Marusia, Adonis czyli rzecz o Marku­čśë

Dzi┼Ť o kolejnym absolwencie do okazania m┼éodzie┼╝y w I LO.┬áA to nie w kij dmucha┼é persona, tylko sam szef ÔÇ×Stowarzyszenia Absolwent├│wÔÇŁ Marek ÔÇ×MarusiaÔÇŁ Nowosadzki alias ÔÇ×Powiatowy AdonisÔÇŁ. O nim kilka s┼é├│w, kt├│re zapewne go zez┼éoszcz─ů i focha strzeli, bo opr├│cz dobrych garnitur├│w kocha si─Ö obra┼╝a─ç.

Marek Nowosadzki lubi I LO, bo on lubi wszystko, co pierwsze i pierwszorz─Ödne, ale o tej fascynacji za chwil─Ö. Jedyny wyj─ůtek to z pozoru drugie danie, ale tam jest zazwyczaj pierwszorz─Ödny kotlet. Jak by┼é ma┼éy, to bardzo lubi┼é pierwsz─ů gwiazdk─Ö; ta zwiastowa┼éa prezenty.

Perfekcjonista

Marek, je┼Ťli chodzi o wygl─ůd jest perfekcjonista i nie jedna kobieta szybciej si─Ö ubierze, ni┼╝ on dobierze koszul─Ö do krawata i spinki do mankiet├│w. Pono─ç nad ranem wstaje, by nosa przypudrowa─ç, bo to jest ca┼éy ceremonia┼é. Trzeba si─Ö zawczasu obudzi─ç i wybra─ç str├│j, w kt├│rym b─Ödzie si─Ö wybiera┼éo str├│j. Potem gdy jest ju┼╝ szcz─Ö┼Ťliwie w pracy, to mamy 8 godzin widowiska, gdzie zapachy, dobre tkaniny, d┼║wi─Öczne s┼éowa i gesty mieszaj─ů si─Ö, jak t┼éum na stambulskim bazarze. W jego szafie ÔÇ×BytomÔÇŁ walczy z ÔÇ×Vistul─ůÔÇŁ a ÔÇ×PruchnikÔÇŁ szczerzy z─Öby na ÔÇ×ArmaniegoÔÇŁ Pracuje na sw├│j wizerunek ca┼éym cia┼éem, jak tancerka samby na platformie w czasie karnawa┼éu w Rio. Z t─ů r├│┼╝nic─ů, ┼╝e tak si─Ö nie ods┼éania, tu czy tam i nie kr─Öci tym i owym. Gwoli ┼Ťcis┼éo┼Ťci, kiedy┼Ť zwi─ůza┼é si─Ö z platform─ů, ale obywatelsk─ů, aczkolwiek by┼é to przelotny romans i do konsumpcji nie dosz┼éo. Wianuszka nie straci┼é i po dzi┼Ť dzie┼ä jest wierny samemu sobie i troch─Ö PZK, kt├│re jest formacj─ů lu┼║n─ů, bez ideowego ko┼Ť─çca, co┼Ť jak galaretowata meduza, przejrzysta, wy┼Ťlizguj─ůca si─Ö z r─ůk, ale taka, kt├│r─ů mo┼╝na si─Ö poparzy─ç.

Zapracowane jak ┼╝niwiarki w sierpniu s─ů jego r─Öce, ze szczeg├│lnym uwzgl─Ödnieniem d┼éoni i z─Öby tako┼╝. Te ostatnie okazuje w niegasn─ůcym u┼Ťmiechu na wielu fotografiach, przez to w─ůs├│w nie nosi, bo zas┼éania┼éaby ich czaruj─ůc─ů harmoni─Ö. By demonstrowa─ç niezadowolenie, do perfekcji opanowa┼é technik─Ö kr─Öcenia nosem, gdy jest ku temu potrzeba. Tym organem potrafi wywija─ç jak koczownik arkanem. A i wspomniane r─Öce spracowane s─ů wielce, ale nie od obierania kartofli, tylko ┼╝ywio┼éowej gestykulacji i wr─Öczania paczek, tudzie┼╝ kwiat├│w, po r├│┼╝nych rautach, sp─Ödach czy laudacjach.

Admirał Nelson z I LO

Wszystko, co pierwsze i pierwszorz─Ödne ma u niego znaczenie, byle czego nie uznaje i tam przypadku nie ma. Przeto dyrektork─Ö Ani─Ö Patejuk┬á lubi, bo jest Ania, a literka ÔÇ×AÔÇŁ pierwsza w alfabecie. Ania u niego jest ÔÇ×Admira┼éem NelsonemÔÇŁ. To on j─ů ulepi┼é, wystruga┼é jak nie przymierzaj─ůc Gepetto Pinokia. On dla niej jest ÔÇ×Pierwszym Lordem AdmiralicjiÔÇŁ. Natomiast I LO, to odpowiednik okr─Ötu flagowego HMS ÔÇ×VictoryÔÇŁ, ale ju┼╝ w suchym doku. Dlatego Marek dba o t─Ö jednostk─Ö, jego ┼╝agle nowiutkie i szyte w Mediolanie, jak Markowe koszule…mo┼╝e nawet przez tego samego krawca. Dba te┼╝ coby jego admira┼éowi nigdy nie trafi┼é si─Ö Trafalgar, bo ten cho─ç zwyci─Öski, to jak wiadomo prawdziwy Nelson sko┼äczy┼é jako zimny trup od kuli francuskiego strzelca wyborowego. Nawet przetransportowanie go w beczce brandy do Albionu nie by┼éo dla┼ä ┼╝adn─ů pociech─ů. W og├│le Marek ma dwie Anie na stanie w swoim ÔÇ×Ministerstwie Mody i WygodyÔÇŁ.

Okr─Öt korsarski

Druga to dyrektorka II LO ,co ma patrona w Norwidzie, ale t─Ö to ÔÇ×musiÔÇŁ lubi─ç, tak mi─Ödzy paniami r├│┼╝nica. Obie dla Marka s─ů jak witaminy, bo to polskie dziewczyny a Rosiewicz to wy┼Ťpiewa┼é. Tylko ┼╝e Ania Patejuk, to multiwitamina na soku z jab┼éek a Ania Antyga to w czystej postaci tran. Mimo ┼╝e dwa razy pierwsza z imienia i po m─Ö┼╝u ,to jednak musi by─ç druga. Oba dekokty zdrowe, ale po tym drugim Markowi facjat─Ö skr─Öca , jemu ona straszna i jeszcze si─Ö go nie boi. Pod skrzyd┼éa Ani Norwidowej Marek mo┼╝e wr├│ci─ç, jak go z wicestarostwa eksmituj─ů, a wr├│ci na ulic─Ö Okrzei ju┼╝ nie jako ÔÇ×Pierwszy Lord AdmiralicjiÔÇŁ, tylko zwyk┼éy majtek. A jak ju┼╝ trzymamy si─Ö marynistycznych termin├│w, to II LO pod kapitanem Antyg─ů, to dla Marka okr─Öt korsarski. W II LO ma etat, na kt├│rym dzieciom opowiada histori─Ö, w kt├│r─ů musz─ů wierzy─ç, je┼Ťli chc─ů zda─ç matur─Ö.

Studni├│wka Fideckiej i „Taniec Mocarstw”

Z liceami to jest ca┼éa historia wcale romantyczna i tak I LO to, jak wy┼╝ej oczko w g┼éowie. Nad nim rozpostar┼é Marek ÔÇ×┼╗elazn─ů Kopu┼é─ÖÔÇŁ, do tego ze dwie baterie ÔÇ×Patriot├│wÔÇŁ strzeg─ů pogodnego nieba. Tam nawet mrugn─ů─ç nie wolno, bo mrugni─Öcie jest zamachem. Tote┼╝ dyrektor Ania Patejuk ma takie bezpiecze┼ästwo, komfort, jak ma┼ée kangurz─ůtko w matczynej kieszeni i nikt jej nie podskoczy. Nawet Fidecka za protektoratu Szpaka tak dobrze nie mia┼éa, a to ÔÇ×dow├│dÔÇŁ, ┼╝e Nowosadzki uda┼éy szczeg├│larz i ma co┼Ť z zegarmistrza, bo jak si─Ö skupi na detalu(w tym wypadku I LO) to wierci┼é b─Ödzie i cel osi─ůgnie. Tylko dobrze by pami─Öta┼é, ┼╝e czasem zegarmistrze trafiaj─ů na szafot vide losy Ludwika XVI, kt├│ry oddawa┼é si─Ö pasji sk┼éadania czasomierzy, a przede wszystkim mia┼é by─ç kr├│lem ┼Ťwiatowego imperium. Jednak gdy wybi┼éa jego godzina, to g┼éow─Ö bez ┼╝alu mu uci─Öli. Z Markiem podobnie, bo jest wicestarosta przede wszystkim, a nie gwiazdor.

Tylko ┼╝e ten gwiazdor w nim siedzi zdecydowanie i na studni├│wce w I LO albo tak zwanej ÔÇ×Markowi┼║nieÔÇŁ by┼é obecny i dokona┼é przy pomocy bardzo zmys┼éowego ta┼äca resetu stosunk├│w z Edyt─ů Fideck─ů swoj─ů antagonistk─ů, utrapieniem, przyczyn─ů zgryzot i w ko┼äcu trampolin─ů do sukcesu. Marek wda┼é si─Ö w takie pl─ůsy, ┼╝e lakier na parkiecie zwija┼é si─Ö jak faworki. Edyta o podkre┼Ťlonej talii przez odzienie ta┼äczy┼éa w kreacji barwy burgunda albo dobrze dotlenionej krwi, takiej z aorty. Suknia i ca┼éa kompozycja wymyka si─Ö wszelkim ocenom i temu, co dotychczasowe studni├│wki widzia┼éy. Na g┼éowie mia┼éa diadem i r─Ökawy po kolana tak jak si─Ö drzewiej na dworze Plantagenet├│w chadza┼éo. Mo┼╝na by┼éo odnie┼Ť─ç wra┼╝enie, ┼╝e to jej wesele, a nie studni├│wka, ale wracaj─ůc do pl─ůs├│w z Nowosadzkim to te by┼éy prze┼éomem albowiem oni nigdy za sob─ů nie przepadali, a wr─Öcz jedno przepad┼éo przez drugie. Tany z miejsca zas┼éu┼╝y┼éy na miano ÔÇ×Ta┼äca mocarstwÔÇŁ mo┼╝e tekstylnych, p├│ki co ale jednak. Oboje odzie┼╝owych i politycznych antagonist├│w to absolwenci I LO… A Edyta reklamowa─ç nigdzie si─Ö nie musi, bo jak si─Ö ma tak─ů figur─Ö to mo┼╝na tylko odcina─ç kupony. Marek r├│wnie┼╝ jest figur─ů, ale w typie wczesnego Wojciecha Manna… Mimo wszystko jak takiego absolwenta nie pokazywa─ç m┼éodzie┼╝y? Przecie┼╝ to odpowied┼║ dla tych, co nie maj─ů co z sob─ů zrobi─ç w ma┼éej mie┼Ťcinie.

 Baby, ach te baby!

Imponowa─ç mo┼╝e szczeg├│lnie to, w jaki spos├│b Marek o gromadzi┼é wok├│┼é siebie wierny i oddany fraucymer. Ten taki, ┼╝e Cecylia Renata, Marysie┼äka Sobieska mog┼éyby cmoka─ç. To s─ů najlepsze wzorce, plus jego autorskie korekty i udoskonalenia. U Marka wszystko hula na wysokich obrotach, takiego zgrania nie ma nawet w balecie.

Ma w swym otoczeniu grono pa┼ä gotowych p├│j┼Ť─ç za nim w ogie┼ä i broni─ç go do ostatniej kropli szampana! Cho─çby Pani Ola ÔÇ×Trzecie OkoÔÇŁ, wsz─Ödzie drepcze z aparatem i stanowi z nim nierozerwaln─ů ca┼éo┼Ť─ç. Do tego wierna pomagierka i szefowa Marka ÔÇ×gabinetu politycznegoÔÇŁ S─ů i inne a wystarczy z Marka za┼╝artowa─ç by je natychmiast spotka─ç a wzrok wtedy maj─ů taki ┼╝e wi─Öcej ciep┼éa znajdziesz w oczach kanibali z Nowej Gwinei albo u pan├│w z plutonu egzekucyjnego. Trzeba wiedzie─ç, ┼╝e nie na wszystkie panie metody Marka dzia┼éaj─ů, s─ů takie o w typie Sharon Stone i woli nieugi─Ötej. Wtedy zrozpaczony Marek nazywa je ┼╝andarmami, bo one za nic maj─ů jego wypudrowany autorytet i potrafi─ů mu nawtyka─ç, ┼╝e na „Dzienniku Siennicy” to prawd─Ö napisali.

Wi─Ökszo┼Ť─ç jednak podda┼éa si─Ö hipnozie i tak je ko┼éo swojej idei okr─Öci┼é, ┼╝e lisy na szyjach modni┼Ť za PRL mog┼éyby ÔÇ×zazdraszcza─çÔÇŁ. Kiedy┼Ť s┼éynny Kali babka; uwodziciel, ┼╝eby kobiet─Ö ku sobie sk┼éoni─ç i potem obra─ç z oszcz─Ödno┼Ťci musia┼é si─Ö nag┼éowi─ç, a Nowosadzki nie musi robi─ç nic. Wystarczy, ┼╝e jest ! A do tego za wszystko p┼éaci mu pa┼ästwo, czyli my. W takiej sytuacji motyw rabunkowy odpada, a on jest czysty jak ┼éza. No i jak tego m┼éodzie┼╝y nie pokaza─ç! Wida─ç on to wie i jego metoda jest bardzo widowiskowa oraz intelektualna. To si─Ö odbywa w taki spos├│b podprogowy. Panie z racji zwierzchno┼Ťci przynosz─ů mu r├│┼╝ne pisma i teksty do zaopiniowania. On na nie zerka, policzki nadyma, sro┼╝y si─Ö, brew podnosi, czasem ofuknie. Nakrzyczy na znaki interpunkcyjne, ┼╝e co one tu robi─ů, bo by─ç powinny gdzie indziej. Potem skrytykuje sformu┼éowanie, a na koniec do powt├│rnego okazania i tak do po┼éudnia! Oczywi┼Ťcie na panie z┼éego s┼éowa nie powie, ale sukienk─Ö now─ů zauwa┼╝y, fryzur─Ö pochwali, o samopoczucie zapyta. Kobiety to lubi─ů, a on to wie! Istnieje ca┼ékiem uzasadnione podejrzenie, ┼╝e panie znaki interpunkcyjne oraz stylistyczne b┼é─Ödy robi─ů celowo, ┼╝eby do Marka wbi─ç si─Ö na ÔÇ×miodobranieÔÇŁ. Tyle, co u niego komplement├│w nie us┼éysz─ů nigdzie indziej. Wobec tego, jak takiego absolwenta nie pokazywa─ç m┼éodzie┼╝y?

Marek na „Czarnym Szlaku”

Ma te┼╝ Marek i zas┼éug─Ö na order albo ÔÇ×m─Öcze┼ästwoÔÇŁ. Ot├│┼╝ wzi─ů┼é si─Ö za ob┼éaskawianie radnej Nie┼Ťcior, a to jest czarny szlak przez Andy od Ziemi Ognistej po Alask─Ö! Fakt jest bezsporny, ┼╝e po tych wizytach Ewa mniej wyrywna i ju┼╝ nie plecie, tak jak drzewiej bywa┼éo. Zdarzaj─ů si─Ö jej wyskoki, a cho─çby ostatnio na komisji O┼Ťwiaty i Kultury. Mo┼╝na te ÔÇ×ma┼ée cudaÔÇŁ przypisa─ç Nowosadzkiego po┼Ťwi─Öceniu i akcji politycznego cywilizowania Merkel vel Nie┼Ťcioressy z Gorzkowa. To szczytne dzie┼éo odbywa┼éo si─Ö w jego gabinecie przemianowanym na t─Ö okazj─Ö w pok├│j zwierze┼ä i konfesjona┼é. Tam debata przy herbacie trwa do zamkni─Öcia starostwa. Oczywi┼Ťcie przy herbacie nie s┼éodzonej, czarnej i z cytryn─ů, bo Ewa tak─ů uwa┼╝a. Wszystko podane w fili┼╝ance wielko┼Ťci doniczki na palm─Ö. Marek przyj─ů┼é w takiej sytuacji rol─Ö biernego poch┼éaniacza d┼║wi─Ök├│w, odzywa┼é si─Ö, tylko gdy trzeba wrz─ůtku dola─ç.

Potencja drzemie jak wulkan

Jednak potencja┼é medialny Pana Marka jest w pe┼éni nie wykorzystany, wr─Öcz od┼éogiem le┼╝y. Ko┼Ťci├│┼é walcz─ůc o rz─ůd dusz powinien zaprz─ůc Marka by u┼╝yczy┼é swoich talent├│w oratorskich. Korzy┼Ť─ç b─Ödzie obop├│lna a transakcja wi─ůzana. Zaprz─ůc trzeba Marka ÔÇ×powiatowego AdonisaÔÇŁ do czytania Ewangelii, najlepiej jego imiennika- ┼Ťw. Marka i jeszcze ÔÇ×Dziej├│w ApostolskichÔÇŁ. G┼éos ma ci on jak ma┼éo kto… Msze b─Öd─ů widowiskami i wzro┼Ťnie liczba ozdrowie┼ä, nawr├│ce┼ä i omdle┼ä. To ostatnie nale┼╝y rozumie─ç jako powik┼éania po Markowe, ale to tylko lektorowi chwa┼é─Ö przynosi. Kobiety takiego ÔÇ×konferansjeraÔÇŁ s┼éucha─ç b─Öd─ů, bo to g┼é├│wnie oferta dla nich. Nie jedna matka c├│rk─Ö we┼║mie do Ko┼Ťcio┼éa m├│wi─ůc; chod┼║my Marka pos┼éucha─ç , bo jak on czyta to mam ciarki i czuj─Ö si─Ö tak jakbym tam by┼éa? A i m─Ö┼╝a wyci─ůgnie… chod┼║ stary zobaczysz jak zadbany facet w twoim wieku wygl─ůda i dowiesz si─Ö co w tym sezonie modne i jak dobiera─ç krawat do koszuli. A jak b─Ödzie troch─Ö czasu to mo┼╝e i autograf dostaniesz. Zatem sukces zdaje si─Ö gwarantowany, a stopa zwrotu wysoka i pewna, bo wa┼╝ne co i kto czyta… i jak wygl─ůda.

Dojdzie niebawem do takich sytuacji, ┼╝e Nowosadzki na spacer nie wyjdzie spokojnie. Ma┼éo tego, to jakby swojego ÔÇ×radiowegoÔÇŁ g┼éosu u┼╝yczy┼é w nawigacji po Krasnymstawie. To czy nie b─Ödzie wzruszaj─ůce jak na koniec wyprawy z domu do Piwdronki z s┼éuchawek dobiegnie g┼éos komunikatu: prowadzi┼é ci─Ö Marek Nowosadzki. A jakby audiobooki czyta┼é, ale tylko tam, gdzie fragmenty o zgodzie, urodzie i s┼éonecznej pogodzie A jakby kto┼Ť z hierarchii ko┼Ťcielnej wpad┼é na pomys┼é ┼╝eby Marka zainstalowa─ç jako ko┼Ťcielnego z funkcj─ů zbierania ofiary w trakcie mszy… to gwarantuj─Ö dzienny utarg na poziomie utargu z Piwdronki w okresie ┼Ťwi─ůtecznym. Wrzuca─ç b─Öd─ů ca┼ée portfele i kosztowno┼Ťci z takim zapa┼éem, ┼╝e Rydzyk z Owsiakiem poczuj─ů si─Ö nieswojo. I to b─Ödzie nie wiklinowy koszyczek, tylko druciany na k├│┼ékach, taki jak w Tesco, kt├│rego ju┼╝ nie ma, a po kt├│rym Marek swego czasu je┼║dzi┼é z wielk─ů wpraw─ů i swad─ů…prawie jak Louis Hamilton. Tam to dopiero by┼éo widowisko, jak Pan Marek przechadza┼é si─Ö z w├│zkiem po wiktua┼éy, swobodnie lekko leniwie, nonszalancko, jak ten kot na wystawowym ringu albo po perskim dywanie i tylko nie mrucza┼é. Tu zagai┼é, tam pochwali┼é, tam doradzi┼é. Melona dotkn─ů┼é, czy dojrza┼éy, okiem na nabia┼é rzuci┼é a wszystko w zwolnionym tempie. Nim co kupi┼é, to spiker wrzeszcza┼é, ┼╝e kasy zamykaj─ů ale swoje zrobi┼é, bo spotka┼é si─Ö z wyborcami, no mistrzostwo ┼Ťwiata!

Czasami Marek ÔÇ×czasami niecnotaÔÇŁ, a to dresy kupi, a to ufunduje nagrod─Ö na dzie┼ä patrona albo zostanie Miko┼éajem, bo Markiem ju┼╝ jest i te┼╝ za swoje ci─Ö┼╝ko zarobione to zrobi. Tak ┼╝e t┼éusty to on ciut jest, jak to mu kiedy┼Ť napisali, gdy za dietami zag┼éosowa┼é, ale ÔÇ×naszÔÇŁ ci on… jak Zbyszko dla Jagienki tylko na┼é─Öczk─ů nie nakryty.

 

Reasumuj─ůc Marka weso┼é─ů dzia┼éalno┼Ť─ç to ona z powa┼╝n─ů polityk─ů nie ma nic wsp├│lnego, to co┼Ť z pogranicza kuglarstwa i przedszkola. Z tego widowiska bardzo bezp┼éodnego, ale mi┼éego dla oka profity s─ů rzeczywiste i beneficjentem jest Marek a liczone s─ů w tysi─ůcach z┼éotych regularnie przelewanych na jego konto. Takim sposobem lepiej si─Ö ÔÇ×MarusiaÔÇŁ ustawi┼é ni┼╝ Tusk w Brukseli. Jakby nie patrze─ç to wicestarosty z krwi i ko┼Ťci nie mamy, starosty tako┼╝. Bo Le┼äczuk to jest ÔÇ×kl─Öska wrze┼Ťniowa z rozbiorami do kupy wzi─ÖteÔÇŁ Marek wype┼éni┼é sw├│j urz─ůd ÔÇ×Piotrusiem PanemÔÇŁ i gdyby kto┼Ť chcia┼é kr─Öci─ç polsk─ů wersj─Ö, to ja podpowiadam; bierzecie Nowosadzkiego on wam to zagra perfekcyjnie. Lepszego nie znajdziecie, bo taki jest i do tej roli urodzony! A jest du┼╝ym ch┼éopcem zakochanym w sobie i odklejonym od rzeczywisto┼Ťci, a to, ┼╝e ┼éadny i paniom si─Ö podoba tylko utwierdza go w tym przekonaniu… No i jak go w takich okoliczno┼Ťciach m┼éodzie┼╝y nie pokazywa─ç? Ta niech ju┼╝ sobie sama wnioski wyci─ůgnie. Amen!

 

PS. ÔÇ×W ┼╝yciu wygrywaj─ů ci, kt├│rzy potrafi─ů zachowa─ç dystans do siebie. Nie traktuj─ů siebie zbyt powa┼╝nieÔÇŁ Te s┼éowa dedykuj─Ö Markowi vel ÔÇ×MarusiÔÇŁ, bo┬ás─ů cytatem z wywiadu Poli Raksy serialowej ÔÇ×MarusiÔÇŁ z ÔÇ×Czterech PancernychÔÇŁ Przyda┼éoby mu si─Ö ciut powietrza z tego balonu spu┼Ťci─ç dla zdrowotno┼Ťci i og├│lnie…

 

 

61
10

3 komentarze do “Marusia, Adonis czyli rzecz o Marku­čśë”

  1. Z cyklu: Strofy dla Ciebie – „Tajemnica dobrej formy”
    Autor: Andrzej Walig├│rski
    „Rozkwitam pi─Öknie jak polny bratek
    Gdy mi zadaj─ů wszyscy pytanie:
    – Jak pan to robi, ┼╝e mimo latek
    Jest pan w tak ┼Ťwietnym, kwitn─ůcym stanie?
    Inny ma wygl─ůd, ┼╝e tylko dobij,
    Pan za┼Ť poprawia si─Ö wci─ů┼╝ wybitnie!
    Jak pan to robi? Jak pan to robi?
    I co pan robi, ┼╝e tak pan kwitnie?
    Na to pytanie w głowę się skrobię
    I szukam w my┼Ťlach uzasadnienia.
    Bo prawd─Ö m├│wi─ůc ja n i c nie robi─Ö
    I to jest pow├│d mego kwitnienia…
    Inni si─Ö m─Öcz─ů i zarywaj─ů,
    Nie ┼Ťpi─ů, nie jedz─ů ┼Ťniada┼ä, kolacji
    Nic te┼╝ dziwnego, ┼╝e wygl─ůdaj─ů
    Jak ciocia Klocia po ekshumacji.
    A ja obiadki jem lekkostrawne,
    Niezbyt obfite (bym nie stetryczał)
    Czytam wy┼é─ůcznie ksi─ů┼╝ki zabawne
    (Raczej Wa┼é─Ös─Ö ni┼╝ Ku┼Ťniewicza).
    W ┼╝adn─ů dyskusj─Ö nikt mnie nie wrobi,
    Co trzy miesi─ůce stan z─Öb├│w badam,
    Kocham si─Ö tylko w Alexis Colby
    (więc mnie fizycznie to nie rozkłada).
    Dwa p├│┼éetaty wzi─ů┼éem od razu
    Co jest wysiłkiem dla mnie maciupkim:
    Pół dnia pracuję i na pół gazu,
    Gadam p├│┼ég─Öbkiem, siedz─Ö p├│┼édupkiem…
    Nic te┼╝ dziwnego, ┼╝e ludzie skrycie
    Szepcz─ů na widok m├│j luksusowy:
    – Popatrzcie tylko! Ten to ma ┼╝ycie!
    Krew z mlekiem! Bomba! Sklep nabiałowy!
    Figluj─Ö rankiem, dobrze ┼Ťpi─Ö noc─ů,
    Wieczorem solo gram na perkusji,
    I jako┼Ť ┼╝yj─Ö… Pan pyta po co?
    Stop! Ju┼╝ m├│wi┼éem. ┼╗adnych dyskusji.” ­čśÇ

    16

    0
  2. O studni├│wce w jaglance:

    Rozkwita┼éy p─ůki bia┼éych r├│┼╝
    wr├│─ç Mareczku z tej wojenki ju┼╝
    wróć, ucałuj, jak za dawnych lat bywało
    dam ci za to r├│┼╝y najpi─Ökniejszy kwiat!

    10

    0

Dodaj komentarz

Tw├│j adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola s─ů oznaczone *