy nie piętnuje. Na tym chodniku spotkałem owego wyborcę konesera…

Ostatnio spotkałem się z osobliwą opinią obywatela, wyborcy i podatnika, ale przede wszystkim konesera produktów przemysłu spirytusowego, który jest częstym (choć to mało powiedziane, bywa że czasem zalega na nim lub w rowie obok, kontestując piękno przyrody) użytkownikiem remontowanego chodnika. Normalnie chłopisko tak się cieszyło, że brak na to słów, by to oddać w pełni. – O! Chodnik nareszcie robią, tera bedzie można normalnie rowerem jechać! –tak stwierdził… Tu warto wspomnieć, że ów obywatel więcej rower prowadza niż nim jeździ – ze względu na ciągły stan nieważkości, którego doświadcza, ofiarnie zasilając budżet zakupami produktów wspomnianego przemysłu. Co warte podkreślenia, był szczery w swojej opinii i mówił od serca oraz przez sfatygowaną wątrobę, choć paradowanie wokół niego z otwartym ogniem groziło eksplozją. Tu warte podkreślenia jest to, że mimo widocznych objawów świeżo przebytej nieważkości – opinię na temat stosunku nowych władz powiatu do problemów drogowych w Siennicy miał nader trzeźwą, w przeciwieństwie do odsuniętego od władzy i znaczenia Szpaka et consortes…

Piotr Ślusarczyk

45
14

Komiwojażer (?) z Żółkiewki

Cichosz w kampanii jest wszędzie, osobiście i na plakatach. Ma facet tupet i kasę, jak nikt z listy. Jego ubiegła kampania – jak twierdzą niektórzy –  rzekomo pochłonęła 220 tys. zł. (?)  Przyjrzyjmy się obecnej. 

 

Czas kampanii wyborczej jest trudnym i bardzo nerwowym okresem w życiu zwykłego śmiertelnika. Zewsząd bombardowany jest medialnym przekazem, który kandydat jest lepszy od innego – tak w koło Macieju. Prawdziwy cyrk jest wtedy, gdy do walki stają kandydaci z tej samej listy. Na naszym lokalnym podwórku bardzo nachalny w kampanii, wręcz wszędobylski jest Cichosz Lucjan, emerytowany weterynarz z Żółkiewki, kiedyś długoletni członek Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego (satelity PZPR), potem PSL, w 2010 r. przepisał się do PiS.

Z politycznym wiatrem

Dzięki ustawianiu się zawsze z politycznym wiatrem w plecy zwykle sprawował kierownicze funkcje – za komuny w lecznicy (ordynator, później kierownik), potem w samorządzie, instytucjach państwowych, jako szef lub wiceszef. Wielce pomogło mu to w dorobieniu się bardzo pokaźnego majątku, jest właścicielem bardzo cennych nieruchomości w centrum Żółkiewki, których część sprzedał pod supermarket za grube pieniądza. Właśnie dlatego w okolicy potocznie zwany jest milionerem z Żółkiewki. W 2015 r. bez powodzenia kandydował z PiS do Sejmu, dostał 4800 głosów, miał dopiero 11. wynik na liście. Matka Partia nie zostawiła go jednak na lodzie – dostał stanowisko członka Zarządu Małopolskiej Hodowli Roślin w Krakowie (jego wiedza o rozmnażaniu kwalifikowanego materiału siewnego jest podobna do niżej podpisanego), przewodniczącego Rady Nadzorczej Zamojskich Zakładów Zbożowych (wiedza o mące i kaszy również j.w.), kierownika Stada Ogierów w Białce – tutaj, owszem, ma kwalifikacje). Z tego tytułu pobierał bardzo wysokie apanaże, doszły poważne wpływy z wynajmu nieruchomości w Żółkiewce (vide: oświadczenia majątkowe). Człowiek zamożny, bardzo dla siebie przedsiębiorczy, szybko dorobiony po 1990 r., potrafił optymalnie wykorzystać moment przemian ustrojowych. Ma więc wielką kasę na kampanię, a tupet jeszcze większy. Z owymi przymiotami objeżdża teraz gminy i powiaty, jak komiwojażer.

Maskarady w terenie

Nie przebiera w środkach, jest wszędzie gdzie tylko można się wcisnąć. A to śpiewa na dożynkach we Frampolu, by za chwilę zwalczać ASF, albo w Goraju obiecywać rolnikom zmianę klasyfikacji gruntów pod ONW pod wyższe dopłaty, a to prawa miejskie obiecuje. Aaaa, jeszcze pieniądze piłkarzom rozdaje – tak z ręki, jak się konie karmi cukrem. Tu ciekawostka, po tym szeleszczącym elemencie kampanii pojawił się w klubie piłkarskim ktoś z Sanepidu, by obdarowani podpisali umowę darowizny, bo kandydat miałby kłopot z fiskusem, tak jak piłkarze. Modli się po kościołach, szkoda, że odpusty przegapił. A może był?

Wszystko wszystkim obieca, tak jakby wszystko było w zasięgu jego ręki. W promocji powoła się na swoje znajomości na najwyższych szczeblach, puści z nimi sweet focie, że ci go tak uważają. Tymczasem nowe i znacznie młodsze ważne osoby ze świecznika, skąd mają znać bogatego i sędziwego już (69 lat) dziadka z Żółkiewki, który w tej kadencji grzeje sejmowe ławy zaledwie od kilku miesięcy? Dwoje kandydatów z list do Sejmu, które dostały w wyborach w 2015 r. więcej głosów od niego odmówiło mandatu. On wziął, bo idzie przebojem przez kampanię.

Fortel na tłumy

We wtorek 17 września w rocznicę wejścia Sowietów na naszą ziemię w 1939 r. sprosił wójtów z powiatu, dyrektorów szkół, KGW, OSP, innych oficjeli i instytucje. Impreza firmowana była m.in. patronatem starostwa – tak było napisane na oficjalnych zaproszeniach. Który z wójtów zignorowałby obchody, skoro są oni niemal na pasku starosty, nie tylko przy drogach powiatowych?! Delegacje przybyły tłumnie, dzierżąc wieńce i kwiaty, bo uroczystość też nie zapowiadała się byle jaka. Dopiero na miejscu okazało się, że starostwo reprezentowane było skromniej – nie było ani Leńczuka, ani Nowosadzkiego. Nie zaprosił, tylko urząd wykorzystał? Pełen werwy Lucjan wtedy jeszcze dalej poszedł i odsłonił pomnik z okazji 100-lecia niepodległości, z niemal rocznym, poślizgiem. Widać dostrzegł, że i na takich świętościach narodowych i przesuwanych rocznicach można zbić wyborczy kapitał, czytaj: głosy. Jak zwykle i tu nie zabrakło nachalności, przysłowiowego dymu oraz zwykłej pychy. Ta ostatnia, co prawda, to temat na osobny elaborat, albowiem milioner z Żółkiewki w ciągu paru tygodni trwającej kampanii wykazał się dość osobliwym podejściem do obchodów rocznic i organizatorów tychże.

Pycha kroczy przed upadkiem

Z naszych informacji wynika, że obelisk który stanął na skwerku przy ulicy Okrzei, pierwotnie miał mieć taki napis-dedykację:


W setną rocznicę odzyskania niepodległości społeczeństwo miasta Krasnegostawu i powiatu. Senator ziemi krasnostawskiej poseł na sejm RP VIII kadencji. Historię swoją piszcie sami bo inaczej napiszą ją za was inni i źle. Józef Piłsudski (wytłuszczenie redakcji).

Po interwencji IPN, który jak wiadomo, dba o politykę historyczną i (niestety dla Lucjana) ma wiele do powiedzenia w kwestii treści zamieszczanych na tego rodzaju obeliskach, stanęło na takim napisie:

W setną rocznicę odzyskania niepodległości społeczeństwo miasta Krasnegostawu.

Jak widać, pcha się nasz Lutek nawet na pomniki Niech sobie swój postawi, bo ma kasę, ale w centrum Żółkiewki, gdzie jego place i może stawiać, co chce, ale nie w stolicy powiatu. Chyba zbyt dosłownie wziął słowa J. Piłsudskiego i jął historię sam pisać, po swojemu. Chwała IPN-owi, bo w Lublinie go już dokładnie przejrzeli i tylko patrzą z obawą na jego tupet.

Żałosne widowisko

Na swoim profilu fejsbukowym 1 sierpnia br. dał galerię zdjęć z obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, organizowanych przez stowarzyszenie Narodowy Krasnystaw. Wykonał mu je jego przyboczny fotograf, który niemal nie odstępuje od swego chlebodawcy i pstryka mu ich zwykle po kilkadziesiąt z każdej wyborczej imprezy – widać dobrze mu płaci. Na fejsbuku Cichosz nie napisał jednak, kto go zaprosił i kto organizował uroczystość. A o niej co roku pamięta NK z Bartkiem Witkowskim na czele i godnie obchodzi. Autorskie prawa, dobre obyczaje, ba, kultura osobista nakazywały uszanowanie tego, także przez Lutka, ale widać dla niego to za wysokie progi. Najwyraźniej ukradł młodym imprezę do kampanijnego Internetu – niczym jego imiennik z filmu „Wodzirej” Feliksa Falka Lutek Danielak. Tutaj przyzwoitością wykazała się posłanka Hałas, która mimo że nie była na obchodach wybuch Powstania, wysłała na nie pracownicę swojego biura. Ta, jak należy, odczytała w jej imieniu kilka zdań, nawet ciepłych pod adresem młodych narodowców. W tym miejscu widać, że krytyczny artykuł „Cześć i chwała bohaterom”, jaki swego czasu zamieściliśmy na naszych łamach w obronie dorobku NK, odniósł skutek.

Wracając do zachowania posła Cichosza 1 sierpnia br. należy dodać jeszcze jedną istotną informację z uroczystości. Otóż nasz swojski Lutek obruszył się na organizatorów, gdyż ci przywołali go do porządku, ponieważ wiązankę chciał składać jako pierwszy – taki Primus inter pares – jeszcze przed wszystkimi, a przede wszystkim przed kombatantami. Też ich chciał „okraść” – z godności. Bo on jest poseł i basta! Być może w ramach rewanżu za ten jawny afront nie napisał w swojej fotorelacji nic o organizatorze? Niestety, to jakże żenujące i podłe wręcz widowisko widzieli stojący obok uczestnicy.

Wespół w zespół ze Szpakiem

Z kolei 1 września br. wiązankę złożył w asyście dyrektora biura i popędził nie do kościoła na mszę w intencji rocznicy wybuchu krwawej wojny, tylko na dożynki do Rejowca – pamięć ofiar wojny widać może poczekać, w przeciwieństwie do elektoratu z dożynek. Żałosne, ale prawdziwe – w propagandowym i powierzchownym traktowaniu rocznic Cichosz jest bliźniaczo podobny do Szpaka. Obaj wywodzą się z tej samej pokomunistycznej szkoły, czyli byłego ZSL, gdzie razem przez wiele lat robili kariery. Potem działali w przefarbowanym PSL. Czym skorupka nasiąknie za młodu… Jeszcze do niedawna obaj nie uznawali rocznicy wkroczenia Sowietów do Polski, bo m.in. dzięki nim komuniści zmontowali Zjednoczone Stronnictwo Ludowe, walczyli z Kościołem. A oni robili w nim kariery. Teraz robią za żarliwych patriotów i mężów bogobojnych. Szpak, jako stary kamrat Cichosza, był 17 września na uroczystości, na które nota bene spraszano kogo się tylko dało, aby nabić frekwencję, choć kto był niepokorny, zaproszenia nie dostał. To olbrzymia kompromitacja Cichosza, że Andrzej Leńczuk, urzędujący starosta o tym, że jest „współorganizatorem” dowiedział się z plakatu. Za jego erzatza robił Szpak Janusz, teraz radny powiatowy, wcześniej marny starosta zresztą i członek ORMO z 12. letnim stażem, skrzętnie przemilczanym – aż do 2017 r., kiedy ten fakt opublikował IPN. Obecność Szpaka na wspomnianej rocznicy jest bardzo znamienna, bo podobne uroczystości omija szerokim łukiem. Wybuch Powstania Warszawskiego czy rocznica Bitwy Warszawskiej to nie jego klimaty. Na obchody związane z Żołnierzami Wyklętymi w ub.r. jakoś się pofatygował, ale jak mu przyszło stanąć koło Hałasowej, na tę okoliczność tak się okutał szalikiem i kołnierz postawił, żeby go chyba dawni towarzysze nie poznali. Nie ma się mu co dziwić, bo wrósł już w rocznicę Rewolucji Październikowej, akademię 1 maja, które przecież nieraz obchodził wespół z Cichoszem.

Ten ostatni po uroczystościach zorganizował w „Borku” tzw. ognisko patriotyczne z poczęstunkiem. Grzał się przy nim Szpak z naszym Proskurą – najżarliwsi sienniccy patrioci. Nasz wójt tak ukochał Ojczyznę i tak o Niej pamięta, że 11 Listopada świętuje 9, żeby mieć wolne. Na tym samym borkowskim uroczysku rok po przegranych wyborach parlamentarnych (w 2016) odbyło się spotkanie aktywu powiatowego PSL z Kosiniakiem-Kamyszem. Rozdawano tam odznaczenia „Medale Witosa” – iście ludowa celebra miała miejsce pośród karkówki z grilla i wódki z plastikowych kubków. Pisaliśmy o tym ze 3 lata temu i o dziwo, po naszej publikacji wszystkie zdjęcia ze strony internetowej powiatowego PSL zostały usunięte. Takie standardy wprowadził Szpak do lokalnej polityki, a Cichosz prowadza się z nim w najlepsze. Niedawno w Tarzymiechach zbierał śmieci, a w Borowinie kartofle, czym podzielił się na swoim fejsbuku. Ile zebrał? Nie wiadomo. Nie było kamery, tylko przyboczny z aparatem. Tym samym udowodnił, że weźmie w ręce wszystko, byle tylko dostać upragniony mandat na Wiejską łącznie z pomocną dłonią Szpaka ormowca.

PS. Niektórzy maja wielkie obawy, by rzeczony pomnik kiedyś nie popękał. Dziw ich bierze, że Kaczyński wziął na listę Cichosza, którego popiera taka zeteselowsko-ormowska kompania. Już niedługo PiS się na tym przejedzie.

Piotr Ślusarczyk

49
20

Tradycji (wreszcie) stało się zadość

Taki właśnie tytuł byłby adekwatny do wydarzenia, które miało miejsce 8 września w naszym sołectwie. Dlatego, że pokrywałby się z historyczną prawdą o naszej wiosce i gminie. To my, w Rudce, przywróciliśmy tę tradycję. Gmina praktycznie nic do tego nie miała. Mało tego, już lata temu faktycznie odeszła od godnego kultywowania tego obrzędu, zamieniając go w polityczną akademię i propagandę. Czytając relację z naszych, niedawnych dożynek w Supertygodniu z 16 września mieszkańcy Rudki, mają słuszne prawo czuć się zmanipulowani, ponieważ przekaz medialny nie był rzetelny.

Gwoli tejże rzetelności niniejszym należy przypomnieć, że po ponad 50 latach – jako sołectwo Rudka – zorganizowaliśmy tradycyjne, wiejskie dożynki z korowodem i całym obrzędem, w który zaangażowało się kilka pokoleń mieszkańców – od najmłodszych juniorów, ba, młodzików, po najsędziwszych seniorów. Była to nasza oddolna inicjatywa, wszyscy mieszkańcy, młodzież ,sołtys oraz ja włożyliśmy wiele wysiłku i serca, aby nasze Święto Plonów odbyło się na najwyższym poziomie, a potem pozostało nam w pamięci na długie lata. W opinii gości impreza była bardzo udana, szczególnie rzucało się w oczy to, że bez jakichkolwiek podziałów połączyła pokolenia, biorące w niej udział. Był to autentyczny i jakże spontaniczny powrót, po wielu latach, do tradycji, jaką kultywowali nasi rodzice i dziadkowie. Udały nam się te dożynki! Wiele osób spotkało się na nich po latach, co było dla nich ogromną radością i powrotem wielu wspomnień z lat młodości, gdy oni również w tym samym miejscu, na boisku szkolnym, brali udział w obrzędzie dożynkowym.

Jak wiemy, w gminie Siennica Różana od wielu lat nie organizuje się dożynek gminnych, tym bardziej sołeckich. Rok temu odbyły się u nas dożynki powiatowe, a kilka lat temu dożynki wojewódzkie, ale tamte zwykle są tylko oficjalne – polane gęstym, politycznym sosem i dętą propagandą sukcesu. W Rudce uciekliśmy hen od polityki: zbędnych peregrynacji i wywyższania kogokolwiek, jak często bywa na imprezach w gminie. Wszyscy czuliśmy się jak u siebie, a więc swojsko. Było miło, tradycyjnie i jakże biesiadnie. Niech dożynki w Rudce będą przykładem, że można zorganizować coś z potrzeby serca, bezinteresownie, bez żadnych nacisków i instrukcji z zewnątrz. Mamy w naszej gminie bardzo wielu mądrych i zdolnych ludzi, ale najzwyczajniej w świecie są oni spychani na margines, eliminowani z życia społecznego, bo są niewygodni dla władzy, której się zdaje, że ma ona na nią monopol. Władza ta nie może pojąć, że takimi praktykami cofa gminę w rozwoju. Z racji wykonywanego zawodu przedstawiciela handlowego bardzo dużo podróżuje po Polsce. I widzę, że taki model władzy jak u nas dawno odszedł do lamusa. Mamy skansen władzy po słusznie minionej epoce.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim naszym sponsorom, którzy finansowo nas wsparli, władzom i pracownikom Gminy oraz Gminnego Centrum Kultury za organizacyjne wsparcie, Pani Krystynie Kobylańskiej i Panu Januszowi Pawlisze – za pomoc w przygotowaniu całego obrzędu oraz Marcinowi Chytroszowi za przygotowanie nagłośnienia i występ. Ale najniżej chylę czoło przed wszystkimi mieszkańcami, Panem sołtysem, Paniami z koła gospodyń i naszej młodzieży. Za ogrom pracy od serca włożonej w nasze wspólne dzieło!

P.S. W sprawie niefortunnej treści artykułu, w imieniu mieszkańców, kontaktowałem się z Panią redaktor. Jej omyłka wynikła ze zwykłego pośpiechu. Rozmowa nasza przebiegła w miłej atmosferze. W najbliższym numerze Supertygodnia ma być zamieszczone sprostowanie.

Andrzej Korkosz

38
14

Bajka o naszym Żwirku i Muchomorku

 

Posłanka Hałas może tylko ręce zacierać, że jej konkurentowi z listy doradzają takie polityczne tuzy, jak radny Zieliński i radca Matysiak. Z nimi Cichosz w Krasnymstawie głosów nie nazbiera. A w sojuszu jeszcze Szpak ze swoją peeselowską ferajną. Egzotyczna polityczna furmanka ruszyła, batem zacina radny, droga wąska a rowy głębokie. Ta fura może się wykutylmanić, bo do końca nie wiemy, czy furman jest trzeźwy?

 

Dzięki diabolicznemu pomysłowi Prezesa Jarosława, który wymyślił koncepcję rywalizacji wewnątrzpartyjnej podczas kampanii wyborczej posłanka Teresa Hałas za przeciwnika ma posła Lucjana Cichosza, także z naszego powiatu. Ten w imię rewanżu za wytrzebienie jego kandydatów z list do wyborów samorządowych zrezygnował z intratnych synekur i posad w państwowych spółkach i wziął wakujący mandat po Beacie Mazurek na kilka miesięcy, zainstalował się w Krasnymstawie i Chełmie – prze na wschód, byle dalej od rodzinnej Żółkiewki. Ta bowiem za mała na zdobycie upragnionego mandat, ba, tam go już dobrze znają.

 

Cichosza Drang nacht Osten

Jego wyborczego Drang nacht Osten i wodowania politycznej kapsuły z nim w środku w naszym powiecie nie mógł przegapić radny powiatowy Krzysztof Jacek Zieliński. Poczuł trop i dołączył więc czym prędzej do świeżo upieczonego posła, zdopingowany wiecznym głodem wysokiego stołka, awansów, blichtru i wszystkiego, co z władzą się wiąże. Za przybocznego w tym swoim Wielkim Marszu niczym Mao Tse Tunga dobrał sobie „wschodzącą gwiazdę krasnostawskiej palestry” – radcę Przemysława Matysiaka, który dorabia w tutejszym sanepidzie. Jeszcze dobrze kancelarii nie rozkręcił, a już założył polityczne gumofilce i wymachuje politycznym sztandarem Solidarnej Polski – partyjki, która w naszym powiecie zmieściłaby się w maluchu. I jeszcze znalazłoby się w nim miejsce dla pasażera. Szoferem tego lokomobilka jest Zieliński. Ma doświadczenie za kółkiem, bo dyrektorował swego czasu naszym PKS-em aż ten zbańczył.

Jeszcze kilka lat temu Matysiak zupełnie nie interesował się polityką. Dopiero pod przemożnym wpływem swojego guru doznał olśnienia. Jakich argumentów musiał użyć jego polityczny ajatollah, żeby go tak nagle odmienić? Może wizją świetlanej kariery w ministerstwie sprawiedliwości co najmniej jako dyrektor departamentu? Teraz on jakże żarliwy patriota, któremu z tego żaru grozi samozapłon, mąż bardzo bogobojny, cnót pełen wszelakich niczym beczka miodu, troskliwy opiekun wdów cierpiących i sierot. Patriotyczne wieńce kładzie na grobowcach z posłem, łzawiąc niemal okiem, hymn śpiewa przejęty, ręce łamie do modlitwy, pada w kościele na kolana w modlitwie. Z biblijnego Szawła w Pawła się przemienił, żeby nie zgrzeszyć. Skąd nagle nabył aż tylu przymiotów? Metamorfoza? – do Sejmiku Zieliński go namówił, 3600 głosów dostał. I ni stąd, ni z owąd uwierzył w swoją moc. Polityką mógł się zarazić już w biurze posłanki, gdzie przez jakiś czas pracował. Niestety na skutek różnicy zdań nasz radca w akompaniamencie grzmotów i błyskawic opuścił swoje polityczne pielesze. Teraz robi u Cichosza i teczkę przepastną za nim nosi. Co w niej jest? Może dokumenty państwowej wagi: listy agentów, wrogów ludu i Narodu, których niechybnie należałoby ujawnić, tajne/poufne. Znowu jest kimś w miasteczku!

 

Żarliwy i nader bogobojny patriota

Został Matysiak dyrektorem biura posła Cichosza i bryluje po całym powiecie, jedzie nawet poza jego opłotki. A to wieńce złożyć, patriotyczną przemowę wygłosić od posła, a to pomaszerować truchcikiem obok Lucjana lub lekko za nim, zdjęć se napstrykać i puścić do Internetu. Władza.

A wyraz twarzy udającego Męża Stanu, bijący z licznych fotografii niemal przypomina buźkę sowieckiego pioniera, który zaciągnął wartę przy trumnie towarzysza Stalina. Więcej go na zdjęciach z Lucjanem niż radnego Księżuka, przybocznego posłanki. Oj, rośnie Kościukowi konkurent na burmistrza za 4 lata. Na profilu Fb Cichosza staje wręcz na głowie, by dogodzić pryncypałowi i chlebodawcy. Rozpływa się nad jego rzekomymi przymiotami, lajkuje jak nastolatka, tak mu słodzi, że finalnych wyrobów Cukrowni „Krasnystaw” może nam zabraknąć. Nagle prysła tak niezbędna w jego profesji powaga mecenasa. Jest w swoim żywiole, bo Hałasowej nie cierpi bardziej niż kolejki przy kasie w Tesco. Dziwnym zbiegiem okoliczności, gdy wspomniany duet przyssał się do posła, zaczęły dziać się w lokalnych mediach rzeczy, które można śmiało określić mianem dziecinady rodem z politycznej piaskownicy – istny festiwal bezmyślnych złośliwości na szkodę PiS. Najpierw byliśmy świadkami 3-tygodniowej krucjaty dotyczącej zamontowania tablicy na ścianie biura poselskiego. Radca Przemysław tłumaczył w „Nowym Tygodniu” jak to musieli zdemontować tablicę poselską na koszt podatnika. Może to i prawda, ale czy takie duperele winny być wynoszone do publicznej debaty? Kogo to obchodzi?! Wszak mogli zamontować tablicę tak, by posłanki nie prowokować, ale widać zamysł był taki, by ją jednak sprowokować. Wonieje to z daleka zwykłą dziecięcą gierką i bije w mocodawcę Cichosza, który o dziwo, ten temat podjął i go bezmyślnie ciągnął. Tu warto przypomnieć, że Lucjan ma już swoje lata (prawie 70) i takie zachowania nie przystoją jego zacnej na głowie siwiźnie. Taka ma być alternatywa dla Hałasowej? Inna rzecz, że posłanka dała się podpuścić i wdała w bezsensowny, jarmarczny dialog, z którego nic nie wynika, a ludzie tylko kiwali głowami z politowania. Gołym okiem widać słabość jej otoczenia, które nie potrafi jej nic rozsądnego doradzić, tylko bije brawo na jej maskarady. Tak właśnie wygląda fragment wojny domowej w powiatowym PiS. Jest ona krwawa, ale zupełnie niezrozumiała dla wyborców.

 

Sojusz ze Szpakiem

Radny Zieliński również nie zasypia gruszek w popiele. Zawarł polityczny sojusz ze Szpakiem, czego szczególnie już nie ukrywa. Teraz obaj pospołu szarpią poły spódnicy Hałasowej. Nader osobliwy trójkąt: Zieliński-Szpak-Cichosz hula więc w najlepsze. Na krasnostawskim podwórku karty rozdaje ten pierwszy. Gdzie tylko można torpedują poczynania posłanki – kosztem wyborców, których ta prywatna wojenka zupełnie nie interesuje. Można odnieść wrażenie, że radny poszedł do polityki tylko po to, by mścić się za rzekomo doznane urazy, a nie jest już tajemnicą, że nocami śnił mu się fotel wicestarosty – on pomazaniec Szpaka, a teraz jeszcze Cichosza. Jakże symboliczny jest fakt, że radny Zielinski nigdy do tej pory nie próbował nawet rozliczać Janusza za efekty jego 16-letnich rządów i za sfałszowaną biografię, w której brak jego 12-letniego pontyfikatu w ORMO. Wszak w okresie przed wyborami krytykował wtedy jeszcze starostę, ba, nawet swoje 8-letnie bezrobocie utożsamiał właśnie z nim. Często gromko i publicznie wołał: układ! układ! Po wyborach, jak widać, nastała moda na retro i Janusz z Krzysiem padli sobie w ramiona. Wieść powiatowa niesie, że mieli się ku sobie już tuż po wyborach, gdy Szpak próbował montować większość w radzie, żeby nie oddać władzy. W latach 2006–10, gdy Krzysztof zdobył mandat radnego i o zgrozo, był również członkiem klubu radnych PSL, a wcale być nie musiał. Dziś miłość kwitnie w najlepsze, a radny posuwa się jeszcze dalej w bezrozumnych wyskokach. W tym wypadku odezwała się Krzysiowa przeszłość w Samoobronie. Jak wiadomo, jej członkowie najczęściej rekrutowali się z pewnych środowisk dalekich od idei i zwykłej uczciwości, aczkolwiek zdarzali się i ludzie ideowi. Tyle, że było ich za mało w stosunku do potrzeb…

 

Prowincjonalni dopcipnisie

Po artykule na „Dzienniku Siennicy”, w którym został on skrytykowany za polityczną głupotę, na publicznym profilu Fb Lucjana Cichosza pod postem o wspomnianych tablicach, tak szeroko opisywanych w „Nowym Tygodniu”, zamieścił komentarz w odpowiedzi do komentarza uczestnika dyskusji, który skwitował, że PiS powinien być jedną drużyną:

 

Jedna Drużyna??? To nawet widać w Powiecie krasnostawskim. Szczucie, zamordyzm i podporządkowanie wszystkiego i wszystkich jednemu celowi. Reelekcji pewnej Pani. Miała być „Dobra Zmiana”. Jest tylko świetna zamiana. PS. Nawet Redaktor z Siennicy został sprywatyzowany. Brawo… – (cit.)

 

Nie pierwszy raz radny ma zwidy i majaki. Nie może Zieliński pojąć, że nie ma akceptacji na jego otwarty sojusz ze Szpakiem – zdecydowali o tym przy urnach wyborcy. Szkoda, że posiedzenia komisji rady powiatu nie są transmitowane. Ten komentarz jest jedynie prologiem do „Tour de France” – politycznej głupoty radnego, bo oto 10 września posunął się dalej i zamieścił tym razem na swoim profilu taki post:


Swojskie „chłopaki do wzięcia”

O co chodzi w tym wygłupie? Otóż liczna grupa antagonistów Teresy Hałas określa ją mianem „Rudej”. Ów przydomek wynikający z przefarbowania przez nią kiedyś włosów jest mało wyszukany i powszechnie znany, nawet w jej otoczeniu, funkcjonuje w sferze publicznej w najlepsze. Ot, kolejna mało lotna i głupawa w swej treści dziecinada, jakże charakterystyczna dla radnego i jego pomagiera Matysiaka, który też się dobrze bawi, jak widać z zamieszczonego przez niego komentarza. Jednym słowem pan radca rozumie aluzję i przekaz – sam się do tego przyznaje. Żart jak żart, bo klasa tegoż niestety świadczy o autorze, a ten jest, jaki jest – samoobronowy. Takie żarty mogą sobie nasze „chłopaki do wzięcia” (nota bene tylko jeden z nich jest jeszcze do wzięcia – info dla panienek) opowiadać w domowej kotłowni u radcy, albo na strychu chałupy radnego – po cichu, przy piwku. Gdyby taki post zamieścił zwykły Kowalski, który ma prawo do takich demonstracji, bo jest zawiedziony poczynaniami pani poseł, to i owszem – nic by się nie stało. Tylko że w tym wypadku zamieszcza go osoba publiczna – szef struktur „Solidarnej Polski”, radny powiatowy i członek klubu PiS oraz dyrektor wydziału promocji miasta Krasnystaw. Wtóruje mu radca prawny, który wykonuje zawód wymagający szczególnego społecznego zaufania. Ma Matysiak nad sobą komisję etyki zawodowej, a przecież i on sam swego czasu na etykę zawodową powoływał się, co rusz… Takie rzeczy nie licują z zajmowanymi stanowiskami i pełnionymi funkcjami przez obu dowcipnisiów. Jak widać, zaślepienie ewentualnymi fruktami po reelekcji Cichosza przysłoniło im całkiem zdrowy rozsądek, którego może nigdy nie posiadali w nadmiarze? Żenujące to, niemalże tak, jak Komorowski łażący po krzesłach w japońskim parlamencie albo zataczający się Kwaśniewski na kwaterach pomordowanych przez NKWD w Piatichatkach… Niestety, tak infantylny kompromitujący w działaniu jest ten duet – krasnostawski Żwirek i Muchomorek – w późno dorosłym wydaniu. Trwa kampania, a ci gubią głosy na wspólną listę, bo wyborca tego nie lubi, a przede wszystkim nie rozumie. Dzieciaki od Cichosza okleiły cały powiat jego plakatami tak, że można powiedzieć o jego Lucjanizacji oraz zwąchali się ze Szpakowym PSL. Prowadzą intensywną kampanię w internecie poprzez profil fejsbukowy. Przy takiej intensyfikacji działań i częstotliwości powinni unikać takich wyskoków naszego wzniosłego Żwirka i pękatego Muchomorka – wet za wet, bo to osoby publiczne. Łatwo przeholować, a wyborca nie lubi nachalności i zwykłego chamstwa. Tak siermiężnie i dziecinnie prowadzona kampania jest drogą do nikąd i symptomem braku wyborczej alternatywy. To zwykła polityczna dywersja i sabotaż, jeszcze gorzej: głupota. Albowiem przy założeniu, że Hałasowa jest ta zła (co jest możliwe), Cichosz prowadzący taką kampanię i z takimi pomagierami jest jeszcze znacznie gorszy – bo trzyma ze Szpakiem-ormowcem. Idąc dalej, skoro otoczenie Cichosza tak się zachowuje w kampanii, nie mając póki co żadnej władzy ni wpływów, co będzie, gdy je zdobędą? Szpak wróci do władzy – pomyśli wyborca, który przeciw niemu rok temu głosował. I będzie miał rację.

Piotr Ślusarczyk

53
26

Echa dożynek w Rudce

Ryczą krowy, kwiczą świnki

Bo na Rudce są dożynki

Cała wioska sobie pląsa

Tylko Leszek coś się dąsa

No bo nawet dziecko wie!

Rudka robi tak jak chce!

Zawsze w Rudce było tak !

Nawet podpadł tutaj Szpak…

Przeszła jesień, wiosna, zima

A chodnika ciągle ni ma…

Jak szpakówkę budowano

O chodniku zapomniano

Naród na to patrzy, łez ma pełne oczy

Pójdzie Szpak do piekła, wyżej nie podskoczy…

W niedzielne popołudnie w Rudce (gmina Siennica Różana) odbyły się dożynki wioskowe. Z pierwszych komentarzy wynika, że były udane i można pokusić się o stwierdzenie, a wręcz pochwałę wójta Proskury, bo nie przeszkadzał w organizacji i nie pchał rąk w to, co ludzie sami zrobić chcieli. Choć wypadałoby po 30 latach wójtowania przemawiać z pamięci, a nie czytać z kartki jak dzieciak, co za szybko do szkoły poszedł. Niestety na tle innych, którzy podjęli się sztuki oracji, Proskura wypadł tak, jak były instruktor ZMW wypaść może, czyli blado. Jeśli reszta pokazała klasę – nasz Leszek pokazał kilka klas. Nazwisko przewodniczącej KGW w Rudce wypada znać, a nie je przekręcać, bo doprawdy źle się tego słucha. Natomiast dukanie fragmentu „Moja Piosnka II” Cypriana K. Norwida wręcz zakrawa na herezję – jak się polonistki nie chciało słuchać w technikum mechanizacji rolnictwa w Lubyczy, teraz trza dukać. To jest nasza narodowa klasyka, należy znać! Wystarczyło Panie wójcie przeczytać wcześniej i poćwiczyć przed lustrem jak wójt Kozioł w Ranczu!

Były przemowy

Przemawiała zaproszona poseł Teresa Hałas i w jej wystąpieniu nie było krzty polityki, mówiła od siebie tak samo lekko, jak się czasami i zupełnie niepotrzebnie złości na „Dziennik Siennicy”. Na czym, jak na czym, ale na kultywowaniu tradycji zna się bowiem ona, jak mało kto. Na Widniówce zaczęła żniwa, a skończyła je dożynkami w Rudce… Lubi Teresa od serca i sentymentalnie mówić – to jej wielka pasja, w przeciwieństwie do jej antagonisty posła Cichosza, który mówcą jest żadnym. A Teresa, jak się uprze, to zaśpiewa nawet i z mównicy sejmowej. Choć i Cichosz na dożynkach we Frampolu śpiewać próbował, tyle że słów nie znał, więc wyszło mu murmurando, ale to już jest znamię odwagi zdeterminowanej wyścigiem do fotela na Wiejskiej.

Nie obyło się bez wystąpienia „ marzenia wszystkich polskich teściowych” wicestarosty Marka Nowosadzkiego, który również powiedział parę słów, ale tu było jak zwykle markowo. Mówi się, że Marek wręcz urodził się do przemów i garniturów, a pierwsze jego słowo, gdy rumianym pacholęciem był brzmiało: proszę, dziękuję i czy ładnie wyglądam? Co to tam dla niego przemawiać, skoro on całe życie albo przemawiał w radzie powiatu, albo w klasie do dziatwy. Wielkość i skład audytorium nie stanowi dla niego żadnego problemu. Dobrze w Rudce wybrzmiały jego słowa, godnie poszanował zebranych.

Przemawiał i „apostata siennickiej zgody” – radny wiecznie młody Andrzej Korkosz i jak zwykle mu wyszło. Przemówienie pisał sobie sam…

Franek na Wójta!

W części artystycznej furorę zrobił 8-letni Franek , który z pasją i doskonałą dykcją wyrecytował wiersz. Śmiało można okrzyknąć go następcą Nowosadzkiego, a Proskura powinien od Frania brać korepetycje w obcowaniu z tłumem. Inne dzieci też włożyły w swój występ kawał pracy i serducha. Wielkie podziękowania należą się Pani Krystynie Kobylańskiej, która czuwała nad całą częścią artystyczną i przygotowywała małych i większych artystów. Akompaniował im Janusz Pawlicha na akordeonie. Obrzęd dożynkowy to jej zasługa. Na koniec wystąpił zespół z Ukrainy i tak zaśpiewał, że niektórym zatęskniło się za kresami. Tu trzeba sprawiedliwość oddać, że ów zespół to pomysł wójta Proskury i sądząc po komentarzach, to całkiem udany. Impreza się udała dzięki mieszkańcom, którzy bezinteresownie zaangażowali się w jej organizację. Nikt nie patrzył na politykierstwo, bo i po co? Rudka zawsze była inna niż reszta Siennicy, bo za lasem i blisko miasta. Jak na siennickie standardy ta wioska jest wyjątkowo zgrana i spójna, dlatego wiele imprez i inicjatyw kończy się tam sukcesem. Koledzy radni jakoś Korkoszowi nie dopisali. Był tylko Piotr Kołtun z Wierzchowin i Alicja Pacyk z Zagrody oraz Sławomir Knap z Siennicy Dużej. Radny powiatowy Szpak też się nie stawił. Gdyby był chodnik od Siennicy Dużej, pewnie by nawet w bamboszach przyszedł… Poszczególne sołectwa przysłały jakichś tam przedstawicieli, ale ogólnie aktyw gminny zawiódł, tylko że to nie miało wpływu na frekwencję, bo uczestników było ponad 200, tańcowano do północy. Organizatorzy zadbali o okolicznościowe pamiątki, tj. śpiewnik biesiadny okraszony archiwalnymi fotografiami z dożynek w Rudce, które odbywały się w minionych latach. A niektóre fotografie są jeszcze z lat 50. ubiegłego wieku – kawał historii wioski.


Siennicka „dobra zmiana” – zamiast dożynek plakaty Lucjana

Na podsumowanie można pokusić się o przewrotną refleksję. W rolniczej gminie, która jest matecznikiem PSL, gdzie jak kamieniem rzucisz, to w ludowca trafisz, wójt i prezes powiatowego PSL nie zorganizowali żadnych obchodów święta plonów. Jest to zastanawiające, bo PSL-owski elektorat skrobie się po głowach i pyta: dlaczego?! Toć wszyscy wkoło mieli dożynki? Już się w terenie słyszy takie głosy. A w zamian Proskura ze Szpakiem okleili gminę plakatami swojego konia trojańskiego Cichosza, byłego zeteselowca, a teraz w PiS. Jak się Krzysztof Hetman z Janem Łopatą z Lublina o tym dowiedzą, że ci popierają kandydata z konkurencyjnej listy, mogą ich z ruchu ludowego na zbity pysk wyrzucić. Toć PSL ledwie ociera się o 5-procentowy próg. A jak nie przekroczy właśnie dlatego, że nasz Proskura ze Szpakiem Cichosza z PiS poparli?! Zaiste cuda polityczne się u nas teraz dzieją. Jak oni to ludziom roztłumaczą? Zbaranieje elektorat do szczętu, będzie kilka zawałów. I oby rozwalanie ruchu ludowego w naszej gminie, ba, powiecie, tylko takimi tragediami się zakończyło. Tak się w tej walce o utrzymanie władzy zapamiętali, że zapomnieli docenić trud rolnika-podatnika i też wyborcy. Ot, tacy z nich  ludowcy jak dżem truskawkowy z czarnej porzeczki…

Piotr Ślusarczyk

35
14

Tymczasem w biurze posła Cichosza

Otrzymaliśmy ostatnio taki sygnał od złaknionego spotkania z posłem Cichoszem potencjalnego wyborcy. Ów wyborca był tak zniecierpliwiony, że wysłał „krasnostawskiego sms-a” który wygląda tak:

Szanowny Panie napisz kiedy urzendujesz, świnie poczekają my nie a wybory blisko-Pisownia oryginalna

Jak widać wszystkie powierzchnie płaskie w najbliższym otoczeniu biura posła Cichosza mają swoje przysłowiowe „5 minut” Po ścianie na której zamieszczono tablicę, w sprawie której rzekomo miała interweniować posłanka Hałas o czym przez 3 tygodnie rozpisywała się lokalna gazeta przyszła pora na drzwi… Czekamy z utęsknieniem na coś na asfalcie, bo też płaski.

23
8